Autonomia działalności ludzkiej i wartość świeckości

W artykule tym omówiono kwestię autonomii sfery doczesnej oraz chrześcijańską wartość świeckości. W nauczaniu świętego Josemaríi znajdujemy wskazówki, jak zrozumieć, że praca, życie w społeczeństwie i zobowiązania zawodowe rządzą się własnymi prawami, a chrześcijanin jest powołany do ich uświęcania od wewnątrz, z zachowaniem wolności i osobistej odpowiedzialności.

W opisach stworzenia zawartych w 1. rozdziale Księgi Rodzaju Bóg stwierdza, że Jego stworzenia są „dobre i piękne”. Siedem razy Stwórca spogląda z upodobaniem na swoje dzieła, niemal z ojcowską czułością i uznaje je za „coś dobrego” (w języku hebrajskim tôb[1]). Boża satysfakcja z dzieła stworzenia osiąga swój punkt kulminacyjny wraz ze stworzeniem mężczyzny i kobiety na swój obraz i podobieństwo – dzieło, które sam Bóg określa jako „bardzo dobre” (por. Rdz 1, 31). Inne fragmenty Starego Testamentu ukazują Stwórcę zachwycającego się pięknem świata i różnorodnością istot, które go zamieszkują (por. Prz 8, 30-31; Syr 43, 21-25; Ps 104).

Dobro świata wskazuje, że stworzenie jest wartością samą w sobie. Jego istnienie jest dobre. Stworzenia, które go tworzą, są dobre, a ich specyficzna natura wyraża się poprzez dynamikę, prawa i relacje, które nimi rządzą. Najgłębsza przyczyna dobroci i godności świata staje się zrozumiała w świetle tajemnicy Wcielonego Słowa: cały wszechświat objawia swój tajemniczy i pierwotny porządek dopiero w przyjęciu człowieczeństwa przez Syna Bożego -Tego, przez którego i ze względu, na którego wszystko zostało stworzone (por. Kol 1, 16-17). Ku temu człowieczeństwu: zmierzały porządek i właściwości różnych stworzeń, wewnętrzne ukierunkowania ich procesów ku określonemu celowi oraz historyczny rozwój kosmosu w przestrzeni i czasie.

Sposób patrzenia na świat

Jeśli spojrzenie Boga Stwórcy na świat jest ojcowskim, to nasze spojrzenie na stworzenie jest synowskie, pełne uznania i wdzięczności. Postrzegamy życie jako dar i zachwycamy się harmonią oraz pięknem wszechświata, który nas otacza. Rozumiemy, że każde stworzenie ma znaczenie w Bożych planach i posiada autonomię, którą należy szanować. W szczególny sposób to wolność człowieka zasługuje na najwyższe uznanie, ponieważ jest „szczególnym znakiem obrazu Bożego” (Gaudium et Spes, nr 17). Dzięki wolności człowiek może działać odpowiedzialnie jako syn czy córka, współpracując poprzez pracę w prowadzeniu stworzenia ku jego pełni. Synowski status, szacunek dla wolności oraz uznanie autonomii rzeczy stworzonych to powiązane ze sobą aspekty.

Jednak w epoce nowożytnej uznanie Boga za Stwórcę i ostateczny sens wszystkiego często kolidowało z afirmacją ludzkiej wolności i autonomii świata. „Wielu współczesnych ludzi” - pisali ojcowie Soboru Watykańskiego II, „zdaje się żywić obawy, aby ze ściślejszego połączenia ludzkiej aktywności z religią nie wynikły trudności dla autonomii ludzi, społeczeństw czy nauk” (Gaudium et Spes, nr 36). Ten kontrast czasem przybierał triumfalistyczne tony, stawiając w centrum nadczłowieka lub „homo deus”, a innym razem pełne udręki, jak w różnych formach egzystencjalnego nihilizmu i ateizmu. Nierzadko Bóg i człowiek są postrzegani jako antagoniści: aby uznać jednego, wydaje się konieczne umniejszyć drugiego. W tym ujęciu wolność człowieka byłaby interpretowana jako brak jakiejkolwiek więzi normatywnej, nawet w obliczu natury, której prawa mają być odrzucane lub podważane według własnej woli. Wymowne w tym kontekście jest żądanie wolności badań, rozumianej jako absolutna wolność do robienia wszystkiego, co technicznie lub naukowo możliwe, a także wolności wyboru, która jest źle rozumiana w delikatnych kwestiach moralnych, zwłaszcza tych dotyczących świętości ludzkiego życia.

Teologia chrześcijańska nauczała i nadal naucza, że rzekoma alternatywa między człowiekiem a Bogiem opiera się na niespójnych fundamentach (por. Gaudium et Spes, nry 34-36). Chrześcijanin wie, że uznanie więzi świata z Bogiem, w którego wierzy jako w Stwórcę i Pana, nie przeszkadza mu jednocześnie afirmować własną wolność i świeckość – czyli swojego życia w świecie i w historii – a także prawowitą autonomię rzeczy stworzonych. Oświeceni prawdą o Wcieleniu Słowa, wierzący pragną budować miasto ludzi, jednocześnie dążąc do budowy miasta Bożego. Synteza tych dwóch perspektyw staje się możliwa, gdy kładzie się nacisk na synowski status człowieka wobec Boga, cechę, która ma wpływ na wszystkie działania chrześcijanina: wolność dzieci, posłuszeństwo dzieci, pracę dzieci, modlitwę dzieci...

Przez wieki nie brakowało autorów, którzy potrafili pogodzić dowartościowanie podmiotu i jego wolności z potwierdzeniem więzi religijnej, która wyraża zależność człowieka i świata od Boga. Wystarczy pomyśleć o znaczeniu, jakie święty Augustyn nadał temu tematowi, czy o prymacie sumienia w myśli świętego Johna H. Newmana. Pomyślmy także o personalistycznym i egzystencjalnym wymiarze wiary, który podkreślali Blaise Pascal, Søren Kierkegaard czy Jean Mouroux. Inni autorzy, tacy jak błogosławiony Antonio Rosmini, rozważali wolność i odpowiedzialność chrześcijanin w działalności społecznej, politycznej i naukowej. Magisterium społeczne Kościoła, zwłaszcza od końca XIX wieku, podkreśla znaczenie budowy miasta ludzi, traktując to zobowiązanie jako niezbędną część drogi prowadzącej ku miastu Bożemu.

Nauczanie założyciela Opus Dei wpisuje się w ten sam nurt. Zrodzone z zasadniczo duchowej i duszpasterskiej troski, zawiera także precyzyjne implikacje teologiczne. Nacisk kładziony na synowską kondycję chrześcijanina działającego w świecie był kluczowym elementem przepowiadania świętego. Josemarii. Wolność wszystkich chrześcijan w ich zawodowych, politycznych i społecznych decyzjach, bez jakichkolwiek innych więzów poza wiarą i moralnością Jezusa Chrystusa oraz wskazaniami Magisterium, zajmuje uprzywilejowane miejsce w jego pismach. Jego wizja uświęcenia pracy i sposobu, z jaką chrześcijanie powinni ją wykonywać, skłoniły go do podkreślania, że aktywności ziemskie posiadają własny dynamizm i wartość oraz podlegają specyficznym prawom, regulowanym przez profesjonalizm i wiedzę tych, którzy ich się podejmują.

Analizowane w kontekście współczesnego społeczeństwa i świata pracy, nauczanie i pisma świętego Josemaríi oferują cenne zasoby do przezwyciężenia fałszywej alternatywy, którą niektóre nurty nowoczesności stawiały – i częściowo nadal stawiają – między prawowitym dowartościowaniem podmiotu a równie prawowitą afirmacją panowania Boga. Zrozumienie pracy i ludzkich aktywności w świetle Bożego planu wobec stworzenia nie oznacza naginania ich znaczenia, upośledzania ich czy unieważniania, lecz docenianie i szanowanie ich prawowitej autonomii. Jak już wskazano w tych artykułach, podejście to wywodzi się z głębokiego zrozumienia, jakie święty Josemaría miał dla lex incarnationis (prawa wcielenia): przyjęcie prawdziwej ludzkiej natury przez Słowo Wcielone sprawia, że perspektywa chrześcijańska szanuje – z jedynym wyjątkiem grzechu – wszystko, co ludzkie, przyciągając to, wywyższając i odkupując, bez jednoczesnego niszczenia tego.

„Kiedy chrześcijanin pracuje, jak to ma w obowiązku, nie może pomijać ani unikać wymogów właściwych dla naturalnego porządku rzeczy. Gdyby przez wyrażenie błogosławić ludzką działalność rozumiano pozbawienie jej właściwej jej dynamiki bądź jej ograniczenie, nie chciałbym używać tych słów. Osobiście nigdy nie przekonywało mnie to, by zwykłe zajęcia ludzi nosiły - niczym fałszywy szyld - wyraźne określenie wyznania. Wydaje mi się bowiem, chociaż szanuję opinię przeciwną, że stwarza to niebezpieczeństwo używania nadaremnie świętego imienia naszej wiary, a poza tym etykietą katolickości posługiwano się czasami nawet dla usprawiedliwienia postaw i czynów, które nie są po ludzku uczciwe” (To Chrystus przechodzi, 184).

Pierwszymi adresatami nauczania świętego Josemaríi oraz instytucji, której dał początek, czyli Opus Dei, są wierni świeccy, których świecki status prowadzi do uświęcania ziemskich rzeczywistości od wewnątrz. Pragnął on zapewnić im narzędzia duchowe, ascetyczne i teologiczne odpowiednie do podtrzymania ich zaangażowania jako obywateli obydwu miast, unikając obu ryzyk, jakim są klerykalizm i laicyzm. Ato skłaniają nas teraz do ponownego przeczytania, z większą uwagą, niektórych nauk założyciela Opus Dei na temat tych kwestii.

Świeckość, miłość do wolności i odpowiedzialność: w życiu zawodowym i jako obywatele

Odniesienie do świeckiego statusu chrześcijanina, który żyje i działa w świecie, jest częste w pismach i w nauczaniu świętego Josemaríi. Jest on przedstawiany jako część rdzenia ducha Opus Dei, ponieważ to właśnie wychodząc od tego statusu, jego duchowe dzieci są wezwane do szukania świętości poprzez pracę i codzienne aktywności:

„Jest zrozumiałe, moje dzieci, że Apostoł mógł napisać: wszystko jest wasze, wy zaś Chrystusa, a Chrystus — Boga” (1 Kor 3,22-23). […] Ta nauka Pisma Świętego, znajduje się — o czym dobrze wiecie — w samym jądrze ducha Opus Dei. Ma was ona prowadzić do wykonywania waszej pracy z doskonałością, do tego, by kochając Boga i ludzi. [...] Wiele jest aspektów świeckiej rzeczywistości, w której się poruszacie które prawda ta oświetla inaczej. Pomyślcie na przykład o waszej postawie w życiu społecznym. Człowiek, który wie, że świat, a nie tylko świątynia, jest miejscem spotkania z Chrystusem, kocha ten świat, stara się zdobyć dobre przygotowanie intelektualne i zawodowe, kształtuje z pełną wolnością własne opinie na temat problemów środowiska, w którym działa i w konsekwencji podejmuje swoje własne decyzje. Ponadto, ponieważ są one decyzjami chrześcijanina — wywodzą się z jego osobistej refleksji, pokornie starającej się uchwycić wolę Bożą w wielkich i mniejszych szczegółach życia” (Rozmowy z Prałatem Escriva, 115-116).

Pojęcie „świeckość” bardzo różni się od pojęcia „sekularyzm”, który oznacza areligijny światopogląd. Różni się także od „sekularyzacji”, rozumianej jako proces historyczny mający na celu wyeliminowanie obecności Boga i sensu religijnego z życia społeczeństwa we wszystkich jego przejawach. Co prawda niektóre interpretacje terminu „sekularyzacja” starają się uwypuklić autonomię społeczeństwa i ludzkich działalności (poprzez ich deklerykalizację lub desakralizację), a zatem używają go w pozytywnym sensie:. Święty Josemaria używa przede wszystkim przymiotnika „świecki” i rzeczownika „świeckość”, krytykuje natomiast „klerykalizm”. W ten sposób potwierdza te same wartości, których bronią ci, którzy mówiąc o sekularyzacji, dowartościowują autonomię życia świeckiego wobec natrętnej lub teokratycznej obecności religii.

„Jako chrześcijanie cieszycie się w kwestiach o charakterze politycznym, społecznym, kulturalnym, etc. pełną wolnością, wraz ze związaną z tym odpowiedzialnością. Jedyne granice to te stawiane przez Urząd Nauczycielski Kościoła. […] Tego świętego szacunku dla waszej opcji, o ile nie oddala was ona od prawa Bożego, nie rozumieją ci, którzy nie znają prawdziwego pojęcia wolności, jaką dla nas zdobył Chrystus na Krzyżu, qua libertate Christus nos liberavit (Ga 5, 1). Nie rozumieją tego sekciarze z jednego i drugiego krańca. Jedni starają się narzucić swoje poglądy w sprawach doczesnych niczym dogmaty, drudzy degradują człowieka, wystawiając wiarę na najzuchwalsze błędne interpretacje” (Przyjaciele Boga, 11)

Zachęca wierzących do działania z wolnością i odpowiedzialnością, bez angażowania Kościoła w ludzkie spory czy używania przymiotnika „katolicki” do wpływania na relacje, które powinny być powierzone wyłącznie osobistej odpowiedzialności i profesjonalizmowi tych, którzy działają w świecie. Ton używany przez założyciela Opus Dei jest często energiczny i stanowczy (por. To Chrystus przechodzi, 99; Rozmowy z Prałatem nr 34, 47; itd.). Zwięzłe i dobitne wyrażenie podsumowuje jego myśl: „Chrześcijanie muszą służyć Kościołowi, ale nie posługiwać się Kościołem” (por. Bruzda, 355; Rozmowy ..., 90). Jest to konieczne, jeśli weźmie się pod uwagę szkody, jakie wielu wierzących wyrządziło apostolstwu i ewangelizacji, ukazując Kościół, w oczach tych, którzy nie są wierzącymi, jako grupę nacisku, w której należy szukać koneksji i wpływów na swoją korzyść, w celach mających niewiele lub nic wspólnego z szerzeniem Ewangelii.

Temat uświęcenia pracy jest naturalnie wpleciony w logikę wezwania świętego Josemaríi do świeckości opartej na odpowiedzialnej wolności. Rezultaty, które chrześcijanie chcą osiągnąć w swojej pracy, jak również uzasadnione próby poprawy warunków społecznych, muszą opierać się na cnocie i profesjonalizmie, a nie na faworyzowaniu czy relacjach nawiązanych w kręgach kościelnych. Klerykalizm w rzeczywistości dotyka nie tylko tych duchownych, którzy nie szanują autonomii życia świeckiego i zawodowego, ale także świeckich, którzy, wykorzystując swój status wiernych, szukają skrótów do osiągnięcia tego, co powinni osiągnąć tylko dzięki dobrze wykonanej pracy.

Zadanie pasterzy polegałoby więc na formowaniu świeckich wiernych bez ich zastępowania czy kierowania nimi, tak aby każda ochrzczona osoba mogła działać z chrześcijańskim rozsądkiem przy podejmowaniu decyzji w miejscu pracy, życiu rodzinnym i społecznym. Z tego powodu świeccy wierni powinni dogłębnie znać naukę społeczną Kościoła, zwłaszcza w tych aspektach, które ściśle wpływają na ich zawód lub działalność, oraz wiedzieć, jak stosować ją z osobistą odpowiedzialnością. Podobnie dotyczy to także zadań społecznych i rodzinnych, które również są przedmiotem nauczania Kościoła. Logiczne jest, że te pytania powinny być treścią modlitwy i duchowego towarzyszenia tych, którzy chcą uświęcić swoją codzienną rzeczywistość pośród świata i prosić o światło oraz rady, by uczynić to zgodnie ze swoim chrześcijańskim powołaniem. W rzeczywistości prawowita autonomia rzeczywistości ziemskiej nie oznacza uczynienia swojej pracy wyłączną sferą, zamkniętą dla tych, których misją jest kierowanie sumieniami. Pragnienie utożsamiania się z Jezusem Chrystusem musi przenikać każdy aspekt działalności i oświetlać każdy aspekt życia.

„Uważasz się za kogoś wyjątkowego: twoje studia – twoja praca naukowa, twoje publikacje; twoja pozycja społeczna – twoje nazwisko; twoja działalność polityczna – stanowiska, które zajmujesz; twój majątek, twój wiek… – nie jesteś już dzieckiem…!

I właśnie z tych wszystkich powodów bardziej niż inni potrzebujesz kierownika dla swojej duszy.” (Droga, 63).

Poufność i tajemnica zawodowa, których święty Josemaria zawsze stanowczo bronił, są kompatybilne z głębokim, dojrzałym i gruntownym towarzyszeniem duchowym, zdolnym ukierunkować pracę i świadectwo wierzących w sposób chrześcijański.

Jednym z najciekawszych teologicznych implikacji sposobu działania, którego założyciel Opus Dei nauczył nas żyć w tym obszarze, jest lepsze zrozumienie relacji między kapłaństwem ministerialnym a powszechnym kapłaństwem wiernych, a o czym Sobór Watykański II poucza nas w sposób znaczący (por. Lumen gentium, nry 2, 10-11). Na długo przed tym Soborem święty Josemaría nauczał swoje duchowe dzieci: kapłanów i świeckich, że kapłaństwo ministerialne służy powszechnemu kapłaństwu wiernych, a to drugie działa w porządku celów – ukierunkowania świata ku Bogu – podczas gdy pierwsze działa w porządku środków – udzielania sakramentów i kierownictwa duchowego. Jak podsumował w wywiadzie dla L'Osservatore Romano w 1968 roku, gdy powołanie świeckich zostanie lepiej zrozumiane, pastorzy również będą lepiej żyć swoim powołaniem:

„Specyficzną formą przyczyniania się świeckich do świętości i apostolstwa Kościoła jest działanie wolne i odpowiedzialne w łonie struktur doczesnych i wnoszenie w nie zaczynu chrześcijańskiego posłania. Świadectwo chrześcijańskiego życia, słowo, które oświeca w imię Boga i odpowiedzialne działanie, by służyć innym przyczyniając się do rozwiązywania wspólnych problemów, są tymi innymi manifestacjami obecności, którymi zwykły chrześcijanin spełnia swoją boską misję. […] Chciałbym dodać, że wraz z nabraniem tej świadomości przez świeckich wytwarza się analogiczny rozwój wrażliwości ich pasterzy. Zdają sobie oni sprawę ze specyfiki laickiego powołania, które winno być rozwijane i wspierane duszpastersko. Powołanie to zdołałoby odkryć przed Ludem Bożym charyzmę świętości i apostolstwa w niekończących się i najróżniejszych formach, w jakich Bóg je zsyła” (Rozmowy..., 59).

Uznanie dla świeckości i wolności skłoniło założyciela Opus Dei do odcięcia się od tych postaw – promowanych niekiedy w dobrej wierze – osób, które zamierzały zmuszać wierzących do przyjmowania pozycji „oficjalnie katolickich” w kwestiach, w których – przeciwnie – dopuszcza się prawowitą wielość opinii. To powodowało, jak wykazali historycy, niezadowolenie i niezrozumienie nie tylko w pewnych kręgach kościelnych, ale także wśród niektórych świeckich katolików. W jednym ze swoich listów napisał:

„Wasza wiara musi was prowadzić przy ocenianiu faktów i zmiennych sytuacji na ziemi. Działać będziecie z pełną wolnością, ponieważ doktryna katolicka nie narzuca konkretnych, technicznych rozwiązań dla problemów doczesnych; prosi was jednak, abyście mieli wrażliwość na te ludzkie problemy oraz poczucie odpowiedzialności, by stawić im czoła i dać im chrześcijańskie rozwiązanie. Wasza miłość do wszystkich ludzi musi prowadzić was do stawiania czoła problemom doczesnym z odwagą, według waszego sumienia. […] Powtarzam wam to raz jeszcze: macie pełną wolność osądu, działacie z osobistą wolnością, wasza jest więc odpowiedzialność. Niech wasz osąd będzie zawsze osądem chrześcijańskim i niech miłość inspiruje wasz sposób działania: w ten sposób dokonacie dzieła apostolskiego, jeśli ponadto będziecie potrafili szanować prawowitą opinię innych, współżyjąc w pokoju i w zrozumieniu” (List 14, nry 28-29).

Jedno z najbardziej znanych i poruszających fragmentów, w których założyciel Opus Dei przedstawia w sposób syntetyczny tę świecką i odpowiedzialną wizję życia chrześcijańskiego, znajduje się w homilii Namiętnie kochać świat, wygłoszonej w tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym siódmym roku na kampusie Uniwersytetu Nawarry w Pampelunie. Odnosząc się do chrześcijanina, który działa z prawością przed Bogiem i przed ludźmi, stwierdza:

„Ale temu chrześcijaninowi nie przydarzy się pomyśleć, czy też mówić, że wychodzi z świątyni w świat, aby reprezentować Kościół i że jego rozwiązania owych problemów są rozwiązaniami katolickimi. Dzieci moje tak nie może być!. To byłby klerykalizm, katolicyzm urzędowy, czy jakbyście to chcieli nazwać. Tak czy owak, byłoby to pogwałceniem istoty rzeczy. Macie rozpowszechniać wszędzie prawdziwą świecką mentalność, prowadzącą do trzech konkluzji:

być uczciwym na tyle, aby poczuwać się do własnej, osobistej odpowiedzialności;

być chrześcijaninem na tyle, żeby szanować braci w wierze, którzy w sprawach podlegających dyskusji sugerują rozwiązania inne od proponowanych przez nas;

być katolikiem na tyle, aby nie posługiwać się Kościołem i nie mieszać Go do przedsięwzięć ludzkich” (Rozmowy..., 117).

Budując miasto ludzi, na drodze do miasta Bożego

Praca, dzięki której człowiek przemienia świat i buduje ziemskie miasto, nie przeszkadza w drodze, którą każdy, zarówno osobiście, jak i zbiorowo, podąża ku miastu Bożemu. Rzeczywiście, aby praca była naprawdę skierowana na Boga, konieczne jest autentyczne „obywatelstwo” w mieście ludzi. Od pierwszych wieków Kościoła sekularyzm i świeckość, rozumiane jako przejawy wzorowego i lojalnego życia z szacunkiem dla sprawiedliwych praw i prawowitych autorytetów, uważane są za niezbędny warunek chrześcijańskiego apostolstwa. Nowy Testament stanowi piękne świadectwo tego w Pierwszym liście Piotra (por. 1 Pt 2:13-21). Zachęca chrześcijan do podjęcia swoich obowiązków, ponieważ miasto ludzi należy do nich tak samo jak miasto Boże.

Na kartach Listu 29 założyciel Opus Dei przedstawia swoją interpretację nauczania Jezusa o rozróżnieniu tego, co należy do Boga, od tego, co należy do Cezara (por. Mt 22, 21). Zgodnie z najlepszą tradycją chrześcijańską święty Josemaría wyjaśnia, że takie rozróżnienie nie jest równoznaczne z lekceważeniem zobowiązań świeckich:

„Rozróżnienie ustanowione przez Chrystusa nie oznacza jednak w żaden sposób, że religia ma być usunięta do świątyni — do zakrystii — ani że ukierunkowanie spraw ludzkich ma się dokonywać na marginesie wszelkiego Bożego i chrześcijańskiego prawa. Takie postępowanie byłoby bowiem negowaniem wiary Chrystusa, która wymaga przylgnięcia do niej całego człowieka, z duszą i ciałem, jako jednostki i członka społeczeństwa.

Przesłanie Chrystusa oświetla całe ludzkie życie, jego początek i koniec, nie zaś tylko wąskie pole subiektywnych praktyk pobożności. A sekularyzm jest zaprzeczeniem wiary połączonej z uczynkami, wiary, która wie, że autonomia świata jest względna i że na tym świecie ostatecznym sensem wszystkiego jest chwała Boża i zbawienie dusz” (List 29, nr 31).

Święty Josemaría powraca do tego ujęcia w rozdziale „Obywatelskość” Bruzdy. Świat jest „nasz”, należy do nas – stwierdza – ponieważ to w nim większość ochrzczonych musi praktykować cnoty, które upodobnią ich do Chrystusa.

„Świat… — “To nasze miejsce!”… — A mówisz to ze wzrokiem i myślami skierowanymi ku niebu, z przekonaniem rolnika, który stąpa dumnie wśród własnych łanów: Regnare Christum volumus! — Chcemy, aby On królował na swojej ziemi!” (Bruzda, 292).

„To nieprawda, że istnieje sprzeczność między byciem dobrym katolikiem a wierną służbą społeczności obywatelskiej. Podobnie też Kościół i Państwo w świetle powierzonej im przez Boga misji nie mają powodu do konfliktu w prawowitym pełnieniu swojej władzy. Kłamią — tak jest, kłamią! — ci, którzy twierdzą coś przeciwnego. To właśnie oni w imię fałszywej wolności chcieliby, abyśmy my, katolicy, “uprzejmie” powrócili do katakumb” (Bruzda, 301).

Jak zauważono na początku, nauczanie, że chrześcijańska świętość jest w pełni możliwa w kontekście życia świeckiego, odnosi się do sedna ducha i misji Opus Dei: uświęcania się poprzez pracę z wolnością synowską w saeculum, czyli w rzeczywistościach ziemskich i doczesnych. Aby to robić, konieczne jest poznanie praw świata, natury rzeczy stworzonych oraz tego, co dotyczy miasta ludzi, szanując ich dynamizm i autonomię. Takie podejście prowadzi do chrystianizacji społeczeństwa, do jego przemiany go od wewnątrz poprzez miłość Jezusa Chrystusa.

„Pan nie stworzył nas po to, byśmy tu zbudowali trwałe Miasto (por. Hbr 13, 14) […] Niemniej jako dzieci Boże, nie powinniśmy odwracać się od działalności w doczesnych dziedzinach, pośród których Bóg nas postawił po to, żebyśmy je uświęcali, przepajali je naszą błogosławioną wiarą, jedyną, która niesie prawdziwy pokój, autentyczną radość każdej duszy i poszczególnym środowiskom. To ustawicznie głosiłem od roku 1928: naglącą potrzebę chrystianizacji społeczeństwa, wnoszenia w ten nasz świat, we wszystkie dziedziny życia, nadprzyrodzonego sensu, tak abyśmy wszyscy angażowali się w wynoszenie naszych codziennych obowiązków, zawodu czy funkcji do porządku łaski. Wtedy każdemu ludzkiemu działaniu przyświecać będzie nowa nadzieja, która wykracza ponad czas i przemijalność rzeczy tego świata” (Przyjaciele Boga, 210).

To, co głosił założyciel Opus Dei, ukazuje wyjątkową zbieżność z treściami konstytucji Gaudium et spes Soboru Watykańskiego II w tym, co odnosi się do sensu i wartości aktywności ziemskich, kiedy te zostają oświecone przez misterium paschalne Jezusa Chrystusa (porównaj numery 33-39). Na tych stronach Sobór broni prawowitej autonomii rzeczywistości ziemskich (porównaj numer 36), potwierdza znaczenie budowania miasta ludzkiego w wznoszeniu miasta Bożego (porównaj numer 34) i uznaje, że do tego wzrostu przyczyniają się nie tylko wielkie dzieła, lecz także zwyczajne okoliczności życia (porównaj numer 38). Sobór uznaje w sposób dorozumiany „synowską” kondycję wolności – wyraźną u świętego Josemaríi – nawiązując do „formy chrystologicznej”, jaką musi przyjąć ludzkie działanie, aby przekształcać świat poprzez miłość. Współpraca ludzkiej pracy w mieście Bożym, w rzeczywistości, nie jest owocem automatyzmu: to łaska i dary Ducha Świętego doskonalą ludzką aktywność, pozwalając jej prowadzić stworzenie ku jego pełni.

Serię tę koordynuje prof. Giuseppe Tanzella-Nitti. Ma innych współpracowników, z których niektórzy są profesorami na Papieskim Uniwersytecie Świętego Krzyża (Rzym).

[1] Być może nie jest przypadkiem, że Pismo Święte używa tego samego terminu tylko jeszcze raz w całym Starym Testamencie, gdy matka Mojżesza zobaczyła, że jej nowo narodzony syn jest „piękny” (por. Wj 2, 2).

[1] Być może nie jest przypadkiem, że Pismo Święte używa tego samego terminu tylko jeszcze raz w całym Starym Testamencie — gdy matka Mojżesza ujrzała, że jej nowo narodzony syn był „piękny” (por. Wj 2,2).