Jest to księdza pierwsza wizyta w Gwatemali jako Prałata Opus Dei. Jakie znaczenie ma ta podróż i czego Ksiądz Prałat oczekuje od tych dni licznych spotkań z tak wieloma osobami?
Spotkanie z tak wieloma osobami to ogromna radość: słuchać ich, uczyć się od nich, modlić się z nimi i dziękować Panu za całe dobro, jakiego dokonuje w tym kraju. Zawsze powtarzam, że podczas takich podróży otrzymuję znacznie więcej, niż jestem w stanie dać. Mam nadzieję, że te dni pomogą nam wszystkim odnowić nadzieję, wzrastać w przyjaźni z Jezusem Chrystusem i odkryć, że każdy – tam, gdzie się znajduje – może przyczyniać się, jak przypomina nam Papież Leon XIV, do czynienia społeczeństwa bardziej ludzkim i bliższym Bogu.
Opus Dei jest częścią Kościoła Katolickiego. Jak współpracuje z biskupami, diecezjami, innymi instytucjami, zakonami czy ruchami w Kościele? Co Opus Dei wnosi w życie Kościoła?
W wielkiej rodzinie Kościoła Opus Dei wnosi swoje przesłanie i charyzmat: pomaganie ludziom wszelkiego stanu w odnajdywaniu Boga w ich codziennym życiu – w pracy, na ulicy, w rodzinie, w radościach, a także w trudnościach – aby stawali się tam aktywnymi uczestnikami ewangelizacyjnej misji Kościoła. Właśnie po to istnieje Opus Dei: by służyć Kościołowi. Leży to w samym centrum naszego ducha, a święty Josemaría uczył tego na wiele sposobów: jedność z Papieżem, z biskupami, z innymi katolikami. Jest to dobro podstawowe, dzięki któremu możemy, z łaską Bożą, siać jedność w świecie podzielonym i pofragmentowanym, niosąc światło i miłość Chrystusa tam, gdzie jest to najbardziej potrzebne: do klas szkolnych, miasteczek, na wieś, do szpitali, biur, rodzin, do ubogich i bogatych… do wszystkich.
Kościół w Ameryce Łacińskiej przeżywa czas ważnych wyzwań, ale też wielkich możliwości. Jakie są priorytety w głoszeniu Ewangelii na tym kontynencie, nazywanym kontynentem nadziei?
Ameryka Łacińska żyje wiarą poprzez pobożność ludową, która stanowi inspirację dla całego świata. Zarazem, podobnie jak na całym świecie, przeżywamy przełom epok wymagający gruntownej formacji, dostosowanej do okoliczności każdego człowieka. Trudności, na jakie napotyka misja ewangelizacyjna, nie powinny więc prowadzić do zniechęcenia; przeciwnie – powinny być wezwaniem do gorliwszej modlitwy, do zbliżenia się do ludzi i służenia im, by pomagać im w spotkaniu z Chrystusem.
Zaledwie kilka miesięcy temu wspominaliśmy 50. rocznicę podróży świętego Josemaríi po Ameryce Łacińskiej, która zakończyła się właśnie w Gwatemali. Podczas spotkania z mieszkańcami tych ziem mówił on wówczas: „Patrzę na was i pozostaje we mnie nadzieja”. Dzieło, będące niewielką częścią Kościoła, zaczynało w Ameryce od zaledwie kilku osób, a dziś są to tysiące. Ta nadzieja ma rozprzestrzeniać się na cały świat wraz z radością. „Weselcie się nadzieją” (Rz 12, 12) – mówi święty Paweł. I nie jest to nadzieja złudna, dlatego dodaje: „Weselcie się nadzieją, w ucisku bądźcie cierpliwi, w modlitwie – wytrwali”. W Ameryce Łacińskiej macie tę radość, tę siłę i tę pobożność, która może przynieść nadzieję reszcie świata.
W swojej pierwszej encyklice, Magnifica Humanitas, Papież Leon XIV wzywa chrześcijan do promowania kultury pokoju i ponownego odkrycia godności każdej osoby. Co uważa Ksiądz Prałat za kluczowe w obecnym momencie dla Ameryki Środkowej?
Papież Leon wzywa nas do postawienia dobra osoby w centrum życia społecznego i gospodarczego: szacunek dla godności człowieka jest drogą do pokoju. Jak rozważałem w tych dniach na Universidad del Istmo, każdy może zastanowić się, co w jego własnym życiu oznacza fakt, że osoba jest ważniejsza niż technologia, pieniądze czy struktury. Dużo mówi się dziś o posthumanizmie czy transhumanizmie. Kościół proponuje prawdziwy humanizm, który stawia w centrum godność osoby, ponieważ każdy człowiek jest powołany do bycia dzieckiem Bożym w Chrystusie.
Papież zwraca uwagę na imponujący postęp technologii i sztucznej inteligencji, podczas gdy zmagamy się z takimi problemami jak ubóstwo, migracja, przemoc i polaryzacja. Jak chrześcijanin może przyczyniać się do budowania bardziej zjednoczonego i pełnego nadziei społeczeństwa?
Święty Josemaría otwierał przed chrześcijanami wspaniały horyzont: stawiać miłość Chrystusa na szczycie wszelkich ludzkich aktywności. Każdy – poprzez swoją pracę, naukę, zaangażowanie społeczne i obywatelskie, współpracując z innymi ludźmi o podobnych dążeniach (zarówno chrześcijanami, jak i niechrześcijanami) – jest powołany do poszukiwania odpowiedzi na wyzwania naszych czasów, by siać chrześcijański pokój, godność, sprawiedliwość i miłość. To przypowieść o talentach: wszyscy otrzymaliśmy talenty, aby je pomnażać w służbie innym: nadawać innowacjom wymiar etyczny, mierzyć się z trudnymi problemami w oparciu o zasady Ewangelii, wnosić wiedzę zawodową i spojrzenie wiary.
Opus Dei zbliża się do stulecia swojego powstania, które przypada na dwie daty: 2 października 2028 r. i 14 lutego 2030 r. Co ten jubileusz oznacza dla instytucji i jakie owoce – zdaniem Księdza Prałata – powinien przynieść Kościołowi i społeczeństwu Ameryki Środkowej?
Stulecie wzywa nas do spojrzenia w przeszłość z wdzięcznością oraz z pragnieniem dokonania rachunku sumienia, by zobaczyć, jak jeszcze skuteczniej służyć Kościołowi i społeczeństwu. Mamy świadomość, że otrzymaliśmy od Boga łaskę po to, by się nią dzielić. Nie chcemy, aby ta rocznica była jedynie wydarzeniem organizacyjnym czy instytucjonalnym: jest to wezwanie dla każdej osoby z Opus Dei oraz dla tak wielu współpracowników i przyjaciół, z którymi idziemy razem, by wierniej dostroić się do światła, które otrzymał święty Josemaría owego 2 października 1928 roku, i przekazywać to światło innym – światło wiary, miłości, służby i pokoju. Święty Josemaría zachęca nas do ukazywania znaczenia służby w społeczeństwie, które często zatraciło jej wartość. Jezus mówi nam w Ewangelii: „Przyszedłem służyć”.
W Ameryce Środkowej i wszędzie indziej zachęcam osoby uczestniczące w działaniach apostolskich i formacyjnych do zadania sobie pytania, które sami sobie stawiamy: jak mogę odnowić mojego ducha służby? Jak mogę lepiej służyć w moim otoczeniu, w mojej dzielnicy, w mojej rodzinie, w mojej pracy?
W Słowie skierowanym 19 marca br. wskazał Ksiądz Prałat, że rozpoczynają się bezpośrednie przygotowania do stulecia. W jakim stanie chciałby Ksiądz Prałat, aby Opus Dei dotarło do tego jubileuszu?
Chciałbym, abyśmy wszyscy ożywili w sobie dar Boży. Jak pisałem w tamtym Słowie, bardzo pouczające są słowa apostoła Pawła do Tymoteusza: „przypominam ci, abyś rozpalił na nowo charyzmat Boży, który jest w tobie”. Czynimy to, będąc wdzięcznymi, żyjąc w większej jedności z Papieżem i z większym pragnieniem służby, by być siewcami pokoju i radości tam, gdzie upływa nasze życie.
W tym historycznym momencie przywołuje się słowa świętego Josemaríi: „Wszystko jest zrobione i wszystko jest do zrobienia”. Skoro Opus Dei jest żywym organizmem, jak godzić wierność ze zmianą?
W życiu Kościoła wszystko jest zrobione, ponieważ Jezus Chrystus nas odkupił, a Jego nieskończona łaska – Słowo i sakramenty – jest dla nas dostępna. Zarazem odkupienie dokonuje się w życiu i decyzjach każdego człowieka i w tym sensie wszystko jest do zrobienia.
W Dziele mamy już sto lat historii, zrobiono bardzo wiele, duch został pobłogosławiony przez Kościół i wcielony w życie tysięcy ludzi: w sferze duchowości i podstawowych środków jej przeżywania wszystko jest zrobione. Jednak horyzont ewangelizacji to morze bez brzegów: wszystko jest do zrobienia. Podczas niedawnej podróży Papieża do Hiszpanii użyto hasła: „Podnieść wzrok”. Tak właśnie chrześcijanie powinni patrzeć na świat – oczami Jezusa: jak na wielkie pole pełne pszenicy, ale i kąkolu, aby być narzędziami w rękach Boga i pomagać Mu siać oraz zbierać dobre uczynki – dzieła wiary, służby, wolności, sprawiedliwości i rozwoju społecznego.
Jednym z głównych przesłań świętego Josemaríi było to, że praca może być miejscem spotkania z Bogiem i służby innym. Co ta wizja może wnieść do świata, w którym wielu ludzi doświadcza ciężaru pracy pozbawionej sensu, w niesprawiedliwych warunkach albo zmagając się z bezrobociem?
Święty Josemaría pragnął, aby praca była punktem zwrotnym – zawiasem, na którym opiera się chrześcijańskie życie wiernych Opus Dei. Rozumiał pracę szeroko, nie tylko jako zatrudnienie: także wychowanie dzieci, prace domowe, znoszenie choroby, a nawet trud poszukiwania pracy w okresie bezrobocia.
Rozległy świat pracy, w którym spędzamy tak wiele godzin i który zazwyczaj kształtuje naszą osobowość, jest miejscem spotkania z Bogiem, a dzięki Bogu – okazją do służby innym, rozwoju osobistego i rzeczywistością, z której wnosimy swój wkład w rozwiązywanie problemów społeczeństwa. Problem ubóstwa, wojny, braku edukacji i opieki zdrowotnej można rozwiązać poprzez zaangażowanie społeczne, organizacje pozarządowe czy instytucje kościelne. Ale możemy postawić sobie za cel stawianie czoła tym wielkim wyzwaniom również z poziomu naszej codziennej pracy. Z pozycji każdego stanowiska można przyczyniać się do sprawiedliwości i miłości; ci, którzy mają większe możliwości, ponoszą też większą odpowiedzialność.
W 2023 roku do Gwatemali dotarła wiadomość, że dr Ernesto Cofiño, członek Opus Dei, został uznany przez Stolicę Apostolską za osobę, która heroicznie żyła cnotami chrześcijańskimi, co nadaje mu tytuł czcigodnego Sługi Bożego i stanowi krok ku wyniesieniu na ołtarze. Jakie znaczenie ma to uznanie?
Jest to przede wszystkim zaproszenie do spojrzenia na świętość jako na realną możliwość dla każdego człowieka. Ernesto Cofiño nie zasłynął z robienia rzeczy nadzwyczajnych, ale z nadzwyczaj dobrze wykonywanych rzeczy zwyczajnych: w swojej rodzinie, zawodzie, wśród przyjaciół, w służbie najbardziej potrzebującym i w relacji z Bogiem.
Dla Gwatemali stanowi to powód do nadziei, ponieważ pokazuje, że ten kraj dał Kościołowi i światu tak świetlisty przykład chrześcijańskiego życia. Dla Opus Dei to również wielka radość, ponieważ po raz kolejny potwierdza, że duch uświęcania pracy i życia rodzinnego może przynosić owoce ogromnego dobra dla całego społeczeństwa.
Ernesto Cofiño był wzorowym lekarzem, mężem, ojcem rodziny i zaangażowanym obywatelem. Jakie aspekty jego życia uważa Ksiądz Prałat za aktualne dla dzisiejszych profesjonalistów i rodzin?
Robi na mnie wrażenie jego spójność życiowa. Nie miał wiary zarezerwowanej na wybrane momenty ani zawodu odseparowanego od chrześcijańskich przekonań. Wszystko tworzyło spójną całość: był dobrym lekarzem, bo kochał ludzi; był dobrym mężem i ojcem, bo wiedział, że miłość okazuje się w drobnych szczegółach; był zaangażowanym obywatelem, bo w każdym człowieku widział dziecko Boże.
W społeczeństwie, w którym czasem wydaje się, że musimy dzielić nasze życie na osobne fragmenty, Ernesto przypomina nam, że spójność, radość i służba pozostają głęboko aktualne.
Żyjemy w kulturze, która często oddziela wiarę od życia zawodowego. Zwraca uwagę fakt, że tak zajęty lekarz jak dr Cofiño znajdował czas na codzienną Mszę Świętą i modlitwę. Jak ktoś obarczony tak wielką odpowiedzialnością i obowiązkami zawodowymi może trwać w obecności Boga i obcować z Nim?
Nie chodzi o robienie rzeczy nadzwyczajnych, ale o odkrycie, że Bóg czeka na nas właśnie pośród naszych zajęć. Święty Josemaría mówił o odnajdywaniu „czegoś świętego, Bożego, ukrytego w najzwyklejszych sytuacjach”. Gdy człowiek stara się dobrze pracować, służyć innym, ofiarowywać swój trud i każdego dnia rezerwować czas na modlitwę, stopniowo odkrywa, że relacja z Bogiem nie rywalizuje z jego obowiązkami, lecz nadaje im głębszy sens. Ernesto Cofiño tak właśnie żył. Modlitwa nie odbierała mu czasu na miłość – uczyła go kochać lepiej.
Jakie przesłanie chciałby Ksiądz Prałat zostawić Gwatemalczykom, a w sposób szczególny wiernym i przyjaciołom Opus Dei w Ameryce Środkowej?
Chciałbym po prostu podziękować za serdeczność, z jaką mnie przyjmują, a przede wszystkim za przykład wiary, który tak często widziałem w ludziach tych ziem.
Wszystkich Gwatemalczyków zachęcam, by nigdy nie tracili nadziei. Nasz świat potrzebuje ludzi, którzy budują mosty, potrafią przebaczać, uczciwie pracować i siać pokój w codziennym życiu. To droga otwarta dla każdego.

