Listy do świętego (II)

Listy Guadalupe Ortiz de Landázuri do św. Josemaríi Escrivy. Rozdział 1: Stąpać twardo po ziemi.

Opus Dei - Listy do świętego (II)

I. Stąpać twardo po ziemi. Świętość zwykłego życia

Madryt, czerwiec 1949 r. Guadalupe prowadzi akademik dla studentek o nazwie „Zurbarán”. Jest to jeden z niewielu z akademików dla studiujących dziewcząt, których liczba w całym kraju wynosi blisko 7 tysięcy. Martwią ją problemy związane z utrzymaniem domu i powszechnymi niedoborami żywności, typowe na czasów powojennych. Jednak Guadalupe dostrzega coś więcej, niż tylko trudności. Marzy o rozbudowie akademika i o lepszej formacji studentek mieszkających w „Zurbarán”. Te i inne sprawy, ale przede wszystkim osoby, stają się przedmiotem jej rozmowy z Bogiem. Będzie tak się działo przez całe jej życie, niezależnie od okoliczności, w których się znajdzie. Guadalupe była zwykłą kobietą, jakby „świętą z sąsiedztwa” (por. Gaudete et Exsultate, 7), która potrafiła stąpać twardo po ziemi, a zarazem patrzeć w Niebo, wykorzystując wszystko jako materię do uświęcenia.

Bilbao, 29 października 1945 roku[1]

Ojcze: Chciałbym, móc opowiedzieć Ojcu coś dobrego, ale jak zawsze, jest tego tak mało, że zostawiam to na koniec. Wiesz, jak trudno jest mi utrzymać porządek, nie tylko w moich rzeczach osobistych, ale także w zadaniach, które mam wykonać. Nisa również o tym wie, chce mi pomóc i nauczyć, jak mieć wszystko na swoim miejscu. Czasami robi porządki w szafie. Staram się dbać o moje rzeczy i zwracać baczną uwagę, aby ich nie psuć. Mimo tych starań wyrządziłam pewne szkody. Zabrudziłam sekretarzyk i urwałam kulę od łóżka; poza tym często zapominam, gdzie położyłam klucze i przez to moje siostry [2] marnują niekiedy czas. Niestety tego typu rzeczy jest wiele, ale nie jestem zniechęcona i wierzę, że jeśli Pan Bóg mi pomoże (proszę wstawiać się za mną), będę w stanie się poprawić.

Podejmuję się rzeczy, które są mi powierzane, z tak dużym zapałem (większym niż wcześniej), że obawiam się, że może wkraść się w to wszystko odrobina miłości własnej. Kiedy coś wyjdzie, staram się opanować zadowolenie z samej siebie. W tych dniach często umykało mi czytanie duchowe [3]. Tak naprawdę to nie wiem, czy z powodu braku czasu, czy z powodu złej organizacji. Odczuwam, że Pan towarzyszy mi z bliska. Przede wszystkim pomaga mi być posłuszną i sprawia, że wszytko, o co mnie proszą, okazuje się być łatwe i przyjemne. Gdy modlę się, czas mija bardzo szybko i chociaż mówię niewiele rzeczy, nie rozpraszam się i czuję, że jestem blisko Niego. Chciałbym, aby Pan był zadowolony i pragnę myśleć tylko o nim, ale w ciągu dnia zdarza mi się przez długi czas nie mówić mu nic. Czy wkrótce przyjdzie, aby zamieszkać z nami w tabernakulum? Powiedziano nam, że tak. Nie może Ojciec sobie wyobrazić, co czułam, choć nie zdajemy sobie sprawy z tego, co to do końca oznacza, ponieważ to mogłoby doprowadzić nas do szaleństwa. Zawsze jestem bardzo zadowolona i każdego dnia kocham bardziej Dzieło.

Bilbao, 11 listopada 1946 roku [4]

Ojcze: O wszystkim, co mnie martwi, opowiadam Tobie, i jestem wtedy bardziej spokojna. [....] Cały dzień spędzam prosząc Pana o to, co wydaje mi się najpilniejsze i mam wrażenie, że Pan mnie słucha. Jestem zadowolona i kiedy wszystko nabiera czarnych barw, nie zniechęcam się. Rzeczywiście, po krótkim czasie te same rzeczy postrzegam z innej perspektywy.

W tym roku każdy dzień jest inny i ważny, [....] mam na głowie dom, jego utrzymanie (przy trudnościach zaopatrzeniowych) i moje siostry, które jeszcze w pełni się nie odnalazły i nie przyzwyczaiły do domu. [....] Wszystkie te drobiazgi są niczym w porównaniu ze zmartwieniami Ojca, a ponieważ mimo wszystko Ojciec jest zawsze spokojny i zadowolony, staram się robić to samo, aby Mu pomóc. Poza tym zauważam, że dzięki tym codziennym krzyżom bardziej odczuwam Obecność Boga i każdego dnia mniej martwię się o siebie, co mnie bardzo cieszy. Tylko w kaplicy, przed tabernakulum, widzę wyraźnie moje wielkie wady, upokarzam się wtedy i przestaję się martwić. Czasami myślę, że powinnam odczuwać więcej wyrzutów sumienia, ale ich nie mam. Nawet myślenie o wcześniejszych uchybieniach nie powoduje we mnie smutku.

Madryt, 7 czerwca 1949 roku [5]

Ojcze: [....] Wszystko idzie dobrze. Jestem pewna, że z domu wyjdzie bardzo dobra grupa dziewcząt i że w przyszłym roku będziemy mogli z nimi solidnie pracować. Zurbarán [6] jest nadal pełen studentek. Myślę, że większość z nich wyjedzie dopiero po 20. […]

Ojcze, chciałabym się rozdwoić czy pomnożyć, aby nadążyć ze wszystkim. Modlę się do Boga i robię, co w mojej mocy. [....] Chciałybyśmy trochę powiększyć Akademik na następny rok. Jeśli zdołamy wynająć mieszkanie w domu państwa Cobián, będzie wspaniale. Ale to się jeszcze okaże, bo tym roku nadal nie jesteśmy w stanie same utrzymać domu. Poprosiłyśmy o pieniądze ludzi, którzy nas kochają. [....] Musimy raczej jednak więcej zarabiać niż wydawać.

Wszystko to, o czym opowiadam Ojcu, wypełnia moje życie i moją mod­litwę. Lubię angażować moje serce we wszystkie te problemy i jednocześnie ofiarować je Bogu. Są wśród nich rzeczy bardzo ludzkie i bardzo Boże. Ale czyż nie taka jest nasza droga? Stopy na ziemi, ale wzrok, co chwila, zwrócony w stronę Nieba, co pozwala lepiej zobaczyć wszystko, co dzieje się wokół nas.

Camuñas (Toledo), 2 października 1949 roku [7]

Ojcze, piszę do Ciebie z miasta rodzinnego Florentiny (niedaleko Toledo), gdzie przyjechałyśmy razem po oliwę i mąkę. Zobaczymy, czy nam się uda je zdobyć. Byłoby wspaniale, gdyby średnia wydatków kuchni [8] utrzymała się na niskim poziomie przez cały rok. Powierzamy Panu Bogu tę sprawę i wykorzystujemy wszystkie ludzkie środki. W modlitwie mówiłam Panu, że potrzebujemy oleju i miłości braterskiej między nami, mąki i większej miłości Boga. Niech Ojciec także o to poprosi. […]

Meksyk, 18 grudnia 1950 roku [9]

Ostatnio dużo myślę o Ojcu Świętym [10]; wszystkie gazety piszą o wojnie [11], o tym, co mówią wielcy światowi politycy, a ja przypominam sobie Psalm 2 i polecam ich Bogu. Jaka szkoda, że żaden z nich nie powtarza tego, co teraz mówi Papież. Ale przecież jesteśmy, Ojciec i ja, blisko niego, prawda? Dlatego tak się cieszę, że Ojciec jest znowu w Rzymie.

Proszę o modlitwę za mnie, abym wiedziała, jak pogodzić Święta Bożego Narodzenia i przywiązanie do moich sióstr (które tutaj są o wiele wrażliwsze), z męstwem i stanowczością. Zdarza się czasami, że posuwam się za daleko w jedną lub drugą stronę, a za nic nie chciałbym przestać im pomagać, tak bardzo, jak tylko mogę.

Meksyk, 15 marca 1951 roku [12]

[....] Teraz już Ojciec wie, co opowie Panu o tym wszystkim i o mnie. Myślę, że uda się Ojcu poświęcić mi trochę miejsce w modlitwie. Dobrze Ojciec wie, co składa się na ten dom: apostolstwo z mieszkankami i dziewczętami, które przychodzą, formacja nas samych i dawanie przykładu, zachowanie porządku i organizacja domu, problemy finansowe. [....] Znając siebie, muszę przyznać, że to wszystko mnie przerasta. Nie jestem ani zniechęcona, ani przestraszona, proszę tylko o modlitwę, abym nigdy, w niczym, czy w sprawach wielkich, czy małych, nie przestała robić tego, czego chce Bóg.

Meksyk, 3 lipca 1953 roku [13]

Ojcze: Pan Jezus jest w domu od wczoraj. Ksiądz Pedro [14] przyszedł, aby od­prawić Mszę św. i zostawił Przenajświętszy Sakrament. Dzisiejszej nocy, pierwszej, którą z nami spędził Pan, i z okazji pierwszego piątku miesiąca, miałyśmy czuwanie. Jestem bardzo szczęśliwa. Wszystko teraz pójdzie lepiej, nie sądzi Ojciec? […]

Ostatnio zakradł się bałagan do moich norm pobożności [15], ale teraz, gdy w domu panuje większy porządek, podjęłam postanowienie, by więcej do tego nie dopuścić. […]

Meksyk, 24 kwietnia 1955 roku [16]

Ojcze: Chciałam do Ciebie napisać od ukończenia przeze mnie rekolekcji w Montefalco, gdzie byłam od 10 do 14 kwietnia. [....] Myślę, że dobrze wykorzystałam ten czas, wyspowiadałam się głęboko z całego roku i podjęłam kilka postanowień, które, z pomocą Boga i Ciebie, Ojcze, chcę zrealizować. Postawiłam się w obecności Pana, spojrzałam na siebie szczerze i poprosiłam Boga o pomoc w odkryciu moich wad. Gdybym Ojcu powiedziała, że doznałam pociech duchowych, nie powiedziałabym prawdy. Mogę jednak zapewnić, że bez zmiennych nastrojów, prawie stale, spotykam Boga we wszystkim i może przychodzi mi to zbyt łatwo. Jestem bardzo spokojna. Pewność bliskości Pana na mojej drodze daje mi zapał do wszystkiego i ułatwia wykonywanie rzeczy, których wcześniej nie lubiłam robić. Wykonuję je, nie myśląc o tym, co robię.

Ojcze, martwi mnie jedna rzecz: czy tak naprawdę podążam ku Niebu? Uważam, że ta droga jest zbyt wygodna, ponieważ prawie nigdy nie mam osobistych problemów. Nawet gdy widzę braki w oddaniu innych, cierpię, ale i to bez utraty pokoju.

Główne moje postanowienie polega na tym, aby pozwolić decydować innym. Chodzi o to, by unicestwić moje ja, krok po kroku, i w ten sposób pozwolić, by inni mogli przyjąć na siebie większą odpowiedzialność. Narządziłam się już wystarczająco dużo, nie sądzi Ojciec? […]

Sanatorio de la Concepción (Madryt), 25 lipca 1957 roku [17]

Ojcze: Najgorsze już za nami i dzięki Bogu - i pomocy wszystkich - czuję się bardzo dobrze [18]. To był tydzień, gdy dużo cierpiałam fizycznie, ale także doświadczyłam wielu pociech duchowych. Jak nigdy dotąd odczuwałam bliskość, wsparcie i jedność z Ojcem, moimi siostrami i wszystkimi z Dzieła. Jeszcze raz dziękuję Ojcu za to wszystko. Nie zasłużyłam na tak wiele. Listy Ojca, Encarnity [19] i innych były dla mnie wielkim wsparciem.

Starałam się dobrze się spisać i być odważna. Poczucie obecności Bożej po­trafi zdziałać cuda. Czuć różnicę! Chcę wkrótce wrócić do aktywności i służyć.

Madryt, 4 czerwca 1958 roku [20]

Ojcze: Zwlekałam z listem do Ojca, aż dowiem się, co ostatecznie mówią lekarze, ale oni się spóźniają, więc nie czekam już dłużej. Przebadali mnie dokładnie, ale nadal nie postawili ostatecznej diagnozy ani planu leczenia, który ich zdaniem należałby zastosować. Każdego dnia czuję się lepiej i widzę, że moje serce znów jest silne. Chcę kontynuować pracę, chociaż jak Ojciec wie, jestem gotowa, jeśli Pan tego chce, pracować - jak zawsze - gdziekolwiek i w jakikolwiek sposób mnie poproszą.

Mój brat Eduardo [21] ma przyjechać w tych dniach do Madrytu i rozma­wiać z lekarzami. Odwiedzi po drodze, z wielką radością, Pampelunę - razem z żoną Lauritą, która jest również córką Ojca. Moja matka jest szczęśliwa, że tam będą. Proszę pomodlić się za nich, aby ich pobyt był owocny i by każdego dnia oni i ich siedmioro dzieci stawali się coraz lepsi.

Mieszkam na ulicy Velázquez w mieszkaniu, które właśnie zostało przystosowane na ośrodek zajmujący się pracą św. Gabriela [22]. Montelar [23] nie może wszystkiemu dać rady. Jak tu wszystko się rozwija! Pierwszą Mszę świętą odprawił ksiądz Álvaro i tego samego dnia zostawił nam Pana Jezusa w tabernakulum; wcześniej poprowadził rozważanie. Mówił o Rzymie i wydawało się nam, że jesteśmy tam razem z Ojcem. W rzeczywistości przecież zawsze tam jesteśmy i chcemy być coraz bardziej, choć teraz fizycznie jesteśmy daleko.



[1] AGP, CEL A-00003.

[2] W kontekście tego listu Guadalupe określa tak inne kobiety, członkinie Opus Dei. Jedną z cech Dzieła jest bowiem atmosfera chrześcijańskiej rodziny, dlatego też odwołuje się ona, w swojej relacji z innymi wiernymi z Dzieła, używając określenia właściwego dla rodziny.

[3] Lektura Ewangelii i książki o tematyce duchowej jest jedną z praktyk pobożności, które składają się na plan życia duchowego, zalecany przez św. Josemaríę . Patrz: Czytanie duchowe José Manuela MARTÍN, w: Diccionario de San Josemaría Escrivá de Balaguer, Monte Carmelo, 2013.

[4] AGP, CEL A-00331.

[5] AGP, CEL A-00355.

[6] „Zurbarán” jest pierwszym żeńskim akademikiem promowanym przez św. Josemaríę. Swoją działalność rozpoczął w 1947 r.

[7] AGP, CEL A-00360.

[8] Odnosi się do średnich dziennych wydatków w kuchni.

[9] AGP. GOL A-00382.

[10] Odnosi się do papieża Piusa XII.

[11] Odnosi się tutaj do zimnej wojny.

[12] AGP, CEL A-00024.

[13] AGP, CEL A-00430

[14] Zob. uwaga 1.

[15] Odnosi się do norm pobożności w planie życia: praktyk pobożności właściwych życiu chrześcijańskiemu, którymi członkowie Opus Dei starają się żyć, aby zgodnie ze słowami założyciela Opus Dei, "szukać Boga, odnaleźć Go i zawsze Go kochać". Ten plan życia, nakreślony przez św. Josemaríę, obejmuje między innymi różaniec i osobistą modlitwę, a także dziękczynienie Bogu czy akty strzeliste do Matki Bożej. Patrz: hasło Plan życia Eleny ÁLVAREZ w: Diccionario de San Josemaría Escrivá de Balaguer, Monte Carmelo, 2013.

[16] AGP, CEL A-00027.

[17] AGP, CEL A-00030/

[18] Odnosi się do operacji zastawki mitralnej, związanej ze stenozą mitralną, którą przeszła 19 lipca.

[19] Encarnita Ortega, która w tym roku pracowała w siedzibie centralnej Opus Dei w Rzymie. Urodziła się w 1920 r. w Galicji (Hiszpania). W wieku 20 lat poznała św. Josemarię i odkryła swoje powołanie do Opus Dei. Swoje zawodowe i ludzkie talenty oddała na służbę Bogu. Przez kilka lat pracowała w siedzibie centralnej Opus Dei w Rzymie, razem z założycielem. Po powrocie do Hiszpanii kierowała inicjatywami edukacyjnymi dla kobiet oraz brała udział w działaniach związanych z modą i kulturą. Zmarła w Pampelunie w 1995 r. w opinii świętości.

[20] AGP, CEL A-00454

[21] Eduardo Ortiz de Landázuri, ur. 31 października 1910 roku w Segowii. Studiował medycynę w Madrycie. 17 czerwca 1941 r. poślubili Lauritę Busca Otaegui. We wrześniu 1958 r. przyłączył się do powstającego Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Nawarry, na którym to wydziale i w klinice uniwersyteckiej spędził kolejne lata pracy, aż do emerytury. Eduardo starał się dbać o swoje obowiązki rodzinne, a także szukać Boga poprzez pracę jako lekarz i profesor uniwersytecki. Zmarł w opinii świętości w 1985 r. Proces beatyfikacyjny Eduardo rozpoczął się 11 grudnia 1998 r., a proces beatyfikacyjny jego żony Laurity 14 czerwca 2013 r.

[22] Dzieło św. Gabriela jest dziełem formacyjnym i apostolskim Prałatury Opus Dei, przeznaczonym dla ludzi dorosłych, aktywnych zawodowo.

[23] Montelar, ośrodek Opus Dei w Madrycie, w którym w tym czasie mieściła się szkoła sztuki i prowadzenia domu.