PEWNEGO DNIA PROROK ELIZEUSZ przebywał w mieście Szunem. Pewna ważna kobieta poprosiła go, aby spożył posiłek w jej domu. I tak, ilekroć Elizeusz przechodził niedaleko, zostawał na posiłek. Kobieta zdała sobie sprawę, że był on człowiekiem oddanym Bogu i w rozmowie ze swoim mężem postanowili przygotować dla niego miejsce w swoim domu: „Przygotujmy mały pokój górny, obmurowany, i wstawmy tam dla niego łóżko, stół, krzesło i lampę. Kiedy przyjdzie do nas, to tam się uda” (2Krl 4,10). Kiedy Elizeusz przybył i zamieszkał w pokoju, chciał dowiedzieć się, jak może odwdzięczyć się za taką gościnność. Kiedy Szunemitka odmówiła przyjęcia czegokolwiek, Elizeusz dowiedział się, że para nie mogła mieć dzieci, więc powiedział do kobiety: „O tej porze za rok będziesz pieściła syna” (2Krl 4,16). I urodziła syna w zapowiedzianym czasie.
Bóg potrafi docenić gesty miłosierdzia, które kierujemy do naszych braci, zwłaszcza jeśli, tak jak Elizeusz, zostali oni powołani przez Niego do misji. „Kto was przyjmuje - powiedział Jezus do apostołów, gdy przygotowywali się do ogłoszenia nadejścia Królestwa - Mnie przyjmuje” (Mt 10, 40). Co więcej, Pan zapewnił, że nawet kubek czystej wody podany Jego uczniom nie pozostanie bez nagrody (por. Mt 10,42). Sam Chrystus, ponadto, otrzymywał schronienie od przyjaciół lub znajomych, ponieważ nie miał gdzie spać, i umiał docenić troskę, jaką Mu okazywano. Można powiedzieć, że Bóg polega na relacjach międzyludzkich, aby wzmocnić pasterzy swojego ludu. Przede wszystkim modlitwą za nich, aby „zawsze byli sługami radości Ewangelii dla wszystkich ludzi”[1]; ale także bliskością i pomocą materialną, aby przypominać im, że nie są sami i wspierać ich w pracy kapłańskiej.
W SWOIM KAZANIU SKIEROWANYM do apostołów Pan Jezus wspomniał również o pewnych warunkach życia Ewangelią: „Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien” (Mt 10,37). Z pewnością nie oznacza to, że Jego uczniowie muszą odciąć się od wszelkich więzi rodzinnych. Co więcej, przy innej okazji Jezus zgani doktorów Prawa za pozbawianie swoich rodziców tego, czego potrzebują, pod pretekstem złożenia tego na ołtarzu (por. Mk 7, 8-13). Miłość ożywiana i oczyszczana przez miłość Pana, „staje się w pełni płodna i wydaje owoce dobra w samej rodzinie i znacznie wykraczające poza nią”[2]. Dlatego Jezus chce podkreślić, że miłość do Boga jest na pierwszym miejscu, ponieważ jeśli jest autentyczna, przełoży się na miłość do rodziców i dzieci.
Św. Josemaría mawiał, że ludzie należący do Dzieła w dziewięćdziesięciu procentach zawdzięczają swoje powołanie rodzicom: jeśli wiedzieli, jak szczodrze przyjąć Boże wezwanie, to dlatego, że widzieli tę szczodrość w domu rodzinnym. W większości przypadków można to odnieść do wszystkich powołań w Kościele. Z tego powodu uważał, że nie oznacza ofiary ze strony rodziców to, że Bóg powołuje ich dzieci. „Wprost przeciwnie, to ogromny zaszczyt, powód do wielkiej i świętej dumy, dowód wybraństwa i szczególnej miłości”[3], ponieważ to tak, jakby Pan doceniał wspaniałą pracę, którą dla nich wykonali: umieścili w ich duszach ziarno Bożej miłości. A sam syn był w stanie sprawić, by wzrastało ono w jego wolności, dzięki modlitwie i przykładowi, jaki widział u swoich rodziców.
JEZUS OSTRZEGA RÓWNIEŻ swoich apostołów, że w misji, którą mają podjąć, nie zabraknie trudności. „Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je. A kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je” (Mt 10,38-39). Jednocześnie wzywa ich, aby się nie lękali, ponieważ ci, którzy są w rękach Boga, „wiedzą, że zło i to, co irracjonalne, nie ma ostatniego słowa, ale że jedynym Panem świata i życia jest Chrystus”[4].
Każdy miewa trudności: choroba, problemy rodzinne, kłopoty w pracy... Czasami krzyż objawia się również w drobnych cechach naszego charakteru lub innych osób, których nie jesteśmy w stanie znieść, lub w wadach czy porażkach w walce, które nas zawstydzają. Jezus szuka sposobu, abyśmy pozbyli się uczucia osamotnienia lub poczucia ugrzęźnięcia w trudnościach. Prawdą jest, że na ogół nie możemy żyć z dala od tego wszystkiego, tak jakby zło pochodzące od diabła i grzechu pierworodnego nie istniało, lub pragnąc za wszelką cenę spokojnej i bezproblemowej egzystencji. Pan bierze nas za rękę i pomaga nam objąć ten trud, tę ułomność, tak jak objął krzyż razem z Szymonem Cyrenejczykiem.
„Poprzez Mękę Chrystusa przestał być symbolem kary, stał się znakiem zwycięstwa. Krzyż jest godłem Odkupiciela: in quo est salus, vita et resurrectio nostra: w nim jest nasze zbawienie, nasze życie i zmartwychwstanie nasze”[5]. Nawet Matce Bożej nie oszczędzono ciężaru krzyża. Możemy zwrócić się do Niej, abyśmy umieli dźwigać nasz krzyż ze świadomością bycia dziećmi Bożymi i z nadprzyrodzonym spojrzeniem.
[1] Franciszek, Orędzie, 19-VI-2020.
[2] Franciszek, Anioł Pański, 28-VI-2020.
[3] Św. Josemaría, Kuźnia, punkt 18.
[4] Benedykt XVI, Anioł Pański, 22-VI-2008.
[5] Św. Josemaría, Droga Krzyżowa, II stacja, punkt 5.

