Messori, Allen i Gore: trzech dziennikarzy, trzy różne wizje o Opus Dei

Ana Sánchez de la Nieta opublikowała w „Aceprensa” artykuł poświęcony trzem książkom o Opus Dei, autorstwa Vittoria Messoriego, Johna L. Allena Jr. i Garetha Gora. Ponieważ wszystkie trzy publikacje ukazały się również w języku polskim, przedstawiamy tłumaczenie tego artykułu.

W kwietniu tego roku wpadłam na dość nieoczekiwany pomysł: postanowiłam ponownie przeczytać i porównać trzy książki o Opus Dei, które wywołały największy oddźwięk w opinii publicznej: autorstwa Vittorio Messori (1994), Johna Allena (2004) i Garetha Gore’a (2024). Aceprensa 

Choć pomysł ten wydawał się nieco dziwaczny, miał swoje źródło. W kwietniu zmarł Vittorio Messori, autor książki „Opus Dei: Śledztwo” (polskie wydanie: Śledztwo w sprawie Opus Dei, Biblioteka Frondy, Warszawa 1998)– pierwszej dziennikarskiej publikacji na temat Opus Dei, którą przeczytałam podczas studiów. Kilka miesięcy wcześniej, w styczniu, zmarł John Allen, kolejny watykanista i autor książki „Opus Dei”, a w marcu papież Leon XIV przyjął Garetha Gore’a, autora książki „Opus”. Nagle rok 2026 stał się rokiem książek o Opus Dei. Dlatego postanowiłem je ponownie przeczytać i porównać.

Szczerze mówiąc – a w tym artykule będzie mowa o szczerości – w mojej analizie nie mogę pominąć faktu, że znam i cenię tę instytucję oraz że w przeszłości przez wiele lat pracowałem w dziale komunikacji Opus Dei. W rzeczywistości ten dziwny pomysł być może nigdy by nie powstał, gdyby nie te lata; czasem fascynujące, czasem rozczarowujące, ale zawsze interesujące.

Zacznijmy od początku

Początek tych trzech książek jest bardzo różny. Wynika to zarówno z profilu autorów, jak i z motywacji każdego z nich. Vittorio Messori jest prawdopodobnie jednym z najczęściej czytanych i tłumaczonych pisarzy katolickich w historii. Był autorem około dwudziestu książek i mógł pochwalić się sprzedażą ponad 40 milionów egzemplarzy. Jego pierwsze dzieło i wielki sukces, „Opinie o Jezusie”, zostało przetłumaczone na ponad 30 języków. Jego wywiad z kardynałem Ratzingerem – „Raport o stanie wiary” – jest jedną z najważniejszych książek religijnych ostatnich dziesięcioleci, a kiedy jeszcze nie było w zwyczaju przeprowadzania wywiadów z papieżami, zadał Janowi Pawłowi II 35 bardzo osobistych i głębokich pytań, z których powstała książka „Przekroczyć próg nadziei”.

Messori pisze po beatyfikacji założyciela Opus Dei, Allen w związku z zainteresowaniem, jakie wzbudził „Kod Leonarda da Vinci” a Gore w związku z upadkiem banku

Jako nawrócony i Włoch do szpiku kości, zawsze charakteryzował się ostrym i apologetycznym tonem, a jego książki były łatwe w odbiorze. Nie wynikało to z braku warsztatu, lecz z umiejętnego wykorzystania środków literackich, od ironii po błyskotliwe metafory. Vittorio Messori napisał swoją książkę o Opus Dei tuż po medialnej burzy, jaką wywołała beatyfikacja założyciela, Josemarii Escrivy, w 1992 roku. We wstępie wyznaje, że podjął się napisania tej książki z pragnieniem poznania i zrozumienia, ponieważ – jak wskazuje cytat otwierający książkę – „przestaje się nienawidzić, gdy tylko przestaje się ignorować”. Messori uważał, że jego punkt widzenia jako wierzącego może być raczej pomocą niż przeszkodą, ponieważ zajmuje się organizacją działającą z motywów religijnych i duchowych.

John Allen przez dziesięciolecia, aż do śmierci, był jednym z czołowych watykanistów, zwłaszcza w świecie anglosaskim. Jego felietony „Words from Rome” był lekturą obowiązkową dla każdego, kto naprawdę chciał dogłębnie poznać, co się dzieje w Watykanie. Allen jest autorem siedmiu książek, w tym dwóch biografii Josepha Ratzingera – jako kardynała i jako papieża. Allen postanowił podjąć się badań nad Opus Dei po sukcesie sprzedażowym „Kodu Leonarda da Vinci”. Na początku swoich badań Allen pisze: „Ta książka jest próbą wyjaśnienia prawdy na temat, w którym ideologia i fantazja przejmują inicjatywę. Ideologia jest dla mnie wypaczeniem rozumu i pod względem moralnym przypomina kłamstwo. Zamiast przyjmować podejście ideologiczne, starałem się podejść do tematu z empirycznego punktu widzenia, opierając się na informacjach z pierwszej ręki” (polskie wydanie: Opus Dei, Świat Książki, 2006).

Gareth Gore nie jest watykanistą ani osobą wierzącą, jak sam przyznaje na pierwszych stronach książki „Opus” (wydanie polskie: Opus Dei Brudne pieniądze, handel ludźmi i skrajnie prawicowa organizacja kościelna, Prószyński i S-ka 2026). Jest dziennikarzem specjalizującym się w finansach, a jego pierwotnym zamiarem nie było pisanie o Opus Dei, lecz o upadku Banco Popular oraz o jego prezesie (przez trzy dekady) – Luisie Vallsie-Taberninie – który był ponadto numerariuszem Opus Dei. W obszernym rozdziale wprowadzającym opowiada, jak bankier – podobnie jak pozostali numerariusze – „żyje zgodnie z dystopijnym zbiorem zasad i przepisów, orwellowskim projektem społeczeństwa ustanowionym przez założyciela i ukrytym przed władzami Watykanu (…) działają jak tajne komórki w niemal wszystkich dużych miastach świata, kierując się szczegółowym i potajemnym podręcznikiem rekrutacji opracowanym przez założyciela i ukierunkowanym na jeden cel: rozszerzanie wpływów organizacji wśród bogatych i wpływowych”. Po tych zdaniach, które zachwyciłyby Dana Browna i które wyjaśniają zainteresowanie Hollywoodu przeniesieniem tej książki na ekran, Gore stwierdza: „Książka ta przedstawia panoramę ruchu, jego drapieżne techniki rekrutacyjne, psychiczne znęcanie się nad członkami oraz kontrolę, jaką sprawują nad ich codziennym życiem”. Język i terminy używane przez brytyjskiego dziennikarza jasno wskazują, że jego celem jest ujawnienie nieprawidłowości.

Wymowne zakończenie

Jednak choć motywacje, punkty wyjścia i autorzy są bardzo różni, to zakończenie tych trzech śledztw jest jeszcze bardziej wymowne. Vittorio Messori kończy swoją książkę – po porównaniu Opus Dei do stacji benzynowej lub punktu świadczącego usługi duchowe oraz po udzieleniu odpowiedzi na wiele krytycznych uwag opublikowanych w tamtych latach – żegnając się z czytelnikiem: „Autor niniejszych słów zrobił, co mógł, i będzie zadowolony, jeśli inni – być może poruszeni poczuciem niezadowolenia lub oburzenia po przeczytaniu tych stron – zabiorą się do pracy, by poprawić obecny stan rzeczy”. Zakończenie to ujawnia z jednej strony ton książki oraz otwartość autora na krytykę i dalsze badania.

Bardziej dosadny jest John Allen. Po przeprowadzeniu wyczerpujących badań amerykański dziennikarz porównuje Opus Dei nie do stacji benzynowej, lecz do „mocnego czarnego piwa Guinness Kościoła katolickiego, gorzkiej odmiany, która nie smakuje od razu i jest zarezerwowana wyłącznie dla nielicznych podniebień”. Pomijając tę metaforę, Allen podsumowuje stwierdzeniem, że „po roku podróży, ponad trzystu godzinach wywiadów, przeczytaniu wszystkich dzieł Opus Dei aż do utraty tchu oraz zapełnieniu komputera notatkami i e-mailami na ten temat, mam wrażenie, że Opus Dei nie jest aż tak złe, a przynajmniej jest znacznie lepsze, niż się powszechnie uważa”.

Ciekawe jest to, że Allen przedstawia ponadto kilka sugestii dotyczących reform, które uważa za wskazane z punktu widzenia bezstronnego obserwatora i badacza. Amerykański watykanista zachęca kierownictwo Opus Dei do większej przejrzystości w kwestiach finansowych oraz do ściślejszej współpracy z innymi podmiotami w Kościele. Zaleca również większą samokrytykę instytucjonalną. W tym kontekście Allen twierdzi, że frustrowało go to, jak na pytanie „co należy zreformować w Opus Dei” odpowiedź niemal zawsze sprowadzała się do osobistej przemiany, która – jak wyjaśnia – jest wprawdzie godna pochwały, ale może być postrzegana jako idealizacja organizacji. Chociaż, jak wyjaśnia Allen, ta idealizacja „w rzeczywistości jest raczej problemem pozornym niż rzeczywistym”. Jeśli uda się zebrać dwóch lub trzech numerariuszy na nieformalną rozmowę, bez mikrofonów w zasięgu wzroku, po kilku piwach, wyzwaniem bywa czasem skłonienie ich, by przestali mówić o błędach popełnionych w Opus Dei i skłonić ich do omówienia tego, co należy zmienić. Wszystko to wynika z miłości do Opus Dei i pragnienia, by „Dzieło” rozwijało się”.

Dwadzieścia lat później książka Johna Allena nadal stanowi bardzo przydatną lekturę, pozwalającą poznać tę instytucję w sposób poważny i bezstronny

Dla Garetha Gore’a Opus Dei nie jest ani stacją benzynową, ani piwem. Jest to niebezpieczna sekta, którą Kościół powinien jak najszybciej rozwiązać. Stąd jego zjadliwy ostatni akapit, w którym po obronie tezy o konieczności cofnięcia kanonizacji założyciela Opus Dei i beatyfikacji jego następcy (którzy, zdaniem dziennikarza, powinni również zostać ekskomunikowani), pisze: „Jeśli Franciszek umrze, zanim dojdzie do prawdziwej reformy – i jeśli jego następca okaże się niechętny lub niezdolny do kontynuowania jego inicjatywy – Opus Dei wyjdzie z tego doświadczenia bliskiego śmierci wzmocnione i gotowe do walki. Ożywione i wspierane przez swoją armię darczyńców, ruch ten będzie kontynuował swoje plany re-chrystianizacji świata, niezależnie od tego, czy ludzie tego chcą, czy nie. Małżeństwa osób tej samej płci, świecka edukacja, badania naukowe i sztuka szybko staną się jego kolejnymi celami. Biorąc pod uwagę nieoczekiwane zwycięstwo jego zwolenników w kwestii aborcji, jest bardzo prawdopodobne, że Opus Dei i jego zwolennicy odniosą równie druzgocące zwycięstwa w tych dziedzinach”. Przyznaję, że w tym akapicie – z powodu zawodowej skłonności do doszukiwania się podtekstów – dostrzegłem również film: opowieść o grupie wszechpotężnych mężczyzn w pelerynach, którzy narzucają katechizm, chrzest i ślubowanie Donalda Trumpa 8 miliardom mieszkańców planety Ziemia.

Odbiór książek

Pomijając żarty i ewentualne scenariusze, pouczające jest również porównanie odbioru tych książek.

Książka Messoriego spodobała się szczególnie czytelnikom z Ameryki Łacińskiej, była szeroko czytana – jak niemal wszystko, co publikował – i została dobrze przyjęta przez wielu członków Opus Dei, którzy docenili wysiłek dziennikarza, by odpowiedzieć danymi, argumentami i poczuciem humoru na krytykę, której słuchali od lat. W swojej książce Messori wyjaśnił wiele kwestii związanych z beatyfikacją i w przejrzysty sposób ukazał problem niektórych zarzutów wysuwanych przez ruchy antysektowe, które nie tylko nie rozumiały stylu życia członków Opus Dei ale także każdego chrześcijanina. Jeśli chodzi o pozostałych czytelników, wielu uznało książkę Messoriego za zbyt przychylną, podczas gdy inni – w kręgach anglosaskich – nie zgodzili się z argumentacją Włocha.

Odbiór książki Johna Allena był ogólnie pozytywny zarówno „wewnątrz”, jak i „na zewnątrz” Opus Dei. Co prawda niektórzy członkowie poczuli się urażeni chłodnym podejściem dziennikarza, który przytoczył wszystkie dotychczas opublikowane krytyczne opinie, ale więcej osób doceniło szczerość Allena, który nie unikał żadnego tematu, zebrał świadectwa zarówno zwolenników, jak i przeciwników oraz wykazał się głębokim zrozumieniem. Jeśli chodzi o media, Allen zebrał sporo pochwał. Szczególnie doceniono rygorystyczny charakter badań i liczbę wykorzystanych źródeł, a także to, że dał głos krytycznym opiniom niektórych byłych członków.

Nawet najbardziej krytyczni wobec Opus Dei zarzucali Gore’owi brak odniesień do motywacji duchowych

Najbardziej kontrowersyjną książką okazała się pozycja Garetha Gore’a. Pomimo ogromnej pracy dokumentacyjnej dziennikarza i obfitości wykorzystanych materiałów – zarówno własnych, jak i udostępnionych przez Opus Dei – oraz potężnej kampanii promocyjnej, książka ta nie przekonała wielu osób. W kręgach anglosaskich prasa ogólnokrajowa, choć chwaliła obszerne badania, zauważyła, że lektura ta przypomina bardziej oskarżenie niż wyważony portret. Bardziej surowo wypowiedziały się niektóre media powiązane z katolicyzmem postępowym – czasami bardzo krytyczne wobec Opus Dei – które, choć doceniły aktualność książki, ubolewały nad brakiem w niej transcendentalnego niuansu. „Brak zainteresowania Gore’a sprawami duchowymi jest widoczny w jego stylu pisania i doborze słów, które czasami mają sensacyjny tonpisze Matt Murray, redaktor naczelny „Washington Post”. „Opus” nie jest książką dla ciekawskiego katolika, który poszukuje szerokiego i zniuansowanego zrozumienia tej organizacji”. Wreszcie bardziej konserwatywne media katolickie zakwestionowały stronniczość autora. „W wielu momentach Opus wydaje się dziełem kogoś, kto trzyma pod ręką egzemplarz bestsellerowej powieści Dana Browna z 2003 roku” – stwierdził Richard Antall w recenzji opublikowanej w „Angelus News”.

Dziennikarz omawia wiele fragmentów z perspektywy wszechwiedzącego narratora, który zna myśli i uczucia założyciela Opus Dei oraz innych bohaterów. Przyznaję, że dziwiły mnie ciągłe anonimowe wzmianki w przypisach o „osobach znających sposób myślenia” innych. Jako zabieg narracyjny lub scenariuszowy nie jest to złe – daje autorowi dużą swobodę interpretacji – ale z dziennikarskiego punktu widzenia nie jest to zbyt profesjonalne.

W każdym razie najbardziej krytyczni wobec tekstu Gore’a są sami bohaterowie: Opus Dei, które niemal opublikowało kolejną książkę zawierającą niezwykle obszerne weryfikacje faktów przygotowane w następstwie wydania „Opus”, oraz fundacje zainicjowane i utworzone przez Luisa Vallsa-Tabernera, które uważają, że książka ta jest zbiorem nieprawdziwych informacji i stanowi głęboką zniewagę wobec bankiera. Również w odpowiedzi na książkę „Opus” przygotowali serię filmów, które obalają niektóre z zarzutów Gore’a.

Przewodnicy

W tym momencie postanowiłem porozmawiać z osobami zajmującymi się komunikacją w Opus Dei, które współpracowały przy projektach tych książek i które wciąż żyją. John Allen współpracował przede wszystkim z Markiem Carroggio, który w tamtych latach pracował w biurze komunikacji Opus Dei w Rzymie, podczas gdy Gareth Gore współpracował głównie z Jackiem Valero, dyrektorem ds. komunikacji w Wielkiej Brytanii.

Carroggio twierdzi, że wiele się nauczył dzięki tej pracy: „Znałem Allena, czytałem jego felietony, w których czasami poruszał niewygodne tematy, ale zawsze trafiał w sedno. Był uczciwym człowiekiem i dobrym profesjonalistą. Prawdziwy dziennikarz, który nie schlebia, nie boi się sprzeciwić i chce dotrzeć do sedna sprawy”. To właśnie chęć zrozumienia sprawiała, że Allen był obecny na wielu wydarzeniach w Watykanie: od dni maryjnych po prezentacje książek. Udawał się tam, by chłonąć informacje, poznać źródła i dowiedzieć się, na czym polega debata. „A potem oczywiście wspaniale to przedstawiał”.

Carroggio dodaje ponadto, że Allen był dziennikarzem bez uprzedzeń, otwartym na rzeczywistość. „Wiele razy widziałem, jak kontakt z ludźmi, z bezpośrednimi źródłami, sprawiał, że ewoluował w tę lub inną stronę. Uważam to za bardzo godne uznania”. Na koniec chwali też jego zdolność do pracy. Będąc bardzo chorym, postanowił relacjonować konklawe dla CNN. Konklawe, które dało mu radość z wyboru amerykańskiego papieża. Właśnie Roberta Prevosta poznał podczas jednej z kolacji, które organizował w swoim domu. Podczas tego spotkania rozmawiali o książce Johna na temat Opus Dei, którą kardynał znalazł i przeczytał po objęciu biskupstwa w Chiclayo. Opowiada o tym sam Allen w zabawnej i barwnej relacji z tamtej kolacji, podczas której o mało co nie pozbawił życia przyszłego papieża.

Doświadczenia Jacka Valero związane z książką „Opus” nie były aż tak pozytywne, być może – między innymi – z powodu jego wysokich oczekiwań. Po rygorystycznym podejściu Johna Allena wielu musiało sądzić, że inny dziennikarz anglosaskiego pochodzenia – Gore – przejmie pałeczkę, aby zgłębić najbardziej drażliwe kwestie, które pojawiły się w ciągu dwudziestu lat dzielących obie książki. „To była stracona szansa” – powtarzał mi kilkakrotnie Valero, który był przekonany, że wiedza Gore’a na temat finansów posłużyłaby do wyjaśnienia niektórych kwestii ekonomicznych, które nie zostały dobrze wyjaśnione i które być może nie są łatwe, ponieważ mieszają się w nich środki doczesne z motywacjami religijnymi. To przekonanie było silne… ale nie przetrwało do końca projektu: „Szybko zdałem sobie sprawę z dwóch rzeczy: że Gore miał już napisaną książkę, że przyszedł z całkowicie z góry przyjętą koncepcją i potrzebował mojej pomocy jedynie po to, by uzyskać tę część opowieści, która wzmocniłaby jego tezę. Po drugie zrozumiałem, że w jego logice nie mieścił się wymiar duchowy ani możliwość, by ktoś działał z powodów innych niż władza lub pieniądze”.

Pytam ich, czy aby napisać książkę o Opus Dei, trzeba być praktykującym katolikiem i/lub watykanistą. Moi dwaj rozmówcy mają różne zdania. Carroggio uważa, że bardzo pomaga posiadanie pewnych podstaw dotyczących wiary, ponieważ w przeciwnym razie trudno jest zrozumieć jakąkolwiek organizację katolicką, i dodaje, że „głęboka wiedza Allena na temat Kościoła pomagała w ujęciu wielu kwestii w odpowiednim kontekscie”.

Dla Valero nie jest to aż tak decydujące i uważa on, że właśnie osoba bardziej z zewnątrz może rzucić światło na martwe punkty, których wierzący nie dostrzega. A to podkreślanie tego, co nie działa, może pomóc instytucjom w przeprowadzeniu reform. „Trzeba poważnie traktować krytykę, a czasami nam, katolikom i członkom Opus Dei, może brakować szerszego spojrzenia na sprawy”. „Nie trzeba być praktykującym katolikiem, żeby pisać o Opus Dei – podkreśla – konieczne jest natomiast, by nie mieć uprzedzeń ani nie dopasowywać wszystkiego do własnego sposobu myślenia”. W tym kontekście Valero zarzuca Gore’owi, że wykorzystał udostępnione mu źródła, a nawet ich prywatne rozmowy, „w sposób tendencyjny, pomijając kontekst, a tym samym manipulując”.

Nie chciałem zakończyć wywiadu bez zapytania Jacka Valero o wypowiedzi Garetha Gore’a, w których twierdził on, że Opus Dei zatrudniło potężną kancelarię prawniczą, która przez wiele miesięcy zasypywała wydawcę i jego samego „jednym groźnym pismem po drugim”. Valero wyjaśnia mi, że rzeczywiście, w odpowiedzi na zarzuty zawarte w książce, biura prasowe w Hiszpanii i we Włoszech postawiły na udzielenie odpowiedzi w formie dokumentu weryfikacyjnego, ale Amerykanie, zgodnie ze swoją specyfiką oraz ze względu na to, że dziennikarz wysunął poważne oskarżenia wobec konkretnych osób, rozważali podjęcie kroków prawnych, dlatego zwrócili się do pisarza o kopię rękopisu. Listy z groźbami nie były aż tak groźne, skoro ani wydawnictwo, ani pisarz nie przesłali żadnej kopii.

„Ale przecież mogliście przeczytać tę książkę przed jej wydaniem, prawda?”, pytam naiwnie, wiedząc – jak wiem – że wydawnictwa i wytwórnie filmowe wysyłają egzemplarze lub skrypty do dziennikarzy, aby mogli recenzować książki lub filmy. „Nie”, odpowiada mi Valero, „ale rzecznik Opus Dei w USA znalazł na eBayu egzemplarz sprzedawany przez dziennikarza. Na podstawie tego tekstu przeprowadziliśmy weryfikację faktów”.

Ta anegdota wydała mi się jak z filmu. To wyraźny przejaw niemal przepaści dzielącej rzeczywistość Opus Dei od pewnego sposobu postrzegania tej organizacji. Niebezpieczna i wszechpotężna sekta, która według Gore’a mianuje prezydentów, przejmuje przedsiębiorstwa, manipuluje umysłami i zamierza przywrócić na całym świecie średniowieczny katolicyzm, nie była w stanie zdobyć egzemplarza książki, do której napisania częściowo się przyczyniła.

Gdybym była scenarzystką, tak właśnie rozpoczęłabym adaptację „Opus”. Problem polega na tym, że rezultatem byłaby komediodramat o niedoskonałej instytucji, z jasnymi i ciemnymi stronami, ale także z pragnieniem czynienia dobra, a nie horror, którego prawdopodobnie oczekują najbardziej sensacyjni widzowie. Ale pomysł pozostaje…

Moja ostateczna konkluzja

Książka Messoriego ma tę zaletę – i te ograniczenia – że stanowi odpowiedź solidnego apologety katolickiego, który analizuje główne zarzuty kierowane pod adresem Opus Dei od lat 60. aż do beatyfikacji założyciela. Jest to książka napisana z werwą i łatwa w odbiorze, ale mogła stać się nieco przestarzała.

W przeciwieństwie do niej książka Garetha Gore’a stanowi wyczerpujące i aktualne zestawienie zarzutów wobec Opus Dei, na które ta organizacja, zbliżająca się do stulecia istnienia, powinna odpowiedzieć, wyjaśnić, wyrazić ubolewanie lub rozwiązać, w zależności od przypadku. Problem książki „Opus” nie polega na samym wyliczeniu zarzutów (co może okazać się przydatne dla wszystkich, którzy pragną, by instytucja ta nadal wypełniała swoją misję, polegającą po prostu na zbliżaniu ludzi do Boga), lecz na ideologicznym nastawieniu, które z gruntu odrzuca wszelkie oznaki prawości w Opus Dei.

Natomiast książka Johna Allena, mimo że została napisana 20 lat temu i ma bardziej zwięzły ton, nadal stanowi bardzo przydatną lekturę pozwalającą poznać Opus Dei w sposób poważny i bezstronny. Wnikliwa analiza watykanisty – który potrafił przewidzieć niektóre aktualne debaty kościelne – sprawia, że książka ta jest bardzo inspirująca dla czytelnika pragnącego bliżej poznać rzeczywistość Kościoła katolickiego w XXI wieku.

Uwaga: W trakcie kończenia niniejszego artykułu ukazała się książka Historia del Opus Dei. Cien años de vida a través de su historiografía, [Historia Opus Dei. Sto lat życia w świetle historiografii], stanowiąca kompleksowy przegląd – z perspektywy historycznej, a nie dziennikarskiej – wszystkich dotychczasowych publikacji dotyczących tej instytucji. (zobacz: „Każda epoka projektowała własne obsesje na Opus Dei”)