Dobre Dzieło. Prawda o Opus Dei

Być może o Opus Dei nie powiedziano wszystkiego, ale na pewno powiedziano za dużo. Cóż – temu, co Boże, zawsze towarzyszą przeciwności.

Gość Niedzielny GN 20/2026  Franciszek Kucharczak

Być może o Opus Dei nie powiedziano wszystkiego, ale na pewno powiedziano za dużo. Cóż – temu, co Boże, zawsze towarzyszą przeciwności.

Dzieło Boże – to właśnie znaczy nazwa Opus Dei. „Dzieła Bożego nie wymyślił sobie żaden człowiek” – pisał założyciel święty Josemaría Escriva de Balaguer. „Już wiele lat temu Pan natchnął bezużyteczne i głuche narzędzie, które zobaczyło je po raz pierwszy w dniu Świętych Aniołów Stróżów, drugiego października 1928” – dodał. 26-letni wtedy ksiądz Josemaría odprawiał właśnie rekolekcje w klasztorze lazarystów w Madrycie. Gdy tego dnia rano, po odprawieniu Mszy, wszedł do swojego pokoju, otrzymał „natchnienie rzucające światło na całe Dzieło” – jasne pojęcie o zleconej mu misji, które otwarło przed nim „ogromną panoramę apostolską”. Tę chwilę uważa się za wydarzenie założycielskie Opus Dei – kościelnej struktury, formalnie określanej dziś jako prałatura personalna. Głównym celem Dzieła (to potoczna nazwa Opus Dei) jest szerzenie świadomości powszechnego powołania do świętości przez codzienne życie i pracę. W związku ze zbliżającym się 100-leciem istnienia Dzieła jego członkowie rozpoczęli przygotowania do jubileuszu. 

Masoni w Kościele?
Opus Dei jest znane na całym świecie w dużej mierze przez to, że przyklejono do niego niezmierną liczbę pomówień, oszczerstw i szalonych teorii spisku. Niemały udział w tym pakiecie bzdur miała powieść sensacyjna Dana Browna „Kod Leonarda da Vinci” i oparty na niej film „Kod da Vinci”. Choć był to wyłącznie wytwór wyobraźni autora, utrwalił on w społeczeństwach wielu krajów przekonanie, że Opus Dei to kościelna mafia, ośmiornica Watykanu i masoneria. Zapewne jest to jakaś cena wyrazistości tej organizacji. – Dzieło przypomina, o co chodzi z przeżywaniem Ewangelii na co dzień. To jest taka bardzo praktyczna katecheza, która mówi o powołaniu ludzi w świecie poprzez pracę, rodzinę i życie społeczne. Być może właśnie to budzi pewien sprzeciw, że Dzieło zachęca do tego, żeby ludzie brali udział w życiu społecznym, a równocześnie zachowali swoją tożsamość – wskazuje ks. Stefan Moszoro-Dąbrowski, wikariusz regionalny Opus Dei na Europę Środkową i Północną. Duchowny podkreśla, że służba innym poprzez pracę jest w Opus Dei traktowana jako praktyczny sposób ewangelizacji. – Na przykład Dzieło zachęca młodych, żeby się dobrze uczyli, dobrze pracowali, żeby byli aktywnymi członkami społeczeństwa. Oczywiście ktoś może później dostrzec spisek w tym, że te osoby często zajmują kierownicze stanowiska. Ale to przecież naturalne, że ktoś, kto dobrze pracuje, otrzymuje coraz ambitniejsze zadania – zauważa kapłan. 

Tajny i mroczny?
Obecnie mamy nową odsłonę spektaklu o „mafii w Kościele” za sprawą książki reportera agencji Bloomberg Garetha Gore’a „Opus Dei. Brudne pieniądze, handel ludźmi i skrajnie prawicowa organizacja kościelna”. Autor przedstawia Dzieło jako system o znamionach sekty, stosujący wobec swoich członków tresurę ascetyczną, wymagający od nich całkowitego posłuszeństwa i nieliczący się z ich indywidualnością. Prawdziwy cel Opus Dei to, według Gore’a, bezduszna walka o wielkie pieniądze, władzę i tworzenie siatki wpływów. W reakcji na książkę Biuro Informacyjne Prałatury Opus Dei przedstawiło fakty i wyjaśnienia zaprzeczające zawartym w niej twierdzeniom. Wskazano, że książka powstała poprzez podstęp autora, który podał inny temat niż rzeczywiście realizował. Biuro Opus Dei w USA dostarczyło Garethowi Gore’owi dokumenty i materiały, przez wiele godzin odpowiadało na pytania i zorganizowało liczne wywiady. „Po publikacji książki w październiku 2024 roku [po polsku ukazała się w marcu br.] zdaliśmy sobie sprawę, że autor wykorzystał tę współpracę do wsparcia z góry ustalonej narracji” – poinformowało Biuro. Wskazano, że książka nieuczciwie zniekształca dane, aby uwiarygodnić wersję autora, pomijając zarazem to, co nie pasowało do przyjętej tezy. W książce Gore’a „wszystko jest złe, a to, co dobre, staje się złe”. Nie ma tam wzmianki o jakimkolwiek dobru wynikającym z działalności Dzieła, a pozory prawdopodobieństwa są skutkiem błędów, kłamstw i przeinaczania faktów, a także fantazyjnych interpretacji.
„Gareth Gore zna wiele faktów, ale bardzo mało rozumie” – ocenił Jack Valero, dyrektor Biura Komunikacji Opus Dei w Wielkiej Brytanii. Jak stwierdził, błędy, które popełnił autor, wynikają m.in. z powodu niezrozumienia, że osoba naprawdę może oddać się Bogu z powodów duchowych, bez jakiejś ukrytej, materialnej motywacji.
Siła świadectwa

– Znaczna część krytyki pod adresem Opus Dei pochodzi od ludzi, którzy widzą świat tylko przez optykę władzy, pieniędzy, a taką optyką nie da się w ogóle Kościoła albo jakiegoś zjawiska religijnego wytłumaczyć – zauważa ks. Moszoro-Dąbrowski. Odnosząc się do istniejącej także krytyki wewnątrzkościelnej podkreśla, że Opus Dei jest zawsze mocno związane z Kościołem i z papieżem. – Kochamy tradycję w zdrowym znaczeniu: Mszę świętą, liturgię, Pismo Święte, Ojców Kościoła, kochamy „tradycyjną” rodzinę, złożoną z mężczyzny, kobiety i dzieci – zaznacza.
Takie priorytety w obecnych czasach stanowią pewien znak sprzeciwu. – Świat jest mocno zlaicyzowany, ale w tym właśnie świecie trzeba świadczyć. Kiedy ktoś ma, powiedzmy, kolegę, który często albo codziennie chodzi na Mszę, ma sporo dzieci, jest wierny swojej żonie, to jakoś musi sobie to wytłumaczyć. I to jest siła Opus Dei: nie wymiar instytucji, ale każdy członek i jego indywidualne świadectwo. To od pierwszego wieku liczy się w Kościele – wskazuje wikariusz Opus Dei. Akcentuje w tym kontekście wartość dozgonnego zobowiązania członków Dzieła. – Mówimy tu o powołaniu, więc o tym, co kształtuje całe życie. A powołanie do Opus Dei jest zasadniczo powołaniem świeckim w tym znaczeniu, że nie jest zakonne. Tu nie „porzuca się świata”, większość ma rodziny, jakąś pracę, ale Dzieło, bardzo wyraźnie stawia na dążenie do świętości – zauważa duchowny. Ta podstawowa motywacja przynosi konkretne owoce, których wyrazem są osoby wyniesione na ołtarze i spora liczba procesów beatyfikacyjnych ludzi świeckich, zaangażowanych w Dzieło. – Opus Dei to nie jest grupa doskonałych ludzi, ale takich, którzy starają się walczyć ze swoimi słabościami i wykorzystać te talenty, które Pan Bóg im dał – podkreśla kapłan.
Chcemy jedności

Świeccy stanowią 98 procent spośród 90 tysięcy członków Opus Dei. To, kobiety i mężczyźni, spośród których 70 proc. żyje w małżeństwie. To supernumerariusze. Pozostali członkowie Opus Dei to numerariusze – osoby żyjące w celibacie ze względów apostolskich, w tym 2 proc. księży.
W Polsce Opus Dei liczy około tysiąc członków. – W naszym kraju Opus Dei się rozwinęło, bo weszliśmy tu na plecach Jana Pawła. Ludzie zaufali Dziełu, bo Jan Paweł II kanonizował założyciela – zauważa ks. Moszoro-Dąbrowski. Podkreśla, że Opus Dei nie jest konfliktowe. – Nie wchodzimy w spory. Dzieło nie jest związane z żadną partią. Staramy się w miarę możliwości przypominać ludziom o tym, że trzeba się jakoś dogadywać. Że ta polaryzacja, którą mamy też w Kościele, nie ma sensu – tłumaczy. I dodaje: – My chcemy, jak podkreślał święty Josemaría, być siewcami radości i pokoju.