Nieustające Betlejem, jakim jest Tabernakulum

Tekst o Bożym Narodzeniu i o darach Trzech Króli - złocie, kadzidle i mirrze. A co my damy Dzieciątku? Przyniesiemy mu pracę wszystkich możliwych ludzkich zajęć.

Artykul w PDF "Nieustające Betlejem, jakim jest Tabernakulum"

“Dni świąt Bożego Narodzenia, początek roku 1939. Odrodzić się na nowo i kontynuować, rozpocząć i iść dalej. W tym, co materialne, inercją jest niezmienność: brak ruchu jest bezruchem, niezatrzymywanie się jest byciem w ruchu. Jednak w sprawach życia wewnętrznego kroczenie dalej i kontynuacja nigdy nie jest inercją. Powracamy do tego samego, zawsze do tego samego: Bóg z nami, Dzieciątko Jezus; a my ochraniani przez Anioła Stróża idziemy, aby adorować Dziecię – Boga, które nam pokazują Matka Najświętsza wraz ze świętym Józefem. Po wszystkie wieki, ze wszystkich zakątków świata, strudzeni i zachęceni pracą wszystkich możliwych ludzkich zajęć, będą przybywać Mędrcy do nieustającego Betlejem jakim jest Tabernakulum. Postaraj się i pracuj przygotowując swój dar – twoją pracę, twoje zobowiązanie – na tę epifanię każdego dnia”[1].

Adoracja Mędrców, Chrzest Pana, wesele w Kanie: trzy przejawy boskości wcielonego Słowa, trzy epifanie, które są umieszczone w czasie, a mają posmak wieczności, ponieważ Jezus Chrystus jest ten sam, wczoraj i dziś, i zawsze[2].

Święty Josemaría uczy nas jednoczyć tajemnicę adoracji Mędrców z naszą pracą zawodową, łączyć wieczne znaczenie tej ofiary z wymiarem boskim, jaki mogą osiągnąć nasze codzienne zajęcia.

My również jesteśmy, w jakiś sposób, jak owymi mędrcami, którzy prowadzeni przez gwiazdę powołania zbliżamy się ze wszystkich zakątków ziemi do Betlejem dzisiejszych czasów. Mędrcy, którzy, wywodząc się od pogan, nie należą do narodu hebrajskiego, zapowiadają tę wielką rzeszę ludzi, którą będzie Kościół, Lud Boży.

Przyszli ze Wschodu, z daleka zza Jordanu. Herod się pyta, gdzie jest król żydowski. Starsi kapłanów i uczeni w Piśmie wiedzieli, że miał się On narodzić w Betlejem[3], lecz nie pofatygowali się pójść i pokłonić Mu się. Herod się niepokoi, a wraz z nim cała Jerozolima[4], ale tylko ci obcokrajowcy udają się w drogę.

Pastuszkowie – żydzi – i Trzej Królowie – poganie – są pierwszymi z niezliczonej liczby wiernych, wśród których już nie będzie rozróżnienia na Żyda i Greka, niewolnika i wolnego, mężczyznę i kobietę[5]. Również my, po tylu wiekach, tworzymy ten Lud Boży powołany w Nowym Przymierzu.

Mędrcy przynoszą złoto, kadzidło i mirrę. A my co przyniesiemy Dzieciątku Jezus? Zbliżamy się do Betlejem strudzeni, ale i zachęceni naszą codzienną pracą.STRUDZENI

Strudzeni, ponieważ praca jest mozolna, stała, wymagająca; jest dla nas ciężarem. Praca, która zawsze była ludzkim powołaniem, przez grzech przemieniła się w trud, walkę i ból. Wraz z nieposłuszeństwem przyszła śmierć; śmierć, którą Chrystus również chciał przyjąć.

My wraz z Mędrcami przynosimy mirrę. Jak Nikodem złożymy mieszaninę mirry i aloesu u stóp Krzyża, weźmiemy jego Ciało i owiniemy je w płótno z najwonniejszymi aromatami, jakie będziemy w stanie zdobyć. Mirrę umartwienia przez wzgląd na miłość do Chrystusa i do dusz, na miłość do Krzyża w codziennej pracy, chociaż to kosztuje i właśnie dlatego, że kosztuje. Nasza praca, uczestnictwo w męce Chrystusowej jest również balsamem, który służy do leczenia, do oczyszczania i do uśmierzania strasznych ran, które zadaliśmy naszymi grzechami Jego Przenajświętszemu Człowieczeństwu. Niczego nie zabrakło w męce Jezusa, żeby nas zbawić, ale aby Jego zasługi miały zastosowanie dla nas, powinniśmy dopełnić w naszym ciele to, czego jeszcze brak w cierpieniu Chrystusa dla dobra jego Ciała, którym jest Kościół[6]. To radość uczestniczenia w cierpieniach Chrystusa, ponieważ przez nie każdy członek Jego Mistycznego Ciała staje się Chrystusem i żyje Jego pragnieniem dusz i Jego zbawczą miłością.

Gdzie się znajduje Król żydowski?, pytał Herod. Dokąd pójdziemy, strudzeni naszą pracą? Pójdziemy do nieustannego Betlejem–Tabernakulum: tam Go znajdziemy prawdziwie obecnego.

Chleb życia, Chleb, który zstąpił z Nieba, Chleb żywy dla świata, oczekuje nas teraz w Betlejem–Tabernakulum, gdzie jest więcej upokorzenia, więcej uniżenia niż w Żłóbku i niż na Kalwarii. Trzej Królowie odnaleźli Jezusa w Bet-lehem, co znaczy dom chleba. Ziarno pszenicy, które przez swoją śmierć udzieli nam zbawienia i przyniesie wielki owoc, leży na odrobinie siana. Idziemy do Betlejem ze złotem oderwania od sukcesów i porażek, z kadzidłem pragnienia służenia i wyrozumiałości, i z mirrą codziennego poświęcania się.

Zachęceni

Idziemy zachęceni pracą, ponieważ praca jest dla nas drogą do Jezusa. Jest, w jakiś sposób, drogą do Betlejem: tam, gdzie rodzi się Słowo wcielone, gdzie łączą się niebo i ziemia, w łonie Maryi, a potem w tym pokornym żłóbku w Betlejem. Tam pójdziemy my, którzy staramy się połączyć pracę i modlitwę, modlitwę i pracę: świat z Bogiem.

Idziemy z zapałem, radosnym krokiem. Praca, pomimo trudności, które niesie z sobą zawsze – i które często tak nam doskwierają – jest w rzeczywistości życiem, zadaniem, darem, wzrostem, służbą Bogu i ludziom. Dlatego też staramy się ją kochać, czynić ją z radością, z entuzjazmem: z zawodową pasją. Praca jest w tym sensie silnikiem, który napędza. Dobrą rzeczą jest wyjść z domu z pragnieniem wypełnienia tego ludzkiego zadania, jakim jest nasze powołanie zawodowe, a które jednocześnie umiejscawia as w społeczeństwie.

Jezus jest rzemieślnikiem – synem rzemieślnika[7] –, który przepracował trzydzieści lat w Nazarecie. Jest Synem Bożym, który przeistoczył chleb w swoje Ciało. Ileż Go kosztował Krzyż! „Abba, nie moja, lecz Twoja wola niech się stanie”[8]. I takim podporządkowaniem naszej woli urzeczywistniamy Jego Mękę każdego dnia, kiedy kapłan, użyczając swój głos i całą swą osobę Panu, in Persona Christi Capitis powtarza słowa ustanowienia Eucharystii: To jest Ciało moje za was wydane. W ten sposób idziemy, strudzeni i zachęceni śladami tego, który wszedł do Jerozolimy z ciężarem naszych grzechów, zmotywowani pragnieniem zbawienia, pragnieniem oddania się.

Quam dilecta tabernacula tua, Domine virtutum! Idziemy z naszą pracą do Tabernakulum, do domu Pana Zastępów, siły naszej walki pokoju o życie w cnotach. Ofiarujemy Mu ten wysiłek, ponieważ nie ma nic dobrego, co byśmy mogli zrobić bez Niego. Co masz, czego byś nie otrzymał?[9], pytał św. Paweł. Cnoty, o które się staramy w naszej pracy, pochodzą od Boga: pracowitość – „mój Ojciec działa aż do tej chwili i Ja działam”[10] –; cierpliwość; odpowiedzialność; staranie o małe rzeczy; wysiłek wkładany w dobre zakończenia czynności; zapał w tym, by inni wzrastali i pokora, by docenić ich pracę, radość, służbę. W zaczynaniu i w powtórnym rozpoczynaniu od nowa tkwi walka o osiągnięcie tych cnót, stałych sprawności, które wykuwają naszą osobowość i, krok po kroku, identyfikują nas z Chrystusem.

Aby kochać

Kiedy pracujemy, to On pracuje w nas, w nas cierpi i oddaje się, to On kocha. Chodźmy do domu Chleba, wiecznego Betlejem-Tabernakulum, gdzie przebywa Jednorodzony, wieczne Słowo Boga. Na patenie, łącząc nasze aktywności z chlebem – owocem ziemi i naszej pracy – i w kielichu, łącząc wino – owoc winnego krzewu i naszej pracy – z kroplą wody naszego życia.

Staraj się i pracuj, zachęca św. Josemaría. Praca dobrze wykonana, starannie i gorliwie. Praca, która ma być spełnieniem każdej, nawet drobnej, powinności: czyń, coś powinien, skupiony na tym, co czynisz[11]. Przygotuj z delikatnością twoją ofiarę. Chodźmy do Tabernakulum w twojej parafii, albo w kościele w pobliżu twojego miejsca pracy, albo w którejś kaplicy. Chodźmy tam przygotowując ofiarę z całego dnia, z niecierpliwością zakochanych, z zapałem uczynienia z każdego dnia Mszy, modląc się za nasze rodziny, za naszych przyjaciół; abyśmy czuli się kochani i abyśmy kochali[12]. I w sposób szczególny w godzinie próby, albo kiedy należy dać nowy krok, być może bardzo trudny, w oddaniu się Panu Bogu. „Nadeszła stosowna chwila, aby pójść do Tabernakulum i by porozmawiać z Panem, który pokazuje nam swoje rany jako dowód swojej miłości i, z wiarą w tych ranach, których nie widzimy fizycznie, wraz z Apostołami odkryjemy konieczność męki Chrystusa, który w ten sposób wszedł do swej Chwały. Jeszcze mocniej obejmiemy Krzyż jako boski dar, rozumiejąc w ten sposób zachętę św. Josemarii: postarajmy się dostrzec ukrytą chwałę i radość z cierpienia”[13].

Tabernakulum jest Betlejem, domem Chleba, zawsze zbyt biednym, jak dla Pana Boga. Jest Betlejem, ponieważ On jest tam obecny ze swoją duszą, ciałem, krwią i bóstwem, ponieważ się ukazuje, jak tam w Judei, w naszym kontemplowaniu i adoracji eucharystycznej. Nie idziemy do Niego z pustymi rękami, ale z dobrze wykonaną pracą, i z tym, co jeszcze mamy do zrobienia. Nawiedzenie Najświętszego Sakramentu jest taką przerwą na adorację: „Jezu, to ja, Jan mleczarz”; „Panie, tu stoi przed Tobą ten nieszczęśnik, który nie potrafi Cię tak kochać, jak Jan mleczarz”[14]. Imiennie przypominamy się Mu podczas ofiarowania, które przygotowujemy: jestem tym lekarzem, robotnikiem, sędzią, nauczycielem... Przychodzę, aby oddać Ci siebie samego i to, co czynię, i aby Cię poprosić o przebaczenie za to, co zaniedbałem uczynić. Idziemy do Niego w towarzystwie aniołów i, jak w Betlejem, są obok nas Matka Najświętsza i święty Józef. Ojciec i matka rodziny prowadzą swoje dzieci aby pozdrowić Pana Jezusa w Tabernakulum. Ktoś inny prowadzi kolegę z pracy, pewien student swojego przyjaciela: ukazując mu, w jaki to sposób wiara porusza nas do wyjścia na spotkanie z Panem, który nas wyczekuje.

Wiara, czystość, powołanie

Ojcze nasz, Zdrowaś Mario, Chwała Ojcu. Pragnę Cię przyjąć, Panie, z tą samą czystością, pokorą i pobożnością, z jaką przyjęła Cię Twoja Najświętsza Matka, z duchem i żarliwością świętych[15]. Po adorowaniu naszego Ojca niebieskiego kierujemy się do Matki Bożej i Matki Naszej, aby nas nauczyła oddawania chwały Trójcy Świętej naszym życiem. Ona nam dała Ciało Jezusowe; ona daje nam Chrystusa w Eucharystii. Jej ręce przyjęły złoto, kadzidło i mirrę, które Mędrcy ofiarowali Jezusowi. W jej rękach oczyszczają się nasze dary i nasze oddanie, a także nasze nędze. Dodaje blasku złotu naszej wiary, rozpala swoją matczyną miłością kadzidło naszej czystości i napełnia wonią mirrę naszego oddania. Matka Najświętsza podtrzymuje żywy ogień naszej wierności i naszego apostolstwa. Z nią będziemy mogli dawać światło i ciepło. Będziemy pochodniami wiary, rozpalonej miłości, Bożego światła, które oświecać będzie drogę do Betlejem.

Idziemy ku tej ostatecznej i wiecznej boskiej epifanii, do ostatecznego objawienia, które opisuje ostatnia księga Nowego Testamentu napisana w dramatycznych okolicznościach: kiedy z jednej strony doktrynalne błędy wydawały się wzrastać zagrażając prawdzie chrześcijan, a z drugiej strony rozpętało się pierwsze powszechne i systematyczne prześladowanie przeciwko Kościołowi. Cesarz, stworzenie z gliny upojone czczą chwałą ludzką, uzurpował sobie bycie czczonym jako Pan i Bóg. Lecz cienie czczej chwały znikną z rzeką wody życia, lśniącej jak kryształ, wypływającej z tronu Boga i Baranka. A ci, którzy będą oglądać Jego oblicze, nie będą potrzebowali światła pochodni, bo Pan Bóg będzie świecił nad nimi i będą królować na wieki wieków[16].

Wówczas blask Boży się rozprzestrzenia jak pożar, z serca do serca: z ogniem apostolstwa, który się odżywia codzienną wiernością; z pokorą, która trwa w wierze; z Chlebem, który umacnia czystość; z powołaniem utwierdzonym w Słowie; na modlitwie. Złoto, kadzidło i mirra. Wiara, czystość i powołanie: trzy niezmienne punkty, które każdego tygodnia rozważamy z Panem i o których chcemy mówić, kiedy uciekamy się do pomocy w kierownictwie duchowym. Tak rozpoczynamy na nowo, każdego dnia, każdego tygodnia, przygotowując w ten sposób naszą ofiarę na codzienną epifanię.

Guillaume Derville

[1] Por. Św. Josemaría Escrivá de Balaguer, Camino, edición crítico-histórica, przygotowana przez Pedro Rodríguez, 3ª ed. Rialp, Madrid 2004, s. 1051 (komentarz do punktu 998).

[2] Por. Hbr 13,8.

[3] Por. Mi 5, 1-3.

[4] Por. Mt 2, 4-6.

[5] Por. Ga 3, 28.

[6] Por. Kol 1, 24.

[7] Por. Mt 13,55; Mk 6,3.

[8] Mk 14,36.

[9] 1 Kor 4,7.

[10] J 5,17.

[11] Św. Josemaria, Droga, 815.

[12] Św. Josemaria, Kuźnia, 837.

[13] Javier Echevarría, Romana 2004 (nr 39), s. 221.

[14] Por. Guillaume Derville, Rezar 15 días con San Josemaría Escrivá, Ciudad Nueva, Madrid, 2002, ss. 71-72.

[15] Por. Św. Josemaría Escrivá de Balaguer, Camino, edición crítico-histórica, s. 689 (komentarz do punktu 540).

[16] Por. Ap 22,1-5.