Ks. prał. Fernando Ocáriz odbywa podróż duszpasterską po Ameryce Środkowej: po wizycie w Gwatemali w dniach 4–9 sierpnia przebywa obecnie w Hondurasie — w San Pedro Sula i Tegucigalpa — do 12 sierpnia, po czym uda się do Salwadoru.
10 sierpnia: spotkanie z rodzinami w San Pedro Sula
11 sierpnia: spotkania z młodzieżą
12 sierpnia: wizyta w Instytucie Technologicznym Taular i spotkanie z rodzinami.
Galeria zdjęć

„Wiele się od was nauczyłem”: Ojciec z Tegucigalpa
Pewnego poranka studenci, pracownicy, wykładowcy i absolwenci Instytutu Technologicznego Taular powitali przedstawiciela Opus Dei, z którym podzielili się wynikami swojej pracy, a także radościami, trudnościami i osobistymi historiami, oraz któremu podziękowali za wszystko, co dzieje się w tej placówce od prawie 30 lat.
Germán przybył do Taular jako młody człowiek z Guayabillas, małej wiejskiej miejscowości położonej około 42 kilometrów od Tegucigalpa, z marzeniem o lepszej przyszłości. W tę środę, wiele lat później, powrócił do tego miejsca i opowiedział Ojcu, jak wiele ta szansa znaczyła w jego życiu.
Dzisiaj jest inżynierem przemysłowym, posiada tytuł magistra uzyskany na uniwersytecie w Barcelonie, pracuje w dziale administracyjnym jednego z głównych centrów handlowych w Hondurasie, a rok temu ożenił się z Valerią. Jednak opowiadając swoją historię, Germán nie zaczął od swoich tytułów ani pracy. Mówił o ludziach, których spotkał w Taular, oraz o formacji, która – jak wyjaśnił – pomogła mu rozwinąć się jako człowiek i duchowo.

Następnie głos zabrał Christopher, młody uczeń mieszkający w dzielnicy miasta dotkniętej brakiem bezpieczeństwa. Opowiedział, że często nie może spokojnie wyjść z domu, bawić się ani nawiązywać przyjaźni w pobliżu swojego miejsca zamieszkania. Dla niego Taular oznacza coś bardzo konkretnego: miejsce, w którym czuje się bezpiecznie, gdzie znalazł przyjaciół i osoby, którym może zaufać, oraz gdzie czerpie motywację do nauki, samodoskonalenia się i stawania się lepszym człowiekiem.
Pojawiły się również historie rodzinne. Azael, ojciec jednego z uczniów, opowiedział, że przez długi czas uważał się za „człowieka nauki” i żył z dala od wiary. Śmierć ojca oraz choroba jego najmłodszego syna sprawiły, że doświadczył łaski Bożej i bliskości Matki Bożej – wyjaśnił.
Od 1997 roku Taular działa na rzecz zapewnienia młodym Honduranom wykształcenia akademickiego, technicznego, humanistycznego i duchowego. Historie takie jak te, którymi podzielono się z Ojcem, pokazują, że za inicjatywą edukacyjną kryje się znacznie więcej niż tylko sale lekcyjne: są to rodziny, możliwości, wysiłki oraz ludzie, którzy pomagają innym odkrywać ich zdolności i patrzeć w przyszłość z nadzieją.
Na zakończenie spotkania Ojciec podziękował tym, którzy podzielili się z nim swoimi historiami. „Bardzo dziękuję, wiele się od was nauczyłem” – powiedział do nich.
Z rodzinami w Tegucigalpa
Z radością i serdecznością, które stały się już tradycją podczas tych spotkań, Hondurczycy w każdym wieku zebrali się w Tegucigalpa, by spędzić czas z Ojcem. Atmosfera przypominała rodzinne spotkanie: panowała w niej prostota charakterystyczna dla kogoś, kto przyjmuje w swoim domu bardzo bliską osobę.

Na początku Ojciec przypomniał o szczególnym miejscu, jakie zajmuje Honduras w historii Opus Dei: to właśnie ambasada Hondurasu w Madrycie przez pięć i pół miesiąca w czasie hiszpańskiej wojny domowej gościła św. Josemaría i kilku pierwszych członków Dzieła. Wychodząc od tego wspomnienia, podkreślił, że nawet w chwilach cierpienia i niepewności Bóg jest zawsze obecny, „taki, jaki jest, z miłością”, choć często nie potrafimy Go dostrzec.
Rozmowa była kontynuowana przez Sofi, studentkę medycyny, która opowiedziała, jak zdarzały się w jej życiu chwile, kiedy miała głowę pełną myśli, a serce biło jej szybciej, przez co jej modlitwa groziła przekształceniem się w monolog pełen zmartwień i obaw, zamiast być autentycznym spotkaniem z Panem. W odpowiedzi na to Ojciec wyjaśnił, że te same troski, zamiast oddalać nas od Boga, mogą stać się tematem modlitwy i okazją do dialogu z Nim. Aby to osiągnąć – zaznaczył – ważne jest, by wyjść od synostwa Bożego: czuć się bardzo kochaną córką Boga.

Głos zabrał Tony, pierwszy supernumerariusz Opus Dei w Hondurasie, aby poruszyć pewną kwestię: jak sprawić, by młodsze pokolenia przeżywały swoje powołanie z taką samą pilnością, zapałem i śmiałością, jakie charakteryzowały św. Josemaría. Ojciec wyjaśnił, że ta potrzeba hojności nie dotyczy wyłącznie najmłodszych, ale wszystkich i zawsze. Kluczem jest przede wszystkim modlitwa oraz przekazywanie tego ducha poprzez optymistyczną wizję i przykład życia pełnego oddania. Podkreślił, że nie chodzi tu o wiek, ale o dojrzałość doświadczenia. „Tutaj nikt nie przechodzi na emeryturę” – przypomniał z czułością, cytując św. Josemaría.
Popołudnie miało również moment przedwczesnej uroczystości: 15 sierpnia przypada kolejna rocznica święceń kapłańskich Ojca. Z tej okazji Gracia i Mauricio podarowali mu papierośnicę – małe etui do przechowywania papierosów – wraz z etui w barwach flagi Hondurasu. Prezent ten nie nawiązywał do tytoniu, ponieważ Ojciec nie pali, lecz do pamiątki eucharystycznej: podczas wojny domowej, w obliczu śmiertelnego niebezpieczeństwa, św. Josemaría użył podobnej papierośnicy, aby przewieźć i chronić Najświętszy Sakrament ulicami Madrytu oraz móc udzielić Komunii rodzinie i przyjaciołom.
Ponadto w trakcie spotkania grupa młodzieży ożywiła atmosferę występami muzycznymi, które podkreślały kulturę Hondurasu.

Następnie Teté, matka rodziny, podzieliła się fragmentem swojej historii życia. Szesnaście lat temu jej syn Toñito urodził się z rzadką wadą wrodzoną, którą wówczas uznano za niekompatybilną z życiem. W marcu 2025 roku lekarze poinformowali ich, że niewiele już można zrobić, ponieważ leczenie, od którego zależało życie chłopca, przestało przynosić efekty. W tym samym roku na rynek trafił nowy lek – pierwszy od pięćdziesięciu lat – który mógłby zmienić los Toñito, ale jego cena przekraczała możliwości finansowe rodziny. Wraz z grupą przyjaciółek i rodziną rozpoczęła nowennę za chorych do św. Josemarii. Dziewiątego dnia modlitwy otrzymały telefon od firmy farmaceutycznej: jej syn miał otrzymywać lek bezpłatnie do końca życia. Po zakończeniu jej relacji Ojciec przyłączył się do jej dziękczynienia za ten dar oraz za wstawiennictwo św. Josemarii.
Spotkanie zakończyło się błogosławieństwem Ojca, który podziękował wszystkim za okazane mu serdeczne wsparcie i poprosił o modlitwy za Papieża oraz za osoby i sprawy, które zajmują jego pracę i serce.
Spotkanie w Ilama
We wtorek 11 sierpnia rano Ojciec odwiedził bazylikę Matki Bożej z Suyapa w Tegucigalpa w towarzystwie kilku osób z Dzieła, aby powierzyć Matce Bożej intencje wszystkich, których spotyka w tych dniach w Ameryce Środkowej.
Następnie muzyka zapoczątkowała pierwsze spotkanie tego dnia, podczas którego w centrum Ilama, gdzie Ojciec spotkał się z grupą młodych Honduranek, nieustannie rozbrzmiewał śmiech, padały serdeczne słowa i pytania.
Podczas spotkania była okazja, by przypomnieć sobie miesiące, w których św. Josemaría schronił się w ambasadzie Hondurasu w Madrycie podczas hiszpańskiej wojny domowej. Ten sam Honduras, który wówczas przyjął jego samego oraz kilku pierwszych członków Dzieła w niewielkiej przestrzeni, teraz witał Ojca na całym swoim terytorium w uroczystej atmosferze.

Jakiś czas temu Sonia wraz z przyjaciółkami zaczęła prowadzić katechezę w każdą sobotę. Zdawała sobie jednak sprawę, że czasami jej intencje były niejednoznaczne: chęć zrobienia dobrego wrażenia, zdobycia uznania lub po prostu poczucia satysfakcji z samej siebie. Zapytała Ojca, jak dbać o serce i w jakim kierunku czasami możemy je kierować.
Motywacje ulegają poprawie, gdy działamy z miłości do Boga: „Mamy skłonność do tego, by dobrze wypaść, i wtedy musimy skorygować nasze intencje. Nie powinniśmy się dziwić ani zniechęcać, doświadczając tej skłonności”. Zamiast tego zachęcił, by z prostotą prosić Pana: „Pomóż mi mieć lepsze intencje, niech wszystko będzie dla Twojej chwały”.
Marcela zapytała, jak odróżnić prawdziwą miłość chrześcijańską od poglądów dominujących we współczesnej kulturze, w społeczeństwie, w którym słowo „miłość” używa się do opisania niemal każdego rodzaju relacji lub uczucia. Odpowiedź Ojca była prosta: „Prawdziwa miłość dąży do dobra osób, które się kochają. To właśnie jest miłość, a nie własna satysfakcja. To sprawia, że miłość stopniowo się oczyszcza”.

Następnie Andrea podzieliła się osobistą obawą: jak przezwyciężyć strach przed śmiałymi wezwaniami Boga – takimi jak powołanie – i pozostać wierną tak wielkiemu zobowiązaniu. Ojciec zachęcił ją przede wszystkim, by nie działała pochopnie, przypominając jej motto z herbu rodziny Escrivá de Balaguer: „Spokojna dusza”. „Najpierw trzeba spokojnie przemyśleć sprawę, prosić w modlitwie o radę i oświecenie. A potem poprosić o pomoc osobę, która będzie mogła nam towarzyszyć z roztropnością”.
W tej radosnej atmosferze grupa młodzieży zaśpiewała piosenkę. Słuchając jej, Ojciec skomentował: „To skłania mnie do refleksji, że umiera się z miłości. Krzyż Jezusa Chrystusa jest dowodem miłości. On umarł z miłości. I jak mawiał Benedykt XVI, krzyż jest największym aktem ludzkiej wolności z miłości”.
Bianca podzieliła się bardzo konkretną troską: jak przebaczać i kochać bliźniego, gdy wyrządzono nam krzywdę, zwłaszcza gdy pomimo prób przebaczenia pozostają uczucia gniewu lub smutku.
Ojciec przypomniał wówczas słowa św. Josemarii: „Najbardziej boskim aspektem miłości do Boga jest przebaczenie tym, którzy nas skrzywdzili”. I jeszcze jedno z jego stwierdzeń: „Nie muszę uczyć się przebaczać, ponieważ Bóg nauczył mnie bardzo kochać”. Kluczem, jak zaznaczył, jest prośba skierowana do Pana, aby nauczył nas kochać, „a wtedy przebaczenie będzie o wiele łatwiejsze”.

Karina, która od półtora roku pracuje w administracji Espave, opowiedziała, jak dzięki tej pracy nauczyła się zbliżać do Boga, doceniać troskę o każdą osobę oraz lepiej poznać Opus Dei. „Poprzez sprawy materialne tworzy się atmosfera, która pomaga i wychowuje. Dlatego ta praca jest tak ważna” – skomentował Ojciec.
Paulina, studentka drugiego roku biologii, opowiedziała, że często spotyka osoby o odmiennych poglądach. Ojciec zachęcił ją, by nie bała się być w mniejszości w środowisku akademickim. Przypomniał, że od samego początku chrześcijaństwo rozwijało się pomimo trudności: „Apostołowie byli pierwszymi męczennikami, a mimo to Kościół nadal istnieje”.
Następnie rozmowa zeszła na bardzo aktualny temat: sztuczną inteligencję. Gaby poprosiła księdza, aby opowiedział o tym, jak z perspektywy wiary i chrześcijaństwa możemy uniknąć utraty empatii i nadal pozostawać w prawdziwej więzi z bliźnim. „Nie tracić empatii to kochać ludzi”. Jednocześnie zaznaczył, że postęp techniczny może i powinien być wykorzystywany dla dobra: „Wykorzystujmy rzeczywistość i procesy techniczne dla dobra, uczmy się, jak z nich korzystać i jak właściwie stosować te środki”.
Katherine pochodzi z Terra Sur, regionu uprawy kawy w Kostaryce, i podarowała Ojcu próbkę tej kawy w imieniu swojej rodziny. Obecnie studiuje w centrum Surí i pracuje w administracji domu rekolekcyjnego Pedregales. W oparciu o to doświadczenie chciała dowiedzieć się, jak przeżywać miłość do szczegółów i ofiarowywać Bogu kawę najwyższej jakości w swoim codziennym życiu.
Ojciec skorzystał z okazji, by przypomnieć, że „życie jest pełne drobnych rzeczy: dbania o relacje z innymi, witania się, uśmiechania się, porządku w pokoju. Wielkie rzeczy rodzą się w drobnych sprawach i w zwykłym życiu”.

Na koniec Ojciec poprosił je, aby modliły się za papieża, i zachęcił je, by zawsze były radosne.
„Wypłynąć na morze” – zaproszenie skierowane do młodych Honduranów
Tego samego dnia po południu Ojciec spotkał się z kolejną grupą młodzieży. Moisés, Ángel i Jorge rozpoczęli spotkanie od zaśpiewania utworu „En mi país”. Ojciec zauważył, że dobra muzyka również dodaje nam sił i może stać się pieśnią ku czci Boga, gdy pomagają w tym jej słowa.

Franzuá, student fizyki, chciał dowiedzieć się, jak przybliżyć Boga swoim kolegom ze studiów. Ojciec poradził mu, by pielęgnował prawdziwą przyjaźń, ucząc się od innych, wspierając te relacje modlitwą i w naturalny sposób dzieląc się tym, w co się wierzy: „Chodzi o stworzenie atmosfery szczerej komunikacji”.
Pablo i Nelson wręczyli księdzu koszulkę piłkarską po tym, jak opowiedzieli mu o swoich sportowych osiągnięciach. Zapytali go, co sport może wnieść do życia chrześcijańskiego. Ks. prał. Ocáriz podkreślił wartość dyscypliny, wysiłku i wytrwałości. Tak jak sportowiec ma plan treningowy i stara się go realizować nawet wtedy, gdy nie ma na to ochoty, tak w życiu duchowym warto mieć plan życia i starać się go realizować.
„Nie możemy robić rzeczy tylko wtedy, gdy mamy na to ochotę” – wyjaśnił. Modlitwa, Msza św. i inne praktyki pobożności chrześcijańskiej mają wartość nadprzyrodzoną, ale pomagają również kształtować ludzi zdolnych do stawiania czoła obowiązkom i podążania naprzód.

17-letni César poruszył kwestię spójności życia. Biorąc pod uwagę szkołę, rodzinę, przyjaciół, sport i zajęcia formacyjne, przyznał, że czasami czuje, iż nie starcza mu sił na wszystko. Ojciec wyjaśnił, że wszystkie aspekty życia, bez względu na to, jak różnorodne by nie były, mogą znaleźć w miłości sens jedności.
„Wszystko można kochać” – stwierdził. Wyjaśnił, że kiedy Bóg wkracza w nasze życie, możemy być naprawdę tą samą osobą, niezależnie od tego, czy się uczymy, pracujemy, odpoczywamy, czy zmagamy się z trudnościami. „To, co może połączyć wszystkie te rzeczywistości, to miłość Boża”. Spójność życia nie osiąga się z dnia na dzień: „Trzeba o nią walczyć każdego dnia. A kiedy się zawiedzie, trzeba zacząć od nowa”.
Przywołując wezwanie Chrystusa skierowane do św. Piotra – „wypłyń na głębię” – Sergio podzielił się pewną troską: jak nie pozostać na brzegu, jak uniknąć popadania w rutynę i jak utrzymać przy życiu odpowiedź na Boże wezwanie. Ojciec zachęcił go, by wypływał na głębokie wody poprzez Ewangelię, która jest podstawowym źródłem poznania i obcowania z Jezusem Chrystusem. Przypomniał też, że to zapuszczenie się w głąb może rozpocząć się od bardzo prostej modlitwy: „Panie, może nie wiem, co Ci powiedzieć, ale chcę tu być z Tobą”.

Johan, student informatyki, chciał wiedzieć, jak przekształcić naukę w modlitwę. Ojciec odpowiedział, opierając się na własnych doświadczeniach z czasów studiów na kierunku fizyki, że nauka i nauki ścisłe mogą prowadzić do podziwu dla stworzenia. Przypomniał, że wielu wielkich naukowców było wierzącymi i że jest to możliwe, gdy podchodzi się do nauki z podziwem, a nie wyłącznie w sposób pragmatyczny. Zasugerował też sposób, by rozpocząć pracę od niewielkiego gestu duszy: „Panie, ofiarowuję Ci tę pracę. Pomóż mi ją dobrze wykonać i poprzez nią pomagać również innym”.
David, pragnąc pomagać innym poprzez stomatologię, zapytał Ojca, jak zachować obecność Boga w ciągu dnia. „Wszyscy potrzebujemy Jego siły i łaski” – odpowiedział Ojciec. „Nie wystarczy tylko sobie to postanowić: potrzebne są konkretne środki, takie jak Msza św., modlitwa, Ewangelia”. W ten sposób te chwile „dają nam siłę, by całe nasze życie, krok po kroku, kierowało się ku Niemu” – wyjaśnił.
Santiago zapytał o wolność, na którą czasami może wpływać sentymentalizm. Ojciec wyjaśnił, że bycie wolnym nie polega po prostu na robieniu tego, co się chce. „Wolność to przede wszystkim zdolność do kochania”.

Na koniec Juan Antonio poprosił Ojca o kilka słów skierowanych do młodzieży z Hondurasu. Odpowiedź była prosta i bezpośrednia: „Warto szukać Jezusa Chrystusa”. Nie tylko w konkretnych sprawach, jakkolwiek ważne by one nie były, ale w Osobie: Jezusie Chrystusie. Ojciec zachęcił ich również, by nie bali się środowiska, które może wydawać się mało chrześcijańskie: „Pan chce na was liczyć, abyście pomagali innym i dawali świadectwo”.
A w obliczu trudności, pokus, a nawet upadków przypomniał im: „Ważne jest, by się podnieść i walczyć, nie tracąc ducha”.
Spotkanie zakończyło się błogosławieństwem Ojca, wspólnym zdjęciem oraz jasnym wezwaniem: pomagać innym odkrywać piękno życia chrześcijańskiego.
10 sierpnia, spotkanie z rodzinami w San Pedro Sula
Ojciec podziękował za serdeczność, z jaką miasto go przyjęło, i zwrócił się do wszystkich ze szczególną bliskością, mówiąc o świętości codzienności lub, jak mawiał św. Josemaría, o „zwykłym męczeństwie”: obok niezwykłych wyczynów, których Bóg wymaga od niektórych, od większości z nas wymaga po prostu dobrego wykonywania pracy z miłością, cierpliwości wobec drobnych niepowodzeń oraz codziennej troski o rodzinę.

„To zwyczajne życie nie jest mało wartościowe, ma wielką wartość dzięki miłości, którą w nie wkładamy” – powiedział i dodał, że ten, kto myśli bardziej o innych niż o sobie, staje się nie tylko bardziej skuteczny, ale i szczęśliwszy.
Daisy jest lekarką i matką trójki dzieci, a wraz z mężem należą do Opus Dei. Opowiedziała, jak niedawno przeżyła utratę nienarodzonego dziecka, któremu nadali imię Fátima. Mając to doświadczenie w tle, zastanawiała się, jak nauczyć się okazywać innym – i sobie samej – tę samą nieskończoną cierpliwość, jaką odczuła ze strony Boga. Ojciec zachęcił ją, by w innych szukała samego Chrystusa, i przypomniał jej słowa św. Josemarii: „Miłość polega bardziej na zrozumieniu niż na dawaniu”. „Każdy człowiek jest wart całej krwi Chrystusa” – podkreślił, nawet jeśli czasami wydaje się nieprzyjemny lub myśli inaczej.
Marco i jego żona Lori angażują się w inicjatywy na rzecz dzieci z trudnych dzielnic miasta i podzielili się z Ojcem troską, która prędzej czy później pojawia się u wielu: jak zachować wytrwałość, gdy owoce długo nie nadchodzą? Ojciec odpowiedział, że w obliczu wyzwań sama chęć nie wystarczy: trzeba być zakochanym. „Zakochaj się, a nie opuścisz Go!” – skomentował, nawiązując do rady, jaką św. Josemaría udzielał tym, którzy obawiali się, że nie wytrwają w swoim zadaniu.

Juan Pablo, w towarzystwie swojej żony Camille, chciał dowiedzieć się, jak pomóc młodym ludziom żyjącym w złożonych realiach – mediach społecznościowych, sztucznej inteligencji, zmianach społecznych i politycznych – które utrudniają im odnalezienie sensu życia. Ojciec zaproponował im, by szukali siły nie w sobie samych, ale w Bogu, w modlitwie i we własnej pracy, gdy jest ona ofiarowana z miłości i staje się modlitwą. W tym, powiedział, tkwi klucz do jedności życia: aby rodzina, praca i wiara nie podążały odrębnymi ścieżkami, ponieważ Bóg jest zawsze obecny we wszystkim.
Victoria opowiedziała, na przemian z nerwowością i śmiechem, że za pięć dni wyjdzie za mąż i poprosiła Ojca o radę, jak umieścić Boga w centrum swojego domu i tego życia rodzinnego, które wkrótce się rozpocznie. Prałat zasugerował im, by „szukali szczęścia drugiej osoby: ty dla niego, a on dla ciebie”.
Rocío del Pilar opowiedziała o roku naznaczonym trudnymi decyzjami i chwilami samotności i zapytała, jak rozpoznać Boga, gdy wydaje się, że milczy. Prelat przypomniał fragment Ewangelii, w którym Jezus pozostaje w świątyni, a Jego rodzice szukają Go w niepokoju przez trzy dni, nie mogąc Go znaleźć: nawet Dziewica Maryja nie do końca rozumiała, co się dzieje, a mimo to zachowała wszystko w swoim sercu. My również możemy nauczyć się ufać, nie musząc wszystkiego rozumieć, pewni, że Bóg nigdy nas nie opuścił, choć czasami tak się wydaje.

Młoda dziewczyna, Shekinah, opowiedziała o nawróceniu swojej rodziny: wszystko zaczęło się od niej, kiedy w wieku 13 lat zaczęła uczęszczać do klubu Jaribú. Dzięki formacji, jaką tam otrzymała, rok temu mogła przyjąć chrzest, pierwszą komunię świętą i bierzmowanie. Dzięki temu doświadczeniu jej rodzice i rodzeństwo również zbliżyli się do wiary i przyjęli chrzest. Teraz jej rodzice przygotowują się do ślubu kościelnego, który odbędzie się 15 sierpnia.
Shekinah opowiedziała, że uczy się grać na skrzypcach, i wykonała utwór, który bardzo spodobał się księdzu, ponieważ była to melodia, której słuchał w dniu, gdy złożył prośbę o przyjęcie do Dzieła.
Na zakończenie spotkania głos zabrała Dina, opowiadając swoją historię: dorastała w wiosce w Hondurasie, w rodzinie liczącej dwanaścioro rodzeństwa, w domu bez prądu. Wiele nocy uczyła się przy świetle świecy. Pomimo trudności udało jej się zdobyć wykształcenie nauczycielskie w kilku krajach Ameryki Środkowej, a obecnie mieszka w Panamie.

„Miejsce, w którym się rodzimy, nie decyduje o tym, jak daleko możemy zajść” – powiedziała, po czym zapytała, jak podtrzymać pragnienie dalszego rozwoju i lepszej służby innym. Zawsze można się rozwijać, nawet gdy praca osiąga materialne granice. To, co nigdy nie może przestać się rozwijać, to ludzka jakość, z jaką się ją wykonuje: umysł, wola i, ostatecznie, miłość, jaką się w nią wkłada – skomentował Ojciec.
Na zakończenie młode dziewczyny z klubu Jaribú urozmaiciły spotkanie typowym honduraskim tańcem pochodzenia garífuna, w rytm piosenki Wéndeti Nagaira, co oznacza „jak piękna jest moja ojczyzna”, ubrane w kolorowe tradycyjne stroje.


