Wizja św. Josemarii dotycząca szkoły zarządzania i biznesu

Ks. prał. Mariano Fazio przedstawia wizję św. Josemarii dotyczącą szkół biznesowych: instytucji powołanych do łączenia doskonałości zawodowej, społecznej doktryny Kościoła i uświęcania pracy, z człowiekiem w centrum uwagi oraz głęboką chęcią służby.

Mons. Mariano Fazio, wikariusz pomocniczy Opus Dei. Profesor zwyczajny i były rektor Università della Santa Croce.

Historyczne świadectwa św. Josemarii

Aby ustalić, jaka była wizja św. Josemarii dotycząca szkoły zarządzania i biznesu, konieczne jest odwołanie się do świadectw historycznych. Jedno z nich pochodzi od Francisco Ponz Piedrafita, który z czasem został rektorem Uniwersytetu w Nawarrze. Don Francisco opowiada, że

„pod koniec lat czterdziestych, podczas swoich podróży do Barcelony, gdzie ja przebywałem, błogosławiony Josemaría Escrivá de Balaguer wspomniał kiedyś o apostolskim zainteresowaniu poprawą formacji i życia chrześcijańskiego tak wielu osób, które w Katalonii zajmowały się kierowaniem różnego rodzaju przedsiębiorstwami – prywatnymi, rodzinnymi czy społecznymi. Podkreślał duchowe i społeczne znaczenie tego, by osoby ponoszące odpowiedzialność za promocję, kierowanie i rozwój przedsiębiorstw były wzorowymi chrześcijanami i we wszystkim postępowały zgodnie ze swoją wiarą, kierując się dobrym osądem zawodowym i chrześcijańskim, zgodnie z naukami i zasadami moralnymi Kościoła, w duchu służby wobec swoich pracowników i robotników oraz wobec społeczeństwa w ogóle, nie dając się ponieść czysto ludzkim ambicjom, ani przez zwykłą chęć wzbogacenia się materialnego”.[1]

Ciekawe jest to, jak już od samego początku św. Josemaría zdawał sobie sprawę z tego, jak ważne jest kształcenie przedsiębiorców – mężczyzn i kobiet – którzy byliby dobrze przygotowanymi profesjonalistami i konsekwentnymi chrześcijanami, ponieważ z tego wynikałoby wielkie dobro dla reszty społeczeństwa.

Założyciel Opus Dei był „człowiekiem pełnym pragnień”, który dążył do tego, by jego marzenia stały się rzeczywistością. Po kilku latach uznał, że nadszedł czas, aby uruchomić tego rodzaju inicjatywę w środowisku biznesowym. Profesor Antonio Valero, jeden z pionierów IESE,[2] , opowiada: „Latem 1956 lub 1957 roku zwrócono się do mnie z Regionalnej Wikarii [sic] Opus Dei w Hiszpanii, w bardzo nieformalny sposób, z pytaniem, czy chciałbym podjąć się zadania opracowania czegoś o charakterze apostolskim i edukacyjnym w dziedzinie przedsiębiorczości, dotyczącej przedsiębiorstw. Było to tak krótkie i zwięzłe, że odpowiedziałem „tak” równie zwięźle”.[3] Pomimo zwięzłości otrzymanych wytycznych zawierały one to, co najważniejsze: szkoła biznesowa promowana przez osoby z Opus Dei musiała posiadać wymiar edukacyjny, obejmujący kształcenie techniczne i zawodowe, oraz nierozerwalnie z nim związany wymiar apostolski.

Z okazji 50. rocznicy powstania IESE Javier Echevarría, prałat Opus Dei i ówczesny wielki kanclerz Uniwersytetu w Nawarrze, stwierdził, że promując utworzenie IESE, św. Josemaría z wyprzedzeniem przewidywał rozwój, jaki z czasem miała osiągnąć instytucja o wysokim poziomie profesjonalnym, poświęcona kształceniu i doskonaleniu przedsiębiorców oraz kadry kierowniczej, której sednem misji byłoby wyraźne dążenie do służby oraz chęć nadania pracy w pełni chrześcijańskiego, a tym samym prawdziwie ludzkiego wymiaru.[4]

Po kilku latach działalności św. Josemaría odwiedził IESE w listopadzie 1972 roku. Zachowało się nagranie z tego spotkania, w którym uczestniczyła spora liczba osób związanych ze szkołą biznesową. Przy tej okazji, wychodząc naprzeciw pewnej mało świeckiej mentalności, zgodnie z którą działalność gospodarcza i handlowa była uważana za nie do pogodzenia z autentycznie chrześcijańskim życiem – być może z powodu tendencji do przedstawiania życia zakonnego jako wzoru świętości – postanowił przeczytać różne fragmenty Ewangelii, w których ujawnia się uznanie Pana dla tego rodzaju działalności. Warto zacytować ten fragment w całości:

„Pochodzi to z Ewangelii św. Łukasza, rozdział 19. Był pewien wpływowy człowiek, który musiał wyjechać. Rozdzielił swoje pieniądze między swoich sług, aby nimi zarządzali. Jednemu daje jedną część, drugiemu inną… Kiedy wraca i stwierdza, że jeden z nich nie pomnożył kapitału, mówi mu: «Dlaczego nie zdeponowałeś moich pieniędzy w banku, abym po powrocie mógł je odzyskać wraz z odsetkami?» Czyż nie jest to interes? Skromny interes; taki, jakiego wy nie lubicie prowadzić. Ale w końcu jest to interes. A Pan to chwali. Nie mam innego wyboru, jak tylko pochwalić was również.

Święty Mateusz przytacza jeszcze jedną przypowieść: o sieci rybackiej. Tutaj sprawy układają się różnie, bo do sieci trafiają ryby dobre i złe… Trzeba wykazać się cierpliwością. Wyciągają sieć na brzeg: wybierają dobre ryby i wrzucają je do koszy. A te złe… precz! Jest zysk, ale nie taki, jakiego się spodziewano.

Czasami w naszych przedsięwzięciach pojawia się wiele trudności. Ewangelia św. Mateusza przypomina nam o siewcy, który zasiewa dobre ziarno… Przychodzi wróg, przeciwnik, i zasiewa kąkol. Co robi? Ma cierpliwość: zostawiamy to tak, jak jest, i nie ruszamy tego; nadejdzie odpowiedni moment. I nadchodzi odpowiedni czas, a on wszystko żnie… I osiągnął sukces. Pokonał trudność.

Jutro, podczas Mszy Świętej [...] poproszę Pana, aby was pobłogosławił; aby obdarzył was spokojem właściciela pola, gdy zasiewają mu kąkol [...], aby Pan dał wam determinację do zakupu pola, na którym znajduje się skarb; aby dał wam niezbędny impuls do podążania za najcenniejszą stokrotką [...]. Wasze przedsięwzięcia są zakorzenione w Ewangelii. Pan patrzy na was z miłością [...]. Ja również patrzę na was wszystkich ze szczególnym uczuciem. Chwaliłem was słowami Jezusa Chrystusa, słowami, pod którymi się podpisuję, ponieważ jestem Jego kapłanem”.

Doktryna społeczna i duch Opus Dei

Święty Josemaría zawsze uważał, że dla formacji chrześcijan niezbędna jest odpowiednia znajomość społecznej doktryny Kościoła. Marzył nawet o tym, by do katechizmu wiary chrześcijańskiej włączono podstawowe zasady moralności społecznej. Oczywiście potrzeba dobrej formacji w tej dziedzinie jest bardziej paląca w przypadku osób pełniących szczególne obowiązki społeczne, w tym mężczyzn i kobiet prowadzących działalność gospodarczą. Dlatego pragnął, aby nauczanie w szkole biznesowej było przesiąknięte doktryną społeczną.

Socjalna doktryna Kościoła dostarcza podstawowych zasad pozwalających budować społeczeństwo zgodne z Bożym planem dla świata.[5] Z kolei istnieje niezliczona ilość problemów o charakterze technicznym, które można rozwiązywać na wiele różnych sposobów i w których powinna panować odpowiedzialna wolność każdego obywatela posiadającego odpowiednie wykształcenie zawodowe. W liście opublikowanym w 1966 roku stwierdził, że „doktryna katolicka nie narzuca konkretnych, technicznych rozwiązań problemów doczesnych; prosi was jednak o wrażliwość na te ludzkie problemy oraz o poczucie odpowiedzialności, by stawić im czoła i doprowadzić do ich chrześcijańskiego rozwiązania”.[6]

Święty Josemaría był wielkim miłośnikiem wolności. Niezliczoną ilość razy odnosił się do „osobistej wolności, jaką mają świeccy, by podejmować, w świetle zasad sformułowanych przez Magisterium, wszystkie konkretne decyzje o charakterze teoretycznym lub praktycznym – na przykład w odniesieniu do różnych poglądów filozoficznych, ekonomicznych czy politycznych [...] – które każdy według własnego sumienia uzna za bardziej stosowne i zgodne ze swoimi osobistymi przekonaniami oraz ludzkimi zdolnościami”.[7]

W przypadku szkół prowadzonych przez osoby z Opus Dei, obok wspomnianej właśnie nauki społecznej Kościoła, również uświęcenie pracy – centralny element ducha Opus Dei – powinno inspirować całą ich działalność. Wezwanie do świętości ma charakter powszechny, a większość ludzi Bóg szuka właśnie w środowisku zawodowym. Dlatego św. Josemaría oczekiwał, że w szkołach biznesowych będzie się pracować z profesjonalną doskonałością, prawością intencji i duchem służby – są to warunki niezbędne do uświęcenia pracy.

Centralne znaczenie osoby oraz przedsiębiorstwa jako wspólnoty osób.

Jedną z zasad przewodnich społecznej doktryny Kościoła jest centralna rola osoby ludzkiej. Kompendium społecznej doktryny Kościoła stanowczo stwierdza:

„Całe życie społeczne jest wyrazem jego niepowtarzalnego bohatera: osoby ludzkiej. Kościół wielokrotnie i na różne sposoby potrafił stać się autorytatywnym interpretatorem tej świadomości, uznając i potwierdzając centralną rolę osoby ludzkiej we wszystkich dziedzinach i przejawach życia społecznego: «Społeczeństwo ludzkie jest zatem przedmiotem nauczania społecznego Kościoła, ponieważ nie znajduje się ono ani poza, ani ponad ludźmi zjednoczonymi społecznie, lecz istnieje wyłącznie dzięki nim, a zatem dla nich». To ważne uznanie wyraża się w stwierdzeniu, że „człowiek, daleki od bycia przedmiotem i elementem czysto biernym życia społecznego”, „jest przeciwnie, i musi być oraz pozostać jego podmiotem, fundamentem i celem”. Z człowieka więc wywodzi się życie społeczne, które nie może zrezygnować z uznania go za podmiot czynny i odpowiedzialny, a wszystkie przejawy życia społecznego muszą być ukierunkowane na niego”.[8]

Jednym z przejawów społeczeństwa jest jego wymiar gospodarczy, co oznacza, że gospodarka musi zawsze być ukierunkowana na całościowe dobro osoby ludzkiej, a gdy osoba ta uczestniczy w procesie gospodarczym, należy ją zawsze traktować jako cel sam w sobie, z poszanowaniem jej godności, a nigdy jako środek. Stąd też sprzeczna z doktryną chrześcijańską i samą etyką naturalną jest teoria ekonomizmu, która sprowadza całe istnienie do jego wymiaru materialnego. Teorię tę podzielają zarówno kapitalizm w jego pierwotnej postaci, który utożsamia społeczeństwo z rynkiem, jak i marksizm, który wszystkie nadbudowy społeczne wywodzi ze struktury ekonomicznej społeczeństwa.

Z kolei Kompendium przedstawia wizję przedsiębiorstwa z perspektywy personalistycznej:

„Przedsiębiorstwo powinno charakteryzować się zdolnością do służenia dobru wspólnemu społeczeństwa poprzez wytwarzanie użytecznych dóbr i usług. W ramach tej produkcji dóbr i usług, kierując się logiką efektywności i zaspokajania interesów różnych zaangażowanych podmiotów, przedsiębiorstwo tworzy bogactwo dla całego społeczeństwa: nie tylko dla właścicieli, ale także dla pozostałych podmiotów zainteresowanych jego działalnością. Oprócz tej typowo ekonomicznej funkcji przedsiębiorstwo pełni również funkcję społeczną, stwarzając okazje do spotkań, współpracy oraz doceniania zdolności zaangażowanych osób. W przedsiębiorstwie wymiar ekonomiczny jest zatem warunkiem osiągnięcia nie tylko celów ekonomicznych, ale także społecznych i moralnych, do których należy dążyć wspólnie”.[9]

Każde przedsiębiorstwo o zdrowej kondycji ekonomicznej powinno generować zyski. Liczby zawsze będą miały fundamentalne znaczenie w każdej działalności gospodarczej. Jednocześnie za wynikami ekonomicznymi musimy dostrzegać wyjątkowe i niepowtarzalne osoby, które przyczyniły się do ich osiągnięcia – właścicieli, akcjonariuszy, pracowników, klientów, konsumentów itp. Logika oparta wyłącznie na liczbach niesie ze sobą ryzyko dehumanizacji.

Kilka lat temu święty Jan Paweł II nauczał:

„Kościół uznaje słuszną rolę zysków jako wskaźnika dobrego funkcjonowania przedsiębiorstwa. Gdy przedsiębiorstwo osiąga zyski, oznacza to, że czynniki produkcji zostały właściwie wykorzystane, a odpowiednie potrzeby ludzkie zostały należycie zaspokojone. Jednak zyski nie są jedynym wskaźnikiem kondycji przedsiębiorstwa. Możliwe jest, że wyniki finansowe są prawidłowe, a jednocześnie ludzie, którzy stanowią najcenniejszy kapitał przedsiębiorstwa, są poniżani i obrażani w swojej godności. Oprócz tego, że jest to moralnie niedopuszczalne, nie może to nie mieć negatywnych konsekwencji dla przyszłości, a nawet dla efektywności ekonomicznej przedsiębiorstwa. W rzeczywistości celem przedsiębiorstwa nie jest po prostu generowanie zysków, ale raczej samo istnienie przedsiębiorstwa jako wspólnoty ludzi, którzy na różne sposoby dążą do zaspokojenia swoich podstawowych potrzeb i tworzą szczególną grupę służącą całemu społeczeństwu. Zyski są elementem regulującym życie przedsiębiorstwa, ale nie jedynym; obok nich należy uwzględnić inne czynniki ludzkie i moralne, które w perspektywie długoterminowej są co najmniej równie istotne dla życia przedsiębiorstwa”.[10]

Liczby i statystyki pomagają zrozumieć niektóre aspekty rzeczywistości, ale nie mówią wszystkiego. Podajmy przykład literacki. W powieści „Czasy trudne” Dickens przedstawia nam dialog w szkole w angielskim mieście górniczym w samym środku rewolucji przemysłowej. Celem pisarza jest pokazanie czytelnikowi braku ludzkiej wrażliwości, na który cierpią społeczeństwa, gdy kierują się wyłącznie wynikami ekonomicznymi lub tym, co Brytyjczycy nazywają „matters of fact” – zimnymi faktami, pozbawionymi kontekstu, który nadawałby im ludzki wymiar i sens. Miejscowy nauczyciel, będący zagorzałym pozytywistą, zwraca się do grupy młodych uczniów: „Słuchajcie: załóżmy, że ta szkoła to naród, a w tym narodzie jest pięćdziesiąt milionów pieniędzy. Czy jest to naród zamożny, czy nie?”. Pytanie skierowane jest do uczennicy numer dwadzieścia – wszystkie dzieci są ponumerowane – która odpowiada, że tak naprawdę ma wątpliwości, ponieważ nie wie, w czyich rękach znajdują się te pieniądze i czy jej się z nich należy jakaś część. Nauczyciel przedstawia problem w inny sposób: „Sala tej szkoły to ogromne miasto, w którym mieszka milion mieszkańców, a z tego miliona mieszkańców tylko dwudziestu pięciu umiera z głodu na ulicy rocznie. Jak wam się wydaje ten stosunek?”. Ta sama dziewczynka odpowiada, że „dla tych, którzy umierali z głodu, nie miało znaczenia, czy miasto miało milion, czy milion milionów mieszkańców”. Ta trudna rozmowa między tym, kto opiera się wyłącznie na statystykach, a tą, która skupia się wyłącznie na każdej osobie, kończy się następującą perełką: nauczyciel pyta, jaki procent stanowi pięćset osób, które utonęły spośród stu tysięcy, które w ciągu roku wyruszyły w rejs morski. Nasza dziewczynka odpowiada: „Żaden procent nie ma znaczenia dla krewnych i przyjaciół tych, którzy zginęli”.[11]

Jan Paweł II zastanawiał się, czy po upadku reżimów komunistycznych należy wprowadzić system kapitalistyczny. Po raz kolejny podkreśla, że redukcja do kwestii ekonomicznych nie jest odpowiednią odpowiedzią na budowę społeczeństwa szanującego godność ludzką. Święty z Polski wyjaśnia:

„Odpowiedź jest oczywiście złożona. Jeśli przez «kapitalizm» rozumie się system gospodarczy, który uznaje fundamentalną i pozytywną rolę przedsiębiorstwa, rynku, własności prywatnej i wynikającej z niej odpowiedzialności za środki produkcji, a także swobodnej ludzkiej kreatywności w sektorze gospodarki, to odpowiedź jest z pewnością pozytywna, choć być może bardziej właściwe byłoby mówić o «gospodarce przedsiębiorczej», «gospodarce rynkowej» lub po prostu o «gospodarce wolnorynkowej». Jeśli jednak przez «kapitalizm» rozumie się system, w którym wolność w sferze gospodarczej nie jest osadzona w solidnym kontekście prawnym, który stawia ją w służbie integralnej wolności człowieka i uznaje ją za jej szczególny wymiar, którego centrum ma charakter etyczny i religijny, wówczas odpowiedź jest absolutnie negatywna”.[12]

Sprawiedliwość i miłość

Jakie konsekwencje niesie ze sobą centralne miejsce osoby w życiu przedsiębiorstwa, a tym samym w nauczaniu, które szkoła biznesowa o tożsamości chrześcijańskiej zamierza przekazać przedsiębiorcom i specjalistom, którzy się w niej kształcą? Po pierwsze, że w relacjach międzyludzkich, zarówno w przedsiębiorstwie, jak i w jego stosunkach ze społeczeństwem, należy przestrzegać sprawiedliwości w jej klasycznym rozumieniu, czyli „dać każdemu to, co mu się należy”. Oznacza to sprawiedliwe wynagrodzenia, dobre produkty, rzetelną reklamę, legalne operacje finansowe, rozsądne ceny i wiele innych elementów, które każdy z was może sam uzupełnić.

Święty Josemaría był prawnikiem i cechował się prawniczym sposobem myślenia oraz wielką miłością do sprawiedliwości. „Nie kocha się sprawiedliwości – pisał w homilii poświęconej św. Józefowi – jeśli nie pragnie się, by była ona realizowana w stosunku do innych”. Nie wolno też zamykać się w wygodnej religijności, zapominając o potrzebach innych. Ten, kto pragnie być sprawiedliwy w oczach Boga, stara się również, by sprawiedliwość faktycznie urzeczywistniała się wśród ludzi. I to nie tylko z tego dobrego powodu, by nie zniesławiać imienia Boga, ale dlatego, że bycie chrześcijaninem oznacza czerpanie z wszystkich szlachetnych aspektów ludzkiej natury. Parafrazując znany tekst apostoła św. Jana, można powiedzieć, że ten, kto twierdzi, iż jest sprawiedliwy wobec Boga, ale nie jest sprawiedliwy wobec innych ludzi, kłamie: „a prawda nie mieszka w nim”.[13]

Szanując uzasadniony pluralizm w poszukiwaniu konkretnych rozwiązań mających na celu zaradzenie sytuacjom kryzysowym społecznym, założyciel Opus Dei przypominał wszystkim, że centralnym elementem Ewangelii jest szczególna troska o ubogich i chorych, którzy powinni cieszyć się takimi samymi prawami jak inni ludzie. W tym kontekście Kościół XX wieku sformułował zasadę „opcji na rzecz ubogich”, która jest nauczaniem Jana Pawła II, jako „szczególną formę pierwszeństwa w praktykowaniu chrześcijańskiej miłości” i odnosi się ona do „naszych obowiązków społecznych” oraz do „decyzji, które należy podejmować w sposób spójny w kwestii własności i korzystania z dóbr”.[14]

Święty Josemaría stwierdzał w połowie ubiegłego wieku bez owijania w bawełnę: „W tych czasach zamieszania nie wiadomo, czym jest prawica, centrum ani lewica – ani w sferze politycznej, ani społecznej. Jeśli jednak przez lewicę rozumie się zapewnienie dobrobytu ubogim, tak aby wszyscy mogli realizować prawo do życia w minimalnym komforcie, do pracy, do odpowiedniej opieki w razie choroby, do rozrywki, do posiadania dzieci i zapewnienia im edukacji, do starości i opieki w podeszłym wieku, to ja jestem bardziej na lewicy niż ktokolwiek inny. Oczywiście w ramach społecznej doktryny Kościoła i bez żadnych kompromisów z marksizmem czy ateistycznym materializmem, ani z antychrześcijańską walką klasową, ponieważ w tych sprawach nie możemy iść na ustępstwa”.[15]

Dla św. Josemarii istnieją nieuniknione wymagania sprawiedliwości i należy szukać wszelkich odpowiednich środków, aby były one przestrzegane. Jednocześnie w swojej wizji społecznej przepełnionej miłością Chrystusa uważał, że sama sprawiedliwość nie wystarczy.

„Przekonajcie się, że samą sprawiedliwością nigdy nie rozwiążecie wielkich problemów ludzkości. Kiedy czyni się tylko sprawiedliwość, nie dziwcie się, jeśli ludzie czują się zranieni: godność człowieka, który jest synem Bożym, wymaga znacznie więcej. Miłość musi iść ramię w ramię ze sprawiedliwością, ponieważ wszystko łagodzi: Bóg jest miłością (…). Aby przejść od ścisłej sprawiedliwości do obfitości miłosierdzia, trzeba przebyć długą drogę. Niewielu jednak wytrwa do końca. Niektórzy zadowalają się zbliżeniem się do progu: rezygnują ze sprawiedliwości i ograniczają się do odrobiny dobroczynności, którą nazywają miłosierdziem. (…). Miłość, która jest jak hojne wyjście poza ramy sprawiedliwości, zawsze wymaga wypełniania obowiązku: zaczyna się od tego, co sprawiedliwe; kontynuuje się tym, co bardziej słuszne (…); ale aby kochać, potrzeba wiele subtelności, wiele delikatności, wiele szacunku, wiele uprzejmości: jednym słowem, należy postępować zgodnie z radą Apostoła: „Noście brzemiona jedni drugich, a w ten sposób wypełnicie prawo Chrystusa”. Wtedy właśnie w pełni żyjemy miłością, wtedy właśnie wypełniamy nakaz Jezusa”.[16]

Zarówno Benedykt XVI, jak i Franciszek, poruszając temat działalności gospodarczej, odnosili się do postaw daru i bezinteresowności, które są innymi sposobami określenia miłości, ponieważ miłość to miłość, a miłość urzeczywistnia się w oddaniu się, w bezinteresownym dawaniu siebie. Martin Schlag zauważa, że te logiki

„wyrażają, że człowiek nie ma ceny, lecz godność, i że dlatego musi on znajdować się w centrum wszelkiej działalności gospodarczej jako jej podstawa i cel. Nasze relacje gospodarcze mogą przybierać bardzo różne formy: wyzysku, dominacji, niesprawiedliwości, wrogości itp. Lub przeciwnie: mogą być wzbogacające, pozytywne, sprawiedliwe, przyjazne itp. Sposób, w jaki uczestniczymy w rynku, będzie wynikał z decyzji, jaką podejmiemy w naszym życiu wewnętrznym: kim chcemy być? Jaką osobą postanawiam być w mojej działalności gospodarczej? Jeśli zdecydujemy się szanować godność innych, a nawet kochać ich jak braci, zastosujemy zasadę „daru”, o której mówił Benedykt XVI: dobrowolnie zrezygnujemy z wszelkiej władzy dominacji nad innymi, aby im służyć. Oznacza to dążenie do zrównoważonej i długoterminowej gospodarki oraz odrzucenie krótkoterminowej chciwości, która nie uwzględnia kosztów ludzkich”.[17]

Przedsiębiorca na ołtarzu: Enrique Shaw

Znamy wielu przedsiębiorców, którzy starali się żyć, między innymi, zgodnie z cnotami sprawiedliwości i miłosierdzia. W tej ostatniej części chciałbym odnieść się do przyszłego błogosławionego Enrique Shawa, który zostanie wyniesiony na ołtarze w najbliższych miesiącach, gdy zostanie ustalona data beatyfikacji.[18]

Pochodzący z argentyńskiej rodziny arystokratycznej Enrique uświęcił się poprzez zwyczajne okoliczności swojego życia: liczną rodzinę, relacje społeczne oraz – co w tym przypadku interesuje nas najbardziej – poprzez swoją pracę jako dyrektor przedsiębiorstw. Żył bardzo krótko, w latach 1921–1962. Dzięki głębokiemu życiu duchowemu rozprzestrzeniał w swoim otoczeniu „dobrą woń Chrystusa” i zajmował się chrześcijańską formacją innych przedsiębiorców. Dlatego w 1952 roku założył Chrześcijańskie Stowarzyszenie Dyrektorów Przedsiębiorstw. Oto jak wyrażał się Enrique Shaw:

„Trzeba naprawiać niesprawiedliwości. […]. Traktować wydajność jako obowiązek obywatelski; aby móc więcej rozdawać, trzeba więcej produkować. Konieczne jest kształcenie chrześcijańskich przedsiębiorców i przekazywanie im stylu życia: przyczynianie się do lepszego świata, przede wszystkim poprzez działanie każdego chrześcijańskiego przedsiębiorcy w swojej własnej sferze. […]. Jest to misja religijna i życiowa: dążyć do uświęcenia siebie poprzez zawód oraz uświęcać sam zawód. Należy budować świadomość chrześcijańskiej koncepcji roli przedsiębiorcy, w czym musimy posługiwać się metodą konkretnego zastosowania. Kapłan nie tylko wznosi się ku Bogu, ale także przybliża Boga ludziom w komunii. […]. Przedsiębiorca powinien ucieleśniać Chrystusa w przedsiębiorstwie. Sposobem na to jest stosowanie Jego nauk. Stosowanie doktryny chrześcijańskiej, przesłania Chrystusa, do konkretnych problemów związanych z rolą przedsiębiorcy. Angażowanie ludzi. Najpoważniejszym problemem dla nas i dla innych krajów, zwłaszcza tych słabiej rozwiniętych, jest brak kompetentnych osób na najwyższych szczeblach”.[19]

Shaw dążył do poprawy warunków pracy w fabryce oraz do uświadomienia pracownikom znaczenia ich zadań dla produkcji. Z tego powodu uznawał fundamentalną rolę kierownika przedsiębiorstwa, jak zaznaczył:

„Musimy działać na rzecz rozwoju człowieka: jesteśmy odpowiedzialni za rozwój osobisty naszych pracowników, nie hamując przy tym w żaden sposób ich uzasadnionej inicjatywy i niezbędnej odpowiedzialności. Kierownik przedsiębiorstwa powinien traktować każdego ze swoich pracowników jako osobę o „potencjale”, której należy ułatwić samorealizację oraz pomóc w odnalezieniu i wydobyciu tego, co w niej najlepsze. „Klimat” w przedsiębiorstwie powinien sprzyjać rozwojowi człowieka i zapewniać mu, dzięki jego pracy i w ramach tej pracy, najlepsze możliwości rozwoju; kierownik przedsiębiorstwa powinien dać jak największą swobodę, aby każdy był panem swoich czynów i mógł wyrażać swoją osobowość”.[20]

Jedną z cech, którą najbardziej podkreślali ci, którzy go znali, była jego umiejętność słuchania. W codziennym życiu firmy Shaw nie postrzegał słuchania jako techniki przywództwa, lecz jako postawę serca, głęboko związaną ze sposobem sprawowania władzy. Zainspirowany biblijną modlitwą Salomona, często podkreślał potrzebę proszenia Boga o „serce, które słucha” jako warunek rządzenia z mądrością, przypominając, że zgodnie z tradycją biblijną słuchanie oznacza również zrozumienie, rozeznanie i troskę o osoby powierzone naszej odpowiedzialności.

Prawdziwe słuchanie, tak jak praktykował je Shaw, zmienia wewnętrzną kulturę organizacji. Buduje zaufanie, wzmacnia poczucie przynależności i stwarza przestrzeń, w której każda osoba może czuć się doceniona i szanowana. W sytuacjach kryzysowych Enrique Shaw zadawał sobie niewygodne, ale niezbędne pytanie: „Czy myślimy bardziej o ludziach niż o firmie?”.

Papież Leon XIV, przypominając zasady społecznej doktryny Kościoła dotyczące gospodarki, podkreślał kilka miesięcy temu, że

„ta wizja znajduje jasny i bliski przykład w czcigodnym słudze Bożym Enrique Shawie, przedsiębiorcy, który zrozumiał, że przemysł nie jest jedynie trybikiem produkcyjnym ani środkiem gromadzenia kapitału, ale prawdziwą wspólnotą ludzi powołanych do wspólnego rozwoju. Jego przywództwo wyróżniało się przejrzystością, umiejętnością słuchania oraz dążeniem do tego, by każdy pracownik mógł czuć się częścią wspólnego projektu. W jego przypadku wiara i zarządzanie przedsiębiorstwem połączyły się harmonijnie, pokazując, że nauka społeczna Kościoła nie jest abstrakcyjną teorią ani niemożliwą do zrealizowania utopią, lecz realną drogą, która przemienia życie ludzi i instytucji, stawiając Chrystusa w centrum wszelkiej ludzkiej działalności.

Enrique promował sprawiedliwe wynagrodzenia, wspierał programy szkoleniowe, troszczył się o zdrowie pracowników i towarzyszył ich rodzinom w zaspokajaniu ich najbardziej konkretnych potrzeb. Nie postrzegał rentowności jako wartości absolutnej, lecz jako ważny aspekt niezbędny do utrzymania przedsiębiorstwa opartego na humanitaryzmie, sprawiedliwości i solidarności. W jego pismach i decyzjach wyraźnie dostrzega się inspirację encykliką Rerum Novarum, która wzywała przedsiębiorców, by „nie traktowali robotników jak niewolników; szanowali w nich, jak należy, godność osoby, zwłaszcza uszlachetnioną przez to, co nazywa się charakterem chrześcijańskim” (nr 15)”.[21]

Przyszły błogosławiony zdobył serca swoich pracowników. Istnieje niezliczona ilość świadectw, które to potwierdzają. W końcowej fazie swojej choroby w 1962 roku, gdy potrzebował transfuzji krwi, by utrzymać się przy życiu, około dwieście sześćdziesiąt osób – w większości robotników z huty szkła Rigolleau, gdzie pracował – zgłosiło się do oddania krwi. Enrique Shaw powiedział: „Mogę wam powiedzieć, że teraz prawie cała krew płynąca w moich żyłach to krew robotnicza”.[22]

Shaw nie znał św. Josemarii, choć wydaje mi się, że dostrzegam między nimi głęboką duchową harmonię, co jest całkiem logiczne w przypadku dwóch świętych dusz. Jednak z upływem lat niektórzy członkowie jego rodziny otrzymali powołanie do Opus Dei. Wśród nich jest syn, który jest księdzem i od dziesięcioleci pełni posługę duszpasterską w Kenii.

Istnieje bardzo znana rozmowa, jaką przeprowadzili dr Eduardo Ortiz de Landázuri, którego proces beatyfikacyjny już się rozpoczął, oraz święty Josemaría Escrivá. Eduardo przeniósł się z Granady do Pampeluny, aby podjąć pracę na Uniwersytecie w Nawarrze, który właśnie rozpoczynał swoją działalność. Kiedy spotkali się w Pampelunie, ten pierwszy powiedział do założyciela Opus Dei:

Cóż, Ojcze, poproszono mnie, abym przyjechał do Pampeluny, by założyć uniwersytet, a on już istnieje…

Święty Josemaría odpowiedział mu:

Nie prosiłem cię, żebyś założył uniwersytet, ale żebyś stał się świętym, zakładając uniwersytet.[23]

Myślę, że właśnie to powiedziałby dziś święty Josemaría tym, którzy pracują w szkołach biznesowych inspirowanych jego duchem: stańmy się świętymi w pracy dydaktycznej, badawczej, w szerzeniu chrześcijańskiej kultury przedsiębiorczości, dążąc do doskonałości, aby stamtąd służyć całej ludzkości. Zbliżająca się beatyfikacja Enrique Shawa jest dowodem na to, że można osiągnąć świętość w tym fundamentalnym wymiarze ludzkiej egzystencji.

[1] Relacja Francisco Ponz Piedrafita, październik 1998 r., s. 1, cyt. za: Javier Pampliega, Historia IESE. Pierwsze kroki i początkowy rozwój. Niepublikowane opracowanie (1957–1960), Barcelona, 2009, s. 18; por. Francisco Ponz Piedrafita, IESE: 25 lat, „Revista de Antiguos Alumnos” 15 (1984). Cytowane w: A. Argandoña, Josemaría Escrivá de Balaguer i misja IESE w świecie biznesu, Studia et Documenta, tom 5, Rzym 2011, s. 132.

[2] Instytut Wyższych Studiów Przedsiębiorczości (IESE), założony w Barcelonie w 1958 r. przez Uniwersytet w Nawarrze. IESE rozwinął się jako inicjatywa o zasięgu globalnym, posiadająca oddziały w wielu krajach, i znany jest ze swojego humanistycznego podejścia oraz stosowania metody studiów przypadków opracowanej we współpracy z Uniwersytetem Harvarda. Więcej informacji na stronie https://www.iese.edu/.

[3] Antonio Valero, Wystąpienie podczas uroczystości z okazji beatyfikacji ks. prałata Josemaría Escrivá de Balaguer, założyciela i pierwszego wielkiego kanclerza Uniwersytetu w Nawarrze, Barcelona, IESE, 9 kwietnia 1992 r. (maszynopis), s. 1. Cytowane w: A. Argandoña, op. cit., s. 134.

[4] Por. Javier Echevarría, „Aby osiągnąć jak największe korzyści”, „Revista de Antiguos Alumnos” 108, grudzień 2007 r., s. 12.

[5] Uwaga redaktora: niedawna encyklika Magnifica Humanitas Leona XIV podsumowuje te zasady w rozdziale 2.

[6] Św. Josemaría Escrivá, List nr 14. Dostępny w: Listy III, Rialp, 2026. Wydanie opatrzone przypisami Luisa Cano.

[7] Rozmowy, nr 12.

[8] Kompendium nauki społecznej Kościoła, nr 108. Kursywa w oryginale. W tym kontekście papież Leon XIV zaznaczył w swojej pierwszej encyklice Magnifica Humanitas, nr 50: „Dlatego osoba ludzka pozostaje zawsze «pierwszą i podstawową drogą Kościoła» oraz sercem każdej autentycznej drogi integralnego rozwoju człowieka”.

[9] Tamże, nr 338. Kursywa w oryginale.

[10] Św. Jan Paweł II, Centesimus annus, nr 35. Kursywa w oryginale.

[11] C. Dickens, Trudne czasy, rozdział II. Aby zapoznać się z kontekstem tej powieści, por. M. Fazio, El universo de Dickens. Una lección de humanidad, Rialp. Madryt 2015.

[12] Św. Jan Paweł II, Centesimus annus, nr 42.

[13] „To Chrystus przechodzi”, 52.

[14] Św. Jan Paweł II, Sollicitudo Rei Socialis, nr 42. Zob. również Ecclesia in America, nr 58. W encyklice Magnifica Humanitas Leon XIV porusza ten temat w nr 43, 78 i 234. Na przykład zaznacza: „Niedawne nauczanie Kościoła podkreślało, że sprawiedliwość społeczna wymaga spojrzenia, którego punktem wyjścia są najubożsi”. Święty Jan Paweł II mówił o preferencyjnej opcji na rzecz ubogich, która powinna kształtować decyzje osobiste i społeczne, podczas gdy papież Franciszek potępił „kulturę odrzucenia”, która powoduje coraz to nowe formy wykluczenia. W tej perspektywie sprawiedliwość społeczna wymaga spojrzenia na ludzi i narody, zaczynając od tych, którzy są najbardziej bezbronni: ubogich, migrantów, uchodźców, osób wewnętrznie przesiedlonych, ofiar przemocy, osób mieszkających na peryferiach miejskich lub egzystencjalnych”.

[15] Instrukcja, V-1935/14-IX-1950, przypis 146. Cytowana przez J. Echevarría, List pasterski, 1 kwietnia 2013 r.

[16] „Przyjaciele Boga”, 172–173

[17] M. Schlag, Przeciw bałwochwalstwu pieniądza, Rialp, Madryt 2018, s. 209–210. Na temat zasady bezinteresowności i logiki daru zob. Benedykt XVI, Caritas in Veritate, nr 36.

[18] Por. https://www.vaticannews.va/es/iglesia/news/2025-12/iglesia-argentina-beatificacion-enrique-shaw.html.

[19] R. Estévez (2012). „Enrique Shaw: człowiek opowiadający się za humanitarnym sprawowaniem władzy w społeczeństwie obywatelskim”. W: Camusso, Marcelo; López, Ignacio; Orfali Fabre, María Marta (red.), Dwieście lat humanizmu chrześcijańskiego w Argentynie: zaangażowanie na rzecz republiki, demokracji i dobra wspólnego. Buenos Aires: Wydawnictwo Uniwersytetu Katolickiego w Argentynie, s. 621–651.

[20] S. Critto de Eiras, Przedsiębiorca w pełni życia: Enrique E. Shaw i jego skuteczne działania, LID Editorial empresarial, Buenos Aires 2017, s. 85–86.

[21] León XIV, Przemówienie wygłoszone podczas 31. Konferencji Przemysłowej Argentyny, 8 września 2025 r.

[22] M. Stremi (2021). „Przedsiębiorca na drodze do ołtarzy. Życie Enrique Shawa, ojca rodziny i przedsiębiorcy będącego zaczynem w porządku doczesnym”. Dios y el hombre 5 (1): e075.

[23] E. López Escobar i P. Lozano, Eduardo Ortiz de Landázuri, el médico amigo, Palabra, Madryt, 1994, s. 216.