„Dziś dobry dzień, żebyśmy zaczęli na nowo”

Rozważania św. Josemaríi Escrivy z dnia 3 grudnia 1961 r. (z książki „En diálogo con el Señor”, Madryt 2019, nr. 16-18)

Nauczanie św. Josemaríi
Opus Dei - „Dziś dobry dzień, żebyśmy zaczęli na nowo”

Dzieci moje, dzisiaj rozpoczyna się okres szczególnej miłości wobec Odkupiciela, a jednocześnie nowy rok liturgiczny. Jest to więc dobry dzień, żebyśmy zaczęli na nowo. Rozpocząć na nowo? Tak, rozpocząć na nowo. Ja – wyobrażam sobie, że ty też – rozpoczynam każdego dnia, co godzinę, za każdym razem, kiedy czynię akt zadośćuczynienia.

Ad te Domine levavi animam meam: Deus meus, in te confido, non erubescam (Ps 25,1-2), Ku Tobie, Panie, wznoszę moją duszę, mój Boże, Tobie ufam, niech nie doznam zawodu! Czy cała siła Opus Dei nie pochodzi z takiej ufności Bogu? Przez wiele lat, w momentach niezrozumienia, niezrozumienia prawie brutalnego, taka była nasza modlitwa: non erubescam! Ale nie tylko my jesteśmy nierozumiani. Cierpią niezrozumienie wszyscy ludzie. Nie ma na świecie nikogo, kto słusznie czy nie, nie powie, że jest nierozumiany. Nierozumiany przez kogoś z rodziny, przez przyjaciela, przez sąsiada, przez kolegę... Jednak, jeśli kieruje się czystą intencją, natychmiast powie: ad te levavi animam meam. I będzie kontynuował za psalmistą: etenim universi, qui te expectant, non confundentur, nikt bowiem, kto Tobie ufa, nie doznaje wstydu.

In te confido... Już nie chodzi o niezrozumienie, ale o nienawiść niektórych osób, o ich złe zamiary. Kiedyś nie mogłem w to uwierzyć, ale teraz tak: neque irrideant me inimici mei. Dziecko moje, dziecko mojej duszy, podziękuj Bogu za to, że włożył w usta psalmisty te słowa, które napełniają nas uzasadnionym męstwem. I pomyśl ile razy czułeś się wytrącony z równowagi, ile razy traciłeś pokój, ponieważ nie umiałeś uciekać się do Boga – Deus tuus, twojego Boga – i zaufać Mu. Twoi wrogowie nie zatriumfują nad tobą.

Zatem wiara, ufność! W walce wewnętrznej duszy oraz w walce dla chwały Boga, jakiej wymaga skuteczna realizacja apostolstw w służbie Bogu, duszom, Kościołowi. „Ale Ojcze – powiesz mi – a moje grzechy?” A ja ci odpowiem: „a moje?” Ne respicias peccata nostra, sed fidem (Ordo Missae). I przypomnimy sobie inne słowa Pisma Świętego: quia tu es, Deus, fortitudo mea. Nie boję się, bo Ty, Boże, widzisz bardziej moją wiarę niż moje nędze i jesteś moją mocą. Bo moje dzieci, które wszystkie przedstawiam Bogu, też są moją mocą. Silni, zdecydowani, pewni, spokojni, zwycięzcy!

Ale pokorni, pokorni. Bo dobrze wiemy, z jakiej gliny jesteśmy ulepieni i odczuwamy co najmniej trochę naszą pychę, i trochę naszą zmysłowość... I nie wiemy wszystkiego. Obyśmy odkryli to, co przeszkadza naszej wierze, naszej nadziei i naszej miłości! I bę­dziemy spokojni. Jednym słowem poczujemy bardziej, że jes­teśmy dziećmi Bożymi i będziemy mogli iść naprzód w tym no­wym roku. Poczujemy się dziećmi Ojca, Syna i Ducha Świętego.

Pokazał nam Bóg drogę do nieba i tak, jak dał prorokowi pod­pło­myk, tak dał go i nam, abyśmy szli dalej drogą, która może być drogą człowieka świętego, człowieka letniego lub – nie chcę nawet o tym myśleć – człowieka złego. Vias tuas, Domine, de­mon­stra mihi, et semitas tuas edoce me: Daj mi poznać drogi Twoje, Panie, i naucz mnie Twoich ścieżek. Bóg nauczył nas drogi świętości. Może trochę się nad tym zastanowisz?

Excita, quaesumus, Domine, potentiam tuam, et veni... Panie okaż swoją moc i przyjdź. Jak dobrze zna nas Kościół! Widać to w liturgii, która jest modlitwą Kościoła. Zna twoje i moje pragnienie, twój i mój sposób bycia...: excita, Domine, potentiam tuam et veni. Moc Boża przychodzi do nas. To przechodzi Deus absconditus, ale nie przechodzi na próżno.

Przyjdź, Panie Jezu, abyśmy pod Twoją opieką zasłużyli nie tylko na wyz­wolenie od niebezpieczeństw, które nam zagrażają za nasze grzechy, ale i na odkupienie przez Twoją łaskę. Pod­zię­kuj Bogu, który jest naszym opiekunem i wyzwolicielem. Nie myśl teraz, czy twoje błędy są duże czy małe: lecz pomyśl o prze­baczeniu, które jest zawsze ogromne. Pomyśl, że wina mogła być wielka i dziękuj za to, że Bóg chciał – i nadal chce – wybaczać.

Dziecko moje, początek Adwentu to dobry moment na akty miłości; to dobry moment, żeby powiedzieć: Wierzę, żeby powiedzieć: Mam nadzieję, żeby powiedzieć: Kocham, żeby zwrócić się do Matki Bożej – Matki, Córki i Oblubienicy Bożej, Matki naszej – i prosić Ją, aby nam wyprosiła u Trójcy Świętej więcej łask: łaskę nadziei, miłości, skruchy. Aby, kiedy w życiu wydaje się, że wieje silny wiatr, suchy, zdolny zniszczyć kwiaty duszy, nie zniszczył naszych.

I naucz się chwalić Ojca, Syna i Ducha Świętego. Naucz się mieć szczególne nabożeństwo do Trójcy Przenajświętszej: wierzę w Boga Ojca, wierzę w Boga Syna, wierzę w Boga Ducha Świętego, wierzę w Trójcę Świętą. Mam nadzieję w Bogu Ojcu, mam nadzieję w Bogu Synu, mam nadzieję w Bogu Duchu Świętym: mam nadzieję w Trójcy Świętej. Kocham Boga Ojca, kocham Boga Syna, kocham Boga Ducha Świętego: kocham Trójcę Świętą. Takie nabożeństwo jest potrzebne jako ćwiczenie nadprzyrodzone, które przekłada się na poruszenia serca, choć nie zawsze musi wyrażać się w słowach

Znamy bardzo dobrze to, co nam dzisiaj mówi św. Paweł: fratres: scientes tempus, quia hora est iam nos de somno surgere (Rz 12,11). Teraz nadszedł czas pracy. Pracy nad wnętrzem, nad budowaniem duszy. I pracy na zewnątrz, nad budowaniem Królestwa Bożego. I jeszcze raz ciśnie się nam na usta skrucha: Panie, przepraszam Cię za moje złe życie, za moje letnie życie; przepraszam Cie za źle wykonaną pracę, za to, że nie umiałem Cię kochać i dlatego nie zważałem na Ciebie. Kiedy dziecko spojrzy na matkę bez szacunku, sprawia jej wielki ból. Gdyby był to ktoś obcy, nie miałoby to większego znaczenia. Ja jestem Twoim dzieckiem: mea culpa, mea culpa! (…).

Teraz nadeszła dla was godzina zbudzenia ze snu... Jakie jest nasze spojrzenie nadprzyrodzone na rzeczy? Spojrzenie, którego nie widać z zewnątrz, ale które widać jednak w działaniu, a czasem nawet w oczach. Musisz patrzeć bardzo głęboko. Prawda, że twoje życie było nieco ospałe? Czy nie szedłeś trochę na łatwiznę? Czy może ułatwiamy sobie wypełnianie obowiązków kosztem miłości? Obowiązki trzeba wypełniać!

Nox praecessit, dies autem appropinquavit: abiiciamus ergo opera tenebrarum et induamur arma lucis; Noc się posunęła, a przybliżył się dzień. Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła. Apostoł ma dużą siłę! Sicut in die honeste ambulemus. Mamy iść przez życie jak apostołowie, niosąc światło Boga, sól Boga. Z naturalnością, ale z takim życiem wewnętrznym, z takim duchem Opus Dei, że będziemy dawać światło, że unikniemy zepsucia, jakie jest dookoła, że zaniesiemy jako owoc pogodę i radość. I wśród łez – bo czasem się płacze, ale nie szkodzi – będzie radość i pokój, gaudium cum pace.

Sól, ogień, światło; za dusze, za twoją i za moją. Akt miłości, akt żalu... Mea culpa... Mogłem, powinienem był być narzędziem... Dzięki Ci, Boże, ponieważ pomimo wszystko dałeś mi ogromną wiarę i łaskę powołania, i łaskę wytrwania. Dlatego podczas Mszy Świętej Kościół wkłada nam w usta słowa: Dominus dabit benignitatem, et terra nostra dabit fructum suum. Błogosławieństwo Boże jest źródłem wszelkiego dobrego owocu, a także koniecznego klimatu, abyśmy mogli w naszym życiu być święci i wychowywać świętych, Jego dzieci.

Dominus dabit benignitatem... Nasz Pan oczekuje owoców. Jeśli ich nie przynosimy, odbieramy Mu je. Ale nie owoców nędznych, mizernych, bo nie umieliśmy się oddać. Bóg daje wodę, deszcz, słońce, ziemię... Ale oczekuje zasiewu, sadzenia, przycinania; oczekuje, że ochronimy owoce miłością, zapobiegając, by nie wyjadły ich ptaki.

Kończymy, zwracając się do naszej Matki i prosząc, aby nam pomogła wypełnić postanowienia, które uczyniliśmy.

Tekst hiszpański