Ks. prał. Fernando Ocáriz, przełożony Opus Dei, odbywa podróż duszpasterską po Ameryce Środkowej: po wizycie w Gwatemali w dniach 4–9 sierpnia przebywa obecnie w Hondurasie — w San Pedro Sula i Tegucigalpa — do 12 sierpnia, po czym uda się do Salwadoru, gdzie zakończy swoją podróż.
Galería de fotos

10 sierpnia: spotkanie z rodzinami w San Pedro Sula
9 sierpnia – spotkanie z rodzinami
8 sierpnia, Msza św. w kościele Santa María Reina de la Familia
7 sierpnia: spotkanie z młodzieżą
6 sierpnia, na Uniwersytecie del Istmo: tożsamość chrześcijańska zależy od ludzi
6 sierpnia, spotkanie z młodzieżą: „nauka to także akt wiary”
5 sierpnia, spotkanie z kapłanami: „żadna praca nie jest bezużyteczna”
4 sierpnia: początek podróży w mieście Gwatemala
10 sierpnia, spotkanie z rodzinami w San Pedro Sula
Ojciec podziękował za serdeczność, z jaką miasto go przyjęło, i zwrócił się do wszystkich ze szczególną bliskością, mówiąc o świętości codzienności lub, jak mawiał św. Josemaría, o „zwykłym męczeństwie”: obok niezwykłych wyczynów, których Bóg wymaga od niektórych, od większości z nas wymaga po prostu dobrego wykonywania pracy z miłością, cierpliwości wobec drobnych niepowodzeń oraz codziennej troski o rodzinę.

„To zwyczajne życie nie jest mało wartościowe, ma wielką wartość dzięki miłości, którą w nie wkładamy” – powiedział i dodał, że ten, kto myśli bardziej o innych niż o sobie, staje się nie tylko bardziej skuteczny, ale i szczęśliwszy.
Daisy jest lekarką i matką trójki dzieci, a wraz z mężem należą do Opus Dei. Opowiedziała, jak niedawno przeżyła utratę nienarodzonego dziecka, któremu nadali imię Fátima. Mając to doświadczenie w tle, zastanawiała się, jak nauczyć się okazywać innym – i sobie samej – tę samą nieskończoną cierpliwość, jaką odczuła ze strony Boga. Ojciec zachęcił ją, by w innych szukała samego Chrystusa, i przypomniał jej słowa św. Josemarii: „Miłość polega bardziej na zrozumieniu niż na dawaniu”. „Każdy człowiek jest wart całej krwi Chrystusa” – podkreślił, nawet jeśli czasami wydaje się nieprzyjemny lub myśli inaczej.
Marco i jego żona Lori angażują się w inicjatywy na rzecz dzieci z trudnych dzielnic miasta i podzielili się z Ojcem troską, która prędzej czy później pojawia się u wielu: jak zachować wytrwałość, gdy owoce długo nie nadchodzą? Ojciec odpowiedział, że w obliczu wyzwań sama chęć nie wystarczy: trzeba być zakochanym. „Zakochaj się, a nie opuścisz Go!” – skomentował, nawiązując do rady, jaką św. Josemaría udzielał tym, którzy obawiali się, że nie wytrwają w swoim zadaniu.

Juan Pablo, w towarzystwie swojej żony Camille, chciał dowiedzieć się, jak pomóc młodym ludziom żyjącym w złożonych realiach – mediach społecznościowych, sztucznej inteligencji, zmianach społecznych i politycznych – które utrudniają im odnalezienie sensu życia. Ojciec zaproponował im, by szukali siły nie w sobie samych, ale w Bogu, w modlitwie i we własnej pracy, gdy jest ona ofiarowana z miłości i staje się modlitwą. W tym, powiedział, tkwi klucz do jedności życia: aby rodzina, praca i wiara nie podążały odrębnymi ścieżkami, ponieważ Bóg jest zawsze obecny we wszystkim.
Victoria opowiedziała, na przemian z nerwowością i śmiechem, że za pięć dni wyjdzie za mąż i poprosiła Ojca o radę, jak umieścić Boga w centrum swojego domu i tego życia rodzinnego, które wkrótce się rozpocznie. Prałat zasugerował im, by „szukali szczęścia drugiej osoby: ty dla niego, a on dla ciebie”.
Rocío del Pilar opowiedziała o roku naznaczonym trudnymi decyzjami i chwilami samotności i zapytała, jak rozpoznać Boga, gdy wydaje się, że milczy. Prelat przypomniał fragment Ewangelii, w którym Jezus pozostaje w świątyni, a Jego rodzice szukają Go w niepokoju przez trzy dni, nie mogąc Go znaleźć: nawet Dziewica Maryja nie do końca rozumiała, co się dzieje, a mimo to zachowała wszystko w swoim sercu. My również możemy nauczyć się ufać, nie musząc wszystkiego rozumieć, pewni, że Bóg nigdy nas nie opuścił, choć czasami tak się wydaje.

Młoda dziewczyna, Shekinah, opowiedziała o nawróceniu swojej rodziny: wszystko zaczęło się od niej, kiedy w wieku 13 lat zaczęła uczęszczać do klubu Jaribú. Dzięki formacji, jaką tam otrzymała, rok temu mogła przyjąć chrzest, pierwszą komunię świętą i bierzmowanie. Dzięki temu doświadczeniu jej rodzice i rodzeństwo również zbliżyli się do wiary i przyjęli chrzest. Teraz jej rodzice przygotowują się do ślubu kościelnego, który odbędzie się 15 sierpnia.
Shekinah opowiedziała, że uczy się grać na skrzypcach, i wykonała utwór, który bardzo spodobał się księdzu, ponieważ była to melodia, której słuchał w dniu, gdy złożył prośbę o przyjęcie do Dzieła.
Na zakończenie spotkania głos zabrała Dina, opowiadając swoją historię: dorastała w wiosce w Hondurasie, w rodzinie liczącej dwanaścioro rodzeństwa, w domu bez prądu. Wiele nocy uczyła się przy świetle świecy. Pomimo trudności udało jej się zdobyć wykształcenie nauczycielskie w kilku krajach Ameryki Środkowej, a obecnie mieszka w Panamie.

„Miejsce, w którym się rodzimy, nie decyduje o tym, jak daleko możemy zajść” – powiedziała, po czym zapytała, jak podtrzymać pragnienie dalszego rozwoju i lepszej służby innym. Zawsze można się rozwijać, nawet gdy praca osiąga materialne granice. To, co nigdy nie może przestać się rozwijać, to ludzka jakość, z jaką się ją wykonuje: umysł, wola i, ostatecznie, miłość, jaką się w nią wkłada – skomentował Ojciec.
Na zakończenie młode dziewczyny z klubu Jaribú urozmaiciły spotkanie typowym honduraskim tańcem pochodzenia garífuna, w rytm piosenki Wéndeti Nagaira, co oznacza „jak piękna jest moja ojczyzna”, ubrane w kolorowe tradycyjne stroje.

Niedziela, 9 – spotkanie z rodzinami
W swoim wstępnym przemówieniu Ojciec nawiązał do Ewangelii dnia, w której św. Piotr rzuca się do wody i w obliczu strachu prosi Pana o pomoc. Zachęcił, by w obliczu trudności i przeciwności losu modlić się: „Panie, wzmocnij moją wiarę!”.
Zachęcił również, by prosić Boga o wzmocnienie wiary w Jego miłość do nas, dzieląc się krótką modlitwą, którą sam czasem odmawiał: „Panie, nie rozumiem Cię”, po czym natychmiast dodawał: „Nie muszę Cię rozumieć”. Podkreślił, że choć nie pojmujemy tej miłości, mamy pewność, że nie jesteśmy sami.
Mynor, lekarz pediatra, opowiedział, że jest żonaty od 30 lat i ma troje dzieci. Przypomniał o podziwie, jakim wielu kolegów darzyło doktora Ernesta Cofiño, nie tylko ze względu na jego wykształcenie zawodowe, ale także na sposób, w jaki traktował pacjentów, oraz na jego troskę o pomoc studentom i promowanie różnych projektów. Zapytał, jak osiągnąć tę jedność życia, która pozwala nieść Boga do rodziny, do pracy i do przyjaciół.

Ojciec zauważył, że życie ma wiele aspektów i czasami bywa skomplikowane, a nawet zawiera elementy sprzeczne. „Jedyną rzeczą, która może wszystko zjednoczyć, jest miłość”, ponieważ zawsze możemy kochać – w każdych okolicznościach i każdą osobę. „Jedyną miłością, która jest w stanie absolutnie wszystko zjednoczyć, jest miłość do Boga”.
Przypomniał o cierpieniu św. Josemarii w ostatnich latach życia, spowodowanym jego słabością fizyczną oraz sytuacją Kościoła. Tak bardzo kochał Boga i Kościół, że bardzo cierpiał. „Ale widzieliśmy, że był szczęśliwy”.
Rodzina Guzmánów, pochodząca z Wenezueli i mieszkająca w Gwatemali od dziesięciu lat, podzieliła się swoim doświadczeniem jako rodzice. Poprosiła też o radę, jak wśród wielu obowiązków codziennego życia nadać priorytet miłości między małżonkami.
Ojciec przypomniał słowa św. Josemarii: „Sprawy pilne mogą poczekać, a te bardzo pilne muszą poczekać”. Pomaga w tym posiadanie osobistej hierarchii wartości oraz dążenie do elastyczności, mając świadomość, że istnieje element, który nadaje porządek wszystkiemu: miłość.

Carlos opowiedział, że szukając słów nadziei dla swojej teściowej w czasie jej choroby, natrafił na teksty św. Josemarii, które stały się dla niego drogą wiary, która zmieniła jego życie. Zapytał, jak w naturalny sposób przekazywać wiarę dzieciom.
„Stopniowo, z cierpliwością” – odpowiedział ksiądz. Dzieci bardzo zwracają uwagę na swoich rodziców, dlatego najważniejsze jest przekazywanie wiary poprzez własny przykład: „Niech widzą, że się kochacie. Niech widzą, że kochacie ją, i niech widzą, że wszystko, co robicie, wiąże się z modlitwą, z wiarą”.
Karen opowiedziała, że ona i jej mąż od czasów narzeczeństwa marzyli o dużej rodzinie, ale Bóg miał inne plany: zostali obdarowani synem Juanem Pablo oraz dwójką dzieci, które są w niebie.
„Duża rodzina jest wspaniała, ale jedno dziecko też jest czymś wspaniałym”, o ile jest to wola Boża – wyjaśnił ksiądz. Zachęcił ich, by mieli wiarę w wolę Bożą, która jest zawsze najlepsza.
W takich okolicznościach „otwiera się ogromne pole możliwości” do poszerzenia działalności i wywierania pozytywnego wpływu na otoczenie. Brak dzieci lub posiadanie niewielkiej liczby potomstwa to również szczególne powołanie od Boga. Nie jest to porażka, lecz sposób, byście mogli poświęcić się większej liczbie osób, dzięki czemu wasze małżeństwo również będzie płodne”.

Fabiola i jej mąż czekali kilka lat na dziecko, a w tym czasie modlitwa odegrała ważną rolę w pokonywaniu tej niecierpliwości z pomocą Boga. Z radością opowiedzieli, że ich syn jest teraz członkiem numerariuszem. Ojciec zauważył, że powołanie jest darem i że ważne jest, by ułatwiać, a nie utrudniać to, czego dana osoba uważa, że Bóg od niej oczekuje. Przypomniał również, że dziecko i jego powołanie są darem dla rodziców.
Podczas spotkania nie zabrakło również muzyki. Eduardo, były uczeń Kinal, opowiedział, jak właśnie tam poznał Opus Dei. Obecnie studiuje muzykę na Uniwersytecie Panamerykańskim w Meksyku i wyjaśnił, że właśnie poprzez muzykę spotkał Jezusa Chrystusa i odkrył, że On również pragnie być obecny na scenach, a on sam zrozumiał, że to właśnie jest jego misja jako wierzącego.
Następnie zaśpiewał bolero przy akompaniamencie Ricarda na fortepianie. Wykonali utwór „Solamente una vez”, który lubił św. Josemaría.
José, pochodzący z Santa Apolonia Chimaltenango, opowiedział, że od najmłodszych lat uczył się wartości wiary, pracy i hojności. Po przybyciu do Gwatemali zapoznał się z przesłaniem Opus Dei i odkrył swoje powołanie jako członek stowarzyszony. Zapytał, jak wzrastać w wewnętrznej wolności, aby z większą radością i wiernością odpowiadać na wolę Boga w codziennym życiu.
Ojciec wyjaśnił, że wzrost w wolności i wzrost w miłości „zbiegają się”. Chociaż istnieją autentyczne obowiązki, zwłaszcza w rodzinie, „nie oznacza to wolności od ich wypełniania”. Ważne jest, by z własnej woli wykonywać to, co jest obowiązkiem. „Kiedy robi się coś z miłości, robi się to z własnej woli” – zaznaczył.
Karina z Totonicapán opowiedziała o swoich doświadczeniach jako psycholog towarzysząca kobietom, które nie miały okazji ukończyć studiów. Mogła obserwować, jak dzięki różnym szkoleniom odkrywają one godność pracy i czują się zdolne do zmiany swojej rzeczywistości. Odwołując się do słów św. Josemarii, zapytała, jak przeżywać prośbę: „Niech widzi Twoimi oczami, mój Chryste, Jezu mojej duszy”.
Ojciec zachęcił ją, by zwracała uwagę na to, co Pan jej podsuwa, zwłaszcza w modlitwie, i poradził, by patrzyła na ludzi „z czułością, z ogromną miłością”, tak jak widzi ich Chrystus.
„Niech widzę Twoimi oczami” oznacza w ostatecznym rozrachunku „niech widzę ludzi z czułością, z miłością”. Wyrazy miłości mogą być różne w zależności od okoliczności, ale istota pozostaje ta sama: pragnienie dobra dla drugiej osoby.

Joshua, pochodzący z Nikaragui, mieszka obecnie w Gwatemali. Po przeżyciu Wielkiego Tygodnia w Rzymie zapytał różne osoby, w jaki sposób rozeznały swoje powołanie, i był zaskoczony, słysząc, że żadna z nich nie była w stu procentach pewna, podejmując tę decyzję. Później ten stopień niepewności stał się częścią jego własnego doświadczenia. Dlatego zapytał Ojca, jak pomóc przyjaciołom w takich chwilach.
„Bóg chce, abyśmy mieli pewien margines – nie niepewności, ale wolności. Gdyby objawił swoją wolę z absolutną jasnością, bylibyśmy mało wolni” – wyjaśnił Ojciec. W ten sposób możemy odpowiadać, ponieważ tego chcemy, a nie tylko dlatego, że mamy na to dowody.
Ojciec zakończył spotkanie, ponownie prosząc o modlitwy za papieża i władze świeckie. Przypomniał, że modlitwa za władze jest czymś bardzo chrześcijańskim.
Na koniec udzielił błogosławieństwa ponad 5000 uczestnikom spotkania.

8 sierpnia, Msza św. w kościele Santa María Reina de la Familia
W sobotę 8 sierpnia w kościele Santa María Reina de la Familia w mieście Gwatemala prałat Opus Dei przewodniczył koncelebracji Mszy św. w towarzystwie wikariusza regionalnego Ameryki Środkowej, ks. Carlosa Younga, oraz kilku księży z Prelatury.
Homilia skupiała się na trzech tematach: chrześcijańskiej spójności, stuleciu Opus Dei oraz „tak” Najświętszej Maryi Panny.
„Chrystus nadaje sens naszemu życiu i wskazuje nam drogę do prawdziwego szczęścia w codzienności (…), ponieważ Pan nie prosi nas, byśmy odizolowali się od świata, ale byśmy Go spotykali i naśladowali każdego dnia naszego życia, wiedząc, że naśladowanie Go oznacza sposób życia, który wywodzi się z Ewangelii, z zaufania i wiary w miłość Boga do nas” – stwierdził Ojciec, podkreślając, że często taki styl życia może budzić zainteresowanie: „Uczciwość, wierność, czystość serca, radość z poświęcenia, nadzieja w obliczu trudności – wszystko to przemawia językiem, który wiele osób docenia, a wielu innych nie rozumie”.

Następnie skorzystał z okazji, by wspomnieć o czcigodnym Ernesto Cofiño, guatemalskim pediatrze i członku nadliczbowym Opus Dei, którego proces beatyfikacyjny jest w toku. Jego szczątki spoczywają od kilku tygodni w tym kościele: „Był wielkim lekarzem, który dążył do świętości w ramach swojej pracy zawodowej i życia rodzinnego, opiekując się z kompetencją i troską tysiącami dzieci i rodzin”. Następnie dodał: „Boże powołanie jest wezwaniem do radości, dowodem na to, że Bóg ufa naszej wolności, abyśmy nieśli Jego miłość wielu innym ludziom”.
Ponadto Ojciec skorzystał z okazji, by przypomnieć o stuleciu Opus Dei, które będzie obchodzone od 2 października 2028 r. do 14 lutego 2030 r.: „Daty te nie są zwykłą rocznicą, lecz okazją do podziękowania za tak wiele darów otrzymanych od Ducha Świętego oraz do odnowienia pragnienia lepszej służby Kościołowi”. „Święty Josemaría marzył o świecie pełnym mężczyzn i kobiet, którzy dążą do świętości w codziennych sprawach; ten świat jest nadal aktualny! Kościół potrzebuje chrześcijan, którzy z prostotą niosą Ewangelię do miast, na wieś, do przedsiębiorstw, do ubogich, do świata kultury, poprzez spójne życie przepełnione miłością Chrystusa”.

Ojciec przypomniał również o Zwiastowaniu Najświętszej Maryi Panny: „Tak Dziewicy nadal oświeca życie Kościoła, a tym samym życie każdego człowieka, ponieważ Bóg wciąż wzywa każdego z nas po imieniu: takie są Jego plany miłości (...). Kiedy odpowiadała aniołowi, nie znała jeszcze drogi, ale wystarczyło jej wiedzieć, że Bóg jest z nią; tak samo my musimy nauczyć się, że Bóg jest z nami”.
Zakończył homilię, powierzając wiernych Matce Bożej: „Niech Najświętsza Maryja, Królowa Rodziny, nauczy nas codziennie z ufnością mówić: «Niech mi się stanie według Twojego słowa»”.
Nabożeństwo zakończyło się przy dźwiękach kościelnych dzwonów i pieśni Salve Regina.
Po południu Ojciec udał się, by pomodlić się przed patronką Gwatemali, Matką Bożą Różańcową, w bazylice Matki Bożej Różańcowej w Gwatemali. Przed Jej obliczem przedstawił działalność apostolską, jaką członkowie Opus Dei prowadzą w tym kraju oraz w pozostałej części Ameryki Środkowej. Modlił się szczególnie za tych, którzy należą do Dzieła, oraz za wszystkich, którzy zbliżają się do niego w tych krajach.
7 sierpnia: spotkanie z młodzieżą
Przez godzinę setki młodych ludzi, którzy uczestniczą w formacji w ośrodkach Opus Dei w Gwatemali, rozmawiało z ks. Fernando Ocárizem w atmosferze zaufania, radości i spontanicznie.
Ojciec rozpoczął od nawiązania do czegoś, czego wszyscy szukamy: do szczęścia. Aby to wyjaśnić, zatrzymał się przy punkcie 795 z książki Bruzda: „Do szczęścia nie jest potrzebne wygodne życie, lecz zakochane serce”. Wyjaśnił, że kiedy naprawdę się kocha, wszelkie poświęcenia nabierają innego sensu: miłość ta rodzi się z miłości do Boga i prowadzi do troski o innych, do służby i pomagania bliźnim w spotkaniu z Panem, który jako jedyny czyni nas prawdziwie szczęśliwymi.
Aarón z Klubu Gurkhas jako jeden z pierwszych wziął mikrofon i z niepokojem, który podziela wielu jego rówieśników zapytał: jak odróżnić głos Boga pośród tylu innych głosów — mediów społecznościowych, opinii i rozpraszaczy — które wypełniają dziś moje życie i życie tak wielu innych ludzi.
Głos Boga — podsumował Ojciec — słychać w szczególności w Ewangelii, na modlitwie i w Eucharystii. A także w kierownictwie duchowym - ufając w moc Boga bardziej niż we własne siły.

Niedługo potem Nicolás z Klubu Uniwersyteckiego Balanyá, który od dziecka korzysta ze środków formacyjnych, chciał dowiedzieć, jak rozeznać swoje powołanie. Odpowiedź była prosta: „Wszyscy mamy powołanie; kwestią nie jest to, czy je mamy, ale jakie ono jest” — powiedział ks. Ocáriz, dodając, że odkrywanie własnego powołania nie oznacza oczekiwania na nadzwyczajne znaki, ponieważ Bóg daje światło niezbędne do tego, aby każdy mógł podjąć wolną decyzję. Dlatego doradził przeżywanie tego procesu w szczerości, w kierownictwie duchowym i ze stałym pragnieniem stawania się lepszym.
W innym momencie Williams z Klubu Tucán, zainteresowany osobistą historią Ojca, zapytał go, jak poznał Opus Dei. Ojciec opowiedział, że zetknął się z Dziełem dzięki swojemu rodzeństwu i że krok po kroku zbliżał się do niego oraz odkrywał swoje powołanie.
Rozmowa toczyła się dalej wśród pytań, śmiechu i muzyki. Arber z Klubu Nabajal wykonał utwór Bacha i zapytał, jak odnajdywać Boga poprzez muzykę. Ojciec wyjaśnił, że wszelkie piękno jest odzwierciedleniem Boga, a muzyka ma szczególną zdolność wznoszenia duszy ku Niemu.

Jedna z najbardziej znaczących chwil tego popołudnia nadeszła wraz z wystąpieniem 21-letniego Carlosa z Jutiapy na wschodzie Gwatemali. Wychował się w rodzinie ewangelickiej, a po ukończeniu szkoły średniej przeniósł się do miasta Gwatemala, aby studiować inżynierię lądową. Tam zamieszkał w Akademiku Ciudad Vieja, gdzie poznał wiarę katolicką dzięki innym młodym ludziom oraz wsparciu członków Opus Dei. Opowiedział Ojcu, że na początku jego relacja z Bogiem była chłodna i zdystansowana, ale powoli ta przyjaźń go zbliżała, aż zaczął uczęszczać na katechezy i rok temu przyjął chrzest.
Poprosił Prałata o modlitwę, aby — jeśli Bóg tak zechce — pewnego dnia mógł nazywać go „Ojcem” w pełnym tego słowa znaczeniu i być jego dobrym synem.
Carlos przygotował jednak coś jeszcze. Chciał, aby Ojciec zabrał ze sobą pamiątkę z Jutiapy, wręczył mu więc tradycyjny kapelusz ze swoich stron. Gest ten wywołał uśmiechy i brawa, a Ojciec, na naleganie wszystkich, ostatecznie go założył.

Popołudnie przyniosło kolejną osobistą historię. Przed zagraniem utworu na pianinie Julián, od niedawna numerariusz, chciał podzielić się tym, że ma z Ojcem pewne wspólne cechy, ponieważ jest najmłodszy z rodzeństwa i lubi grać w tenisa. Ojciec powrócił wtedy do myśli, która pojawiła się już wcześniej: świętość nie polega na braku wad, ale na miłości i ciągłym zaczynaniu od nowa.
Przed zakończeniem Alessandro zapytał, czego Ojciec oczekuje od młodzieży świętego Rafała w perspektywie stulecia Opus Dei. Ks. Ocáriz zachęcił do postawienia sobie pytania, czego Bóg chce od każdego z nich i co osobiście mogą wnieść do Dzieła. Wyjaśnił, że przygotowanie do Stulecia oznacza wzrastanie w świętości, przyjaźni, apostolstwie, dobrze wykonywanej pracy i wierności w małych rzeczach.
Na koniec młodzi ludzie podarowali Ojcu rakietę tenisową w barwach flag państw Ameryki Środkowej, aby za każdym razem, gdy będzie grał, pamiętał o modlitwie za pracę świętego Rafała.
Spotkanie zakończyło się tak, jak się rozpoczęło: brawami i radością wynikającą z poczucia przebywania w rodzinie oraz po raz kolejny ze stwierdzenia, że do szczęścia nie potrzeba wygodnego życia, ale zakochanego serca.

6 sierpnia, na Uniwersytecie del Istmo: tożsamość chrześcijańska zależy od ludzi
Podczas spotkania na Uniwersytecie del Istmo (UNIS) Ojciec pochylił się nad misją uniwersytetu o inspiracji chrześcijańskiej i zachęcał do umacniania jedności między wiarą a rozumem, stawiając zawsze osobę ludzką w centrum życia instytucjonalnego.
Rozpoczynając swoje wystąpienie, Ojciec wyjaśnił, że chrześcijańska tożsamość uczelni nie zależy wyłącznie od jej statutów czy zasad założycielskich, ale przede wszystkim od stylu życia ludzi, którzy ją tworzą.
Zachęcił do stałego podtrzymywania „więzi między wiarą a rozumem”, przypominając, że „celem uniwersytetu jest rozwój wiedzy, nauk teoretycznych i stosowanych, a wiara jest światłem, które może oświetlić całą ludzką rzeczywistość”.
Wyjaśnił, że tożsamość ta nie stanowi dodatkowego elementu, lecz musi odzwierciedlać się w konkretnym sposobie pracy, prowadzenia badań, nauczania i wspólnego życia. Dlatego przypomniał, że „tożsamość chrześcijańska wymaga ludzkiej doskonałości”, dodając, że dążenie to znajduje swój wzór w Jezusie Chrystusie, „doskonałym Bogu i doskonałym człowieku”.
Jednym z tematów, które rozwinął najszerzej, był prymat osoby.

Przypomniał, że istotną cechą chrześcijaństwa jest uznanie, iż „osoba jest ważniejsza niż instytucja”. Ta ostatnia istnieje, aby służyć ludziom, a nie na odwrót, dlatego zachęcił do stałego stawiania sobie pytania, czy codzienną pracą naprawdę pomagam stawiać ludzi ponad strukturami czy wynikami.
Inną część swojego wystąpienia Ojciec poświęcił wolności, wskazując, że każdy uniwersytet potrzebuje zasad, a zarazem autentycznej atmosfery wolności.
Zachęcał do szanowania wolności badań naukowych i wolności sumienia, przypominając bardzo częstą naukę świętego Josemaríi.
Następnie odniósł się do sprawowania władzy, zachęcając do pojmowania jej zawsze jako służby. Władza — zauważył — „jest po to, by myśleć o dobru ludzi”, a nie po to, by trzymać się stanowiska czy narzucać własne kryteria tam, gdzie to nie jest konieczne.
Jako praktyczne zastosowanie zaproponował zebranym osobistą refleksję: „Jak możemy sprawić, by moje działania dawały prymat osobom nad rzeczami?”, „Co dzisiaj dla mnie oznacza, że osoby są ważniejsze?”.
Przyznał, że są to kwestie rozległe i wymagające, ale właśnie dlatego zachęcił do ich głębokiego przemyślenia.
Ojciec przypomniał, że dobre sprawowanie władzy oznacza również umiejętność przekazywania własnego doświadczenia, kształcenie następców i gotowość do ustąpienia miejsca innym, gdy nadejdzie odpowiedni czas.
W tym kontekście mówił także o zarządzaniu kolegialnym, tak bardzo obecnym w duchu Opus Dei. Wyjaśnił, że ma ono głęboko ludzki fundament: „jedna osoba widzi mniej; więcej osób może zobaczyć więcej rzeczy”. Zarządzanie instytucjami wymaga roztropności i stałego praktykowania cnót — po pierwsze miłości, ucieleśniającej się w uczeniu się miłowania ludzi, traktowania ich z szacunkiem i szukania zawsze ich dobra; a także sprawiedliwości: dawania ludziom przynajmniej tego, co słuszne, a nawet więcej, jeśli można. „Jeśli nie ma sprawiedliwości, nie ma pokoju”.

Po wystąpieniu odbyła się dyskusja z uczestnikami, w której arcybiskup Los Altos, Quetzaltenango-Totonicapán, ks. Víctor Hugo Palma, podziękował za przekazaną naukę i zapytał, jak na co dzień zachowywać chrześcijańską tożsamość. Ojciec odpowiedział, że tożsamość ta rodzi się z osobistego pójścia za Jezusem Chrystusem i ze stałego czerpania ze źródeł łaski Bożej. Nie chodzi po prostu o dążenie do ludzkiej doskonałości, ale o praktykowania autentycznego utożsamienia się z Chrystusem.
Na koniec, odpowiadając na pytanie Any, wykładowczyni na Wydziale Zdrowia, Ojciec poradził, aby przekazywać piękno umiarkowania, również poprzez przykład. Wyjaśnił, że zarówno ludzie, jak i instytucje są powołani do tego, by oddawać dobra na służbę innym.

„Wiedzieć, aby służyć”
Na zakończenie spotkania Ojciec otrzymał od Uniwersytetu dwa prezenty: nominację na honorowego prezydenta Uniwersytetu del Istmo — wyróżnienie, za które podziękował, zaznaczając, że będzie ono „okazją do pamiętania o nich na modlitwie” — oraz haftowaną palkę.
W imieniu Rady Powierników jej przewodniczący, Álvaro Castillo Monge, wyraził wdzięczność całej społeczności akademickiej. Stwierdził, że wizyta „dodaje nam otuchy i umacnia nas jako uniwersytet na drodze, którą zaczęliśmy kroczyć 28 lat temu, i przypomina nam w wyrażny sposób o naszej misji: wiedzieć, aby służyć”.

6 sierpnia, spotkanie z młodzieżą: „nauka to także akt wiary”
W rodzinnej atmosferze Ojciec rozmawiał na najróżniejsze tematy, od wolności i wierności po: jak pracować z radością w trudnych chwilach.
Piosenka „Para aprender a quererte” zespołu Morat była utworem, który powitał Ojca. W sali, pośród powiewających wstążek, zgromadzone uczestniczki powitały go z uśmiechem w rytm muzyki.
Jednym z pierwszych momentów spotkania była nauka gwatemalskich słów. „Jakie to chilero, że Ojciec jest dziś z nami” — powiedziała z emocją Cris. Chilero to lokalne określenie używane do wyrażenia, że coś jest ładne, doskonałe lub radosne.

Dominique, studentka architektury na Uniwersytecie del Istmo (UNIS), rozpoczęła rozmowę pytaniem o to, jak żyć duchem służby w codzienności. Ojciec wyjaśnił, że służba polega w gruncie rzeczy na tym, by żyć tak jak Jezus Chrystus, który wydał samego siebie na krzyżu i pozostaje w Eucharystii, oraz że pomaga w tym formacja przekazywana w ośrodkach Dzieła.
Emma, Xoxo i Fer z ośrodka Caranday podzieliły się swoimi doświadczeniami z różnych aktywności i zapytały, jak kochać wolność w wieku dojrzewania. Ojciec przypomniał, że święty Josemaría był rozkochany w wolności i wyjaśnił, że prawdziwa wolność nie polega tylko na dokonywaniu wyborów, ale na miłowaniu Boga. „Obyście czuły się bardzo wolne, robiąc to, co kosztuje! Warto kochać dobro”.
Camila, Salwadorska i mieszkanka Akademika Verapaz, opowiedziała, że przed przyjazdem do Gwatemali jej szczęście zależało od wizerunku, jaki sama kreowała, podczas gdy teraz odnajduje je w Bogu. Poprosiła o radę, jak być zawsze wierną temu, co Bóg czyni w jej życiu, nie przestając kochać ludzi, którzy żyją inaczej, i być blisko nich. Ojciec zauważył, że ludzka siła nie wystarczy i że trzeba nauczyć się rozumieć innych. Przypomniał słowa świętego Josemaríi: „miłość bardziej niż na dawaniu polega na rozumieniu”. Zachęcił również do kochania wszystkich ludzi jako dzieci Bożych, bez soądzania ich, ponieważ tylko Bóg zna ludzkie serce.
Następnie głos zabrała María Inés, która przez sześć lat była numerarią Opus Dei, a od półtora roku wybrała inną drogę. Podzieliła się tym, że choć doświadczyła chwil samotności, bliskość wielu osób sprawiła, że czuła, iż Dzieło nadal jest jej rodziną. Wspomniała również, że w tym procesie odkryła wartość, jaką posiada po prostu dlatego, że Bóg ją kocha. Ojciec przypomniał jej, że modlitwa jest wielką pomocą, i zachęcił, aby zawsze czuła się bardzo blisko Dzieła.
Victoria z Klubu Kayac podzieliła się swoją radością z pracy z dziewczynkami ze szkoły podstawowej i ich rodzinami. Ojciec zachęcił ją do myślenia, że w każdej z nich ma do czynienia z samym Jezusem Chrystusem, gdy był dzieckiem.
5 sierpnia, spotkanie z kapłanami: „żadna praca nie jest bezużyteczna”
W Ośrodku Uniwersyteckim Balanyá w mieście Gwatemala Prałat Opus Dei spotkał się z ponad setką kapłanów, wśród których obecny był ks. Tulio Pérez, biskup pomocniczy archidiecezji Santiago de Guatemala.
Ks. Fernando Ocáriz mówił o tym, jak życie chrześcijańskie prowadzi nas do stawiania czoła sprawom z radością, będącą owocem świadomości, że nigdy nie jesteśmy sami: „Święty Josemaría stale powtarzał słowa św. Pawła: 'Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?'” — wyjaśnił Ojciec, podkreślając, że Chrystus jest obecny w galaktykach, ale także „tak blisko: w naszych sercach”.
Przypomniał również o znaczeniu stałej, ścisłej jedności z Papieżem oraz pracy ofiarowywanej Chrystusowi. Zaznaczył, że „żadna praca nie jest bezużyteczna” i że nie należy się zniechęcać, gdy owoce duszpasterskie wydają się nie nadchodzić lub spóźniać. „Warto!” — zachęcał.

Jednym z momentów, które zapadły w pamięć podczas spotkaniu, była wypowiedź ks. Luisa Felipe z parafii położonej w rozwijającej się dzielnicy stolicy z wieloma młodymi rodzinami. Opowiedział, że czasami małe dzieci na jego widok wołały: „Amen!”, co wywołało śmiech całej sali. W podobnym tonie ks. Elio, proboszcz gminy San Juan La Laguna w departamencie Sololá na zachodzie Gwatemali, opowiedział o swojej pracy apostolskiej z setkami dzieci rdzennych mieszkańców i zaprosił Ojca do „poznania najpiękniejszego jeziora na świecie, jeziora Atitlán”.
Ks. Edgar Iván z departamentu Chimaltenango poprosił ks. Ocáriza o radę na temat wierności i towarzyszenia klerykom. „Wierność jest konsekwencją miłości; w tym zawiera się wszystko” — przypomniał Ojciec, zaznaczając, że Jezus Chrystus chce, aby „jedność między nami (kapłanami) była jak jedność Trójcy Przenajświętszej (...). Musimy szukać tej jedności, tej braterskiej więzi, mimo odmiennych poglądów i różnych charakterów. Musimy być otwarci na wszystkich, ale w pierwszej kolejności na tych, którzy są obok, najbliżej nas”.
Z okazji święta Matki Bożej Śnieżnej Ojciec zachęcił do powierzania się Jej poprzez codzienne odmawianie Różańca. „Ona jest naszą Matką, jest naszą pomocą” — wyjaśnił.
Ks. Julio, mający 86 lat, podziękował Prałatowi za wizytę. „Dziękuję za tę wspaniałą tradycję, którą zapoczątkował święty Josemaría” i poprosił go o opowiedzenie o kapłaństwie założyciela. „O kapłaństwie świętego Josemaríi można by powiedzieć bardzo wiele: serdeczność, miłość do ludzi, ale przede wszystkim centralne miejsce: Eucharystia!”.
Prawie godzinę później Ojciec zakończył, kładąc nacisk na to, by być wiernymi, posłusznymi, uległymi i współpracującymi. „Jesteśmy wolni. I dlatego, jeśli chcecie być wierni, będziecie wierni, ponieważ łaska Boża wystarczy, a łaski Bożej nigdy nie brakuje”.
4 sierpnia: początek podróży w mieście Gwatemala
Ojciec przybył dziś po południu do miasta Gwatemala, rozpoczynając swoją wizytę duszpasterską w czterech miastach Ameryki Środkowej.
Na lotnisku spotkał kardynała Pietro Parolina, sekretarza stanu Stolicy Apostolskiej, który żegnał się z Gwatemalą po wizycie w tych stronach, i serdecznie się z nim przywitał.
Później udał się do Ośrodka Uniwersyteckiego Balanyá, gdzie został gorąco przyjęty przez członków Dzieła. Rodzina Rodrigo i Tity powitała go z entuzjazmem w imieniu wielu gwatemalskich rodzin.


