Poczucie humoru

Fragment eseju „Opcja na rzecz piękna”. Juan Luis Lorda, Humanizm, dobra niewidzialne, Toruń-Kraków 2011

Powaga i komizm

Śmiech jest jednym z najbardziej atrakcyjnych i zagadkowych wyznaczników ludzkiej natury: wybuchem trudnym do powstrzymania, którym łatwo zaraża się innych, rozweselającym życie, zrywającym z monotonią, wyzwalającym od napięć, chroniącym zdrowie psychiczne, pobudzającym do komunikacji i pozwalającym dzielić się z innymi dobrymi chwilami.

Istnieje autentyczny śmiech ale i inne pozornie podobne zjawiska. Do tych ostatnich należy śmiech hieny, który nie ma nic wspólnego z humorem. Tak również wypada ocenić histeryczny śmiech spowodowany znerwicowaniem. Istnieje śmiech wymuszony (aby poczuć się pewniej przed wystąpieniem, aby pokazać, że się zrozumiało dowcip etc.), ale najbardziej charakterystycznym śmiechem jest ten, który rodzi się spontanicznie na widok czegoś komicznego. Dlaczego tak się dzieje?

Humor jest powszechnym fenomenem ludzkim, towarzyszy naszemu życiu i ozdabia jego najlepsze chwile. Prawie nie zwracamy na niego uwagi, a jednak jest zjawiskiem tak skomplikowanym, że nie można zamknąć go w jakiejś teorii. Po części poczucie humoru zależy od osoby i kontekstu kulturowego. Ale jeśli dokonamy jego choćby powierzchownej analizy, natychmiast zdajemy sobie sprawę, że humor opiera się na paradoksie. We wszystkich komicznych sytuacjach powstaje nieoczekiwana niezgodność między jakąś wartością a groteskowym czy niezdarnym skutkiem – coś, co nie pasuje.

Charles Chaplin, który wiele wiedział na temat budowania efektu komicznego, mówił: „Wyczuwamy subtelny rozdźwięk w normalnym postępowaniu. Innymi słowy: dzięki humorowi dostrzegamy irracjonalność w tym, co wydaje się racjonalne; to, co mało ważne, w tym, co wydaje się niezwykle ważne. Śmiech wzmacnia również poczucie przetrwania i ocala w ten sposób naszą odporność psychiczną. Przychylnie traktując humor, czujemy się mniej przytłoczeni przez niedomogi codziennego życia. Humor przywraca nasze poczucie proporcji i pokazuje, że za przesadą powagi ukrywa się absurdalność” [Ch. Chaplin, Mi autobiografía [My Autobiography, Moja autobiografia] cytat wg: Debate, Madrid 1989, 231 (tłum. wł.).].

Komizm opiera się na paradoksie dostrzeganym w ludzkim działaniu i na licznych ograniczeniach egzystencji. W istocie zawsze śmiejemy się z tego, jak mali jesteśmy. Jeśli zamierzony rezultat jest dużo lepszy od spodziewanego, wówczas śmiech się nie pojawia, ale jeśli jest dużo gorszy, to owszem: zwłaszcza u tych, którzy przyglądają się temu z daleka, nie uczestnicząc w rozczarowaniu. Jeśli z wielkim zaangażowaniem pieczemy ciasto i po wielu staraniach otwieramy piekarnik, a ono eksploduje wprost na naszą twarz, napełniając całą

kuchnię kawałkami, to ci, którzy to zobaczyli, będą się z tego śmiali latami. Im większe włożyliśmy chęci i środki w zrobienie ciasta, tym bardziej komiczny wyda się nieoczekiwany efekt.

Zaskoczenie jest niezwykle ważne. Dlatego jednym z wielkich źródeł komizmu jest nieuwaga. Trzeba także, aby efekt był groteskowy, to znaczy niepasujący do okoliczności z racji nadmiaru, dziwności czy dziwaczności. Wydaje się czymś groteskowym, na przykład, gdy otwieramy szafę z ubraniami i spotykamy w niej pingwina, efekt będzie ciekawszy w miarę wzrastającego zaskoczenia lub strachu.

Nikt nie może czuć się uchroniony przed komizmem. Nawet szefowie państw przeżywają niezręczne sytuacje

Sytuacje pełne powagi i podniosłości, zwłaszcza jeśli mają coś z teatralności lub konwencjonalności, są idealne dla wzbudzenia śmiechu, ponieważ wyostrzają paradoksy: oficjalne ceremonie, defilady, nagrody, audiencje, pogrzeby, śluby, koncerty: głowy, które zderzają się przy powitalnym ukłonie; czapki, które spadają; ubrania, które o coś zahaczają; niezdarne potknięcia, łamiące się krzesła, pomyłki w przemówieniach, niedostrojone chóry, „wpadki” nie na miejscu, pijany uczestnik, który tarza się po ziemi, spadająca dekoracja…

Wszyscy ludzie posiadają pewną zdolność teatralną, którą wykorzystują, aby dostosować się do okoliczności: dlatego zachowują się poważnie w sytuacjach, które wymagają powagi, a ponieważ te adaptacje do sytuacji nigdy nie są doskonałe, powstaje widoczny paradoks. Nikt nie odważy się śmiać w czasie pogrzebu z osoby tragicznie zamordowanej, wzbudzającej u większości ludzi silne poczucie współczucia i smutku. Natomiast wyobraźmy sobie, że na normalnym pogrzebie, bez wyjątkowych tragicznych kontekstów, mówca wygłasza przemówienie, posługując się górnolotnymi wyrażeniami i nadmiernymi gestami: już tylko przez tę przesadę uda mu się stworzyć sytuację komiczną; efekt będzie jeszcze większy dzięki groteskowym szczegółom: jeśli – na przykład – ma nadwagę lub wielki nos, jeśli jest zbyt owłosiony albo nosi grube okulary, jeśli chrząka w dziwny sposób albo ucieka mu laska do wsparcia…

Wszystkie te malownicze i niespodziewane detale uczynią sytuację jeszcze bardziej śmieszną, jeśli nastąpi jakikolwiek dodatkowy wypadek: jeśli się potknie, dostanie czkawki albo przepali mu się nagle lampka, albo spadną kartki… nie mówiąc już o sytuacji, gdy zauważony szczegół jest wyjątkowy: jeśli rozpruwa się rękaw od marynarki przy nierozważnym podniesieniu ramienia, jeśli imię zmarłego jest wypowiadane z błędem albo jeśli peruka mówcy rusza się w przypływie emocji… Im bardziej poważny będzie kontekst, tym bardziej komiczny będzie efekt – oto siła powiększającego się paradoksu. W rzeczywistości to, co nadmiernie uroczyste, poważne, patetyczne czy wysublimowane, gdy zostaje postrzegane jako narzucone czy konwencjonalne, staje się idealną scenerią dla komicznych efektów. Śmiech jest sposobem na obniżenie napięcia.

Staramy się, aby pewne wydarzenia miały miejsce w odpowiednich okolicznościach: nie jest czymś normalnym oświadczanie się ukochanej osobie podczas stania w kolejce po bilet do kina i będąc popychanym przez tłum albo podczas rozładowywania ciężarówki lub wobec kelnera, który po przyjęciu zamówienia roztargniony pozostaje przy stoliku. Dla określonych wydarzeń szukamy bowiem właściwego momentu i kontekstu. Dekoracja i choreografia stanowią część ludzkiej ekspresyjności. Ale bardzo często nie przybieramy właściwej postawy albo niespodziewany efekt niszczy nam scenę. Byłoby czymś smutnym, gdyby bohatera narodowego przyłapała policja wrogiego państwa dokładnie wtedy, gdy był w toalecie, ale przecież może się to wydarzyć, ponieważ życie pełne jest niespodziewanych, groteskowych sytuacji. Dlatego słusznie się mówi, że od tragedii do komedii lub od subtelności do prostactwa jest tylko krok.

Nikt nie może czuć się uchroniony przed komizmem. Nawet szefowie państw przeżywają niezręczne sytuacje: wspomina się zdziwienie dworu rzymskiego, gdy pewnego dnia gruby i despotyczny cesarz Kaligula spadł ze schodów w obecności całej swej świty. Świadkowie gryźli wargi aż do krwi, aby nie wybuchnąć śmiechem, który mógłby okazać się zaraźliwy i fatalny dla wszystkich, ponieważ tyran nie odznaczał się wielkim poczuciem humoru.

Bez wątpienia powaga wymagana jest w odpowiednim czasie i w obliczu odpowiednich wartości. Będzie nam przyświecać, gdy podejmujemy się zgłębiania wzniosłych kwestii, ale nie można popadać w przesadę. Nie jest możliwa zbytnia powaga w naszym życiu: z jednej strony dlatego, że jako ludzie nie tolerujemy „nadmiaru rzeczywistości”, przesada sprawia, że jesteśmy bardzo spięci i przyjmujemy jedynie jej łagodne dawki; z drugiej strony dlatego, że w codziennych sytuacjach ciągle przeplatają się elementy poważne i trywialne. Dzięki komiczności ułomność naszej kondycji odzyskuje miejsce, które do niej należy. Warto zdać sobie sprawę z tego, jaka jest ludzka natura, by móc ją zaakceptować – na tym polega poczucie humoru.

Sami w sobie jesteśmy paradoksem: posiadamy ducha zdolnego do wzniosłych wartości i ciało z wszystkimi ograniczeniami żywej materii. Tworzy to miejsce dla niezliczonej ilości dziwnych i zabawnych sytuacji. „Nie można sobie z nim [ciałem] dać rady – pisze C.S. Lewis – póki się nie zrozumie, że odgrywanie roli błazna jest jedną z jego funkcji w naszym życiu. Wie o tym każdy mężczyzna, kobieta i dziecko, póki ich nie zbałamucą jakieś teorie. Fakt, że mamy ciało – to najstarszy z żartów” [ C.S. Lewis, Cztery miłości [The Four Loves], przeł. Maria Wańkowiczowa, PAX, 1993, s. 131].

Będąc istotami duchowymi, możemy emocjonować się, słuchając wielkich mówców, zachwycać się ideami, wzruszać się opisami, ekscytować się widokiem pięknych krajobrazów, czuć poruszenie przy słuchaniu pięknych kompozycji muzycznych; ale ponieważ posiadamy również ciało, nic nie pomoże, aby te wzniosłe uczucia trwały w nas nieskończenie długo: są jedynie przebłyskami transcendencji. Żadna konferencja nie jest ciekawa, jeśli się ją zbytnio przedłuża. Publiczność, która jeszcze kilka chwil wcześniej została wyniesiona na wyżyny ducha, gwałtownie wraca na ziemię i zaczyna okazywać symptomy zniecierpliwienia, gdy ciało przypomina o swoich prawach. Mówca może zauważyć w oczach słuchaczy błysk irytacji, gdy poinformuje ich, że został mu jeszcze trzeci punkt do omówienia. Bez różnicy, jaki będzie temat wystąpienia i kategoria mówcy, żadna konferencja nie będzie w stanie pokonać – bez dużych strat – godziny jedzenia. Jesteśmy żyjącą iskrą.

Według Bergsona, komiczne sytuacje mają miejsce wtedy „gdy dusza jawi się nam jako prześladowana przez wymagania ciała (…). Postawa, gesty i ruchy ludzkiego ciała są śmieszne dokładnie w tej mierze, w jakiej ciało to przywodzi nam na myśl bezduszny mechanizm. (…) Ogólne prawo tych zjawisk można by zamknąć w następującej formule: Komiczny jest każdy wypadek, który zwraca naszą uwagę na stronę fizyczną osoby podczas gdy w grę wchodzi jej strona duchowa. Dlaczego śmiech wywołuje mówca, który kichnął w najbardziej patetycznym miejscu swej przemowy?”[H. Bergson, Śmiech. Esej o komizmie [Le Rire], przeł. St. Cichowicz, WL 1977, s. 92.].

Uchodzą za komiczne oznaki niezdarności, związane z posługiwaniem się rękoma, narzędziami czy urządzeniami: klamka, która pozostaje w ręce po nieudanej próbie otwarcia drzwi; wypadające sztućce lub jedzenie lądujące na stole; stłuczenie jakiegoś przedmiotu, gdy tylko ktoś go dotknie. Ale komiczne są także takie wypadki, jak potknięcia się, upadki albo gdy spadną na kogoś jakieś przedmioty. Ponadto niemal wszystkie czynności fizjologiczne wydają się komiczne, jeśli są widoczne lub dziwnie wykonywane. Efekty się sumują: usta szeroko otwarte i gotowe do zjedzenia olbrzymiego kawałka ziemniaka wydają się komiczne, ale efekt komiczny będzie wzmocniony, jeśli przy tej okazji oparzymy się ziemniakiem, a tym bardziej jeśli jedzący będzie łysy, ubrany w strój oficjalny albo jeśli okaże się ministrem uczestniczącym w ważnym spotkaniu. Wszystkie te efekty są komiczne – chyba że okaże się, że zostały wcześniej wyreżyserowane.

Możemy śmiać się z kimś albo z kogoś. Istnieje sposób śmiania pełen wyrozumiałości, sytuujący osobę śmiejącą się na miejscu protagonisty; albo pełen pogardy, wykorzystujący sytuację, aby kogoś poniżyć.

Podobnie pewien nadmiar i dziwność w wymiarze fizycznym mogą pobudzać do śmiechu, chyba że skłaniają do współczucia. Coś komicznego zawiera się w otyłości, ale także zbytniej szczupłości, łysinie, szorstkich włosach, a także defektach takich, jak jąkanie się, tiki nerwowe. Jesteśmy wyjątkowo wrażliwi na rozmiar i kształt nosa czy uszu. Podobnie działają niespodziewane efekty czy niezgodności: atletycznie zbudowany człowiek o piskliwym głosie czy też delikatna panna mówiąca jak mężczyźni pracujący przy rozładunku towarów w porcie.

Poczucie humoru stanowi część mądrości życia, a więc tych ważnych spraw, które – jak wspominaliśmy – nie pojawiają się w encyklopediach. Jest ono sposobem na akceptację naszej ludzkiej kondycji. Pomaga nam ono twardo chodzić po ziemi: „Jeśli jesteś mądry, śmiej się” – mówił Marcjalis [Marcjalis, Epigramas, II, 41.].

Humor i dobroczynność

Czasami śmiejemy się ze zwierząt, ale dlatego, że wyczuwamy w nich ludzkie gesty, które wydają się nam sympatyczne i miłe. Śmieszy nas, na przykład, przerażenie krowy, gdy zaskoczy ją jakieś auto, albo roztargnienie psa, który zderza się z latarnią. Jest tak dlatego, że w zwierzętach odkrywamy ludzkie formy zachowania, które wydają się nam bliskie i zabawne. „Człowiek – powiada Manuel García Morente – jest jedynym zwierzęciem, które cieszy się dobrodziejstwami intelektualnymi, dlatego jest także jedynym, który zna swoje braki i ułomności, stąd jest jedynym, który się śmieje. A śmieje się z samego siebie” [M. García Morente, El chiste y su teoría, 3 (1923), 364 (tłum. wł.)].

Choć śmiejemy się ogólnie z ludzkiej natury, to jednak zwykle koncentrujemy się na pewnej konkretnej osobie. Czasami jest to problematyczne, gdyż humor jest bronią obosieczną. Możemy śmiać się z kimś albo z kogoś. Istnieje sposób śmiania pełen wyrozumiałości, sytuujący osobę śmiejącą się na miejscu protagonisty; albo pełen pogardy, wykorzystujący sytuację, aby kogoś poniżyć. Gdy się razem z kimś śmiejemy, wówczas w rzeczywistości śmiejemy się z ludzkiej natury, która jest naszym udziałem. Natomiast gdy śmiejemy się z kogoś, wtedy wykorzystujemy okazję, aby wyrządzić mu szkodę.

Istnieje zdrowy humor, który rodzi się z głębokiego rozumienia natury człowieka i traktuje z sympatią jego ułomności i paradoksy. Ale można spotkać także bezwzględny humor, który pochodzi z resentymentu i bazuje na złu, które spotyka sąsiada: cieszy się z jego potknięć, znajdując satysfakcję w oczernianiu go i oglądaniu jego upadku; czasami jest on inspirowany pragnieniem odwetu, innym razem jest objawem uważania siebie za kogoś lepszego. To smutna i okrutna strona humoru, sarkazm, który rani i obraża.

Jest to delikatny temat. Każda istota ludzka pragnie być traktowana z szacunkiem. Wszyscy posiadamy słuszne poczucie własnej wartości, które jest niezbędnym składnikiem naszej psychologicznej dojrzałości i daje nam odwagę, aby występować wobec innych osób. Jest dla nas bardzo ważne, aby inni uznawali nas za osoby poważne i godne uznania, którym darzy się wszystkich ludzi.

Mylenie się, przegrywanie, znalezienie się w komicznej sytuacji zawsze jest nieco poniżające. Nikt nie chce przecież się ośmieszać. Jeśli mamy wielką wiarę w siebie, a popełniony błąd jest niewielki, nie będziemy się tym przejmowali. Ale jeśli mamy małe poczucie własnej wartości, to ów błąd okaże się bolesnym doświadczeniem, a jeśli wraz z tym pojawi się u innych pogarda, to okaże się on tym bardziej destrukcyjny. Tylko ten, kto ma wiarę w siebie, może dobrze znosić żarty i wytrzymać śmieszności. Trzeba o tym pamiętać. Śmianie się ze słabych osób czy uczynienie kogoś stałym przedmiotem żartów jest okrucieństwem. Wyrządza się takiej osobie rzeczywistą i niesprawiedliwą krzywdę.

Okazywanie się śmiesznym jest czymś nieuniknionym i pozytywnie oddziałuje na naszą próżność. Figiel, żart, zabawne potknięcie się przypominają nam naszą ograniczoność i nie dopuszczają do uważania siebie za zbyt wybitnych. Posiadamy niezwykłą zdolność do samookłamywania, a gdy wszystko nam dobrze wychodzi, wówczas czujemy się niczym mali bogowie i skłaniamy się ku przypisywaniu sobie zbytniej ważności. Trochę wstydu sprowadza nas na ziemię.

Humor wymaga od nas nieco zdystansowania. Pierzcha, jeśli pojawi się w nas współczucie. Bergson mówi, że „obojętność jest przyrodzonym mu środowiskiem. Największym zaś wrogiem śmiechu jest wzruszenie” [ H. Bergson, op. cit., 14.]. Ale być może to zbytnio kieruje nas w stronę okrutnego rodzaju humoru, jakim jest sarkazm.

Przeciwnie, możemy zauważyć, że uczucie miłości wyraża się także poprzez dowcipy albo – „branie kogoś pod włos”. Żart może być wyrazem naszego zainteresowania: nie pragnie się wówczas żadnej szkody, lecz dzielenia wszystkiego z drugim.

Miłość, która nie żartuje albo „nie denerwuje trochę”, jest miłością zbyt zimną. Kochające się osoby zazwyczaj żartują między sobą: zakochani wymyślają dowcipy i śmieją się jeden z drugiego, aby w końcu śmiać się z owocu ich miłości. Dzięki tym wzajemnym dowcipom niejako próbują się nawzajem, lepiej się zespalają, a ich miłość doskonali się. Również dzięki tym żartom nie traktują siebie zbyt poważnie, łagodzą swoje małe próżności i zdenerwowania, stając się bardziej ludzkimi i ugodowymi. Jeśli nie będą się w ten sposób wzajemnie próbować, staną się niedostępni i skamienieją. Dlatego trzeba pozwalać, aby inni „brali nas pod włos”.

Ale trzeba troszczyć się, by żart nie przestał być czymś miłym i konstruktywnym oraz nie stał się karą. Dlatego nie należy zbyt często skupiać się na krytyce tych samych ułomności, należy raczej zachować takt, aby zbytnio nie ranić. A gdy chodzi o grupę wspólnie ze sobą mieszkających osób, trzeba dobrze rozłożyć żarty i unikać skupiania się tylko na jednej osobie. Ponieważ niewinny i miły żart, jeśli stanie się już zwyczajem, może przemienić się w torturę nie do zniesienia.

Dobry humor charakteryzuje się okazywaniem sympatii całemu rodzajowi ludzkiemu: spojrzenia na wszystkich ze współczuciem i zrozumieniem. Nie można śmiać się z innych bardziej niż z siebie. Istnieje humor, który ma wiele wspólnego z inteligencją, oraz inny, który związany jest z wulgarnością. Inteligencja zabawia się, wyłapując „iskry” z wszystkiego, wulgarność sprowadza wszystko do rynsztoku.

Troska o dobry humor i optymizm

Dobry humor nie rozwiązuje problemów, ale może usunąć z nich gorzki smak i uczynić życie bardziej znośnym, umniejsza skargi, podnosi ton życia i jest najlepszą przyprawą życia społecznego. Bycie zabawnym to wielka przysługa dla osób, które nas otaczają. Zdrowy, dobry humor jest zaraźliwy i ubogaca otoczenie. Po części jest wrodzonym tonem życia, ale również jest usposobieniem, które można kultywować. Podobnie jak istnieją sytuacje smutne i bazujące na złym humorze, istnieją te zrodzone z sympatii i dobrego humoru.

Troska o poczucie humoru wymaga przede wszystkim pewnego samowyrzeczenia. Ponieważ nikt nie może właściwie śmiać się z tego, co go otacza, jeśli nie jest gotowy śmiać się – i pozwolić, aby inni się śmiali – z siebie. Wymaga to traktowania siebie niezbyt serio. Ludzie, którzy traktują się zbyt poważnie, zbyt mocno żyjąc tylko wokół własnych spraw, nie mają zazwyczaj poczucia humoru i szybko się obrażają.

Paradoksalnie, to samowyrzeczenie potrzebuje również poczucia pewności: przeświadczenia o sile własnej osobowości, która nie zostanie zachwiana przez mały żart. Trzeba traktować siebie poważnie, ale jednocześnie umieć śmiać się z siebie. Powinniśmy znaleźć punkt równowagi. O ile to możliwe, trzeba wyzwolić się od zbytniego strachu przed ośmieszeniem się, co jest typowym kompleksem choćby nastolatków.

„Jeśli śmieją się z Pana – pisze Lord Avebury – niech Pan spróbuje dołączyć się do nich. Jeśli uda się Panu to osiągnąć w sposób miły, odwrócą się karty w grze i wygra Pan więcej, niż mógłby przegrać. Każdemu podoba się człowiek, który potrafi śmiać się z dowcipu na swój temat, ponieważ okazuje wówczas dobre poczucie humoru. Niech się Pan nie ośmiesza, jeśli można tego uniknąć, ale jeśli uczynią jakiś żart pod Pana adresem, proszę się śmiać z siebie i w ten sposób usunąć wszelką możliwą żółć. Jeśli śmieje się Pan z siebie, wszyscy inni będą się z Panem śmiali, zamiast śmiać się z Pana” [ Lord Avebury, The use of Life, cytat wg wydania: Mac Millan, Londres 1916, 31-32 (tłum. wł.).].

Postanowienie, aby żyć, rozweselając innych i czynić ich życie milszym, sprawia, że zwracamy uwagę na zabawne rzeczy, które nas otaczają, a których jest zawsze więcej, niż mogłoby się wydawać. Trzeba gromadzić przyjemne wydarzenia, które spotykają nas każdego dnia, aby opowiadać o nich osobom, które z nami dzielą życie. W ten sposób wyciąga się wnioski ze wszystkiego. Poprawia się wspólne życie.

Trzeba nieraz wprowadzić element komediowy, aby sprowokować lub nagłośnić komiczny efekt. Nie można również bać się zrobienia z siebie pajaca. W rzeczywistości jest to zawód czy zajęcie o wielkiej godności, bardzo ludzkie i bardzo potrzebne. Błędem jest myśleć, że trzeba zawsze zachowywać się w sposób poważny, a inni ludzie powinni nas zawsze traktować serio.

Pomimo wielu pozorów – albo jeszcze lepiej: dzięki nim – życie ma w sobie wiele teatralności, jest więc bardzo zdrowo przyzwyczaić się tak właśnie żyć. Świat jest, w większej części, jak tytuł Calderona [Wielki teatr świata]: wielkim teatrem, komedią, farsą. Trzeba nieco pośmiać się z niego. Nie będzie to wyrazem braku szacunku, lecz postawą, która najlepiej do niego pasuje. Wiele rzeczy, które wydają się solidne – z dziedziny myśli, kultury, sławy – są jedynie dekoracjami, bardzo słabymi konstrukcjami z kartonu i w nich każdy człowiek odkrywa swoją rolę z wykorzystaniem pewnego stopnia fikcji i retoryki. Kurtyny zmieniają się z zadziwiającą prędkością. Nie należy traktować ich zbyt poważnie.

Zdanie sobie sprawy z tego, że życie jest komedią – z niektórymi elementami tragedii – obdarza nas zdrową obojętnością, zdrowym dystansem, aby nie tkwić na księżycu; uwalnia nas od życia niewolników w świecie pozorów, które inni stwarzają z dobrą lub złą wolą; pozwala zdystansować się do niesłusznie ubóstwianego autorytetu, władzy, sławy czy pieniędzy i stawia nas w życiu w dużo realniejszej i bogatszej sytuacji. Z takiego sposobu postrzegania rzeczy rodzi się głęboki i dobroczynny humor egzystencjalny, pełen czułego współczucia dla ludzkich spraw, na którym polega czysta mądrość.

Humor pomaga nam interpretować świat i kontemplować człowieka takim, jakim jest: mieszanką wielkości i trywialności, subtelności i śmieszności. Pozwala nam rozpoznać, za niemal wszystkimi ludzkimi zachowaniami, małe, dobrze znane i powszechne upodobania: pychę, chciwość, rozpustę, zazdrość, pozostawiając nam znakomity klucz interpretacyjny. Zmusza nas także, abyśmy stale pamiętali o głównym paradoksie tego, co ludzkie, a więc śmierci – niezmiennym punkcie odniesienia dla literatury łotrzykowskiej. Wobec śmierci niemal wszystkie ludzkie sprawy wydają się krótkotrwałe i przemijają wraz z czasem. W ten sposób uczymy się odbierać ważność temu, co jej nie posiada, i uznawać za ważne rzeczy, które takimi są. Trzeba stosować we wszystkim dozę humoru – ostaje się w końcu tylko to, co autentyczne, wszystko inne wyparowuje.

Humor jest przydatny, aby nadać miły ton spotkaniom rodzinnym i rozładować napięcie w sytuacji zbyt poważnej. Umiejętność wprowadzania iskierki humoru i rozwiązywania w ten sposób napiętych sytuacji jest pewną sztuką. Jest ona doskonałym wyjściem w sytuacjach, gdy tony pobrzmiewają zbyt tragicznie, gdy pojawiają się gorzkie komentarze albo słowna przemoc, gdy istnieje ryzyko, że ktoś poczuje się obrażony: w takich przypadkach odrobina humoru naprawdę pomaga.

Zawsze trzeba okraszać występy czy wykłady jakimś sympatycznym szczegółem. To niemalże obowiązek. Wystarczy niespodziewanie wprowadzić paradoksalny komentarz, nieco ironii, wspomnienie czy zabawną anegdotę, grę słów. Nie chodzi o to, aby wpaść w trywialność, która zniszczy nastrój wykładu czy przemówienia, lecz o pewien aspekt człowieczeństwa. Wszyscy będą za to wdzięczni. Ironia jest wielkim narzędziem pedagogicznym.

W środowisku intelektualnym humor posiada również pewną funkcję terapeutyczną. Mówi Álvaro d’Ors: „Ironia jest czymś ważnym, zwłaszcza dla inteligencji uniwersyteckiej. Polega właśnie na umiejętności odnalezienia właściwej drogi między tym, co pewne, i tym, co fałszywe, która nie znajduje się pośrodku ani nie jest niczym eklektycznym, lecz relatywizującą humanizującą, która pozwala kontynuować drogę inteligencji z większym otwarciem, bez konieczności fałszowania czegokolwiek z tego powodu. Czasami ironia jest potrzebna, aby umożliwić zdrowy rozsądek”..

Poczucie humoru jest najlepszym sposobem reagowania na niespodzianki, które czasami przynosi nam życie: nieoczekiwane porażki, zaskakujące przygody zdrowotne czy dokuczliwość starości. Trzeba nauczyć się zrywać z przypisywaniem ważności przeciwieństwom, jakie nas spotykają, a dokonuje się to poprzez śmianie się z nich. Mówiąc o swojej sytuacji w obozie koncentracyjnym, psychiatra Victor Frankl pisał: „Humor jest kolejną bronią, dzięki której dusza walczy o przetrwanie. Wiadomo doskonale, że w egzystencji człowieka humor może dostarczyć zdystansowania potrzebnego do pokonania każdej sytuacji, choćby na kilka sekund”. Nikt nie będzie mógł zabrać nam nieskończoności dobrych chwil, które przeżyliśmy.