„Świętość polega na pełni miłości, a nie na braku wad”

W dniach od 22 do 27 sierpnia 2026 r. ks. prał. Fernando Ocáriz przebywał w Urugwaju, kilka miesięcy przed 70. rocznicą przybycia pierwszych członków Opus Dei do tego kraju. Spotkał się z rodzinami, młodzieżą oraz osobami zaangażowanymi w różne inicjatywy edukacyjne i społeczne. Relacja, zdjęcia i filmy przedstawiają niektóre momenty z tamtych dni.

Od soboty 22 do czwartku 27 sierpnia Ojciec odbył swoją pierwszą wizytę duszpasterską w Urugwaju od czasu wyboru na prałata Opus Dei, po wizytach w Gwatemali, Hondurasie i Salwadorze. Podróż ta zbiegła się w czasie z okresem poprzedzającym 70. rocznicę przybycia pierwszych członków Opus Dei do Urugwaju, która przypada w październiku, w ramach przygotowań do stulecia Dzieła.

Podróż można przeżyć na nowo na koncie Regionu del Plata na Instagramie.


Czwartek, 27. ostatni dzień pobytu Ojca w Urugwaju

W ostatnim dniu pobytu w Urugwaju ks. prał. Fernando Ocáriz spotkał się z grupami prowadzącymi różne inicjatywy apostolskie, które opowiedziały mu o swoich doświadczeniach, projektach i wyzwaniach związanych z ich pracą. Biskup wysłuchał ich z uwagą i udzielił kilku rad. Przed powrotem przyjął również kilka rodzin.

Tak zakończyły się dni pełne spotkań – od Casavalle po Uniwersytet w Montevideo, w tym rozmowy z młodzieżą i rodzinami.

Około godziny 21:30 samolot Ojca wystartował z Montevideo w kierunku Rzymu. Na lotnisku kilka rodzin podeszło, aby się z nim pożegnać i towarzyszyć mu w ostatnich chwilach jego wizyty w kraju. Wśród uścisków i pożegnań dobiegła końca ta długo wyczekiwana wizyta, a w pamięci pozostały liczne słowa wypowiedziane w ciągu tych dni.

Do zobaczenia wkrótce, Ojcze.

Środa 26. Wykład na Uniwersytecie Montevideo i spotkanie z młodzieżą

Podczas wizyty na uniwersytecie Prałat spotkał się z władzami uczelni, wykładowcami, studentami oraz członkami społeczności akademickiej i wygłosił wykład na temat tożsamości chrześcijańskiej w życiu uniwersyteckim.

Przed rozpoczęciem sesji rektor Uniwersytetu Montevideo, Alejandro Cid, powitał Prałata. Przypomniał o duchowym wsparciu i chrześcijańskim kierunku, jakie Opus Dei zapewnia Uniwersytetowi od samego początku, oraz podkreślił aktualność przesłania świętego Josemaríi o poszukiwaniu Boga w pracy i codziennych zajęciach w służbie wszystkim ludziom.

Ojciec rozpoczął od samego centrum tożsamości chrześcijańskiej: Jezusa Chrystusa. „To, co nadaje tożsamość chrześcijańską, to obecność Jezusa Chrystusa” – stwierdził. Wskazał na dwa wymiary, które zawsze muszą iść w parze: tożsamość chrześcijańską instytucji oraz samych osób. Wyjaśnił, że uniwersytet może posiadać normy, zasady i struktury wyrażające jego chrześcijańską inspirację, ale nie wystarczą one, jeśli tą tożsamością nie żyją w ludzie.

Przeanalizował różne aspekty życia akademickiego: od harmonii między wiarą a rozumem, przez szacunek dla wolności, aż po ewangelizacyjny wymiar Uniwersytetu poprzez naukę, humanistykę i wszystko, co składa się na życie uczelni. Odniósł się również do zadania profesorów, powołanych nie tylko do przekazywania wiedzy, ale do dawania siebie studentom i współpracownikom: „Chrześcijaństwo to także dar z samego siebie”. W tym kontekście przedstawił władzę jako służbę, a pracę zespołową (kolegialną) jako „wielką gwarancję skuteczności, ponieważ wiele par oczu zawsze widzi więcej niż jedna”.

Przypomniał, że uniwersytet zależy od wszystkich, „od rektora po najnowszego studenta”, a „duch chrześcijański przekazuje się w nauce, literaturze, ale przede wszystkim w relacjach osobistych”. Zatrzymał się przy tym na sprawiedliwości i miłości, przywołując słowa św. Josemaríi: „miłość bardziej polega na rozumieniu niż na dawaniu”. „Pragnienie zrozumienia — dodał — to pierwszy krok do tego, by pokochać”.

Ks. Ocáriz wita nuncjusza apostolskiego, abp. Gianfranco Gallone, na Uniwersytecie Montevideo.

Po wystąpieniu rozpoczęła się dyskusja z obecnymi. Sofía z Wydziału Komunikacji zapytała, w jaki sposób można wykorzystać w życiu zawodowym, rodzinnym i społecznym to, czego nauczyło się przez lata studiów na uniwersytecie. Ojciec podkreślił, że otwartość jest niezbędną postawą, pozwalającą wsłuchiwać się w różne opinie i punkty widzenia oraz przenosić tę harmonię między jednością a różnorodnością poza mury uniwersytetu.

Monika z Wydziału Psychologii opowiedziała historię studenta, który zaczął zadawać pytania dotyczące wiary, gdy odkrył, że jego chrześcijańscy koledzy byli najbardziej radośni i chętni do pomocy. Chciał dowiedzieć się, jak sprawić, by wszyscy mogli swobodnie przeżywać tożsamość uczelni. Ojciec zaznaczył, że drogą do przekazywania wiary jest przyjaźń: „Prawdziwa przyjaźń jest wymagająca, ponieważ jest formą miłości” – wyjaśnił.

Claudio, jeden z pierwszych inicjatorów Uniwersytetu, opowiedział o radości z widoku uczelni znajdującej się dziś w rękach nowego pokolenia. W ramach Fundacji Przyjaciół Uniwersytetu pracuje nad pozyskiwaniem stypendiów dla młodzieży bez wystarczających środków. „Ważny jest każdy człowiek, a wszystko, co pozwala otwierać możliwości przed innymi, jest głęboko chrześcijańskie” – przypomniał Ojciec.

María José, odpowiedzialna za dział operacyjny i logistykę, zapytała o wartość pracy osób wspierających uniwersytet w zadaniach nieakademickich. Ojciec przypomniał, że te prace umożliwiają funkcjonowanie całej reszcie i że wartość zadania nie zależy od miejsca, jakie zajmuje: przywołując naukę świętego Josemaríi, stwierdził, że najważniejsza praca to ta wykonywana z największą miłością do Boga.

Martín, chirurg, podzielił się marzeniem o utworzeniu Wydziału Medycznego skoncentrowanego na osobie ludzkiej i zapytał, jak podejmować inicjatywy, które mogą wydawać się zbyt wielkie. „Często trzeba po prostu rzucić się na głęboką wodę” – odpowiedział Ojciec. Zachęcił do łączenia realizmu z odwagą i liczenia na pomoc Boga przy pokonywaniu trudności na tej drodze.

Pojawiło się także pytanie dotyczące pracy, jaką studenci uniwersytetu prowadzą z osobami pozbawionymi wolności. Ojciec położył nacisk na to, by starać się, aby czuły się one zrozumiane i kochane. „To, co czasem boli najbardziej, to samotność — nie samotność fizyczna, ale samotność duszy” – wyjaśnił.

Ojciec mówił również o tym, by nie zniechęcać się własnymi ograniczeniami i być gotowym do ciągłego zaczynania na nowo. „Świętość polega na pełni miłości, a nie na braku wad” – przypomniał, ponieważ nawet przy własnych słabościach zawsze można zacząć od nowa z większą miłością do Boga.

Pierina, hipoterapeutka, animatorka dziecięca i pielęgniarka, opowiedziała, że w życiu towarzyszy jej obraz, którego używał święty Josemaría: obraz kaczek, które rzucają się do wody, nawet nie umiejąc pływać. To „kaczki w wodzie” pomaga jej wyjść ze swojej strefy komfortu i dlatego zapytała Ojca, jak rozmawiać o Bogu z przyjaciółmi i rodziną. Ojciec położył nacisk na przyjaźń: wyjaśnił, że gdy jest ona autentyczna, rozmowa o tym, co nosimy w sercu, przychodzi naturalnie. Przypomniał też, że modlitwa jest pierwszym krokiem, który pozwala następnie nieść pomoc.

Pod koniec pytania dotyczyły pracy, projektów zawodowych oraz historii Opus Dei w Urugwaju.

Uniwersytet Montevideo pragnął wręczyć Prałatowi pamiątki z wizyty. Ojciec otrzymał notatnik z herbem UM oraz przygotowane przez uczelnię wydanie Don Kichota, którego biblioteka posiada jedną z najważniejszych kolekcji dzieł Cervantesa w Ameryce Łacińskiej. Wydanie to upamiętnia pierwsze pełne wydanie tego dzieła w Ameryce Południowej, które ukazało się w Montevideo w 1880 roku.

Spotkanie zakończyło się podziękowaniami społeczności akademickiej za nauki, sugestie i horyzonty, które Ojciec otworzył tego ranka. „Uniwersytet Montevideo jest twoim Ojcze domem” – powiedzieli na pożegnanie.

Środa 26 sierpnia. Spotkanie z młodzieżą

Popołudniu Ojciec spotkał się ze studentkami i młodymi profesjonalistkami z różnych części Urugwaju, a także z Argentyny, Paragwaju i Brazylii. Na scenie widniały słowa świętego Josemaríi: „Twoje ramiona dla Urugwaju”, przypominające słowa skierowane do pewnego młodego Urugwajczyka w 1974 roku — zaproszenie do oddania swoich ramion i serca w służbie krajowi także dzisiaj.

Na początku Ojciec zachęcił je do postawienia Jezusa Chrystusa w centrum formacji i własnego życia. Wyjaśnił, że bycie chrześcijaninem nie polega jedynie na przyswojeniu pewnych idei czy wypełnianiu określonych praktyk, ale na poszukiwaniu i miłowaniu Osobistości: „Poznać Jezusa Chrystusa, obcować z Jezusem Chrystusem, kochać Jezusa Chrystusa”.

Mówiła również o tym, by nie zniechęcać się własnymi ograniczeniami i być gotową na rozpoczęcie i ponowne rozpoczęcie. „Świętość polega na pełni miłości, a nie na braku wad” – przypomniała, ponieważ nawet z własnymi ograniczeniami zawsze można zacząć od nowa z większą miłością Bożą.

Pierina, hipoterapetka, animatorka dziecięca i pielęgniarka, opowiedziała, że w jej życiu towarzyszy jej obraz, którego używał św. Josemaría: obraz kaczek, które rzucają się do wody, nawet nie umiejąc pływać. Te „kaczki w wodzie” pomagają jej wyjść ze swojej strefy komfortu i dlatego zapytała Ojca, jak rozmawiać o Bogu z przyjaciółmi i rodziną. Ojciec położył nacisk na przyjaźń: wyjaśnił, że gdy jest ona autentyczna, rozmowa o tym, co nosimy w sercu, pojawia się w sposób naturalny. Przypomniał też, że modlitwa jest pierwszym krokiem, który pozwala następnie nieść pomoc.

Abril, mieszkająca w Akademiku Del Mar, przyjechała w tym roku z Treinta y Tres — miasta oddalonego o 249 km na północny wschód od stolicy — by studiować rachunkowość. Nigdy wcześniej nie była w kościele, nie była ochrzczona, a jej rodzice są niewierzący. Po przyjeździe zaczęła spotykać dziewczęta żyjące swoją wiarą w sposób naturalny i postanowiła uczestniczyć w rozważaniach. „Jestem pewna, że jedną z najlepszych decyzji w moim życiu było przybycie do Akademika Del Mar” – zapewniła.

Abril poprosiła Ojca o modlitwę, by jej wiara nadal wzrastała. On przypomniał wówczas prośbę, jaką apostołowie kierowali do Jezusa: „Panie, przymnóż nam wiary”. Wiara – wyjaśnił – jest wielkim darem Boga, ale wymaga także wypraszania i przyjęcia.

Dziewczęta z Del Mar podarowały Ojcu etui na okulary z cytatem ze świętego Josemaríi: „Panie, niech widzę”.

Pilar ma 20 lat. Opowiedziała, że w zeszłym roku straciła dwie osoby z rodziny. Ból zasiał w niej wątpliwości i trudno było jej zrozumieć, jak kochający Bóg mógł pozwolić na coś, co zadało jej tak wiele cierpienia. Zapytała Ojca, jak powierzyć się w ręce Boga. Ojciec zaprosił ją do spojrzenia na Jezusa Chrystusa na krzyżu i przyznał, że są momenty, w których plany Boże są trudne do pojęcia. „To, co możemy zrobić, to kochać, nawet jeśli nie rozumiemy” – stwierdził. I dodał: „Miłość Boga nas nie opuszcza, choć często jej nie rozumiemy”.

Następnie nadszedł tradycyjny, lokalny akcent. Dwie dziewczyny zaśpiewały dla Ojca „payadę” — improwizowaną pieśń wierszowaną z akompaniamentem gitary — która z humorem opowiadała o tradycjach i sąsiedzkich rywalizacjach krajów nowego Regionu Del Plata: macie, futbolu, a nawet sporach między sąsiadami. Przed rozpoczęciem dwie uczennice ze szkoły Los Pilares podarowały Prałatowi poncho. Payada zakończyła się świętowaniem jedności regionu, który mimo różnic ma to samo serce.

18-letnia Julieta opowiedziała, że w okresie dojrzewania przeżywała bardzo trudny czas, a kilka lat później ponownie wyraźnie odczuła obecność Boga w PREU — liceum przygotowującym do studiów wyższych w Montevideo — gdzie czuła się wspierana i kochana. Później zaczęła uczestniczyć w działaniach ośrodka Opus Dei. Dzisiaj zastanawia się, czy Bóg powołuje ją, i chciała dowiedzieć się, jak podejść do decyzji, która może wpłynąć na całe jej życie.

Ojciec wyjaśnił, że Bóg zazwyczaj nie ukazuje drogi z jasnością wykluczającą wszelkie wątpliwości, ponieważ głęboko szanuje wolność. Mówił o modlitwie, proszeniu o radę oraz o wielkodusznej, osobistej decyzji. Bóg pozostawia „pewien cień”, wyjaśnił, aby każdy mógł zdobyć się na „gest wielkoduszności i rzucić się w tę przygodę”.

Maite, studentka komunikacji i pasjonatka akwareli, poruszyła temat mediów społecznościowych. Na Instagramie dzieli się swoimi pracami i stara się w naturalny sposób ukazywać relację z Bogiem. Ojciec zachęcił ją, by wykorzystała tę przestrzeń do przekazywania wartości chrześcijańskich i budowania autentycznych więzi; przypomniał też, że choć w sieciach społecznościowych mogą nawiązywać się przyjaźnie, to nie są one takie same jak te, które pielęgnujemy w codziennych relacjach.

Lula, która zaprojektowała scenografię spotkania, opowiedziała, że poznała Opus Dei dzięki przyjaciółce i od ponad roku jest supernumerarią. W jej rodzinie wiara nie odgrywała ważnej roli, a niektóre z jej decyzji spotkały się z krytyką. Zapytała, jak dzielić się z rodzicami radością swojego powołania. Ojciec zaproponował bardzo konkretną drogę: „Kochać rodziców mocniej i lepiej”, ponieważ głębsza relacja z Jezusem Chrystusem musi prowadzić także do większej miłości w stosunku do własnej rodziny.

Mercedes, hokeistka z klubu Los Ceibos, zapytała, jak uczynić ze sportu przestrzeń, która nie sprowadza się jedynie do rywalizacji i dążenia do wyników, ale pomaga też rozwijać się i zbliżać innych do Boga. Ojciec powrócił do tematu przyjaźni jako drogi do dzielenia się wiarą i poprosił je, by nie czuły się onieśmielone, gdy znajdują się w środowiskach, w których Bóg wydaje się być daleko, oraz zachęcił je, by pomyślały: „Panie, polegaj na mnie bardziej, abym mogła pomóc tym ludziom”.

W obliczu zbliżającego się stulecia Opus Dei, Mélani chciała wiedzieć, czego młodzi mogą nauczyć się od tych, którzy przeżywali pierwsze lata Dzieła w Urugwaju. Ojciec zachęcił wszystkie zebrane do wierności i wytrwałości na drodze do świętości, bez patrzenia na przeszłość jak na „jakąś złotą erę”, ponieważ ci, którzy byli przed nimi, rozwijali Opus Dei poprzez zwykłe życie, „zwyczajną pracę oraz codzienne zaczynanie na nowo”.

Przed błogosławieństwem, którego udzielił Ojciec grupa dziewcząt zaśpiewała „Oración del remanso”.


Wtorek 25. Spotkanie z rodzinami

Na scenie, w tle wielki mural zainspirowany twórczością artysty Joaquína Torresa Garcíi łączył sceny przedstawiające każdy departament kraju: wspólne picie mate, pracę w polu i w biurze, dom, sport, edukację i zdrowie. Kompozycja ta miała również na celu ukazanie przesłania święty Josemaríi o odnajdywaniu Boga pośród codziennych zajęć.

O godzinie 16:30 oczekiwanie dobiegło końca. Ojciec przybył i został przyjęty z wielkim wzruszeniem. Marianne i Juan Pablo, odpowiedzialni za prowadzenie spotkania, powitali go słowami: „Cóż za radość gościć Księdza w naszym kraju!”.

Na początku Ojciec przypomniał, że za kilka miesięcy Papież Leon XIV odwiedzi Urugwaj, i zachęcił zebranych do przygotowania się do tej wizyty już teraz poprzez konkretną modlitwę w jego intencjach, za jego pracę i posługę, kierując się „wielką wiarą w modlitwę” – jak powiedział. Czasami prosimy Boga o coś i to, czego oczekujemy, nie następuje. Ale to – jak wyjaśnił – nie oznacza, że Bóg o nas zapomniał lub że nas nie wysłuchał. „Modlitwa nigdy nie jest bezużyteczna. Bóg zawsze nas słucha”.

Ojciec mówił również o trudnościach i cierpieniu, które w ten czy inny sposób pojawiają się w życiu, i zaprosił do spojrzenia na Chrystusa na krzyżu oraz do zaufania miłości Boga nawet wtedy, gdy nie potrafimy zrozumieć tego, co się dzieje. „Jeśli jest miłość, możemy być szczęśliwi pomimo cierpienia, ponieważ to miłość nadaje sens życiu” – stwierdził. Owe zaufanie Bogu – wyjaśnił – „otwiera naszą duszę, by troszczyć się o innych”.

Jako pierwsi podeszli sześcioletnia Emilia wraz z rodzicami, Renato i Paulą, którzy wręczyli mu bukiet kwiatów dla Matki Bożej. Renato opowiedział, że przez wiele lat żył z dala od Boga i to właśnie córka zaczęła go na nowo zbliżać do wiary: „była moim mostem do Boga” – wyjaśnił. Czerpiąc z tego doświadczenia, zapytał Ojca, jak jako dorośli możemy odzyskać tę dziecięcą prostotę w relacjach z Bogiem.

Ojciec skomentował to słowami świętego Josemaríi: „Modlić się tak, jak modlą się dzieci. Wierzyć tak, jak wierzą dzieci. Ufać tak, jak ufają dzieci”. Wyjaśnił, że owo dziecięctwo duchowe musi iść w parze z dużą dojrzałością i szczerością wobec Boga: stawać przed Nim takimi, jakimi jesteśmy, z dziecięcą prostotą i tak przeżywać modlitwę – z całkowitą otwartością.

Evangelina opowiedziała o inicjatywie Familia sin Barreras (Rodzina bez barier), którą tworzy wraz z mężem i innymi małżeństwami, aby towarzyszyć rodzinom żyjącym w trudnych warunkach. Zapytała Ojca, jak mówić o Bogu tym, którzy ze względu na sytuacje, przez które przeszli, czują się przez Niego opuszczeni, stracili nadzieję lub nie doświadczają nawet miłości we własnej rodzinie.

Ojciec poradził, aby prosić Boga o odpowiednie słowa dla każdej osoby: „Panie, Ty mów przeze mnie”. Zachęcił następnie do poznania sytuacji drugiego człowieka, a przede wszystkim do pokochania go: „Najważniejsze to przekazać serce, przekazać miłość. Chodzi po prostu o to, by kochać”. Przypomniał przy tym, że każdy człowiek „jest wart całej Krwi Chrystusa”.

Kilka rodzin utworzyło chór, który dodał oprawę muzyczną spotkaniu z Ojcem.

Był to również moment, aby skierować wzrok ku początkom Opus Dei w Urugwaju. Z okazji 70-lecia przybycia pierwszych członków Dzieła do tego kraju, co będzie świętowane w połowie października, dawni mieszkańcy Iará – pierwszego akademika – przygotowali film ze wspomnieniami, anegdotami i świadectwami z tamtych pierwszych lat.

Po projekcji Luis skierował rozmowę z owych 70 lat historii ku przyszłości i drodze do Stulecia Opus Dei. Na zakończenie wnuki Luisa podeszły, aby w imieniu wszystkich Urugwajczyków wręczyć Ojcu zabytkowy kompas z zegarem słonecznym, używany niegdyś przez żeglarzy do orientacji na otwartym morzu. Prezent nawiązywał do obrazu, którym posługiwał się święty Josemaría, mówiąc o Opus Dei jako o „małej łodzi”. „Chcemy podziękować Ci Ojcze, że nadal prowadzisz ten statek tak dobrym kursem i z oczami skierowanymi w stronę Słońca” – wyjaśnili, wręczając podarunek.

Ojciec otrzymuje zabytkowy kompas z zegarem słonecznym, używany przez żeglarzy do orientacji na otwartym morzu.

Rosina z Paysandú opowiedziała, że w 2007 roku wraz z innymi rodzinami założyli szkołę pragnąc tam oferować formację ludzką i chrześcijańską. Wobec nadchodzącej wizyty Papieża Leona XIV zapytała Ojca, jak wykorzystać to wydarzenie, aby odnowić wiarę i pomóc rodzicom podjąć im ich zadanie chrześcijańskiego wychowania dzieci.

Ojciec zachęcił ich do słuchania Papieża i przyjmowania jego słów tak, jakby były skierowane osobiście do każdego z nich. Przypomniał również, że nawet w obliczu doniesień o wojnach i cierpieniu w odległych miejscach możemy czynić te wydarzenia własnymi, modląc się za tych, którzy ich doświadczają. Odnosząc się do wychowania dzieci, przypomniał, że „tym, co fundamentalnie kształtuje ludzi, jest rodzina”. Dlatego zachęcił rodziców do wzięcia odpowiedzialności za przekazywanie wiary i do pomagania innym rodzinom w czynieniu tego samego, przede wszystkim poprzez relacje osobiste i przyjaźń.

Juan Andrés i Ileana przyjechali z dziećmi z Rocha, miasta oddalonego o około 200 km na północny wschód od stolicy. On pracuje na polu, z dala od miasta, i opowiedział, że odległości oraz godziny pracy często utrudniają mu udział we Mszy Świętej i innych wydarzeniach, które pomagają mu wzrastać w życiu chrześcijańskim. Zapytał Ojca, jak w takich okolicznościach trwać blisko Boga. Ojciec poradził mu, aby robił wszystko, co w jego mocy, by uczestniczyć w Eucharystii i dbać o dalszą formację, ale zawsze mając pokój w sercu. Gdy okoliczności to uniemożliwiają, zachęcił go do pamiętania, że nie jest sam: „Bóg jest z tobą” – również w pracy i we wszystkim, co robisz.

Ostatnie pytania dotyczyły innych aspektów życia codziennego: piękna jako drogi do Boga, przyjaźni oraz wyzwania, jakim jest odnalezienie równowagi między pracą, rodziną a innymi zobowiązaniami i aktywnościami. Ojciec zachęcił do życia z radością: „Bóg chce, abyśmy byli szczęśliwi” oraz do poszukiwania piękna połączonego z dobrem. Przypomniał także, że „prawdziwa przyjaźń jest formą miłości”. A odnosząc się do tego, jak porządkować czas pośród tak wielu zajęć, zaznaczył: „Rodzina na pierwszym miejscu”.

Przed pożegnaniem Ojciec ponownie nawiązał do nadchodzącej wizyty Papieża Leona XIV w Urugwaju i powtórzył prośbę, od której rozpoczął spotkanie: „Módlmy się dużo za Papieża”. Następnie podziękował za przyjęcie i udzielił błogosławieństwa: „Niech Pan będzie w waszych sercach, w waszych rodzinach, w waszej pracy, we wszystkich waszych intencjach i w waszej radości”.


Poniedziałek, 24 sierpnia

Poniedziałkowy dzień rozpoczął się w Casavalle, jednej z najuboższych dzielnic Montevideo, gdzie ks. Fernando Ocáriz odwiedził Fundację Los Pinos oraz Los Rosales — dwie inicjatywy zrodzone z inspiracji świętego Josemaríi. Towarzyszą one dzieciom i młodzieży od wczesnego dzieciństwa aż po wiek dojrzewania, współpracując z ich rodzinami, aby pomóc im rozwijać talenty i otworzyć przed nimi możliwości budowania własnego projektu na życie.

Po przybyciu do Los Pinos Ojciec zwiedził ośrodek, przywitał się z personelem i napotkanymi uczniami oraz odbył krótkie spotkanie z Radą Zarządzającą obu fundacji.

W tym czasie w hali sportowej czekali na niego uczniowie, nauczyciele i inni pracownicy. Gdy Ojciec wszedł do środka, rozległy się pierwsze wersy pieśni Oración del remanso: „Pochodzę z burzliwego brzegu mętnej wody i rwącej rzeki, która pięknie spływa w jej błotnistą głębię”.

Facundo był pierwszym, który odważył się opowiedzieć swoją historię. Trafił do Los Pinos w tym roku, po długich staraniach o przyjęcie. Początkowo bał się, że nie odnajdzie się w nowym otoczeniu, lecz szybko odkrył, że nauczyciele i koledzy są gotowi mu pomóc. Tam również zaczął poznawać wiarę. Krok po kroku uczył się modlitwy i z czasem podjął decyzję o przyjęciu chrztu. Zapytał Ojca, jak może dalej rozwijać swoją wiarę i przygotować się do tego momentu. Ks. Ocáriz owiedział mu, że wiara jest darem Bożym, który wymaga woli przyjęcia, i zachęcił go do proszenia o nią Pana Boga: „Kluczowym elementem wiary jest wiara w miłość Boga do nas” — wyjaśnił. To przekonanie, że Bóg jest z nami i nas kocha, nawet gdy nie potrafimy dostrzec tego wyraźnie.

Luzmila opowiedziała, że trafiła do Los Rosales cztery lata temu, po przejściu przez bardzo trudne doświadczenia z dzieciństwa, które pozostawiły w niej smutek i ogromną złość na świat: „Nie wiedziałam, co to znaczy czuć się zrozumianą i otoczoną troską” — wspominała. Z czasem nauczyła się przyjmować miłość innych, szukać u nich oparcia i się modlić. Kiedy potrzebowała chwili spokoju, przychodziła do kaplicy, by spędzić tam trochę czasu. „Czuję, że Bóg pomógł mi spojrzeć na moje życie z innej perspektywy” — powiedziała, po czym zapytała Ojca, jak przebaczyć komuś, kto wyrządził krzywdę, i nauczyć się patrzeć na niego tak, jak patrzy Jezus.

Ojciec przyznał, że wybaczenie nie zawsze jest łatwe, dlatego zachęcił do patrzenia na Jezusa na krzyżu, który oddał życie właśnie po to, by nam przebaczyć. Przypomniał również słowa modlitwy Ojcze Nasz: „Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy. Prosimy Boga o przebaczenie, ale pod warunkiem, że sami przebaczamy innym” — wyjaśnił. W momentach, gdy trudno o przebaczenie, zachęcił do proszenia Boga o pomoc i odróżnienia autentycznego przebaczenia, które angażuje wolę, od czystego uczucia: nawet jeśli ból pozostaje, człowiek może zdecydować o wybaczeniu i pragnąć dobra drugiej osoby. „Przebaczanie innym to coś wielkiego” — powiedział, przywołując słowa świętego Josemaríi: „Najbardziej Bożą rzeczą w naszym życiu jest przebaczanie”.

Gonzalo, absolwent Los Pinos, a obecnie koordynator ds. sportu, chciał wiedzieć, co wychowawcy i rówieśnicy mogą zrobić, aby przybliżyć wiarę młodym ludziom, dla których jest ona wciąż czymś odległym. Ojciec gorąco zachęcił go do modlitwy za wszystkich — to pierwszy i najważniejszy krok.

Z uczniami liceum

Na pożegnanie uczniowie wykonali pieśń Virgen Morenita i wręczyli Ojcu upominek w imieniu społeczności szkolnej.

Następnie Prałat odwiedził ośrodek Los Rosales. Przeszedł przez poszczególne pomieszczenia, witając się z rodzinami, nauczycielami i dyrekcją. Zatrzymał się także na krótką modlitwę w kaplicy.

W dalszej części dnia Ojciec udał się do Katedry w Montevideo. Przy wejściu spotkał grupę studentek, które przyszły się z nim przywitać, i spędził z nimi kilka minut na rozmowie. Modlił się przy grobie błogosławionego Hiacynta Very, pierwszego biskupa Montevideo, a następnie zjadł obiad z arcybiskupem Montevideo, kardynałem ks. abp. Danielem Sturlą.

Ojciec w Los Ceibos: „Nigdy się nie poddawajcie”

Popołudniu Ojciec spotkał się z młodzieżą w kompleksie sportowym Los Ceibos. Pośród osobistych historii, pytań i muzyki, rozmowa poruszała bardzo różnorodne, lecz bliskie zgromadzonym tematy: przyjaźń z Bogiem, powołanie, naukę, narzeczeństwo, cierpienie, solidarność oraz pragnienie naturalnego przeżywania wiary pośród codziennych spraw świata.

Na wstępie Ojciec zachęcił zebranych do walki o to, by być prawdziwymi chrześcijanami — co nie oznacza braku wad czy ograniczeń, lecz gotowość do zaczynania od nowa raz za razem. Zachęcał, aby w centrum życia chrześcijańskiego postawić osobiste spotkanie z Jezusem Chrystusem, starając się coraz bardziej do Niego upodobnić. „Życie chrześcijańskie to naśladowanie Jezusa Chrystusa. To jest klucz” — powiedział, wskazując prosty program: „Poznać Pana, przebywać z Panem, pokochać Pana”.

Zachęcał do podejmowania wysiłku bez zniechęcania się trudnościami, własnymi wadami czy błędami. „Zawsze mamy pomoc łaski Bożej, by iść naprzód, nie upadać na duchu i walczyć”. Wyjaśnił, że poczucie bezpieczeństwa powinno opierać się na świadomości o miłości Boga do każdego z nas.

Santiago, który pracuje w Los Pinos od ponad roku, opowiedział, jak ta inicjatywa pomogła wielu rodzinom z dzielnicy odzyskać nadzieję. Choć dziś mogłoby się wydawać, że „wszystko zostało już tam zrobione”, zapewnił, że osoby pracujące w Los Pinos wiedzą, iż tak naprawdę „wszystko jest jeszcze do zrobienia”. Zapytał więc Ojca, jak zarażać innych pragnieniem włączenia się w to dzieło i oddania swojego czasu oraz talentów na służbę bliźnim. Ks. Ocáriz zachęcił go, by dzielił się nie tylko samym działaniem, ale i własnym doświadczeniem. Mówił o przekazywaniu poprzez przyjaźń tego, co nosi się w sercu, ponieważ „gdy istnieje prawdziwa przyjaźń, to, co ważne dla jednego, staje się ważne także dla drugiego”.

24-letni Leandro opowiedział, że jego ponowne zbliżenie się do Opus Dei zaczęło się niespodziewanie w kolejce do klubu dyskotekowego. Poznał tam młodego człowieka, który stał się jego bliskim przyjacielem i zaprosił go do ośrodka Dzieła. Leandro powrócił do Boga i przygotował się do przyjęcia sakramentu bierzmowania. Zapytał Ojca o znaczenie formacji w rozwijaniu własnej wiary i przekazywaniu jej innym. „Formacja jest niezbędna, aby można było właściwie korzystać z wolności” — wyjaśnił ks. Ocáriz, zachęcając do kształtowania rozumu, by potrafić rozpoznać dobro i wybierać je w sposób wolny.

Rafa, młodzieniec z Paysandú, opowiedział, że w zeszłym roku stracił ojca, który pracował w Wenezueli. Wspominał go jako człowieka bardzo pobożnego i wyjątkowo hojnego wobec potrzebujących. „Dziś moje życie jest mieszanką radości ze wspomnień o nim i pewności, że jest w niebie, z momentami smutku, że nie ma go już obok” — wyznał. Zapytał Ojca, jak zachować radość i nadzieję w obliczu cierpienia. „Wszyscy pomodliliśmy się już za twojego tatę” — odpowiedział Ojciec, zachęcając go do rozważania szczęścia ojca przebywającego z Bogiem: „szczęścia tak wielkiego, że nie potrafimy go sobie nawet wyobrazić — szczęścia nieba”. I dodał: „Niebo jest z nami, niebem jest Bóg. Bóg jest także w twoim sercu, a twój ojciec jest bardzo blisko ciebie”.

Wśród innych poruszonych tematów znalazły się kwestie narzeczeństwa, decyzji z przeszłości, Eucharystii, czystości, działalności społecznej oraz sposobu dzielenia się z własną rodziną drogą powołania. Mówiąc o trudnościach i potrzebie rozpoczynania na nowo, Ojciec radził: „Nigdy się nie poddawajcie; jeśli trzeba zaczynać od nowa każdego dnia, zaczynajcie każdego dnia, bo Bóg nigdy nas nie opuści”.

Przed pożegnaniem Ojciec udzielił błogosławieństwa i zachęcił zebranych do zachowania radości również wtedy, gdy pojawiają się trudności: „Bóg jest z nami zawsze”.


Niedziela 23: Spotkanie Ojca z rodzinami

W niedzielne popołudnie Ojciec spędził część czasu w La Cantera, domu rekolekcyjnym i formacyjnym. Odwiedził kapliczkę przydrożną, gdzie modlił się przez dłuższą chwilę i złożył u stóp Matki Bożej cztery róże — po jednej dla każdego z krajów Regionu del Plata: Urugwaju, Argentyny, Boliwii i Paragwaju.

Podczas wizyty Ojciec posadził również drzewo, które będzie rosło i dawało cień wielu osobom przybywającym tam na dni formacji, wyciszenia i modlitwy. Po posadzeniu cedru srebrzystego (Cedrus atlantica) podszedł do Wilsona, który doskonale zna każdy zakątek tutejszego parku, i powiedział do niego z serdecznością: „Zostawiam ci go, abyś o niego dbał, by ładnie rósł”.

Ojciec posadził cedr w La Cantera

Później Ojciec spotkał się z kilkoma rodzinami, które przybyły, by się z nim przywitać i porozmawiać przez chwilę osobiście. Wielu wykorzystało te momenty, by poprosić o modlitwę, opowiedzieć historię rodzinną lub podzielić się wspomnieniem. Lucas, jedno z dzieci, również chciał wręczyć Ojcu prezent. Opowiedział z prostotą, że jego siostry przygotowały rysunki, ale on nie potrafi zbyt dobrze rysować, dlatego postanowił podarować jeden ze swoich resoraków — „niebieski samochodzik”. Na koniec Ojciec sprawił każdemu dziecku niespodziankę, wręczając mu torebkę pełną słodyczy.

Na zakończenie Ojciec udzielił wszystkim błogosławieństwa, zachęcając do życia z radością i przypominając, że nawet pośród trudności i przeciwności losu Bóg jest zawsze blisko. 


Sobota 22 sierpnia

W sobotę 22 sierpnia nad Montevideo zapadła już noc, gdy samolot, którym podróżował Ojciec, wylądował na urugwajskiej ziemi po kilkudniowej wizycie duszpasterskiej w Gwatemali, Hondurasie i Salwadorze. Samolot wylądował kilka minut przed planowanym czasem, jakby chciał skrócić to długie oczekiwanie.

Na lotnisku powitali go Fernando i Guadalupe wraz z dziećmi oraz Daniel i Isabel, również z rodziną, reprezentując tak wielu Urugwajczyków, którzy z radością oczekiwali jego wizyty.

Wśród balonów i plakatów powitalnych znalazła się również Matka Boża z Treinta y Tres, patronka kraju. Jedno z dzieci przygotowało coś wyjątkowego: chłopiec wziął skrzypce i zagrał piosenkę dla Ojca, który zatrzymał się z uśmiechem, aby go wysłuchać i przywitać się z każdym, zanim ruszył dalej.

Matka Boża z Treinta y Tres, patronka Urugwaju, również czekała na Ojca w chwili jego przybycia.

Jest to pierwsza wizyta Ojca w Urugwaju od czasu, gdy został wybrany prałatem Opus Dei. Podróż ta budzi szczególne oczekiwania, ponieważ stanowi zwieńczenie wizyt duszpasterskich, jakie w ostatnich latach odbył w pozostałych krajach regionu La Plata. Jego przybycie zbiega się ponadto z wyjątkowym rokiem: w październiku minie 70 lat od przybycia pierwszych członków Opus Dei do Urugwaju.

W ciągu najbliższych dni odbędzie spotkania z rodzinami, młodzieżą, księżmi oraz osobami zaangażowanymi w różne inicjatywy edukacyjne i społeczne inspirowane przesłaniem świętego Josemarii w tym kraju.