PEWNEGO RAZU, CHRYSTUS ZWRÓCIŁ się w ten sposób do tłumów: «Nie każdy, kto mówi Mi: „Panie, Panie!”, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie» (Mt 7, 21). Możliwe, że Pan Jezus wyczuł w niektórych z jego słuchaczy swego rodzaju pragnienie nawrócenia wyrażone w słowach, które jednak nie przekładało się na czyny. Być może było wiele spontanicznych postanowień, aby czynić dobro, ale brakowało im głębi i wytrwałości. Być może podejmowały je osoby, które uznawały autorytet Mistrza, ale nie były głęboko przekonane, że jego zaproszenie zapewniało szczęśliwe i spełnione życie.
Dlatego Pan Jezus odczuł potrzebę podzielenia się z ludźmi kluczowym rysem drogi, którą głosił. Życie chrześcijańskie nie wyczerpuje się w wyjaśnieniu o charakterze teoretycznym, tylko jest rzeczywistością, która całkowicie przemienia i wiąże się z podjęciem decyzji, która przekłada się na czyny. «Posiadanie wiary nie jest posiadaniem wiedzy: posiadać wiarę oznacza przyjąć Boże przesłanie, które przyniósł nam Jezus Chrystus, żyć nim i urzeczywistniać je»[1]. Propozycja Pana Jezusa zwraca się do osoby w jej całości, to wołanie, które rozbrzmiewa w zasobach rozumu, woli i serca.
Działania, które podejmujemy ukazują stopień zainteresowania, jakie wzbudza w nas określony cel. Podążanie za Panem Jezusem oznacza podejmowanie konkretnych wyborów, podobnie jak ktoś pragnie być w dobrej formie fizycznej, ustala plan ćwiczeń i odżywiania. I oznacza to zarówno unikanie tego, co może nas oddzielić od Boga jak rozwijać praktyki, które umocnią naszą relację z nim: modlitwę, sakramenty, formację chrześcijańską… To jest spójność, która w autentyczny sposób wyraża naszą wiarę. Jak pisał święty Josemaría: «Niech w naszej duszy zrodzi się szczery zapał i skuteczne pragnienie pójścia za wezwaniem Stwórcy. Starajmy się odpowiedzieć Jego zamiarom z niezachwianą wiarą, w przekonaniu, że On zawieść nas nie może. Umiłowawszy w ten sposób Wolę Bożą, zrozumiemy, że wartość wiary nie polega jedynie na jasności jej wyrażania, lecz na zdecydowanej obronie jej czynem; wówczas będziemy postępować konsekwentnie»[2].
KIEDY WIARA PRZEKŁADA SIĘ na konkretne wybory, życie chrześcijańskie nabiera większej głębi. W ten sposób Duch Święty buduje w nas trwałą tożsamość, na mocnej podstawie przekonań, które przekuły się na rzeczywistość życia, tak jak dom zbudowany na solidnym fundamencie. Pan Jezus w Ewangelii korzysta właśnie z tego przykładu. Porównuje ludzkie życie do dwóch domów: jednego zbudowanego na piasku i drugiego zbudowanego na skale. Pierwszy z nich ledwo może oprzeć się deszczowi; drugi z kolei posiada strukturę, która pozwala oprzeć się naporowi wód.
W relacji z Bogiem także doświadczamy siły przeciwności i słabości naszej natury. Czasami chcemy jednej rzeczy, ale w końcu robimy co innego. I to może wywołać w nas zniechęcenie i zmęczenie. Przyjąć istnienie tych trudności nie jest pesymizmem, ale zdrowym realizmem. «Optymizm chrześcijański nie jest optymizmem cukierkowym ani też ludzkim zadufaniem, że wszystko pójdzie dobrze. To optymizm zakorzeniony w świadomości ludzkiej wolności i w pewności co do mocy łaski: optymizm, który każe nam wymagać od siebie samych i czynić wysiłki, by odpowiedzieć w każdej chwili na wezwania Boga»[3].
Czasami może się zdarzyć, że odczujemy ze szczególną intensywnością radość pozostawania u boku Pana Jezusa; przy innych okazjach czujemy jakby oddalił się i dlatego to, co wcześniej nas napełniało teraz wydaje się obojętne lub trudne. Być może wówczas serce pokazuje nam inne drogi, które obiecują szczęście, którego tak pragniemy. Także w tych chwilach Duch Święty jest obecny w naszym życiu. Możemy zwrócić się do niego, abyśmy właśnie w tych okolicznościach, budujemy dom na skale, którym jest jego obecność w naszej duszy. Wiele razy uczucia kierują w tę samą stronę, w którą prowadzi pragnienie Boga, ale przy innej okazji, idziemy ku celowi, który uważamy za dobry bez pomocy tego sprzyjającego wiatru, a nawet «pod prąd»[4]. Jeśli własne życie jest oparte na mocnych przekonaniach, na szlachetnych ideałach, które mogą wyrazić się w każdej sytuacji, dom oprze się wezbranym rzekom; a nawet więcej, ta chwila będzie okazją, aby umocnić własne ideały i dojrzeć w miłości jaką wybraliśmy, ponieważ Pocieszyciel mieszka w nas. W ten sposób, kiedy minie ulewa i powróci słońce, zobaczymy, że warto było budować dom na mocnej skale.
KIEDY BURZA SIĘ WZMAGA mamy potrzebę znalezienia schronienia. Kiedy odkrywamy naszą kruchość i odczuwamy, że uczucia nie towarzyszą nam, modlitwa może udzielić nam bezpiecznej kryjówki. W każdym razie modlitwa nie jest czymś z czego mamy korzystać jedynie w sytuacjach nadzwyczajnych. Pan Jezus przekazał apostołom wagę stałej modlitwy i nieustawania w niej (Łk 18, 1). Jeżeli o tym chwilę pomyślimy, z obiektywnego punktu widzenia, nie ma sytuacji, które wymagałyby więcej lub mniej modlitwy, ponieważ modlitwa jest dla nas zawsze i w każdej chwili radosną potrzebą. Wraz z nią zdajemy sobie sprawę, do jakiego stopnia Duch Święty towarzyszy nam i z miłością prowadzi nasze życie.
Jednakże, to jasne, że z punktu widzenia naszego doświadczenia, są sytuacje, które mogą nas bardziej oddalić od modlitwy, kiedy paradoksalnie jest ona bardziej potrzebna niż kiedykolwiek. Tak mówi Pan Jezus apostołom w Getsemani: «Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe» (Mt 26,41). Kiedy pokusa przybiera na sile, kiedy uczucia zanikają, kiedy nasza wiara wydaje się słabnąć, wtedy modlitwa jest najpotężniejsza, mimo tego, że wydaje się nam coś przeciwnego. Nie modlić się, ponieważ myślimy, że jesteśmy daleko, albo dlatego, że nic nie czujemy, albo ponieważ nasza wiara słabnie, to argument jedynie pozornie logiczny: to właśnie w tych okolicznościach, kiedy mamy większą potrzebę schronienia się w modlitwie, aby odkryć, dokąd prowadzi nas Duch Święty: «Kiedy wydaje ci się, że Pan cię opuszcza, nie smuć się: szukaj Go z jeszcze większym zaangażowaniem! On — który jest miłością — nie zostawia cię samego. — Bądź pewien, że On “zostawia cię samego” z miłości, abyś zobaczył jasno, co w twoim życiu jest Jego, a co twoje»[5].
Kiedy burza się wzmaga i fundamenty domu wydają się chwiać, mamy na wyciągnięcie ręki krzyk psalmisty: «niech rychło przyjdzie ku nam miłosierdzie Twoje: bo bardzo jesteśmy słabi. Wspomóż nas, Boże zbawienia naszego, przez wzgląd na chwałę Twojego imienia» (Ps 79, 8-9). Jeśli czasami brakuje nam słów, którymi możemy zwrócić się do Boga, możemy zagłębić się w Psalmy i znaleźć w nich kanwę dla naszej modlitwy: «W psalmach, człowiek wiary odnajduje odpowiedź. Wie, że nawet jeśli wszystkie ludzkie drzwi są zamknięte, drzwi Boga są otwarte. Jeśli cały świat wydałby wyrok skazujący, w Bogu jest zbawienie. „Bóg słucha”: czasami na modlitwie wystarczy po prostu o tym wiedzieć»[6]. W tych chwilach możemy zwrócić się do Najświętszej Maryi Panny. Ona zajmie się przedstawieniem naszych próśb swojemu Synowi i pomoże nam przeżyć burze naszego życia w pokoju.
[1] Franciszek, Homilia, 21 lutego 2014 r.
[2] Św. Josemaría, Przyjaciele Boga, nr 198.
[3] Idem, Kuźnia,nr 659.
[4] Idem, Bruzda,nr 127.
[5] Idem, Kuźnia, nr 250.
[6] Franciszek, Audiencja generalna, 14 października 2020 r.

