Czytelnia, wczesny poranek. Ci, którzy wstają wcześnie, zastają czysty stół i całkowitą ciszę. Otwierają notatki. Zaczynają. Spędzą tu cały dzień.
W południe przychodzą kolejni. Siadają i zabierają się do nauki. Po południu pojawia się jeszcze kilka osób. A tuż przed zamknięciem przybywa ostatnia grupa: ci, którzy mieli inne sprawy na głowie lub po prostu długo się zbierali.
Ci, którzy są tu od świtu, spoglądają na nich z ukosa. Oni znosili ciężar całego dnia. A ci dopiero co się pojawili.
Czy znasz to uczucie: uczucie kogoś, kto pracuje od dawna i widzi, jak inni docierają do tego samego miejsca przy mniejszym wysiłku?
Jezus opisał tę samą scenę, używając obrazu winnicy i robotników. Na koniec dnia właściciel zapłacił wszystkim tyle samo.
Ale to jest koniec. Wróćmy do początku. Do ciebie i twoich studiów. W miarę zbliżania się końca roku akademickiego, w okresach intensywnej nauki, a przede wszystkim w czasie sesji egzaminacyjnej, zajmują one znaczną część twoich codziennych trosk. Można nawet powiedzieć, że o tej porze roku zaczynają one odgrywać nadmierną rolę w twoim życiu.
***
Egzaminy mają oczywiście znaczenie, ale nigdy nie będą najważniejsze.
Być może zdarzyło ci się, że w okresie egzaminów nie potrafisz myśleć o niczym innym. Twoje życie i nastrój zaczynają kręcić się wokół ocen. Trudno ci myśleć o innych ludziach i poświęcić czas na modlitwę.
Tak więc godziny nauki i egzaminy, zamiast skłaniać cię do popatrzenia w górę na coś wyższego, mogą raczej sprawić, że będziesz żyć z opuszczoną głową i sercem pochłoniętym czymś, co nie tylko cię nie wypełnia, ale może też sprawić, że będziesz podchodzić do życia z poczuciem przytłoczenia i stresu.
Niedawno spotkałem osobę, która miała przed sobą pierwszy tydzień egzaminów końcowych na uniwersytecie.
—Czy czujesz się przytłoczony? —zapytałem.
—Nie —odpowiedział z wielką pewnością siebie—. Jestem bardzo spokojny. Potrafię patrzeć na sprawy z odpowiedniej perspektywy.
Egzaminy mają oczywiście znaczenie, ale nigdy nie będą najważniejsze. A pewien poziom stresu jest również normalny. Oznacza to, że ci zależy.
To, co może się zmienić, to sens, z jakim do tego podchodzisz: podnieś wzrok znad notatek, biurka, podłogi biblioteki i przypomnij sobie, że za całym tym wysiłkiem kryje się coś większego niż ocena. Bóg nie obiecuje, że zdejmie z ciebie ciężar tych tygodni, ale może dać ci coś cenniejszego: będzie ci towarzyszył i pomoże ci odkryć, jaka jest ich prawdziwa wartość.
Aby odpowiedzieć na to pytanie, warto najpierw zadać sobie inne: dlaczego się uczysz? Co cię motywuje do nauki?
Gdybyś uczył się wyłącznie dla tego wszystkiego, w centrum uwagi byłbyś tylko ty sam. Skupiałbyś się wyłącznie na sobie, na swojej nagrodzie, a nie na tym, co naprawdę nadaje sens temu, co robisz.
***
Bóg nie obiecuje, że zdejmie z ciebie ten ciężar, ale towarzyszy ci i pomaga odkryć jego sens.
Kiedy pod koniec dnia pan zapłacił wszystkim tyle samo, ci, którzy przyszli o pierwszej godzinie, zaprotestowali: „Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty” (Mt 20, 12).
Jaka jest twoja pierwsza reakcja po przeczytaniu tego? Prawdopodobnie ta sama co zazwyczaj: wydaje się to niesprawiedliwe. Ci, którzy przyszli późno, dostają tyle samo co ty. Z ludzkiego punktu widzenia nikt tego nie rozumie.
I być może właśnie w tym tkwi wskazówka: logika Boga nie jest naszą logiką. Dla Niego najważniejsze nie są ziemia, pola, książki. Dla Niego najważniejsze nie jest wyłącznie wynik, nagroda czy końcowe oceny. Ważne jest, by pracować w winnicy, dbać o nią i sprawić, by przynosiła owoce. Ważna jest miłość, z jaką się pracuje.
Wydaje się, że ci, którzy przyszli w ostatniej chwili, nie oczekiwali wielkiej nagrody, a mimo to przyszli. Dla nich już samo to, że mogli pracować w tej winnicy, było szczęściem. Natomiast inni skupili całą swoją uwagę na zapłacie, do tego stopnia, że zapomnieli o przywileju pracy w tym miejscu.
***
Czy poświęcasz czas na naukę dla wielkich celów, które nadają sens całemu twojemu wysiłkowi?
Jezus nie kładzie nacisku na nagrodę, lecz na miłość, z jaką się pracuje. A to zmienia wszystko: zwykły dzień, przeżyty w ten sposób, ma już wartość wieczną, nawet jeśli nikt tego nie dostrzega ani nie docenia.
Dlatego kiedy uczysz się, myśląc tylko o ocenie, łatwo popadasz w przygnębienie i zamykasz się w sobie. Natomiast kiedy uczysz się z miłości, aby służyć, aby wzrastać i podobać się Bogu, żyjesz inaczej: żyjesz z otwartym sercem, a twoje spojrzenie się zmienia.
Bo ostatecznie decydujące znaczenie ma nie to, ile czasu poświęciłeś na pracę, ale miłość, z jaką to robiłeś.
A co, gdybyś zamiast uczyć się wyłącznie po to, by uzyskać dobre wyniki, spróbował uczyć się również po to, by się uczyć, dobrze się kształcić i móc jutro lepiej służyć tak wielu ludziom, z którymi dzielisz ten świat, tę winnicę Pańską?
Czy myślisz czasem o wszystkich ludziach, którym będziesz mógł pomóc swoją pracą?
Czy poświęcasz swoje godziny nauki na ważkie intencje, które nadają sens całemu twojemu wysiłkowi?
Wtedy nawet czas sesji przeżywasz inaczej: z większym spokojem, większą wolnością i często także z lepszymi wynikami. Wtedy egzaminy przestają być przytłaczającym ciężarem, a stają się okazją do kochania, rozwoju i lepszej służby.

