List św. Josemarii o pokorze w życiu duchowym

Dzięki Ediciones Rialp i Fundacji Studium publikujemy list nr 2 z tomu Listy I, w którym św. Josemaría pisze o znaczeniu pokory w życiu duchowym.

List świętego Josemaríi o znaczeniu pokory w życiu duchowym jest datowany na 24 marca 1931 roku. Istnieje ustny komentarz św. Josemaríi do tego Listu, nagrany na taśmie magnetofonowej, podczas spotkania radnych różnych regionów Opus Dei, w styczniu 1966 r., kiedy to przekazał im ten dokument. List ten znajduje się pod nr 2 w tomie Listy I, wydanym przez Ediciones Rialp w 2020 roku.

Dokument ten należy do szczególnego gatunku literackiego św. Josemaríi. Nie jest to traktat: jego styl przypomina raczej rodzinną rozmowę, jaką założyciel prowadził z członkami Opus Dei na przestrzeni wieków. Ton jest podobny do tego, jaki stosował podczas spotkań z członkami Dzieła, w których własnym głosem przekazywał im ducha, historię i tradycje Dzieła.

“Carta sobre la humildad en la vida espiritual”
Okładka Listu o pokorze w życiu duchowym [wersja hiszpańska]

List nr 2

[O konieczności bycia pokornym, aby pozostać wiernym Bogu, łaciński początek listu to Videns eos. List jest datowany na 24 marca 1931 roku i został wydrukowany po raz pierwszy w styczniu 1966 roku]

Wprowadzenie

W tym liście św. Josemaría zajmuje się podstawową cnotą w życiu chrześcijańskim: pokorą. Dla niego życie chrześcijańskie wymaga nieustannego nawracania się: nie trzeba być wielkim grzesznikiem, aby się nawrócić, aby się wzmocnić po upadku, aby wyleczyć się ze swoich ran i pełniej zaufać sile, jaką daje łaska Boża. To musi być normalna postawa każdego chrześcijanina, który oddał się Bogu.

Mimo braku spisu treści czy konspektu, w tekście można wyodrębnić pewną strukturę, którą można podzielić na sześć części.

Pierwszy (nr 1-7) dotyczy relacji między pokorą i łaską jako fundamentami życia duchowego. Tutaj rozwija jeden ze swoich najbardziej pielęgnowanych od lat 30. tematów: dobrą deifikację.

List rozpoczyna się "między łodziami i sieciami", jak lubił mówić św. Josemaría, sceną rozgrywającą się nad Jeziorem Galilejskim. Chrystus przychodzi na spotkanie z pewnymi mężczyznami pracującymi w swoim zawodzie, a czyni to idąc po morzu. Videns eos...: widział, jak wiosłowali ze zmęczeniem. Jezus lituje się nad swoimi uczniami, nad trudnościami, które przeżywają i dokonuje cudu, który pokazuje Jego boską moc.

Św. Josemaría wybiera ten fragment Ewangelii, aby zwrócić uwagę na misję apostołów i porównuje powołanie do Opus Dei z powołaniem pierwszych uczniów Chrystusa. Wyjaśnia, że Bóg nadprzyrodzenie wykorzystuje ludzką słabość i przemienia ją w coś zdolnego do wielkich rzeczy. Ale ta boska moc działa, jeśli praktykuje się cnotę pokory.

Następnie następują pewne rozważania, które - jak mówi – „pomogą wam zbudować się na głębokiej i szczerej pokorze” (n. 8a). Tu zaczyna się druga część, stosunkowo krótka (nn. 8-14), w której porusza niektóre tematy, do których będzie powracać obszerniej w innych fragmentach Listu: potrzeba zaufania do Boga; wzrost w miłości; przeszkody i porażki; działanie diabła przeciwko własnej świętości; znaczenie reagowania na słabości i stawiania im czoła z optymizmem, polegając na sile Boga.

W dalszej części Listu (nr 15-33) analizuje główne przeszkody w życiu duchowym. Odnosi się tu do problemów osobistych, które są źle ukierunkowane, prowadząc do egocentryzmu lub ofiarności, jako owoców pychy. Następnie odnosi się do sytuacji ciemności i wewnętrznej jałowości, na które proponuje szereg ascetycznych środków zaradczych. Następnie zajmuje się pokusami, kryzysami dojrzałości, zniechęceniem i świadomością pewnej niepłodności, poczuciem osobistej porażki czy nieudolności.

W czwartej części (nr 34-42) św. Josemaría rozwodzi się nad cnotą szczerości, którą uważa za wielki środek do osiągnięcia pokory. Typowe dla założyciela Opus Dei jest mówienie o szczerości nie jako o zwykłej ludzkiej cnocie, ale w kontekście ascetycznym, jako o przejawie pokory i jako o ostoi wytrwałości. Odwołuje się do niej zwłaszcza w kontekście kierownictwa duchowego i spowiedzi.

Część piąta (nr 43-58) ukazuje, jak wierność Bogu jest jednym z owoców pokory. Dla św. Josemaríi otrzymane powołanie niesie ze sobą szczególną łaskę, szczególną nadprzyrodzoną pomoc do wytrwania w naśladowaniu Chrystusa. To właśnie pokora otwiera nam oczy na ogromną moc łaski, pokazując, że wszystkie przeszkody i słabości życia duchowego można pokonać dzięki Bożej pomocy.

Jedynym nie do pokonania potknięciem jest właśnie dobrowolne odrzucenie łaski, z powodu pychy.

Część końcowa (nr 59-61) odnosi się do zjednoczenia z Bogiem, do życia kontemplacyjnego i pobożności, do ufnej relacji z Jezusem Chrystusem i z Jego najświętszą Matką.

Luis Cano[1]

List nr 2

1.Widząc, jak się trudzili przy wiosłowaniu, bo wiatr był im przeciwny, około czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze (Mk 6, 48). Najukochańsze Dzieci, wzrusza mnie widok Jezusa korzystającego ze swej boskiej mocy i dokonującego wspaniałego cudu, żeby wyjść na spotkanie uczniów, którzy z trudem wiosłują pod wiatr, by doprowadzić łódź w miejsce wskazane im przez Pana.

Również my wypełniamy stanowczy nakaz Chrystusa[2], kiedy żeglujemy po wzburzonym morzu namiętności i ludzkich błędów, odczuwając niekiedy całą naszą słabość. A jednak jesteśmy mocno zdecydowani doprowadzić do celu tę łódź zbawienia, którą powierzył nam Pan. Niekiedy, wobec siły przeciwnego wiatru, wznosi się być może z głębi serca głos naszej ludzkiej niemocy: Zmiłuj się nade mną, Boże, bo czyha na mnie człowiek, uciska mnie w nieustannej walce. Wrogowie moi bezustannie czyhają na mnie, tak wielu przeciw mnie walczy (Ps 56[55], 2-3). Lecz Jezus nie opuszcza nas i zawsze, kiedy jest taka potrzeba, zjawia się ze swoją pełną miłości wszechmocą, aby napełnić serca pokojem i pewnością: Lecz On zaraz przemówił do nich: «Odwagi, to Ja jestem, nie bójcie się!» I wszedł do nich do łodzi, a wiatr się uciszył (Mk 6, 50-51).

Konieczność pokory

2. Chciałbym, abyście obok radości, jaką wywołuje w Was Wasze Boże powołanie, odczuwali głęboką i szczerą pokorę, która nie tylko jest zgodna z nadzieją i wielkością ducha, ale która jest jej najlepszą obroną i poręką. Dlatego że nie każda beztroska jest zaletą, lecz tylko ta, dzięki której ktoś składa troskę z siebie na sposób powinny i w tym, czego nie należy obawiać się. Wtedy jest warunkiem męstwa i wielkoduszności[3].

Każdy z nas jest jak ów olbrzym z Pisma Świętego: Głowa tego posągu była z czystego złota, pierś jego i ramiona ze srebra, brzuch i biodra z miedzi, golenie z żelaza, stopy zaś jego częściowo z żelaza, częściowo z gliny (Dn 2, 32-33). Nie zapominajmy nigdy o tej słabości ludzkiego fundamentu, a dzięki temu będziemy roztropni — pokorni — i nie wydarzy się nigdy to, co przydarzyło się temu kolosalnemu posągowi: oto odłączył się kamień, mimo że nie dotknęła go ręka ludzka, i ugodził posąg w stopy z żelaza i gliny, i połamał je. Wtedy natychmiast uległy skruszeniu żelazo i glina, miedź, srebro i złoto — i stały się jak plewy na klepisku w lecie; uniósł je wiatr, tak że nawet ślad nie pozostał po nich (Dn 2, 34-35).

Posłuchajcie, moje Dzieci, tego, co Duch Święty mówi nam przez św. Pawła: Niech przeto ten, komu się zdaje, że stoi, baczy, aby nie upadł. Pokusa nie nawiedziła was większa od tej, która zwykła nawiedzać ludzi. Wierny jest Bóg i nie dozwoli was kusić ponad to, co potraficie znieść, lecz zsyłając pokusę, równocześnie wskaże sposób jej pokonania, abyście mogli przetrwać (1 Kor 10, 12-13).

Przez łaskę człowiek zostaje przebóstwiony

3. Gdy dusza zostaje przebóstwiona, jej nowe życie kontrastuje zarówno z życiem poprzednim, jak również z tym, które tak często napotyka ona wokół siebie. Wiara mówi nam, że dusza w stanie łaski jest prawdziwie duszą przebóstwioną. Zostały nam udzielone drogocenne i największe obietnice, abyście się dzięki nim stali uczestnikami Boskiej natury (2 P 1, 3-4). Podobnie jak wielka jest różnica między Bogiem a ludzkością, tak teologalna koncepcja człowieka odległa jest od wizji czysto ludzkiej i przyrodzonej. Nie jesteśmy aniołami, a ludźmi z krwi i kości. Jednak również w ciele, pod wpływem duszy pozostającej w stanie łaski, obficie występuje owo przebóstwienie, które staje się zapowiedzią chwalebnego zmartwychwstania.

I ja odważę się powiedzieć: „Ponieważ jestem święty?” Jeżeli święty jako uświęcający, i nie potrzebujący nikogo uświęcającego, pyszałkiem jestem i kłamcą; a jeżeli święty uświęcony, zgodnie ze słowami: „Bądźcie świętymi, bom ja jest święty”, ośmiela się również ciało Chrystusa, ośmiela i jeden ów człowiek wołający od krańców ziemi, razem ze swą głową, i pod jej przewodnictwem powiedzieć: „Ponieważ jestem święty”[4].

4. Nie mogę ukrywać przed Wami, moje Dzieci, obawy, że w jakimś przypadku to przebóstwienie, bez głębokiej podstawy pokory, może wywołać zarozumiałość, zepsucie prawdziwej nadziei, pychę i — prędzej czy później — duchowy upadek wobec nieoczekiwanego doświadczenia własnej słabości.

Zwykle podaję przykład pyłu, który jest wynoszony przez wiatr[5], aż na największej wysokości tworzy złotą chmurę, ponieważ przyjmuje promienie słońca. W ten sam sposób łaska Boża wynosi nas wysoko i odbija w nas cały ten cud dobroci, mądrości, skuteczności, piękna, jakim jest Bóg. Jeżeli Ty i ja pamiętamy o tym, że jesteśmy pyłem i nędzą, drobiazgiem, to resztę dołoży Pan. Jest to myśl, która napełnia moją duszę.

Jednakże, przebóstwienie bez pokory? Bardzo źle! A gdyby dotyczyło to zbiorowości, tym gorzej! Albowiem Ty wybawiasz lud pokorny, a pognębiasz wzrok wyniosły (Ps 18[17], 28).

5. W wędrówkach drogami życia wewnętrznego i w zmaganiach duchowych Pan udziela swoim apostołom owych czasów błogostanu, kiedy milkną żywioły, własne nędze i przeszkody otoczenia. Dusza odnajduje radość w sobie i w innych podziwiając piękno i moc Boskości i napełnia się zadowoleniem, pokojem, pewnością w chwiejącej się jeszcze wierze. Pan prowadzi zwykle początkujących — być może latami — przede wszystkim po tych mniej burzliwych morzach, żeby utwierdzić ich w ich pierwszej decyzji, nie wymagając od nich na początku tego, czego oni jeszcze nie mogą dać, ponieważ są sicut modo geniti infantes (1 P 2, 2), jak niedawno narodzone niemowlęta.

6. Złe przebóstwienie to takie, które oślepia, które nie pozwala widzieć jasno, że nasze nogi są z gliny. Kamieniem probierczym pozwalającym odróżnić przebóstwienie dobre od złego jest pokora. Dlatego dobrze, kiedy nie traci się świadomości, że przebóstwienie jest darem Boga, łaską Boga. Źle, kiedy dusza przypisuje samej sobie — swoim uczynkom, swoim zasługom, swojej wspaniałości — duchową wielkość, która została jej dana.

Pokorni, pokorni! Dlatego że wiemy, iż częściowo jesteśmy z gliny i znamy troszeczkę naszą pychę i nasze nędze… choć nie wiemy wszystkiego. Odkryjmy zatem to, co przeszkadza naszej wierze i naszej nadziei, i naszej miłości!

Tę pokorę osiągają na dwa sposoby ci, którzy starają się zostać świętymi. Jeden sposób polega na tym, że ten, kto walczy, żeby ćwiczyć się w pobożności, odczuwa obfitość doświadczeń duchowych i z powodu słabości ciała albo za sprawą osób, które pragną szkodzić praktykującym cnotę, albo z powodu złych myśli, które go napadają, dochodzi sam z siebie do większej skromności i poddania. Drugi sposób natomiast występuje wówczas, kiedy rozum dogłębnie i bez reszty oświecony zostaje świętą łaską — wówczas dusza ma jakby wrodzoną pokorę. Kiedy za sprawą łaski Bożej staje się ona pełniejsza i bogatsza, nie może już dać się ponieść z zarozumiałością pragnieniu chwały, choćby ktoś zawsze wypełniał w doskonały sposób nakazy Boga, tylko raczej zachowuje się jak niższy od wszystkich, postępując z całym poddaniem i Bożą pokorą[6].

Budować na fundamencie pokory

7. Aby położyć fundamenty budynku, niekiedy trzeba wkopać się głęboko, dotrzeć do odpowiedniej warstwy, wykonać wielkie żelazne podpory i osadzić je na skale. Nie ma jednak takiej potrzeby, jeżeli od razu znajduje się twardy grunt. Pobożność, synostwo Boże, oddanie się w ręce Boga, szczerość i skupienie na problemach życia codziennego — to nasza skała: Miłuję Cię, Panie, Mocy moja, Panie, Ostojo moja i Twierdzo, mój Wybawicielu (Ps 18[17], 2-3).

Sam nasz Pan Jezus Chrystus mówi nam: Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały rzeki, zerwały się wichry uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały rzeki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki (Mt 7, 24-27).

8. Moje Dzieci, odczuwam teraz potrzebę, aby przekazać kilka myśli, które mogą Wam pomóc, byście budowali opierając się na głębokiej i szczerej pokorze, nieszczęsny bowiem, kto mądrością gardzi i karnością. Nadzieje ich płonne, wysiłki bezowocne, bezużyteczne ich dzieła (Mdr 3, 11). Albowiem mądrość oddała świętym zapłatę za ich trudy, powiodła ich drogą cudowną i stała się im za dnia osłoną, a światłem gwiazd wśród nocy (Mdr 10, 17).

9. Mówiłem Wam, że zdarzają się na drodze naszego życia przedłużające się okresy spokoju wewnętrznego lub zewnętrznego. Jednakże tylko w Niebie pokój jest ostateczny, a pogoda ducha pełna. To powiedział Jezus Chrystus: Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz (Mt 10, 34).

Człowiek buduje samego siebie stopniowo i nigdy nie uczyni siebie do końca, nie zrealizuje w samym sobie całej ludzkiej doskonałości, do jakiej jego natura jest zdolna. Pod pewnym określonym względem może nawet stać się najlepszy ze wszystkich i nie dać się przewyższyć w tej konkretnej przyrodzonej działalności. Niemniej jego rozwój jako chrześcijanina nie ma granic — zawsze może wzrastać w miłości, która jest istotą doskonałości. W swej bowiem treści miłość nie jest ograniczona w możliwości wzrostu, ponieważ jest wypływem z niewyczerpalnego źródła miłości, którym jest Duch Święty. Również przyczyna dokonująca wzrostu miłości ma moc niewyczerpalną, bo nią jest Bóg. I podobnie, nawet od strony podmiotu (człowieka), nie można zakreślić końcowej granicy, poza którą wzrost miłości nie mógłby wykroczyć. Razem bowiem ze wzrostem miłości stale wzmaga się zdolność dalszego rozrostu. Pozostaje zatem, że wzrostowi miłości w życiu ziemskim kresu postawić nie da się[7].

Posłuchajcie świadectwa Pawła: Nie mówię, że już to osiągnąłem i już się stałem doskonały, lecz pędzę, abym też to zdobył, bo i sam zostałem zdobyty przez Chrystusa Jezusa (Flp 3, 12). Święty Paweł był doskonałym wędrowcem, ale właśnie dlatego wiedział, że nie osiągnął doskonałości, do której prowadziła jego droga[8]. Niech Was zatem nie dziwi, że powtórzę za Świętym Augustynem: Biegnijmy, wypatrujmy, jesteśmy w drodze. I nie tyle bądź bezpieczny na podstawie tego, co już przebyłeś, ile raczej staraj się o to, do czego jeszcze nie dotarłeś[9].

Wiedzieć, że są przeszkody. Nie bać się osobistej nędzy

10. Cel, do którego wzywa nas Jezus, jest szczytny i nie uda nam się go osiągnąć do samego końca życia. Zawsze można dążyć do czegoś więcej, ten zaś, kto nie idzie naprzód, cofa się, a kto nie wzrasta, karłowacieje. W Księdze Mądrości Syracha czytamy: Którzy mię jedzą, jeszcze łaknąć będą, a którzy mię piją, jeszcze pragnąć będą (Syr 24, 29[10])

Poza tym nie możemy zapominać, że my sami nosimy w sobie zarzewie sprzeciwu, oporu wobec łaski — rany grzechu pierworodnego, być może zaognione naszymi osobistymi upadkami. Twojemu pragnieniu świętości, mój Synu, sprzeciwi się przede wszystkim lenistwo, które stanowi pierwszy front walki. Następnie upór, niechęć do niesienia na ramionach słodkiego jarzma Chrystusa, szalone dążenie do zastąpienia świętej wolności rozwiązłością, zmysłowość i zagrażająca w każdej chwili — coraz podstępniej w miarę upływu lat — pycha. A ponadto cały szereg złych skłonności, jako że nasza nędza nigdy nie idzie sama.

Nie oszukujmy się, będziemy doświadczać słabości. Również kiedy się zestarzejemy, doznamy tych samych skłonności, co w wieku dwudziestu lat. I wówczas również będzie konieczna walka ascetyczna i będzie konieczne prosić Pana, żeby dał nam pokorę. To ciągła walka. Militia est vita hominis super terram [Czyż nie do bojowania podobny byt człowieka? Hi 7, 1]. A jednak pokój znajdziemy właśnie w wojnie. Pokój jest konsekwencją zwycięstwa![11]

11. Moje Dzieci, nie wstydźcie się Waszej nędzy. Niech Was nie wystraszy to, że nosicie w sercu fomes peccati — tworzywo podatne na ogień grzechu.

Nie bójcie się, dlatego że prawy siedmiokroć upadnie i wstanie (Prz 24, 16). W naszej duchowej walce nie zabraknie porażek. Jednakże na nasze pomyłki, na błędy powinniśmy reagować natychmiast, dokonując aktu skruchy, który pojawi się w naszym sercach i na naszych wargach tak prędko, jak krew napływająca do rany, by skutecznie pozbyć się obcego ciała — źródła zakażenia.

Powiedz im: Na moje życie! — wyrocznia Pana Boga — Ja nie pragnę śmierci występnego, ale jedynie tego, aby występny zawrócił ze swej drogi i żył. Zawróćcie, zawróćcie z waszych złych dróg! Czemuż to chcecie zginąć, domu Izraela? Ty, o synu człowieczy, powiedz swoim rodakom: Sprawiedliwość nie uratuje sprawiedliwego, jeśli on zgrzeszy, a występek występnego nie zgubi, jeśli on odwróci się od swego występku, natomiast sprawiedliwy nie zdoła pozostać przy życiu wtedy, jeśli zgrzeszy (Ez 33, 11-12).

Przeszkoda ludzkich skłonności

12. Z drugiej strony jest oczywiste, że pociągają nas te ludzkie sprawy — nie grzechy — które, choć same w sobie szlachetne, porzuciliśmy z miłości do Jezusa Chrystusa, nie tracąc do nich skłonności. Dlatego że mieliśmy tę skłonność, oddanie każdego z nas było hojnym i bezinteresownym darem z samego siebie. Ponieważ zachowujemy to oddanie, wierność jest nieustannym darem: miłością, wolnością i wyrzeczeniem, które trwają, nie będąc jedynie zwykłym skutkiem inercji. Powiada Św. Tomasz: eiusdem autem est aliquid constituere, et constitutum conservare[12]. To samo, mój Synu, co dało początek Twojemu oddaniu, będzie ją podtrzymywać.

13.Królestwo niebieskie podobne jest do człowieka, który posiał dobre nasienie na swojej roli (Mt 13, 24). Cały świat jest Bożym polem. Jest nim w szczególny sposób także Twoja dusza. Zresztą jako że jesteśmy dziećmi Bożymi, to pole naszego Ojca jest naszym polem. Wam i mnie Pan pozostawił cały świat jako dziedzictwo. Pomyślcie jakie ma to znaczenie w odniesieniu do przebóstwienia, do wielkości i odpowiedzialności.

Lecz gdy ludzie spali, przyszedł jego nieprzyjaciel, nasiał chwastu między pszenicę i odszedł (Mt 13, 25). Nieprzyjaciel Boga. Ludzie jakby boją się mówić o tych atakach, o zasadzkach Bożego nieprzyjaciela, Szatana. Mówię Wam, że powinniśmy pamiętać, iż diabeł działa. Moja pobożność karmi się tą modlitwą odmawianą u stopni ołtarza: Sancte Michaël Archangele, defende nos in proelio: contra nequitiam et insidias diaboli… [Święty Michale Archaniele, zachowaj nas w walce, a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha…][13]. Oby uchronił nas od diabelskich ingerencji w tak wiele naszych i innych spraw.

Cum autem dormirent homines… [Lecz gdy ludzie spali] Nie możemy uronić ani jednego słowa z tego, co mówi nam Pan. Czyż nie jest to sen, zły sen, który sprawia, że marnujemy ziarno nauki i świętości w naszym życiu osobistym? A więc powinniśmy czuwać. Custos, quid de nocte? [„Stróżu, która to godzina nocy?” Iz 21,11] Stróżu, czuwaj! Powinniśmy być czujni, powinniśmy usłyszeć sygnał alarmowy i przekazywać go innym. Nie możemy zaspać. Jeżeli nie będziemy czuwać, pomiędzy dobro wkradnie się zło: Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie (Mt 26, 41).

A gdy zboże wyrosło i wypuściło kłosy, wtedy pojawił się i chwast (Mt 13, 26). Oto Boża pedagogika przypowieści! Są on jasne i oczywiste dla dusz pełnych prostoty, niezrozumiałe dla skomplikowanych i zbuntowanych. To dlatego nie rozumieją ich faryzeusze. Siewca, pole, nieprzyjaciel, kąkol… Trwając w modlitewnej zażyłości zbliż się jeszcze bardziej do Chrystusa i poproś Go, żeby wytłumaczył Ci przypowieść edissere nobis parabolam! [wyjaśnij nam przypowieść Mt 13, 36].

Powiedz Panu, że będziesz bardzo się starał. A kiedy zobaczysz, że tak nie jest, że zasypiasz — smutna to sprawa ten sen! — oznacza to, że, z łaską Bożą, czas zareagować.

Z pewnością nasza ociężałość nie wynika z braku miłości, tylko ze słabości. Dlatego natychmiast powiedzmy Panu: teraz będę już silny z Tobą. Porażki należą do mnie, zwycięstwa — do Ciebie. Nie chcę, żeby na świecie panowało zło: pole zostanie zaorane i wraz z hojnym zasiewem otrzyma odpowiednią opiekę. Wybaw mnie, Panie, od moich wrogów, do Ciebie się uciekam. Naucz mnie czynić Twą wolę, bo Ty jesteś moim Bogiem (Ps 143[142], 9-10).

14. Zrzuciwszy wszelki ciężar, a przede wszystkim grzech, który nas łatwo zwodzi, biegnijmy wytrwale w wyznaczonych nam zawodach. Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala (Hbr 12, 1-2). Będziemy mieć trudności, ale wiemy jakie środki potrzebne są nam by walczyć i by zwyciężać skłonności nędznej ludzkiej natury. Użyjmy ich i ufajmy Panu, Naszemu Zbawcy.

Bądźcie optymistami. Sam Święty Paweł, w swoim Liście do Filipian, mówi nam: gaudete in Domino semper: iterum dico: gaudete [Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! Flp 4, 4]. Trzeba widzieć, moje Dzieci, pozytywny aspekt wszystkich spraw. To, co wydaje się w życiu najstraszniejsze, nie jest aż tak czarne, nie jest tak mroczne. Jeżeli będziecie o tym pamiętać, nie dojdziecie do pesymistycznych konkluzji. Dobry lekarz na widok pacjenta nie mówi, że nic już nie da się uratować. I ja, przez miłość do Jezusa Chrystusa, proszę Was, byście ufali. Nie skupiajcie się na tym co złe, nie widząc dobra. Chory nie jest natychmiast kandydatem na cmentarz. Wyleczymy go, dając mu odpowiednie lekarstwa. Nasz duch mieści w sobie całą aptekę.

Przeszkoda w postaci osobistych problemów

15. Bądźmy zawsze pogodni. Jeżeli będziemy pobożni i szczerzy, nie będzie cierpień nie do zniesienia, a całkowicie znikną te, które rodzą się czasami w naszej wyobraźni, lecz obiektywnie nie istnieją. Będziemy żyć z radością, z pokojem, w ramionach Matki Bożej — jak Jej małe dzieci, którymi jesteśmy. Od czasu do czasu każdy doświadcza drobnych konfliktów wewnętrznych, które pycha próbuje uczynić wielkimi i przydać im ważności, aby pozbawić nas pokoju. Nie zwracajcie uwagi na te drobiazgi. Powiedzcie: jestem grzesznikiem, który miłuje Jezusa Chrystusa.

Źródłem problemów osobistych jest zazwyczaj egoizm sprawiający że ludzie myślą o sobie samych. Należy dawać siebie innym, służyć z miłości do Boga: oto droga do pozbycia się naszych cierpień. Większość napotykanych przez nas trudności ma swój początek w tym, że zapominamy o służbie, jaką winni jesteśmy innym ludziom i zajmujemy się nadmiernie naszym ja. Oddanie się duszom przy zapomnieniu o sobie samym skutkuje tym, iż Bóg nagradza je pokorą pełną radości.

I żadnej mentalności ofiary![14] Ofiara jest tylko jedna: Nasz Pan Jezus Chrystus na Krzyżu. Potrzebujemy spokoju i ducha służby. Wszystko to bowiem dla was, ażeby łaska, obfitująca we wdzięczność wielu, pomnażała się Bogu na chwałę. Dlatego to nie poddajemy się zwątpieniu, chociaż bowiem niszczeje nasz człowiek zewnętrzny, to jednak ten, który jest wewnątrz, odnawia się z dnia na dzień. Niewielkie bowiem utrapienia naszego obecnego czasu gotują bezmiar chwały przyszłego wieku dla nas, którzy się wpatrujemy nie w to, co widzialne, lecz w to, co niewidzialne. To bowiem, co widzialne, przemija, to zaś, co niewidzialne, trwa wiecznie (2 Kor 4, 15-18).

Przeszkoda ciemności wewnętrznej

16. Być może będziemy musieli przezwyciężyć inną przeszkodę: ciemność w życiu wewnętrznym. Człowiek pobożny może mieć swe biedne serce pogrążone w mroku i ten stan może trwać kilka chwil, kilka dni, jakiś dłuższy okres, kilka lat. Jest to odpowiednia chwila, żeby wołać: Panie, zmiłuj się nade mną, bo nieustannie wołam do Ciebie. Ty, bowiem, Panie, jesteś dobry i pełen przebaczenia, pełen łaskawości dla wszystkich, którzy Cię wzywają (Ps 86[85], 3.5). I jest to też właściwy moment, aby rozważać to cudowne wydarzenie, o którym opowiada nam Św. Jan: Jezus, przechodząc obok, ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia. Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: «Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomy — on czy jego rodzice?» Jezus odpowiedział: «Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale stało się tak, aby się na nim objawiły sprawy Boże» ( J 9, 1-3).

Może się zdarzyć, że nasza ślepota — jeżeli nadejdzie — nie będzie konsekwencją naszych błędów, lecz środkiem, którym Bóg chce się posłużyć, żeby uczynić nas bardziej świętymi, skuteczniejszymi. W każdym razie chodzi o życie wiarą, o uczynienie naszej wiary bardziej teologalną, mniej zależną od względów, które nie pochodzą od samego Boga. Ktoś o niskim poziomie wiedzy więcej pewnym jest tego, co słyszy od jakiegoś naukowca, niż tego, co mu się według jego mniemania wydaje; o wiele więcej człowiek pewniejszy jest tego, co słyszy od Boga - który mylić się nie może, niż tego, co widzi własnym rozumem - który może błądzić[15].

To powiedziawszy, splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego; i rzekł do niego: «Idź, obmyj się w sadzawce Siloam» — co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił, widząc(J 9, 6-7). Oczyść się, a twój wzrok się polepszy — stanie się jasny, Boży.

17. Bóg wywyższa tym samym, czym i uniża. Jeżeli dusza pozwoli się poprowadzić, jeżeli będzie posłuszna, jeżeli całkowicie zaakceptuje oczyszczenie, jeżeli będzie żyć wiarą, zacznie widzieć z niespodziewaną jasnością, która ją zadziwi, jako że była ślepa od urodzenia. A oto znów przemówił do nich Jezus tymi słowami: «Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia» (J 8, 12).

Nasze rozterki ostatecznie są rezultatem również problemów z pokorą. Spójrz na celnika, jak modli się w Świątyni: pozostał daleko i dlatego Bóg łatwiej się do niego przybliżył. Nie odważywszy się wznieść oczu ku niebu, miał już przy sobie Tego, który stworzył niebiosa… To, czy Bóg nie będzie, czy też będzie daleko, zależy od ciebie. Miłuj a Bóg przybliży się i zamieszka w tobie[16].

Przeszkoda wewnętrznej oschłości

18. Być może kiedyś, mój Synu, powiesz mi, że jesteś zmęczony i że czujesz chłód, kiedy wypełniasz Normy[17], że wydaje Ci się, że odgrywasz komedię. Ta komedia to wielka sprawa, Synu. Pan bawi się z nami, jak ojciec bawi się ze swoimi dziećmi. Bóg jest wieczny, a Ty i ja przed Bogiem jesteśmy maleńkimi dziećmi. Ludens in orbe terrarum [Igrając na okręgu ziemi Prz 8, 31] — bawimy się w obecności Boga Naszego Ojca, a Bóg bawi się z nami, tak jak ojcowie bawią się ze swoimi dziećmi.

Jeżeli w jakiejś chwili — wobec wysiłku, wobec oschłości — przechodzi nam przez głowę myśl, że odgrywamy komedię, nasza reakcja powinna być następująca: nadeszła wspaniała godzina odegrania ludzkiej komedii dla Boskiego widza. Widzem jest Bóg: Ojciec, Syn, Duch Święty Trójca Przenajświętsza. A razem z Bogiem, naszym Panem, oglądają nas Matka Boża, Aniołowie i Święci Boży.

19. Nie możemy porzucać naszej pobożności, naszego życia ofiarnego i kochającego. Odgrywać z miłości komedię przed Bogiem, aby Mu się podobać, żyjąc na przekór[18], to znaczy być Bożym komediantem. To piękna rzecz — nie powinieneś w to wątpić — odgrywać komedię kierując się Miłością, z całą ofiarnością, bez żadnej osobistej satysfakcji, aby podobać się Bogu, który bawi się z nami. Żyć miłością, bez żebrania o ziemskie rekompensaty, bez szukania drobnych, nędznych niewierności. Czuć się dumym i hojnie wynagrodzonym wyłącznie dzięki możliwości przemieniania prozy codzienności w jedenastozgłoskowy poemat heroiczny[19].

Miłość to czyny, a nie piękne słowa[20].Kto ma przykazania moje i je zachowuje, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie (J 14, 21). Pan daje nam czasami swoją łaskę i sprawia, że pojmujemy niezbadane Jego wyroki (Rz 11, 33), które są słodsze niż miód płynący z plastra (Por. Ps 19[18], 11). Jednak zazwyczaj tak się nie dzieje. Trzeba wypełniać swoje powinności nie dlatego, że nam się to podoba, ale ponieważ jesteśmy do tego zobowiązani. Nie dlatego będziemy pracować, że mamy na to ochotę, tylko dlatego że Bóg tego chce. Będziemy wówczas pracować z dobrą wolą. Słodka miłość, która uszczęśliwia duszę, jest oparta na bólu, na radości wynikającej z tego, że działamy wbrew własnym skłonnościom, ponieważ służymy Panu i Jego Świętemu Kościołowi.

Przeszkoda wynikająca z pokus

20.A ponieważ byłeś przyjemny Bogu, potrzeba było, aby cię pokusa doświadczyła (Tb 12, 13[21]). Nie zapominaj, że naszym wzorem jest Pan. On, będąc Bogiem, pozwolił, żeby Go kuszono, aby dodać nam otuchy i pewności, że z Nim zwyciężymy. Jeżeli w duszy odczuwasz trwogę, porozmawiaj w takich chwilach z Twoim Bogiem i powiedz Mu: Zmiłuj się nade mną, Panie, bom słaby; ulecz mnie, Panie, bo drżą kości moje i duszę moją ogarnia wielka trwoga (Ps 6, 3-4). On Ci powie: Nie lękaj się, bo cię wykupiłem, wezwałem cię po imieniu; tyś mój! (Iz 43, 1).

Niech Cię nie peszy poznanie siebie takim, jakim jesteś. Właśnie takim — z gliny. Niech Cię to nie martwi, ponieważ Ty i ja jesteśmy dziećmi Boga — to jest właśnie to dobre przebóstwienie — wybranymi przez Boże powołaniem przed początkiem czasów: W Nim wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem (Ef 1, 4). My, którzy w szczególny sposób należymy do Boga, którzy, mimo wielkiej osobistej nędzy, jesteśmy Jego narzędziami, będziemy skuteczni, jeżeli nie stracimy pokory, jeżeli nie zagubimy świadomości naszych słabości. Pokusy dają nam poznać wielkość naszej niemocy.

21. Jedną sprawą jest myśleć czy odczuwać, a drugą przyzwalać. Pokusę można łatwo odrzucić: najmniejsza łaska zdoła oprzeć się każdej pożądliwości i wysłużyć życie wieczne[22]. Tym, czego absolutnie nie należy robić, jest wdawanie się w dialog z namiętnościami, które mają tendencję, aby się wzmagać.

Pokusę przezwycięża się modlitwą i umartwieniem: A ja, gdy chorowali, wór przywdziewałem, umartwiałem się postem i moja modlitwa wracała do mojego łona (Ps 35[34], 13). Do Waszego pełnego oddania życia wnieście następujące przekonanie: jeżeli będziemy wierni, będziemy mogli zrobić wiele dobra na tym świecie. Bądźcie twardzi, mocni, prawi, niewzruszeni wobec fałszywych atrakcji niewierności.

W ten sposób będziemy mogli powiedzieć z psalmistą: Popchnięto mnie, popchnięto, bym upadł, lecz Pan mi dopomógł (Ps 118[117], 13). Miłujemy Cię, Panie, albowiem kiedy przychodzi pokusa, wspierasz nas Twą siłą — Twoją łaską — żebyśmy odnosili zwycięstwo. Dziękujemy Ci, Panie, że pozwalasz nas doświadczać, abyśmy byli pokorni.

22. Chcę Was teraz przestrzec przed konfliktem natury psychologicznej. Wiele lat temu pewien dobry, roztropny i pobożny zakonnik[23] mówił mi: pamiętaj, że kiedy ludzie zbliżają się do czterdziestki, to ci, którzy złączeni są węzłem małżeńskim, chcieliby się rozłączyć; bracia zakonni pragną zostać księżmi, lekarze — adwokatami, adwokaci — inżynierami i tak dalej. To prawdziwa duchowa hekatomba.

Sprawy nie wyglądają dokładnie tak jak mówił ów sługa Kościoła, albo przynajmniej nie jest to tak powszechna zasada. Jednakże pragnę, żeby moje dzieci znały to ewentualne zło i były o tym uprzedzone, choćby bardzo niewiele z nich przechodziło tego rodzaju kryzys. Jeżeli któryś z Waszych braci będzie przeżywał takie niepokoje, musicie mu pomóc przyczyniając się do odnowienia i wzmocnienia jego pobożności, traktując go ze szczególną delikatnością, dając mu przyjemne obowiązki. Być może nie zdarzy się to dokładnie w wieku czterdziestu lat, ale czterdziestu pięciu. Postaramy się jednak, żeby nastąpił pewien okres odprężenia i to nie jedynie dla niektórych, lecz dla każdego.

23. Chociaż przed Bogiem mamy zachowywać się jak dzieci, nie możemy być infantylni. Do Dzieła przychodzi się w wieku wystarczającym, żeby wiedzieć, że mamy nogi z gliny, żeby wiedzieć, że jesteśmy ludźmi z krwi i kości. Byłoby czymś żałosnym zdać sobie z tego sprawę dopiero w wieku dojrzałym i być niczym kilkumiesięczne dziecko, które zdumione odkrywa własne ręce i nogi. Przyszliśmy służyć Bogu znając całą naszą małość i naszą słabość, lecz jeżeli oddaliśmy się Bogu, Miłość nie pozwoli nam być niewiernymi.

Poza tym bądźcie pewni, że nielojalność i przylgnięcie do miłości ziemskiej[24] oznaczałoby początek bardzo gorzkiego życia, pełnego smutku, wstydu i bólu. Dzieci Moje, utwierdzajcie się w zamiarze, aby nigdy nie sprzedać pierworództwa, aby nie zamienić go w miarę upływu lat na miskę soczewicy (Por. Rdz 25, 29-34). Byłoby wielką szkodą roztrwonić w ten sposób tak wiele lat ofiarnej miłości. Powiedzcie: Przysiągłem i postanawiam przestrzegać Twoich sprawiedliwych wyroków (Ps 119[118], 106).

Bóg, który zawsze nagradza naszą wierność i przypomina że omnia in bonum[25], równocześnie ostrzega nas przed stałym niebezpieczeństwem próżności, zgodnie z następującymi słowami Św. Augustyna: Takich, którzy Go kochają, Bóg pod każdym względem wspomaga ku dobremu. I to do tego stopnia wspomaga, że nawet gdyby ktoś z nich zboczył czy odstąpił, również i to przyczyni się do ich dobra, bo wrócą pokorniejsi i mądrzejsi. Uczą się bowiem, że na tej drodze sprawiedliwości powinni cieszyć się drżąc, i nie sobie to przypisywać, jakoby od ich sił jedynie zależało ufne wytrwanie. Tak samo nie powiedzą już oni zarozumiale: „Nie zachwiejemy się na wieki”[26].

Przeszkoda zniechęcenia

24. Wszyscy mamy swoje niedoskonałości, choćbyśmy przez lata walczyli o ich przezwyciężenie. Jeśli w wyniku walki ascetycznej rodzi się w nas zniechęcenie, to dlatego że jesteśmy pyszni. Potrzeba nam pokory oraz pragnienia wierności. To prawda, że servi inutiles sumus [«Słudzy nieużyteczni jesteśmy», por. Łk 17,10], jednakże przy pomocy tych nieużytecznych sług Pan uczyni wielkie rzeczy w świecie, jeżeli tylko dodamy coś od siebie: wysiłek podniesienia ręki, by uchwycić tę dłoń pełną łaski, którą Bóg wyciąga do nas z nieba.

Tylko pyszni dziwią się, odkrywając że mają nogi z gliny. Akt skruchy, akt wynagradzający i do przodu. Trzeba byśmy byli świadomi, że poza wadami, z których zdajemy sobie sprawę, odkryjemy też inne, które są ukryte przed naszymi oczami. A zatem odczuwając ból kochania — z głębi tego bólu i tej pokory — odważymy się powiedzieć Panu, że w naszym życiu jest także wiele miłości. Chociaż prawdziwy był nasz błąd, prawdziwa również jest miłość, jaką On sam w nas zaszczepił, a która pozwala nam służyć Mu z całą siłą naszych serc. Odmawiajcie często jako akt strzelisty wyznanie skruchy Piotra po tym, jak wyparł się Jezusa: Domine, tu omnia nosti; tu scis, quia amo te! (J 21, 17: «Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham»).

25. Powiedz Twojemu Aniołowi Stróżowi — ja mówię to mojemu — żeby zechciał nie patrzeć na nasze błędy, ponieważ jesteśmy zbolali i skruszeni. Niech raczej zaniesie Panu tę dobrą wolę rodzącą się w naszym sercu niczym lilia, która wyrosła na gnojowisku.

Nie dopuszczajcie do siebie zniechęcenia z powodu Waszej osobistej nędzy, czy z powodu mojej nędzy, albo naszych porażek. Otwierajcie serce, bądźcie szczerzy: kroczmy dalej tą drogą, z większą miłością i z siłą, jaką daje nam Bóg, ponieważ to On jest naszą ucieczką (Por. Ps 43[42], 2).

Jeżeli miłujemy samych siebie w sposób nieuporządkowany, to jest to powód do zmartwienia. Ileż porażek, ileż małości! Świadomość naszej słabości musi powodować smutek, zniechęcenie.

Jednakże jeśli miłujemy Boga ponad wszystkie rzeczy, a innych i samych siebie w Bogu i przez Boga — ileż powodów do radości! Jest właściwe dla pokory skłonić człowieka do zdawania sobie sprawy ze swych braków i do niewynoszenia się samym sobą. Natomiast nie jest znakiem pokory, lecz raczej znakiem niewdzięczności, gdy człowiek lekceważy sobie dobra otrzymane od Boga. I z tego to lekceważenia wynika zniechęcenie[27], niechęć do spraw duchowych i letniość, która jest grobowcem życia wewnętrznego.

Jeżeli odczuwacie załamania, doświadczając — być może w szczególnie żywy sposób — własnej nędzy, jest to chwila, żeby całkowicie, z uległością oddać się w ręce Boga[28]. Opowiadają, że pewnego dnia na spotkanie Aleksandrowi Wielkiemu wyszedł żebrak, prosząc o jałmużnę[29]. Aleksander zatrzymał się i nakazał, żeby żebraka uczyniono panem pięciu miast. Biedak, zmieszany i oszołomiony, zakrzyknął: nie prosiłem o tak wiele! Aleksander odpowiedział: ty prosiłeś na miarę tego, kim ty jesteś. Ja daję ci na miarę tego, kim ja jestem.

Bóg leczy naszą słabość

26.Z głębokości wołam do Ciebie, Panie, o Panie, wysłuchaj głosu mego! Nakłoń swoich uszu ku głośnemu błaganiu mojemu! Jeśli zachowasz pamięć o grzechach, Panie, Panie, któż się ostoi? Ale Ty udzielasz przebaczenia, aby Ci służono z bojaźnią. W Panu pokładam nadzieję, nadzieję żywi moja dusza, czeka na Twe słowo. Dusza moja oczekuje Pana bardziej niż strażnicy świtu. Niech Izrael wygląda Pana. U Pana bowiem jest łaska i w obfitości u Niego odkupienie. On odkupi Izraela ze wszystkich jego grzechów (Ps 130[129], 1-8).

Jesteśmy uczynieni z prochu ziemi — de limo terre (Rdz 2, 7) — z gliny: kruchej, słabej, nietrwałej. Jednakże widzieliście już, jak naprawia się te ceramiczne naczynia, które rozpadły się na kawałki: przy pomocy klamer[30], ażeby nadal służyły. Gliniane naczynia odbudowane w ten sposób są nawet ładniejsze. Mają szczególny wdzięk. Widać, że do czegoś się przydały. Jeżeli służą nadal, są wspaniałe. Poza tym te naczynia, gdyby potrafiły myśleć, nigdy nie odczuwałyby pychy. Nie ma nic dziwnego, że się rozbiły, a tym bardziej, że zostały naprawione, zwłaszcza jeżeli traktowano je, jako coś niezastąpionego. A czy chcesz mi powiedzieć, mój Synu, że można czymś zastąpić duszę?

Mimo naszej osobistej nędzy nosimy w sobie Boży pierwiastek o nieoszacowanej wartości. Jesteśmy narzędziami Boga. A skoro chcemy być dobrymi narzędziami, im mniejsi i nędzniejsi będziemy się czuli w prawdziwej pokorze, wszystko, czego nam będzie brakowało, doda nam Nasz Pan: Pan umacnia kroki człowieka i w jego drodze ma upodobanie. A choćby upadł, to nie będzie leżał, bo rękę jego Pan podtrzymuje(Ps 37[36], 23-24).

27. Być może znajdziecie się czasem w takiej sytuacji — nie mówię tu o sprawach wielkich, ale nawet gdyby, to z pewnością tak się nie stanie — że będziecie musieli przeżywać w Waszym życiu osobistym scenę z Nain, o której opowiada nam św. Łukasz: właśnie wynoszono umarłego — jedynego syna matki, a ta była wdową. Towarzyszył jej spory tłum z miasta. Na jej widok Pan zlitował się nad nią i rzekł do niej: «Nie płacz». Potem przystąpił, dotknął się mar — a ci, którzy je nieśli, przystanęli — i rzekł: «Młodzieńcze, tobie mówię, wstań!» A zmarły usiadł i zaczął mówić; i oddał go jego matce (Łk 7, 12-15).

To jest właśnie życie wewnętrzne — rozpoczynanie wciąż na nowo. Życie wewnętrzne polega na dokonywaniu wielu aktów skruchy, aktów miłości i aktów wynagradzających.Wysławiam Ciebie, Panie, boś mnie wybawił i nie uradowałeś wrogów moim kosztem. Panie, mój Boże, do Ciebie wołałem, i Tyś mnie uzdrowił. Panie, dobyłeś mnie z Szeolu, przywróciłeś mnie do życia spośród schodzących do grobu. Śpiewajcie Panu psalm, wy, co Go miłujecie, wychwalajcie Jego świętą pamiątkę! (Ps 30[29], 2-5).

Przeszkoda wynikająca z porażki

28. Innym razem staniecie z pustymi rękami. Będzie to chwila, żeby ponownie rozpocząć, na nowo posłuchać jak Szymon Piotr nakazu Chrystusa: «Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów!» A Szymon odpowiedział: «Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i nic nie ułowiliśmy. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci». Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na współtowarzyszy w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli; i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały. Widząc to, Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: «Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny» (Łk 5, 4-8).

Pamiętając o naszej upadłej naturze, mając świadomość porażek, do jakich doprowadziła nasza pycha, trzeba nam powiedzieć przed majestatem tego Boga — Chrystusa Rybaka — to samo co Piotr: jestem, Panie, biednym grzesznikiem. A wtedy Jezus powtarza nam — Wam i mnie, tak jak niegdyś Apostołowi — to co powiedział również i wtedy, gdy nas wezwał, umieszczając nas w swojej sieci: ex hoc iam homines eris sapiens (Łk 5, 10); odtąd ludzi będziesz łowił: z nakazu Bożego, z misją Bożą, z Bożą skutecznością.

29. Nie pękną twoje gliniane nogi, dlatego że znasz ich słabość i będziesz roztropny, dlatego że dobrze wiesz, iż tylko Bóg może powiedzieć: Kto z was udowodni Mi grzech? (J 8, 46).

Kiedy pod koniec dnia robię rachunek sumienia i przechodzę do podsumowania, to brzmi ono: pauper servus et humilis![31] Często powtarzam: cor contritum et humiliatum, Deus, non despicies! [nie gardzisz, Boże, sercem pokornym i skruszonym Ps 51[50], 19] i nie mówię tego z udawaną pokorą[32]. Jeżeli Pan widzi, że szczerze uważamy się za nędzne i bezużyteczne sługi, że mamy serce skruszone i pokorne, nie wzgardzi nami, lecz złączy nas ze Sobą, z bogactwem i wielką mocą Jego najmilszego Serca. I doznamy owego dobrego przebóstwienia: przebóstwienia kogoś, kto wie, że nie ma w nim nic dobrego, co nie pochodziłoby od Boga i wie, że sam z siebie jest niczym, nic nie może, niczego nie ma.

30.Oto więc jestem tutaj. Ja jestem Bogiem, który znosi twoje grzechy i o nich nie pamięta. Widzisz? Nie będę o nich pamiętał, mówi, i to jest właściwe dla łaskawości, ale ty o nich pamiętaj, żebyś skorzystał z okazji i się poprawił. Paweł, chociaż o tym wiedział, zawsze pamiętał o grzechach, o których Bóg zapomniał, do tego stopnia, że mówił: nie jestem godzien być nazywany apostołem, dlatego że prześladowałem Kościół Boży, i: Chrystus przyszedł na świat, żeby zbawić grzeszników, spośród których ja jestem pierwszy. Nie powiedział: byłem, tylko: jestem. Przed Bogiem grzechy były odpuszczone, ale dla Pawła trwało ich wspomnienie. To, co Bóg unieważnił, on sam rozgłaszał… Bóg nazywa go naczyniem wybranym, on zaś nazywa siebie pierwszym grzesznikiem. Myśli, że gdyby nie zapomniał o grzechach, jakże pamiętałby o łaskach Boga[33].

Święty Paweł uważa się za ostatniego z apostołów, ale odczuwa przecież nakaz ewangelizowania. Tak jak Ty i jak ja. Ty z pewnością wiesz, jaki jesteś. O sobie mogę powiedzieć, że jestem niewiele wart, że jestem grzesznikiem, który miłuje Jezusa Chrystusa. Jeśli nie dopuszczamy się jeszcze większej obrazy Boga, to dzieje się tak z Jego łaski, niemniej ja czuję się zdolny popełnić wszelkie podłości, jakich tylko dopuścił się inny człowiek.

A zatem jeżeli inni — dlatego że Pan w swojej dobroci nie pozwala im widzieć naszej kruchości — uważają nas za lepszych od siebie, chwalą nas i okazują swą niewiedze co do naszej grzeszności, my powinniśmy zastanowić się i rozważać w głębi naszego serca, z prawdziwą pokorą: tamquam prodigium factus sum multis: et tu adiutor fortis (Ps 71[70], 7) - jak gdyby cudem stałem się dla wielu, Ty bowiem byłeś potężnym mym wspomożycielem.

Moc Boża objawia się w ludzkiej słabości

31.Aby zaś nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował — żebym się nie unosił pychą. Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana, aby odszedł ode mnie, lecz mi powiedział: «Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali». Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa. Dlatego mam upodobanie w moich słabościach, w obelgach, w niedostatkach, w prześladowaniach, w uciskach z powodu Chrystusa. Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny(2 Kor 12, 7-10).

Bóg, gdy pragnie dokonać jakiegoś czynu, używa nieproporcjonalnych środków, żeby było jasno widać, że to jest Jego dzieło. Dlatego Wy i ja, którzy dobrze znamy przytłaczający ciężar naszej niegodziwości, powinniśmy powiedzieć Panu: choćbym widział się nędznikiem, nie stracę świadomości, że jestem Bożym narzędziem w Twoich rękach. Nigdy nie wątpiłem, że tego, co zrobiłem w moim życiu w służbie Świętego Kościoła, nie wykonałem ja, tylko Pan, nawet jeśli posłużył się właśnie mną: Człowiek nie może otrzymać niczego, co by mu nie było dane z nieba (J 3, 27).

32. Rozważmy słowa z Ewangelii według Św. Jana: Rzekł do Niego Szymon Piotr: «Panie, dokąd idziesz?» Odpowiedział Mu Jezus: «Dokąd Ja idę, ty teraz za Mną pójść nie możesz, ale później pójdziesz». Powiedział Mu Piotr: «Panie, dlaczego teraz nie mogę pójść za Tobą? Życie moje oddam za Ciebie». Odpowiedział Jezus: «Życie swoje oddasz za Mnie? Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: Kogut nie zapieje, aż ty trzy razy się Mnie wyprzesz» (J 13, 36-38).

To dlatego kiedy z rozpalonym sercem mówimy Panu, że tak, będziemy Mu wierni, że jesteśmy gotowi na każdą ofiarę, powiemy Mu też: Jezu, z Twoją łaską; Matko moja, z Twoją pomocą. Jestem taki słaby, mylę się tak często i popełniam tak wiele drobnych błędów, że sądzę, iż jestem zdolny — jeżeli mnie opuścisz — popełniać również te wielkie!

33. Moje pokorne Dzieci, zwróćcie uwagę, że kiedy Jezus Chrystus całował stopy pierwszym Dwunastu, ucałował je nam. On, który jest Tym, kim jest, a my jesteśmy, kim jesteśmy, czyli nędznymi stworzeniami.

Jeśli pozostaniemy wierni i jeśli zachowamy pokorę, będziemy czyści, umartwieni, posłuszni i staniemy się skuteczni na całym świecie. Im pokorniejsi, tym skuteczniejsi. Nie przyszliśmy rządzić, ale być posłuszni. Przyszliśmy służyć jak Jezus, który non venit ministrari, sed ministrare (Mt 20, 28. nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć). Rozważajcie często słowa Jana Chrzciciela: Illum oportet crescere, me autem minui (J 3, 30); trzeba, by On wzrastał, a ja żebym się umniejszał.

Jeżeli chcesz być wielki, zacznij od bycia małym. Jeżeli chcesz wybudować budynek sięgający do nieba, pomyśl najpierw o fundamencie pokory. Im większy będzie rozmiar budowli, którą próbuje się wznieść, i wysokość budynku, tym głębiej trzeba umieścić fundament. A kiedy wznoszony budynek idzie w górę, ten, kto kopie fundament, zniża się do największej głębi. Następnie budynek przed wzniesieniem się jest obniżany i jego wierzchołek wznosi się po uniżeniu[34].

Wady przyczyniają się do osiągnięcia pokory. Aby być pokornym, konieczna jest szczerość wobec Boga. Szczerość wobec samego siebie

34. Niech Was nie dziwi, że mówię Wam, iż miłuję Wasze wady. Jeżeli tylko walczycie, żeby się ich pozbyć, one przyczyniają się do osiągnięcia pokory. Ten, którego znamy jako pierwszego pisarza Kastylii, powiedział, że pokora to podstawa i fundament wszystkich cnót i że bez niej nie ma żadnej innej cnoty[35].

Jeżeli chcemy wytrwać, bądźmy pokorni. Aby być pokornymi, bądźmy szczerzy: szczerzy wobec Boga, wobec samych siebie i wobec tych, którzy prowadzą naprzód naszą duszę:ut probetis potiora, ut sitis sinceri et sine offensa in diem Christi [abyście byli czyści i bez zarzutu na dzień Chrystusa Flp 1, 10]; abyśmy umieli rozeznawać to, co najlepsze, i żebyśmy zachowywali czystość i nie potknęli się do samego końca. W ten sposób wytrwamy.

Szczerzy wobec Boga. Jest to trudne, dlatego że ludzie dążą do anonimowości. Osoby pełniące ważne funkcje w życiu publicznym często otrzymują mnóstwo anonimów. Jest też wielu, którzy nie chcą się ujawnić również wobec Boga, którzy odmawiają spotkania na osobistej modlitwie i w rachunku sumienia.

35. Iluż odważa się w zamieszaniu tłumu, kiedy przechodzi wielki orszak, rzucić plugawe wyzwisko lub nieprzyzwoite słowo. Zamilkliby jednak tchórzliwie, gdyby znaleźli się sami, twarzą w twarz, odkryci, gdyby musieli odpowiedzieć za swoje czyny. Nieszczerość, która prowadzi do anonimowości i do tchórzostwa, do unikania odpowiedzialności, podnosi nieznaną rękę pośród ulicznego tłumu, żeby kamieniem roztrzaskać na kawałki gotycki witraż katedry.

Chrześcijański rozum, który każe nam miłować wolność i odpowiedzialność osobistą wszystkich ludzi, sprawia, że chcemy poznawać samych siebie, żeby uznać konsekwencje naszych dobrowolnych czynów. Codzienny rachunek sumienia da nam świadomość samych siebie, prawdziwą pokorę i w konsekwencji pozyska dla nas z nieba wytrwałość.

Panie, przenikasz i znasz mnie, Ty wiesz, kiedy siadam i wstaję… Choć jeszcze nie ma słowa na moim języku, Ty, Panie, już znasz je w całości… Gdzież odejdę daleko od Twojego ducha? Gdzie ucieknę od Twego oblicza? Gdy wstąpię do nieba, tam jesteś; jesteś przy mnie, gdy się w Szeolu położę… Jeśli powiem: «Niech mnie przynajmniej ciemności okryją i noc mnie otoczy jak światło», nawet ciemność nie będzie ciemna dla Ciebie, a noc jak dzień zajaśnieje, mrok jest dla Ciebie jak światło (Ps 139[138], 1.4.7-8, 11-12).

36. Szczerzy wobec samych siebie. To jeszcze trudniejsze. Słyszeliście już, że najlepszy interes na świecie polegałby na kupowaniu ludzi za tyle, ile rzeczywiście są warci, i sprzedawaniu ich za tyle, ile sądzą, że są warci. Szczerość jest trudna. Pycha gwałci pamięć, zaciemnia ją. I znajduje się usprawiedliwienie, żeby pokryć dobrocią złe działania, którego nie jest się gotowym naprawić. Gromadzi się argumenty, racje, które tłumią głos sumienia, coraz słabszy, coraz mniej jasny.

Skoro bowiem przedmiotem woli jest dobro lub pozór dobra, wola może zmierzać do zła tylko wtedy, gdy to, co nie jest dobrem, przedstawi się rozumowi jako dobro[36]. Namiętności albo wypaczona wola przymuszają rozum, sprawiają, że pospiesznie się zgadza albo unika rozważania pewnych aspektów, które temu przeczą, żeby uchwycić się natomiast innych, które sprzyjają — ozdabiają dobrocią — ową skłonność.

Sumienia ulegają zniekształceniu, jeśli zabraknie pokory

37. Jeżeli nie jest się pokornym, głęboko pokornym, łatwo dojść do zniekształcenia sumienia. Być może w naszym życiu, ze słabości, będziemy mogli postępować źle. Jednakże istotne są jasne pojęcia, wyraźne sumienie: nie wolno nam robić złych rzeczy i mówić, że są święte.

Im mniej pokory, tym poważniejsze są konsekwencje tego zniekształcenia. Dlatego że niektórym nie wystarcza to subiektywne uspokojenie własnego sumienia, ale czują się heroldami nowej moralności, misjonarzami i prorokami tych dążeń zła, rozpowszechniają swoje błędy z gorliwością nowej krucjaty i pociągają za sobą słabych, którzy odnajdują w tych nowych doktrynach usprawiedliwienie swoich podłych uczynków, którzy czują się w ten sposób zwolnieni z przykrości poprawy, która — dla pokornych — jest przyjemnym obowiązkiem.

Nie słuchajcie proroków, którzy wam przepowiadają, wprowadzając was w błąd; zwiastują wam urojenia swego serca, nie zaś to, co pochodzi z ust Pańskich. Mówią stale tym, co uwłaczają słowu Pana: Będziecie zażywać pomyślności. Wszystkich zaś tych, co idą za popędem serca, zapewniają: Nie spotka was nieszczęście… Zwodzą mój lud kłamstwami i chełpliwością. Nie posłałem ich ani nie dawałem polecenia; w niczym też nie są użyteczni dla tego narodu — wyrocznia Pana (Jer 23, 16-17.32). Jeżeli po przeczytaniu tych słów Pisma Świętego, powiecie mi, że trudno jest zwykłej duszy o rozeznanie, dam Wam pewne kryterium: przede wszystkim miłość do Najświętszej Maryi Panny, a następnie posłuszeństwo, które jest kamieniem probierczym prawdziwej pokory.

Szczerość w kierownictwie duchowym

38. Do Dzieła przyszliśmy, żeby zostać świętymi. Nie będziemy się dziwić, stwierdzając, że jeszcze jesteśmy od tego dalecy. Dlatego przyjmiemy z prostotą nasze słabości, nie próbując przybierać ich prawością, unikając pychy, która straszliwie oślepia i sprawia, że wszystko widzi się odwrotnie niż jest w rzeczywistości. Moje Dzieci, bądźcie szczere wobec samych siebie, bądźcie obiektywne. W ten sposób osiągniemy skuteczność naszego poświęcenia. Jest to trudne: wymaga to pokory, starannie otworzyć serce na oścież w kierownictwie duchowym, żeby przewietrzyć wszystkie zakątki duszy.

Nasza ascetyka ma prostotę Ewangelii. Nie powinniśmy komplikować naszych dusz, pozostawiając ciemne serce. Nie możemy stępiać działania Ducha Świętego i wywoływać w naszym życiu zerwania ciągłości, które pozbawi nas — choćby na krótki czas — prostoty serca i szczerości wobec Boga (Por. 2 Kor 1, 12).

Jeżeli coś nas niepokoi, opowiadajmy o tym, chroniąc się przed niemym diabłem[37]. Opowiadajcie o wszystkim — o tym, co małe, i o tym, co wielkie, i w ten sposób zawsze będziecie zwyciężać. Nie zwycięża się, kiedy się nie mówi. Jest to zrozumiałe, dlatego że ten, kto milczy, ma wspólny sekret z Szatanem, a jest złą rzeczą mieć Szatana za przyjaciela.

39. Bądźcie niezwykle szczerzy. Nie pozwalajcie sobie na nic, żeby o tym nie mówić, trzeba mówić wszystko. Popatrzcie, że, jeżeli nie mówi się wszystkiego, droga zaczyna się wić. Popatrzcie, że jeżeli nie mówi się wszystkiego, drobiazg urasta do wielkich rozmiarów. Pamiętajcie opowiadanie o Cyganie[38], który poszedł do spowiedzi: proszę księdza, wyznaję, że ukradłem postronek… A za nim była mulica, a za nią kolejny postronek i kolejna mulica i tak dalej, aż do dwudziestu. Moje Dzieci, to samo dzieje się w przypadku wielu innych spraw: jeżeli pozwoli się na postronek, potem pojawia się reszta, cała karawana, pojawiają się potem zawstydzające sprawy.

Kiedy byłem mały, bardzo przeszkadzały mi dwie rzeczy: całowanie dorosłych przyjaciółek mojej matki, które przychodziły z wizytą, i zakładanie nowych ubrań. Właziłem pod łóżko. Potem moja matka z czułością mówiła: Josemaría, wstydzić się tylko grzechu. Wiele lat później zdałem sobie sprawę, że w owych słowach tkwi bardzo głęboka racja. Diabeł pozbawia nas wstydu, chcąc sprawić, żebyśmy się mylili, a potem nam go zwraca, żebyśmy nie opowiadali o naszych błędach. Być może o tych samych błędach, którymi inni się przechwalają — wyolbrzymiając je — przy kawiarnianym stoliku.

40. Nalegam, bądźcie bardzo szczerzy. A kiedy przydarzy się Wam coś, o czym nie chcielibyście, żeby wiedziano, powiedzcie to natychmiast — pędem — temu, kto może Wam pomóc — Dobremu Pasterzowi. To logiczna decyzja. Załóżcie, że człowiek chodzi z wielkim kamieniem na plecach i z kieszeniami pełnymi kamyków[39], które razem ważą sto gramów. Jeżeli umieścimy tę osobę w Madrycie, załóżmy, że musi ona pokonać odległość od Puerta del Sol do Cuatro Caminos. Kiedy nadejdzie kres trasy, osoba ta nie wyciągnie po jednym tych kamyków z kieszeni, a równocześnie nie pozostawi na plecach wielkiego kamienia. Moje Dzieci, my tak samo. Przede wszystkim musimy zrzucić z siebie to, co nam ciąży. Inny sposób postępowania to wielka głupota i początek nieszczerości.

Nie bójcie się niczego ani nikogo. Jeżeli pojawią się gorzkie owoce, powiedzcie o tym. Cały ratunek jest w Bogu, choćby chodziło o wielkie, ogromne przestępstwo. Powiedzcie o wszystkim. Mówcie, żeby zostało to naprawione. Ten, który Was będzie słuchał, nie przestraszy się niczego, dlatego że wie, że on również jest z gliny i że jest zdolny popełnić takie samo szaleństwo, jeżeli jest to szaleństwo, dlatego że najczęściej te cierpienia pochodzą ze skrupułów albo ze źle uformowanego sumienia. Jeszcze jeden powód, żeby mówić jasno.

41. Strach przed tymi, którzy kierują naszą duszą, to najbardziej diabelska pokusa. Strach i wstyd, które nie pozwalają na szczerość, to najwięksi wrogowie wytrwałości. Jesteśmy z gliny, ale jeżeli mówimy, glina nabiera trwałości brązu. Uchwyćcie się dobrze tych idei, wprowadzajcie je w życie i zapewnimy spokój w służbie Bogu, dlatego że będzie bardzo trudno nas oślepić.

Moje Dzieci, przyszliśmy do Dzieła, żeby być świętymi pośród świata. Warto dokładać wszelkich starań, żeby to osiągnąć. Kiedy chory idzie do kliniki, żeby odzyskać zdrowie. Jeżeli proszą go, żeby się rozebrał, bo muszą go zbadać, a on mówi, że nie… Jeżeli pytają go, jakie ma objawy, a on nie chce powiedzieć… Taką osobę trzeba zaprowadzić nie do kliniki, tylko do szpitala psychiatrycznego.

Powinniśmy udostępniać tym, którzy mają misję formowania nas, wiedzę o wszystkich naszych osobistych okolicznościach, nie możemy się bać, że będą wiedzieli, jacy jesteśmy. Przeciwnie — staranie o to, żeby nasza dusza była przezroczysta[40], musi sprawiać nam radość. Tylko w ten sposób, przy pomocy tej szczerości w stosunku do Boga, w stosunku do samych siebie i tych, którzy Was formują, osiągniemy — w miarę możliwości i z pomocą Boga — doskonałość chrześcijańską, doskonałość osobistą, wytrwałość w dobru.

42. Trzeba oddać się raz na zawsze bez zastrzeżeń, po męsku. Powiedzieć Panu: ecce ego: quia vocasti me [Oto jestem, przecież mnie wołałeś (1 Sm 3, 8)]. Spalić za sobą mosty[41], żeby nie było możliwości odwrotu. Ta zaś możliwość będzie istnieć, dopóki będziemy mieli w duszy ukryte zakamarki. Byłoby bolesne pogubić drogę, dlatego że tak nam się podoba, być może z tego powodu, że o czymś nie mówimy, do chwili kiedy wydaje się, że nie ma już rozwiązania. Jeżeli mówimy o wszystkim od pierwszej chwili, wszystkiemu można łatwo zaradzić.

W czasach pogody duchowej — dobrego przebóstwienia — róbcie jak inżynierowie, którzy gromadzą czyste wody spływające obficie z gór i kiedy poziom wód opada, mają solidny zbiornik do picia, do podlewania pól, do wytwarzania energii elektrycznej — światło i moc. Teraz, kiedy obfitujecie w jasność, w taki sposób, że znajdujecie się w sercu tego wysiłku bycia wiernymi, zróbcie mocne postanowienie dochodzenia do tej jasności, wzywając Naszą Matkę Maryję, jeżeli któregoś dnia Pan dopuści, że będziemy myśleć, że jesteśmy otoczeni ciemnościami.

Wierni do śmierci

43. Moje Dzieci, wszystko to, co sobie postanowiliśmy, redukuje się do bycia wiernymi w naszych drobnych obowiązkach każdej chwili, pewni, że robimy coś bardzo wielkiego — wypełniamy nasz obowiązek chrześcijan oddanych służbie Panu w tym życiu, które mija na oczekiwaniu życia wiecznego. Wszelkie bowiem ciało jest jak trawa, a cała jego chwała jak kwiat trawy: trawa uschła, a kwiat jej opadł, słowo zaś Pana trwa na wieki (1 P 1, 24-25).

Pomyślcie również, że statutum est hominibus semel mori (Hbr 9, 27), postanowione ludziom raz umrzeć. Jednym w dzieciństwie, innym w młodości — jak Wy, innym — w wieku całkowicie dojrzałym, innym, kiedy się zestarzeją. Nie możemy tracić czasu, który jest krótki. Starajcie się naprawdę wykonywać to zadanie naszego osobistego uświęcenia i naszej pracy apostolskiej, którą powierzył nam Pan. Wykonywać ją wiernie, lojalnie, zarządzać dobrze — ze zmysłem odpowiedzialności — talentami, które otrzymaliśmy, żeby rozwijać Dzieło Boże.

Boże powołanie wymaga od nas nienaruszalnej, pewnej, dziewiczej, radosnej, niekwestionowanej wierności wierze, czystości i drodze: kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony ( Mt 24, 13). Wierni do ostatniej chwili — w ten sposób będziemy święci.

Wierność wierze

44. Temu tłumowi, który podąża za Panem po rozmnożeniu chleba i ryb, Jezus powiedział: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Szukacie Mnie nie dlatego, że widzieliście znaki, ale dlatego, że jedliście chleb do syta (J 6, 26). Cuda, które czyni Pan, mają ten główny cel: ukazać Jego Boskość, żebyśmy mieli wiarę. Oni zaś rzekli do Niego: «Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boga?» Jezus, odpowiadając, rzekł do nich: «Na tym polega dzieło Boga, abyście wierzyli w Tego, którego On posłał». Rzekli do Niego: «Jaki więc Ty uczynisz znak, abyśmy go zobaczyli i Tobie uwierzyli? Cóż zdziałasz?» (J 6, 28-30).

Jeżeli brakuje woli wiary, pokornej dyspozycji duszy, nie dostrzega się cudów Boga. Rozum porusza się na zupełnie równej płaszczyźnie, bez poczucia tego, co nadprzyrodzone. Dlatego kiedy Jezus mówi im o Chlebie Życia, o Eucharystii, oni nadal myślą o ziemskim chlebie. Rzekli więc do Niego: «Panie, dawaj nam zawsze ten chleb!» (J 6, 34). Kiedy zaś proponuje im misterium, w które muszą uwierzyć w jego ścisłym znaczeniu, bez możliwości uniknięcia jego obiektywnie nadprzyrodzonej treści, kiedy wymaga od nich aktu wiary teologalnej — dając im wystarczającą łaskę do uwierzenia — dochodzi do chaotycznej ucieczki. Od tego czasu wielu uczniów Jego odeszło i już z Nim nie chodziło. Rzekł więc Jezus do Dwunastu: «Czyż i wy chcecie odejść?» Odpowiedział Mu Szymon Piotr: «Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Bożym» (J 6, 66-69).

Teraz proszę dla Was i dla mnie o wiarę Piotra, quae per caritatem operatur (Ga 5, 6), która działa przez miłość. Wiarę żywą, niezłomną, bez wahań, bez rozcieńczania jej treści, bez jednego cienia, czynną.

Wierność czystości przez wzgląd na Miłość

45. Miłujcie świętą czystość, moje Dzieci. Nasza czystość jest radosną afirmacją, logiczną konsekwencją naszego oddania w służbie Bogu, naszej Miłości. Moglibyśmy byli złożyć uczucie naszego serca w stworzeniu, ale wobec Bożego wezwania złożyliśmy to uczucie w całości[42], młode, wibrujące, czyste u stóp Jezusa Chrystusa, dlatego że tak nam się podoba — to bardzo nadprzyrodzony powód — odpowiedzieć na łaskę Pana.

Pozwólcie mi na pewien wtręt. Musimy mieć wielki szacunek i cześć dla stanu małżeńskiego, który jest szlachetny i święty — sacramentum hoc magnum est (Ef 5, 32 [43]), tajemnica to wielka — a my postrzegamy go jako inną drogę powołaniową, jako cudowne uczestnictwo w stwórczej mocy Boga. Jednakże jest pewną doktryną wiary[44], że powołanie do szlachetnego i czystego celibatu apostolskiego jest wyższe samo w sobie.

My będziemy szli naprzód z łaską Bożą nie jak aniołowie — byłby to nieporządek, dlatego że aniołowie mają inną naturę — tylko jak ludzie czyści, mocni, normalni! To, co tak wiele osób robi dla domowego ogniska, to, co zrobili nasi rodzice życiem chrześcijańskiej wierności, zróbmy my dla Miłości ponad wszelką Miłość. W związku z tym miłujcie bardzo świętą czystość, wzywajcie Naszą Matkę Pięknej Miłości, Najświętszą Maryję Pannę, i będziemy trwać — radośni i w nadprzyrodzony sposób płodni — na tej Bożej Drodze naszego Dzieła.

Jeżeli kiedyś odczuwacie, że ta łaska, którą uczynił nam Pan Bóg, jest w niebezpieczeństwie, nie powinniście się dziwić, dlatego że — już Wam to mówiłem — jesteśmy z gliny: habemus autem thesaurum istum in vasis fictilibus [Przechowujemy zaś ten skarb w naczyniach glinianych] (2 Kor 4, 7) — gliniane naczynie, żeby nieść Boży skarb. Nie mówię Ci tego na teraz. Mówię Ci o tym na wypadek, gdybyś kiedyś poczuł, że Twoje serce się waha. Na taką chwilę proszę Cię od teraz o wierność, która objawi się w wykorzystywaniu czasu i w panowaniu nad pychą, w Twojej decyzji pełnego poświęcenia posłuszeństwa, w Twoim staraniu o ujarzmienie wyobraźni. W tak wielu drobiazgach, skutecznych jednak, które strzegą jakości Twojego oddania, a równocześnie tę jakość ukazują.

Jeżeli w jakiejś chwili walka wewnętrzna stanie się trudniejsza, będzie to dobra okazja, żeby pokazać, że nasza Miłość jest prawdziwa. Dla tego, kto zaczął smakować w jakiś sposób oddanie, bycie pokonanym byłoby jak oszustwo, nędzne kłamstwo. Nie zapominaj ów krzyk św. Pawła: quis me liberabit de corpore mortis huius (Rz 7, 24), któż mnie wyzwoli z ciała, co wiedzie ku tej śmierci? I posłuchaj w Twojej duszy Bożej odpowiedzi: sufficit tibi gratia mea! (2 Kor 12, 9), wystarczy ci mojej łaski.

Miłości naszej młodości, którą z łaską Bożą hojnie oddaliśmy Mu, nie odbierzemy z upływem lat. Wierność to doskonałość miłości. W głębi wszystkich niesmaków, jakie mogą pojawić się w życiu duszy oddanej Bogu, zawsze jest element zepsucia i nieczystości. Jeżeli wierność będzie całkowita i bez pęknięć, będzie radosna i niekwestionowana.

Wierność powołaniu

46. Pozwólcie, że podkreślę: bądźcie wierni. To coś, co noszę zakotwiczone w sercu. Jeżeli będziecie wierni, nasza służba duszom i Świętemu Kościołowi napełni się obfitymi owocami duchowymi. Nie zapominajcie — powtarzam — że można popełnić w życiu jakiś błąd, ale to nie oznacza niczego przeciwko samej drodze ani przeciwko Miłości. To oznacza, że później musimy być roztropniejsi. Nikt nie może rozumować w następujący sposób: jako że nie daję sobie rady z ciężarem jednego obowiązku, nie będę spełniał żadnych innych. To reakcja wynikająca z pychy, to przejście od przebóstwienia do opętania. Corruptio optimi pessima, uczy stara scholastyczna maksyma: najgorsze jest zepsucie tego, co dobre. Tylko pokora — z łaską — może uniemożliwić owo zepsucie, owo krótkie przejście od tego, co najlepsze, do tego, co najgorsze. Gdy duch nieczysty opuści człowieka, błąka się po miejscach bezwodnych, szukając spoczynku. A gdy go nie znajduje, mówi: „Wrócę do swego domu, skąd wyszedłem”. Przychodzi i zastaje go wymiecionym i przyozdobionym. Wtedy idzie i bierze siedmiu innych duchów, złośliwszych niż on sam; wchodzą i mieszkają tam. I stan późniejszy owego człowieka staje się gorszy niż poprzedni (Łk 11, 24-26).

Zarzucenie wszystkiego, dlatego że zarzuciło się jedną sprawę, jest absurdem, nie prowadzi do niczego. To logika szaleńca. Niesiemy skarb i jeżeli — niezależnie od przyczyny — straciliśmy w drodze jakąś część, nawet znaczącą, nie jest to powód, żeby wyrzucić z rozżaleniem to, co nam pozostało. Najbardziej racjonalną postawą jest podjęcie wszelkich środków ostrożności i posłużenie się teraz również naszym doświadczeniem, żeby nie stracić niczego więcej. W sprawach duszy nie ma nic straconego bezpowrotnie. Pokorna i skruszona troska, z jaką będziemy się starać zachować to, co nam pozostanie, sprawi, że odzyskamy — z nawiązką — to, co utraciliśmy. Lecz zdarza się, że intensywność aktu pokuty bywa niekiedy proporcjonalnie równa, niekiedy zaś wyższa lub niższa od stopnia łaski, z której grzesznik wypadł. Wynika stąd, iż penitent, powstaje niekiedy z grzechu z łaską większą niż przedtem[45].

47. Ten, kto chwyta się przydrożnych krzaków, zostaje z własnej woli, wiedząc, że jest nieszczęśnikiem, dlatego że odwrócił się plecami do Miłości Chrystusa. Ponownie stwierdzam, że wszyscy mamy swoje nędze. Jednakże nasze nędze nie powinny nigdy prowadzić nas do odrzucenia Bożego wezwania, tylko do przylgnięcia do tego wezwania, do zanurzenia się w głąb tej Boskiej dobroci jak dawni wojownicy zanurzali się w swoją zbroję: owo ecce ego: quia vocasti me! (1 Sm 3, 6.9); oto jestem, przecież mnie wołałeś, to nasza obrona. Nie powinniśmy iść wbrew wezwaniu Boga, dlatego że mamy nasze nędze, ale atakować nędze, dlatego że wezwał nas Bóg.

Kiedy pojawia się trudność i pokusa, diabeł niejeden raz chce zmusić nas do następującego rozumowania: jako że masz tę nędzę, to znak, że Bóg cię nie powołuje, nie możesz iść dalej naprzód. My powinniśmy dostrzec sofizmat tego rozumowania i myśleć: skoro Bóg powołał mnie mimo tego błędu, z łaską Pana odniosę sukces.

Nasze oddanie nadaje nam jakby tytuł — prawo, żeby tak to nazwać — do łask odpowiednich do bycia wiernymi drodze, którą podjęliśmy pewnego dnia, dlatego że powołał nas Bóg. Wiara mówi nam, że bez względu na przeżywane przez nas okoliczności, nie zabraknie nam tych łask, jeżeli dobrowolnie z nich nie zrezygnujemy. My powinniśmy jednak współpracować. W ramach tej współpracy znajduje się realizacja cnoty męstwa, częścią zaś męstwa jest cierpliwość, aby znosić próbę, trudność, pokusę i własne nędze. Któż poddany takiej próbie pozostał doskonały? Poczytane mu to będzie za chlubę. Kto mógł zgrzeszyć, a nie zgrzeszył, uczynić źle, a nie uczynił? Dobra jego będą trwałe, a zgromadzenie wyliczać będzie jego miłosierne czyny (Syr 31, 10-11).

Stwórca wybrał nas od początku świata do tego życia polegającego na całkowitym oddaniu:elegit nos in ipso ante mundi constitutionem (Ef 1, 4), w Nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata. Nikt z nas, bez względu na to, co się stanie, nie ma prawa wątpić w wezwanie Boga. Istnieje światło Boga, istnieje wewnętrzna siła dana za darmo przez Pana, który chce, żeby obok Jego wszechmocy, kroczyła nasza słabość, obok Jego światła — ciemności naszej nędznej natury. Poszukuje nas, żebyśmy byli współodkupicielami, wyraźnym poruszeniem, w które nie możemy wątpić, dlatego że obok tysiąca powodów, jakie rozważaliśmy innym razem, mamy zewnętrzny znak — fakt, że pracujemy z całkowitym oddaniem w Jego Dziele, bez pośrednictwa ludzkiej motywacji. Gdyby nie powołał nas Bóg, nasza praca z tak wielkim poświęceniem w Opus Dei uczyniłaby nas godnymi pobytu w domu wariatów. Jednakże jesteśmy mądrymi ludźmi, więc jest coś fizycznego, zewnętrznego, co upewnia nas w tym, że to wezwanie pochodzi od Boga: veni, sequere me (Łk 18, 22); przyjdź i chodź za Mną.

48. Starajmy się być lojalni na przestrzeni naszego życia i jeżeli w jakimś momencie czujemy, że tacy nie jesteśmy, walczmy, prośmy Boga o pomoc i zwyciężymy, dlatego że Bóg nie przegrywa bitew. Złóżmy wszystkie nasze nędze u stóp Jezusa Chrystusa, żeby On zatryumfował. Zobaczycie, jak jest wysoko i w jaki sposób pomoże nam przebóstwić nasze ziemskie życie.

Ludzka słabość towarzyszy nam nawet w najlepszych chwilach, w najwznioślejszych chwilach naszego życia. Mamy — żeby nic nie mogło nas zdziwić — świadectwo świętej Ewangelii. Podczas Ostatniej Wieczerzy, w owym klimacie wylania miłości i Bożej ufności, na spotkaniu najbliższych, najlepiej uformowanych, umiłowanych: facta est autem contentio inter eos, quis eorum videretur esse maior (Łk 22, 24); powstał również spór między nimi o to, który z nich zdaje się być największy.

Dlatego kiedy poczujemy w samych sobie — albo w innych — jakąkolwiek słabość, nie powinniśmy okazywać zdziwienia. Przypomnijmy sobie o tamtych, którzy z niekwestionowaną słabością wytrwali i ponieśli słowo Boże wszystkim ludom i zostali święci. Jesteśmy gotowi walczyć i iść naprzód. Tym, co się liczy, jest wytrwałość.

Poprawiać się trochę każdego dnia

49. Stali, radośni, codziennie poprawiający trochę kurs, jak robią statki na pełnym morzu, żeby dotrzeć do portu. Święci byli jak my. Mieli dobrą wolę i szczerość poprawy w swoim życiu wewnętrznym, w swojej walce: ze zwycięstwami i porażkami, które czasami są zwycięstwami, w poszukiwaniu obcowania z Bogiem, który jest nadzieją, który jest wiarą, który jest Miłością. Nasz Bóg jest zadowolony z tej naszej walki, która jest pewnym znakiem, że mamy życie wewnętrzne, pragnienie chrześcijańskiej doskonałości.

Pamiętacie, kiedy Jan i Jakub podeszli do Jezusa i powiedzieli Mu: «Nauczycielu, pragniemy, żebyś nam uczynił to, o co Cię poprosimy». On ich zapytał: «Co chcecie, żebym wam uczynił?» Rzekli Mu: «Daj nam, żebyśmy w Twojej chwale siedzieli jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie». Jezus im odparł: «Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić, albo przyjąć chrzest, którym Ja mam być ochrzczony?» Odpowiedzieli Mu: Possumus «Możemy» (Mk 10, 35-39). Droga Chwały przechodzi przez wąskie miejsca śmierci. Czyż nie wiadomo wam, że my wszyscy, którzy otrzymaliśmy chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć? Zatem przez chrzest zanurzający nas w śmierć zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my postępowali w nowym życiu — jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca (Rz 6, 3-4).

Moje Dzieci, mówmy z Janem i Jakubem: possumus! [możemy por. Mk 10, 35-39]Omnia posum in eo qui me confortat (Flp 4, 13); wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia. Napełniajcie się ufnością, dlatego że Ten, który zapoczątkował w Was dobre dzieło, dokończy go ( Flp 1, 6). Uda się, jeżeli będziemy współpracować, dlatego że mamy zapewnioną moc Boga: quia tu es, Deus, fortitudo mea (Ps 43[42], 2 przecież Ty jesteś Bogiem mej ucieczki).

50. Nasza pedagogika składa się z afirmacji, nie z negacji, i redukuje się do dwóch spraw: działania ze zdrowym rozsądkiem i z nadprzyrodzonym zmysłem. Pośród innych przejawów tej pedagogiki jest jeden, który można wyrazić następująco: wiele ufności w Bogu, ufności w stosunku do innych i braku zaufania do samych siebie.

Nie ufajcie łatwo własnemu osądowi. Tak jak metal szlachetny poddaje się próbie — potrzeba kamienia probierczego — my chcemy widzieć, czy nasz osąd jest delikatnym złotem — pod względem ludzkim i nadprzyrodzonym — mając na uwadze opinię innych, zwłaszcza tych, którzy mają łaskę stanu, żeby nam pomagać. Dlatego musimy mieć dobrą dyspozycję, aby zmienić nasze zdanie, jeżeli byliśmy w błędzie. Przyznać się i poprawić nie jest poniżenie. To akt pełen prawości, który mieści się w pedagogice nadprzyrodzonej.

Dobro łaski jednostki jest większe niż dobro naturalne całego wszechświata[46]. Prosić Boga, żeby zawsze dawał naszemu rozumowi tę wiarę i tę nadprzyrodzoną wizję, która daje obiektywną hierarchię naszym ideom, naszym uczuciom i naszym uczynkom. Prosić o ten osąd, dlatego że jest to dar Boga.

51. Kontemplujcie ze mną to, co pisze św. Jan: Przybył więc do miasta samarytańskiego zwanego Sychar, w pobliżu pola, które dał Jakub synowi swemu, Józefowi. Było tam źródło Jakuba. Jezus zmęczony drogą siedział sobie przy źródle (J 4, 5-6). Jest czymś wzruszającym widzieć Pana zmęczonym. Poza tym odczuwa głód. Uczniowie poszli do sąsiedniej miejscowości, żeby poszukać czegoś do jedzenia. Jezus odczuwa też pragnienie: Wówczas nadeszła kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody. Jezus rzekł do niej: «Daj Mi pić!» (J 4, 7). Potem jest cała owa zachwycająca rozmowa, w której kapłańska dusza Chrystusa gorliwie zwraca się ku temu, żeby odzyskać zagubioną owcę, zapominając o zmęczeniu i głodzie, i pragnieniu. Tymczasem prosili Go uczniowie, mówiąc: «Rabbi, jedz!» On im rzekł: «Ja mam do jedzenia pokarm, o którym wy nie wiecie». Mówili więc uczniowie między sobą: «Czyż Mu kto przyniósł coś do zjedzenia?». Powiedział im Jezus: «Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło» ( J 4, 31-34).

Jezus Chrystus, perfectus Deus, perfectus homo[47] [prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek], jawi się naszemu rozumowi, żebyśmy byli pogodni wobec czystych wymogów naszej ubogiej natury, żebyśmy umieli o nich zapominać albo przynajmniej umieszczać je na drugim miejscu wobec dobra dusz — wszystkich dusz — żeby zachęcić nas do wypełniania Dzieła, które powierzył nam Bóg i żebyśmy umieli miłować Jego najświętszą wolę, karmiąc się zawsze tym wysiłkiem.

Wiara w miłosierdzie Boga

52. Jedno słowo Pana i bezpłodny figowiec usechł do samych korzeni. Zdumiewają się uczniowie a Jezus mówi im: Miejcie wiarę w Boga! Zaprawdę, powiadam wam: Kto powie tej górze: „Podnieś się i rzuć w morze”, a nie zwątpi w duszy, lecz wierzy, że spełni się to, co mówi, tak mu się stanie. Dlatego powiadam wam: Wszystko, o co prosicie w modlitwie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie (Mk 11, 22-24).

Wiara będzie niewyczerpalnym źródłem naszej apostolskiej płodności: Jak rzekło Pismo: Rzeki wody żywej popłyną z jego wnętrza (J 7, 38). Jednakże nasza wiara musi być pełna lojalnej wierności Magisterium Biskupa Rzymu.

53. Pan właśnie uzdrawiał niemych, ślepych, kulawych, chorych, wielu innych, którzy przed Nim stawali i posłuchajcie tego, co mówi: Żal mi tego tłumu! Już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść (Mt 15, 32). Serce Jezusa jest pełne miłości i współczuje owym ludziom, którzy idą za Nim przez tylko trzy dni!

Poza tym miejcie na uwadze, że niektórzy z owych ludzi szli za Panem, jak idzie się za uzdrowicielem albo za możnowładcą, żeby uzyskać jego łaski albo — w Piśmie Świętym nie brakuje dowodów tej intencji — ut caperent eum in sermone [mieli pochwycić Go w mowie] (Łk 20, 20), aby złapać Go za słowo i je zniekształcić. Jeżeli dla osób postępujących w ten sposób wytrwale przez trzy dni Jezus dokonuje wielkiego cudu rozmnożenia chlebów, pomyślcie, cóż uczyni dla nas. W chwilach kłopotów, kiedy odczuwacie Waszą nędzę, uciekajcie się z ufnością do Pana, oddawajcie się w Jego ręce i mówcie Mu, że idziemy za Nim dłużej niż przez trzy dni z miłością i poświęceniem.

54. Wzrastajcie w wierze wobec własnych lub cudzych przeszkód. Popatrzcie, jak zachowuje się setnik, zgodnie z tym, co opowiada św. Łukasz: A gdy był już niedaleko domu, setnik wysłał do Niego przyjaciół ze słowami: «Panie, nie trudź się, bo nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój. I dlatego ja sam nie uważałem się za godnego przyjść do Ciebie. Lecz powiedz słowo, a mój sługa odzyska zdrowie» (Łk 7, 6-7).

Trudności, przeciwieństwa znikają, w miarę, jak zbliżamy się do Boga w modlitwie. Rozmawiajmy pokornie i szczerze z Jezusem, mając na uwadze, że kto postępuje nieskazitelnie — bezpieczny (Prz 10, 9) i natychmiast stanie się światłość, nadejdą pokój i pogoda, i radość. I poczujemy się szczęśliwi, nawet kiedy będzie można jeszcze dostrzec błoto na skrzydłach[48]. Następnie umartwienie, pokuta i to błoto opadnie. I będziemy latać jak orły na wysokościach wiary i uczynków.

Jak ów człowiek, o którym mówi nam Księga Mądrości Syracha, przyłożyć serce, by od samego ranka zwrócić się do Pana, który go stworzył, i przed Najwyższego zaniesie swą prośbę. Otworzy usta do modlitwy i błagać będzie o przebaczenie swoich grzechów. Jeżeli Pan Wielki zechce, napełni go duchem zrozumienia, on zaś słowa mądrości swej niby deszcz wyleje i w modlitwie wychwalać będzie Pana. Pokieruje On jego zamiarem i wiedzą. Nad ukrytymi Jego tajemnicami będzie się zastanawiał. Wyłoży swą naukę o umiejętności postępowania (Syr 39, 6-11).

Modlitwa da nam dobre, pokorne, święte przebóstwienie i będziemy mogli pracować we wszystkich środowiskach bez żadnego niebezpieczeństwa. Da, quaesumus, omnipotens Deus: ut, quae divina sunt, iugiter exsequentes, donis mereamur caelestibus propinquare[49] [Wszechmogący Boże, spraw, prosimy, abyśmy pełniąc nieustannie służbę Bożą, mogli zbliżać się do niebieskich darów]: poprzez to ciągłe, wytrwałe podążanie za tym, co Boskie, Pan da nam pełnymi rękami bogactwo swoich darów, dobre przebóstwienie. Da nobis, quaesumus, Domine, perseverantem in tua voluntate famulatum; ut in diebus nostris, et merito et numero populus tibi serviens augeatur[50] [Prosimy Cię, Panie, daj nam wytrwale służyć Ci według Twojej woli, aby za dni naszych lud Twój wzrastał w liczbę i zasługi]. Bądźmy wytrwali w służbie Bogu i zobaczymy, jak wzrasta w liczbie i w świętości ta armia pokoju, ten lud współodkupienia.

Zawsze można zostać świętym

55. Moje Dzieci, idźcie naprzód z radością, z wysiłkiem. Nic nas nie powstrzyma na świecie, dopóki będziemy służyć Panu, dlatego że wszystko jest dobre dla tych, którzy miłują Boga: diligentibus Deum, omnia cooperantur in bonum [Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra] (Rz 8, 28). W życiu wszystko można naprawić za wyjątkiem śmierci, a dla nas śmierć to życie. Nic nie ma znaczenia, jeżeli jest szczerość, zmysł nadprzyrodzony i dobry humor. Nic nie jest nigdy stracone. Barabasz był zabójcą i buntownikiem, a Śmierć Chrystusa — życie za Życie — ratuje go od śmierci. Dyzma[51] był złoczyńcą, przestępcą, i jedno pokorne słowo skruchy, prosta i ufna modlitwa i Jezus — życie za Życie — ratuje go od śmierci wiecznej. Poprawiaj się, dlatego że nigdy nie jest za późno, żeby się poprawić, ale poprawiaj się niezwłocznie, mój Synu!

Bardzo różne osoby przychodzą i będą przychodzić do Opus Dei — osoby wszelkiego rodzaju. Niektóre, nazywane również osobami przychodzącymi około jedenastej godziny (Mt 20, 9), jak owi robotnicy w winnicy. Sprawi mi wielką radość, kiedy zobaczę, jak przychodzi do Dzieła, powołany przez Boga, człowiek pod koniec swojego życia. Być może jest to dusza, która przeżyła wiele lat w oddaleniu od Jezusa Chrystusa. Zawsze jest miejsce dla robotnika ostatniej godziny i — jeżeli będzie wierny — otrzyma nagrodę chwały, być może tylko dzięki kilku minutom miłości, dobrowolnie przywiązany do Krzyża za nogi i za ręce. Świętość nie polega na tym, żeby wiele robić, tylko żeby wiele miłować. Wielka Miłość czeka na nas w niebie — bez zdrad, bez oszustw. Cała miłość, całe piękno, cała wielkość, cała wiedza… I bez znużenia: nasyci nas, nie sycąc.

Zawsze istnieli heretycy — byli już w czasach Apostołów — którzy próbowali pozbawić nas tej nadziei. Jeżeli zatem głosi się, że Chrystus zmartwychwstał, to dlaczego twierdzą niektórzy spośród was, że nie ma zmartwychwstania? Jeśli nie ma zmartwychwstania, to i Chrystus nie zmartwychwstał. A jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara… Jeżeli tylko w tym życiu w Chrystusie nadzieję pokładamy, jesteśmy bardziej od wszystkich ludzi godni politowania (1 Kor 15, 12-14.19).

Znośmy wszystkie trudności naszej żeglugi po morzach świata, z nadzieją na niebo. Dla nas i dla wszystkich dusz, które chcą miłować, pragnieniem jest dotarcie do Boga — chwała Niebios. W przeciwnym wypadku nic nie ma sensu. Aby pójść do Nieba, potrzebna jest wierność. Do wierności trzeba walczyć, iść naprzód naszą drogą, nawet kiedy nieraz padamy na twarz. Razem z Nim powstaniemy.

Odpowiedzialni za świętość innych

56. Nie jesteśmy sami. Vae soli [Samotnemu biada] (Koh 4, 10). Nieszczęśliwi są ci, którzy są sami. Starajmy się, żeby nie zabrakło nam poczucia odpowiedzialności. Wiedzmy, że jesteśmy ogniwami tego samego łańcucha. Dlatego każdy z nas — dzieci Boga w Jego Dziele — niech prawdziwie powtarza: chcę, żeby to ogniwo, którym jestem, nie zostało zerwane, dlatego że jeżeli pęknę, zdradzę Boga, Kościół Święty i moich braci. I będziemy się radować mocą innych ogniw. Będę się cieszyć, że są ogniwa ze złota, z platyny, inkrustowane szlachetnymi kamieniami. Żadne dziecko Boże nie jest nigdy samo, żadne nie jest pojedynczym wersem. Jesteśmy wersami tego samego epickiego, Boskiego poematu i nie możemy rozrywać tej jedności, tej harmonii, tej skuteczności.

Musicie być zwycięscy w Waszych nędzach, czyniąc zwycięskimi innych. Wszyscy razem pomożecie mi wytrwać. Przy błędach, jakie mamy wszyscy i które — kiedy je uznajemy, prosząc Pana o przebaczenie — czynią nas pokornymi i zasługują na to, żebyśmy mówili z Kościołem: felix culpa! [szczęśliwa wino][52].

W ten sposób osiągniemy pogodę ducha, będziemy pomagali sobie nawzajem kochać i przeżywać własną świętość i świętość innych. I będziemy mieć owo męstwo, które jak karty do gry, które nie mogą utrzymać się same, ale które oparte jedna na drugiej, mogą tworzyć domek[53]. Bóg liczy się z naszą słabością, z naszą słabość i z słabość innych, jednakże liczy również na męstwo wszystkich, jeżeli łączy nas miłość. Miłujcie błogosławione upomnienie braterskie[54], które zapewnia prawość naszej wędrówki, tożsamość dobrego ducha: idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata (Mt 18, 15).

Miejmy wielkie serce, żeby miłować wszystkie stworzenia na tej ziemi z ich wadami, z ich różnym sposobem bycia. Nie zapominajmy, że niekiedy trzeba pomagać duszom, żeby poruszały się stopniowo we właściwym kierunku. Zachęcać je cierpliwością do powolnej wędrówki naprzód, w taki sposób, że ledwie będą mogły zdać sobie sprawę z ruchu, chociaż będą iść naprzód.

W naszym zasiewie pokoju i radości trzeba będzie rozpowszechniać i wspierać uprawnioną osobistą wolność ludzi, a także jej bronić. Każdy człowiek ma obowiązek przyjąć przypadającą mu odpowiedzialność w odniesieniu do ziemskich zadań. Również obowiązek obrony wolności innych ludzi, jak również swojej własnej i zrozumienia wszystkich. Miłość polegająca na akceptacji innych takimi, jacy są — dlatego że każdy z nas ma na swoim koncie winy i błędy — pomagając im z łaską Bożą i ludzkim wdziękiem w przezwyciężaniu tych wad, żebyśmy wszyscy mogli się wspierać w celu niesienia z godnością miana chrześcijan.

57. Wokół Was jest wiele dusz i nie mamy prawa do bycia przeszkodą dla ich dobra duchowego. Jesteśmy zmuszeni poszukiwać chrześcijańskiej doskonałości, być świętymi, nie sprzeniewierzyć się, nie tylko Bogu z powodu wyboru, którego przedmiotem nas uczynił, ale również wszystkich tych stworzeń, które tak wiele oczekują od naszej pracy apostolskiej. Również z ludzkich powodów. Z samej lojalności walczymy o dawanie dobrego przykładu. Gdybyśmy któregoś dnia mieli to nieszczęście, że nasze uczynki nie byłyby godne chrześcijanina, będziemy prosić Pana o Jego łaskę, żeby się poprawić.

W masie ludzkości musimy być zaczynem. Potrzebujemy zatem świętości. Zaradzać minionym błędom, zabierać się z pokorą do praktykowania cnót w naszym życiu codziennym. Jeżeli będziemy żyć w ten sposób, będziemy wierni. Co za radość, kiedy po nadejściu wieczornego rachunku sumienia można powiedzieć: Panie, nie zajmowałem się samym sobą przez cały dzień, dlatego że wciąż byłem zajęty służeniem Tobie, służeniem innym, z Miłości do Ciebie!

Zjednoczeni z Panem

58. Sami nie możemy zrobić nic pożytecznego, dlatego że przerwaliśmy drogę relacji z Bogiem: sine me nihil potestis facere (J 15, 5); beze Mnie nic nie możecie uczynić. Jednakże zjednoczeni z Panem możemy wszystko: omnia possum in eo qui me confortat (Flp 4, 13); wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia, choćbyśmy popełniali pomyłki i błędy, jeżeli walczymy o to, żeby ich nie popełniać.

Pewnego razu mojemu znajomemu — właściwie nie znam go dobrze do dzisiaj — śniło się[55], że leci wysoko samolotem, ale nie wewnątrz, tylko na skrzydle i straszliwie cierpi. Nasz Pan dał mu do zrozumienia, że w ten sposób na wysokościach apostolstwa dusze, które nie mają życia wewnętrznego, przy ciągłym niebezpieczeństwie opadania w dół, w cierpieniu i niepewności.

59. To życie jest bitwą, wojną, wojną pokojową[56] toczoną zawsze in gaudio et pace. Będziemy odczuwać ten pokój i tę radość, jeżeli będziemy mężczyznami — lub kobietami — Dzieła, co oznacza: szczerze pobożnymi, wykształconymi — każdy w swoim zawodzie — pracowitymi, sportowcami w życiu duchowym: Czyż nie wiecie, że gdy zawodnicy biegną na stadionie, wszyscy wprawdzie biegną, lecz jeden tylko otrzymuje nagrodę? Przeto tak biegnijcie, abyście ją otrzymali. Każdy, kto staje do zapasów, wszystkiego sobie odmawia; oni, aby zdobyć przemijającą nagrodę, my zaś — nieprzemijającą (1 Kor 9, 24-25).

Dlatego jesteśmy duszami kontemplacyjnymi, prowadzącymi nieustanny dialog, obcującymi z Panem w każdej chwili[57] — od pierwszej myśli dnia do ostatniej myśli nocy. Dlatego że jesteśmy zakochani i żyjemy Miłością, umieszczamy nieustannie nasze serce w Naszym Panu Jezusie Chrystusie, docierając do Niego przez Najświętszą Maryję Pannę i przez Niego do Ojca i Ducha Świętego.

Jeżeli w jakiejś chwili pojawia się niepokój, troska, zaniepokojenie, zbliżmy się do Pana i mówmy Mu, że oddajemy się w Jego dłonie niczym małe dziecko w ramiona swojego ojca. Jest to oddanie, które zakłada wiarę, nadzieję, ufność, miłość.

Mogę powiedzieć, że ten, kto wypełnia nasze Normy życia — ten, kto walczy o ich wypełnianie — zarówno w zdrowiu, jak i w chorobie, w młodości i w starości, kiedy świeci słońce i kiedy jest burza, kiedy nie jest mu trudno je wypełniać i kiedy wiele go to kosztuje, ten mój syn jest przeznaczony, jeżeli wytrwa do końca[58]. Jestem pewny jego świętości.

W taki sposób miłuje nasz Bóg stworzenia — deliciae meae esse cum filii hominum (Prz 8, 31), radowałam się przy synach ludzkich — gdyż, jeżeli w jakiejś chwili nie umieliśmy być wierni Panu, Pan owszem podążał za nami. Tak samo jak matka nie ma pamięta brakach serdeczności syna, kiedy on podchodzi do niej z miłością, również Jezus nie pamięta o sprawach, których nie załatwiliśmy dobrze, kiedy na koniec idziemy z miłością ku Niemu, skruszeni, czyści dzięki sakramentowi pokuty.

60. A zatem synostwo Boże. Dzięki tej cudownej wierze nie tracimy pogody ducha, żeby czuć się pewnie, żeby wrócić, jeżeli zboczyliśmy z drogi w jakiejś potyczce tej codziennej walki — nawet gdyby była to wielka porażka — ponieważ z powodu naszej słabości możemy zboczyć z drogi i faktycznie schodzimy z drogi. Czujmy się dziećmi Boga, żeby powracać do Niego z wdzięcznością, pewni, że zostaniemy przyjęci przez naszego Ojca w niebie.

Pan mówi do nas — jeżeli chcemy Go słuchać, w głębi naszej duszy, przez osoby i wydarzenia — jak pełen miłości Ojciec. I daje nam, nie w spektakularny sposób, odpowiednią łaskę, żebyśmy mieli konieczne siły, nawet ludzką energię, żeby kończyć rzeczy z tą samą nadzieją, z jaką je zaczynaliśmy. Dlatego przebóstwienie, które prowadzi nas do wytrwałości, do życia w pełni nadziei, do przezwyciężania trudności, to nie jest już krzyk pychy. To krzyk pokory: sposób ukazywania naszej jedności z Bogiem, przejaw miłości. To ta sama nędza, która prowadzi nas do chronienia się w Bogu, do przebóstwienia.

Obcować z ufnością z Jezusem Chrystusem. Radość w walce

61. Obcować z Bogiem, dotykać Boga. Popatrzcie, jak Św. Łukasz opowiada nam o uzdrowieniu kobiety cierpiącej na krwotok. Jezus rzekł: «Kto się Mnie dotknął?» Gdy wszyscy się wypierali, Piotr powiedział: «Mistrzu, to tłumy zewsząd Cię otaczają i ściskają» (Łk 8, 45). Z Chrystusa życie wychodzi strumieniami: Boska moc. Mój Synu, Ty rozmawiasz z Nim, dotykasz Go, spożywasz Go codziennie. Obcujesz z Nim w Świętej Eucharystii i w modlitwie, w Chlebie i w Słowie.

Sporo lat temu byłem świadkiem następującej sceny[59]. Było wielu ludzi, a pośród nich jeden dość znany człowiek. Ludzie zatrzymywali się, żeby na niego popatrzeć. Jakieś dziecko wyszło z tłumu, wyciągnęło rączkę w stronę ubrania mężczyzny, którego wszyscy podziwiali, i powróciło z rozjaśnioną twarzą, wołając: dotknąłem go!

My robimy więcej — przeżywamy osobistą przyjaźń z Jezusem Chrystusem. W tej relacji leży podstawa naszego dobrego przebóstwienia. W świętej Eucharystii i w modlitwie znajduje się katedra, na której uczymy się żyć, służąc w radosny sposób wszystkim duszom, uczymy się rządzić, również służąc, uczymy się być posłusznymi w wolności, w dobrowolnym posłuszeństwie, uczymy się poszukiwać jedności w poszanowaniu różności, różnorodności, w najgłębszej identyfikacji.

Dzieje Apostolskie opisują w niewielu słowach atmosferę pierwszej chrześcijańskiej społeczności: trwali oni w nauce Apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach (Dz 2, 42). Z Wiarą, Chlebem i Słowem będziemy trwać, będziemy nazywani zwycięzcami i będziemy mieć całą miłość, która oczekuje nas w niebie po tym, jak byliśmy szczęśliwi na ziemi i otwieraliśmy drogi pokoju pośród świata tak wielu duszom ze wszystkich krajów[60].

62. Moje Dzieci, obyście byli zadowoleni. Ja taki jestem, chociaż nie powinienem taki być, jeśli spojrzeć na moje ubogie życie. Jednakże jestem zadowolony, dlatego że widzę, że Pan poszukuje nas raz jeszcze, że Pan nadal jest naszym Ojcem, dlatego że wiem, że Wy i ja widzimy, co trzeba rozpocząć i zdecydowanie to rozpoczniemy, jakie sprawy trzeba wypalić i je wypalimy, jakie rzeczy trzeba poświęcić i poświęcimy je.

Matko moja, tym dzieciom i mnie dawaj błogosławiony dar pokory w walce, która uczyni nas szczerymi, radość, dzięki której poczujemy się tak głęboko zanurzeni w Bogu, przebóstwieni. Uświęcona i nadprzyrodzona radość widzenia całej małości — całej nędzy, całej słabości naszej ubogiej ludzkiej natury z jej słabościami i wadami — gotowej być wierną łasce Pana i w ten sposób być narzędziem do wielkich spraw.

Mówcie ze mną: Panie, tak, z pomocą Naszej Matki w Niebie będziemy wierni, będziemy pokorni i nigdy nie zapomnimy, że mamy stopy z gliny i że wszystko, co w nas lśni, jest Twoje, jest łaską, jest tym przebóstwieniem, które nam dajesz, dlatego że chcesz, dlatego że jesteś dobry. Confitemini Domino quoniam bonus (Ps 106[105], 1); chwalcie Pana, bo jest dobry.

63. Nie ma takiej burzy, która mogłaby zatopić serce Najświętszej Matki Boga. Każdy z nas, kiedy nadchodzą burze, niech walczy, a żeby być pewnym, uciekajmy się pod pewną opiekę Najsłodszego Serca Maryi. Ona, Najświętsza Dziewica, jest naszą pewnością, jest Matką Pięknej Miłości, Stolico Mądrości, Pośredniczką wszelkich łask, która zaprowadzi nas za rękę do swojego Syna — Jezusa.

Moje Dzieci, kiedy będziecie smutni i kiedy będziecie weseli, kiedy Wasze nędze będą mniej lub więcej widoczne i kiedy będą Wam najbardziej ciążyć, uciekajcie się zawsze do Maryi, dlatego że Ona nigdy nas nie opuści na tej drodze służby Jej Synowi Jezusowi pośród świata.

Święta Maryjo, Matko Boża, Matko nasza, która tak wiele wiesz o nędzach Twoich dzieci — ludzi. Święta Maryjo, Błagająca Wszechmocy, przebacz nasze życie, to, co było w nas, co miało być światłem, a było ciemnościami, co miało być siłą, a było słabością, co miało być ogniem, a było letniością. Dlatego że znamy niską jakość naszego życia, pomagaj nam żyć inaczej, żyć w owej dobrej rodzinnej atmosferze jako Twoim dzieciom.

Błogosławieństwo od Waszego Ojca.

Madryt, 24 marca 1931 r.

[1] Luis Cano pracuje w Instituto Storica San Josemaría Escrivá, przygotwował wydanie Cartas (I), Rialp 2020

[2] „Stanowczy nakaz Chrystusa” wyrażenie to pojawia się w Apuntes íntimos: „musimy być apostołami, którzy wypełniają nakaz Chrystusa” (listopad 1933); później, pojawiło się w Consideraciones espirituales (red. de Cuenca, 1934) i w Drodze, nr 942. Jak wyjaśnia Pedro Rodríguez, „wyrażenie„stanowczy nakaz Chrystusa” w ustach Autora wyznacza charakter „boskiego powołania”, jakie ma proponowane przez niego oddanie się apostolstwu” (zob. Droga, OC, I/1, s. 1003). Zamieścił ją także w Instrukcji z 19 marca 1934 r., n. 27.

[3] S. Th. II-II, q. 129, a. 7 ad 2.

[4] Św. Augustyn z Hippony, Enarrationes in Psalmos, 85, 4 (CChr. SL 39, str. 1179), tekst polski w: Św. Augustyn, Objaśnienia psalmów. Ps 78-102, tłum. Jan Sulowski, Akademia Teologii Katolickiej, Warszawa 1986.

[5] „Pył wznoszony przez wiatr” już 13 września 1932 roku użył tego przykładu w Apuntes íntimos (Notatki intymne) i włączy go do Drogi (por. Droga, OC, I/1, kom. do n. 599, s. 748). W tym Liście św. Josemaría nadaje mu bardziej pozytywny ton, podkreślając działanie łaski Bożej.

[6] Diadoch z Fotyki, Capita centum de perfectione spirituali, c. 95 (PG 65, kol. 1207-1208).

[7] S. Th. II-II, q. 24, a. 7 c.

[8] Por. Św. Augustyn z Hippony, De peccatorum meritis et remissione et de Baptismo parvulorum ad Marcellinum libri tres, II, c. 13, 20 (CSEL 60, str. 93) (przyp. wyd.).

[9] Św. Augustyn z Hippony, Enarrationes in Psalmos, 38, 6 (CChr. SL 39, str. 1179), tekst polski w: Św. Augustyn, Objaśnienia psalmów. Ps 36-57, tłum. Jan Sulowski, Akademia Teologii Katolickiej, Warszawa 1986.

[10] Przekład Jakuba Wujka, lepiej odpowiadający tekstowi hiszpańskiemu prawdopodobnie również będącego przekładem z Wulgaty (uwaga tłumacza).

[11] „To ciągła walka (...) Pokój jest konsekwencją zwycięstwa!”: zdanie to znajduje się niemal dosłownie w n. 308 Droga (zob. OC,I/1, s. 491-492).

[12] S. Th. II-II, q. 79, a. 1 c.

[13] Modlitwa do Św. Michała Archanioła stanowi część tzw. modlitw Leonowych (preces Leoninae) odmawianych z polecenia Ojca Świętego Leona XIII po każdej Mszy cichej.

[14] „I żadnej mentalności ofiary”: wydaje się, że jest to uściślenie tego, co napisał wiele lat wcześniej w swoich Apuntes íntimos, a później w Drodze: "tak pięknie jest być ofiarą" (28 marca 1933; zob. Droga, OC, I/1, kom. do n. 175, s. 373-375). Tak zwana "duchowość ofiarna" rozpowszechniła się między końcem XIX a początkiem XX wieku: por. Giuseppe MANZONI, "Victimale (spiritualité)", DSp 16, kol. 541-545. Autor mógł ją poznać dzięki pismom św. Teresy z Lisieux, która praktykowała rodzaj ofiary składanej miłosiernej Miłości Jezusa. Wiemy też, że Don Norberto Rodriguez, ksiądz związany z Założycielem, wpłynął na niego w tym kierunku. Z biegiem lat odrzucił „mentalność ofiary”, ale nie ducha poświęcenia. W 1972 roku powiedział: „czuć się niezrozumianym, uważać się za ofiarę, zawsze niesie ze sobą wielką duchową pychę” (W dialogu z Panem, OC,V/1, 19.5b, s. 346).

[15] S. Th. II-II, q. 4, a. 8 ad 2.

[16] Św. Augustyn z Hippony, Sermo 21, 2 (CChr.SL 41, str. 278).

[17] „Normy”: zwyczajowe praktyki pobożności członków Opus Dei, por. Opus Dei, por. Elena ÁLVAREZ, „Plan de vida”, w DJE, s. 977-980.

[18] „Na przekór”: odnosi się do sytuacji życiowej, w której doświadcza się trudności i oporu wobec spraw duchowych.

[19] „Przemieniania prozy codzienności w jedenastozgłoskowy poemat heroiczny”: metafora, której używał przy innych okazjach, aby odnieść się do uświęcenia pośród świata (zob. homilię Namiętnie kochać świat w Rozmowach, OC,I/3, n. 116b, s. 493; To Chrystus przechodzi, OC,I/4, n. 50c, s. 360; Bruzda, n. 500).

[20] „Miłość to czyny, a nie piękne słowa”: odnosi się do wewnętrznej lokucji, którą doświadczył 16 lutego 1932 r. i którą przepisał w n. 933 Drogi (zob. Droga, OC, I/1, kom. do n. 933, s. 996-998).

[21] Przekład Jakuba Wujka o wiele bardziej pasuje do tekstu z wydania hiszpańskiego (uwaga tłumacza).

[22] S. Th. III, q. 62, a. 6 ad 3.

[23] „Dobry , roztropny i pobożny zakonnik”: nie udało się ustalić, kim był.

[24] „Do miłości ziemskiej”: przykład jest jasny: zarówno dla tych, którzy zobowiązali się wobec Boga do życia w celibacie, jak i dla tych, którzy uświęcają się w stanie małżeńskim, być nielojalnym, szukać pociechy w niewiernej miłości, byłoby wyrzuceniem czegoś bardzo wielkiego, jak Ezaw, który zamienił prawo pierworództwa ze swoim bratem Jakubem na misę soczewicy (por. Rdz 25, 29-34).

[25] Por. Rz 8, 28 „Wiemy też, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra, z tymi, którzy są powołani według Jego zamiaru”.(przyp. wyd.).

[26] Św. Augustyn z Hippony, De correptione et gratia liber unus, c. 9, 24 (CSEL 92, str. 247), tekst polski w: Św. Augustyn, Łaska, wiara, przeznaczenie, tłum. ks. Wacław Eborowicz, Księgarnia Św. Wojciecha, Warszawa 1971.

[27] S. Th. II-II, q. 35, a. 1 ad 3.

[28]„Z uległością oddać się w ręce Boga”: na temat uległego oddania się w ręce Bora i jego miejscu w duchowej historii św. Josemaríi, zwłaszcza na początku lat trzydziestych, zob. To Chrystus przechodzi, OC, I/4, kom. do n. 160e, s. 802.

[29] „Spotkanie z Aleksandrem Wielkim”: nie odnaleźliśmy tej anegdoty w głównych starożytnych biografiach Aleksandra Wielkiego. Jest ona opowiadana, z różnymi wariantami, we współczesnych pismach traktujących o wzorcowych cnotach. Wspomina o tym również św. Josemaría w To Chrystus przechodzi, OC,I/4, n. 160e, s. 802.

[30] „Przy pomocy klamer”: to porównanie ze sposobem używanym w dawnych czasach do naprawy stłuczonych glinianych naczyń jest częste w przepowiadaniu św. Josemaríi. Por. W dialogu z Panem OC,V/1, 15.5b, s. 287; 19.5b, s. 345-346; 20.5e, s. 359; 25.4b, s. 422-423; Przyjaciele Boga, nr 95, 107-108.

[31] „Pauper servus et humilis”:„ubogi i pokorny sługa”. Wyrażenie to pochodzi z hymnu Sacris Solemnis, przypisywanego św. Tomaszowi z Akwinu na święto Bożego Ciała. Konkretnie znajduje się ona w ostatnim wersie przedostatniej strofy, znanej jako Panis Angelicum, osławionej muzyką Césara Francka. Por. Jakub Athanasius WEISHEIPL, Tomasz z Akwinu. Vida, obras y doctrina, Pamplona, Eunsa, 1994, s. 218.

[32] Dosłownie „nabazgrolona pokora”: pokora fałszywa i na pokaz.

[33] Św. Jan Chryzostom, Sermo Non esse ad gratiam concionandum, 4, (PG 50, kol. 658-659).

[34] Św. Augustyn z Hippony, Sermo 69, 2 (PL 38, col. 441).

[35] „Pierwszy pisarz Kastylii” odnosi się to do Miguela de Cervantesa, który w swojej wzorcowej powieści El coloquio de los perros wkłada to stwierdzenie w usta Berganzy, jednego z psich bohaterów (cfr. fol. 246v, ed. by Florencio SEVILLA ARROYO, Alicante, Biblioteca Virtual Miguel de Cervantes, 2001). Nowele przykładne, t. 2, tłum. Zofia Karczewska-Markiewicz, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1976.

[36] S. Th. I-II, q. 77, a. 2 c.

[37] „Niemy diabeł”: figura zaczerpnięta z Ewangelii (por. Mt 9, 32-33; Mk 9, 24) na określenie diabelskiego wpływu, który sprawia, że w spowiedzi lub w kierownictwie duchowym nie mówi się tego, co wstydliwe. Jest to obraz znany i częsty u św. Josemaríi (zob. Droga, OC, I/1, n. 236, s. 424-425; Kuźnia, n. 127; Przyjaciele Boga, nn. 188-189; W dialogu z Panem, OC, V/1, 9.5a, s. 222; 15.5f, s. 288-289; 19.5a, s. 345). Pojawia się w pismach katechetycznych św. Emmanuela Gonzaleza, którego św. Josemaría znał w latach trzydziestych. Na przykład jeden z nich, który został powielony w hiszpańskim biuletynie diecezjalnym, nosi tytuł „Przeciwko niememu demonowi”. Tam wyjaśnia graficzny sposób uświadomienia dzieciom potrzeby szczerości w spowiedzi (w Boletín Oficial del Arzobispado de Santiago, 1927, s. 130-132). Niektóre z tych przykładów zostały opublikowane w czasopiśmie El granito de arena, które św. Josemaría dobrze znał (zob. Droga, OC, I/1, com. i nt. do n. 87, s. 298-299).

[38] „Opowiadanie o Cyganie”: w Przyjaciołach Boga nr 15 nawiązuje do tej samej anegdoty, zaznaczając: "To nic więcej jak historia, żart, bo o spowiedzi nigdy się nie mówi, pomijając fakt, że mam wielki szacunek dla Cyganów".

[39] „Kieszenie pełne kamyków”: Escrivá mógł się inspirować innym przykładem biskupa Manuela Gonzáleza, o którym już wspominaliśmy. Idea grzechów jako kamyków, które należy wyjąć z kieszeni poprzez spowiedź, pojawia się w „Contra el demonio mudo”, którą już cytowaliśmy, choć tam kontekst jest nieco inny i nie ma mowy o dużym kamieniu na plecach. Droga od placu w centrum Madrytu na północ w okolice stadionu Realu Madryt, o długości ponad czterech kilometrów.

[40] „Aby nasza dusza była przezroczysta”: rada św. Josemarii zakłada całkowitą wolność w uzewnętrznianiu swojego wnętrza, gdyż wszelka praca w ramach pomocy duchowej musi być wykonywana bez „najmniejszej dozy przymusu. Bogu chce się służyć w wolności”,List nr 3, 66d. O wolności w towarzyszeniu duchowym w Opus Dei zob. Ernst BURKHART - Javier LÓPEZ, Vida cotidiana y santidad en la enseñanza de San Josemaría, t. III, Madrid, Rialp, 2013, s. 576- 605.

[41] Dosłownie„Spalić statki”: fraza zainspirowana życiem Hernána Cortésa (1485-1547), która przeszła do języka potocznego jako przysłowiowy przykład determinacji w wypełnianiu misji, wyrzekając się wcześniej jakiejkolwiek możliwości odwrotu. Św. Josemaría używa go w tym kontekście: wytrwanie w powołaniu, jak czytamy w Ewangelii, wymaga nie oglądania się za siebie (por. Łk 9, 62) i odważnego ogołocenia się ze wszystkiego, co mogłoby być pokusą przeciwko wierności. Na temat historii i mitu zniszczenia statków - które w rzeczywistości nie zostały spalone, lecz zatopione - patrz udokumentowane studium Véleza, gdzie wymienione są inne podobne precedensy w historii klasycznej. Por. Iván VÉLEZ, El mito de Cortés, Madrid, Ediciones Encuentro, 2016, s. 201-234.

[42] „Złożyliśmy to uczucie w całości”: chociaż w innym miejscu potwierdza, że nauka ta dotyczy w równym stopniu wszystkich chrześcijan, niezależnie od ich stanu (por. Przyjaciele Boga, n. 177), w tym kontekście odnosi się do tych, którzy przeżywają powołanie do celibatu.

[43] Tekst polski z BT, dosłownie byłoby „sakrament ten jest wielki” (uwaga tłumacza)

[44] „Pewną doktryną wiary”: Ogłosił to Sobór Trydencki (Sesja 24, 11 listopada 1563, Canons de Sacramento Matrimonii, n. 10, w KOD, s. 755).

[45] S. Th. III, q. 89, a. 2 c.

[46] S. Th. I-II, q. 113, a. 9 ad 2.

[47] Symbolum Quicumque pseudo-Athanasianum, 32 (DH, 75).

[48] „błoto na skrzydłach”: to porównanie sięga co najmniej do rekolekcji duchowych, które odbył w 1932 roku. Zapisał ją w swoich Apuntes íntimos 7 października 1932 roku i stamtąd przeszła, po latach, do Drogi (zob. komentarz do n. 991 w Droga, CW, I/1, s. 1044-1045). Używał go jeszcze innym razem w swoich kazaniach i pismach (zob. W dialogu z Panem, OC,V/1, 2.4a, s. 107-108; 22.6c, s. 389; Kuźnia, n. 994; Przyjaciele Boga, n. 249, gdzie znajdujemy bardzo podobny ustęp). Z tego, co mówi w adnotacji w Apuntes íntimos, metafora pochodzi od autora duchowego, którego na razie nie udało się zidentyfikować. Był to obraz powszechny nie tylko w duchowości, ale i w literaturze: znajdujemy go m.in. w utworze niedługo po Drodze, autorstwa katalońskiego pisarza Sebastià Juana Arbó: „na skrzydłach mojego ducha ważyło się coś w rodzaju zmęczenia brudem; moja dusza była jak ptak, który taplał się w bagnie (sic) i na jego skrzydłach zostało przyklejone błoto” (La luz escondida, Barcelona, Iberia, 1943, s. 80).

[49] Missale Romanum, Feriae III post Dominicam I Passionis, Postcommunio., tekst polski w: Mszał Rzymski, przekład polski i objaśnienia opracowali O.O. Benedyktyni z opactwa tynieckiego, Wydawnictwo Pallottinum, Poznań 1963.

[50] Missale Romanum, Feriae III post Dominicam I Passionis, Oratio super populum.

[51] Dyzma: imię to jest używane na określenie „dobrego łotra” w niektórych Ewangeliach apokryficznych (Dzieje Piłata, X, 2 i Deklaracja Józefa z Arymatei, I, 2; por. Los Evangelios apócrifos, ed. by Aurelio de SANTOS OTERO, Madrid, BAC, 1956, s. 448 i 534).

[52] Por. Missale Romanum, orędzie paschalne Exsultet.

[53] „Domek z kart” Autor posługuje się tym przykładem, w kontekście miłości braterskiej, w Drodze n. 462.

[54] “Błogosławione upomnienie braterskie”: w Opus Dei jest ono wykonywane z roztropnością i miłością, sam na sam i z największą delikatnością, aby pomóc skorygować przyzwyczajenie lub zewnętrzną wadę, albo zachować ducha właściwego Opus Dei. Dla świętego Josemaríi był to przejaw prawdziwej troski o postęp duchowy i ludzki innych, znak autentycznej miłości wśród wiernych Opus Dei.

[55] Wyrażenie„śniło mi się kiedyś... cierpiący, niepewny”: z niewielkimi różnicami ten sam ustęp znajduje się również w Przyjaciołach Boga, n. 18. Wyrażenie „nigdy go nie poznałem” insynuuje, że odnosi się do faktu autobiograficznego, jak to widać przy innych okazjach.

[56] „Życie jest bitwą, wojną, wojną pokojową”: kolejne odniesienie do jednego z tematów ascetycznych, którymi św. Josemaría zajmował się w pierwszych latach swojej działalności założycielskiej i do których wciąż nawiązywał przez całe swoje życie. Zob. Droga, OC,I/1, kom. do n. 308, s. 491-492); Bruzda, nr 290 i 852; Kuźnia, nr 105 i 106; To Chrystus przechodzi, OC,I,4, nr 73e, s. 459; 76a, s. 465-466; 81c, s. 479; W dialogu z Panem, OC,V/1, 18.4b, s. 323; 20.5b, s. 358.

[57] „Obcując z Panem w każdej chwili”: odnosi się tu i w następnych paragrafach do życia kontemplacyjnego pośród świata, rozświetlonego tajemnicą przybranego synostwa Bożego, które stanowiło jeden z jego ulubionych tematów kaznodziejskich. W kilku adnotacjach, napisanych w 1931 roku - roku, w którym datowany jest niniejszy List - opisuje on egzystencję chrześcijanina jako życie w obecności Boga, jako ciągły dialog z kochającym Ojcem (zob. Droga, OC, I/1, komentarz do nn. 267 i 268, s. 446-452). W innych przypadkach rozmówcą jest Chrystus lub Trójca Święta: są to tematy, które często znajdujemy w Drodze i w Apuntes íntimos z lat trzydziestych (zob. np. Droga, OC, I/1, n. 271, s. 453-452). 271, s. 453- 454; n. 273, s. 455-456; Apuntes íntimos, n. 396, z 17 listopada 1931 r., w: Droga, OC,I/1, s. 879; n. 873, z 22 listopada 1932 r., w: tamże, s. 269-272).

[58] „Jest przeznaczony, jeśli wytrwa do końca” Jest tu mowa o darze wytrwania w ostatniej chwili i osiągnięcia zbawienia, Konkretnie Autor mówi, że przez modlitwę i życie kontemplacyjne - któremu sprzyjają normy pobożności - osiągnie takie zjednoczenie z Bogiem, że w chwili śmierci będzie wewnętrznie przygotowany.

[59] „Byłem świadkiem tej sceny”: anegdota ta jest opowiedziana bardziej szczegółowo w medytacji z 29 marca 1964:„Pamiętam scenę, której byłem świadkiem całkiem niedawno, w Saragossie, w barze - nazywał się Gambrinus - który nie wiem, czy jeszcze istnieje. W tej kawiarni była grupa mężczyzn, a wśród nich słynny torreador. Ludzie zatrzymywali się, by go oglądać. Z tłumu wyszedł chłopiec, przejechał ręką po stroju człowieka, którego wszyscy podziwiali, i wrócił z rozdziawioną buzią, krzycząc: dotknąłem go!” (w AGP, seria A.4, m640329).

[60] „Z wiarą, chlebem i słowem ... szczęśliwy na ziemi”: już w latach trzydziestych nawoływał do pielęgnowania nadziei w walce wewnętrznej podobnym wyrażeniem: „myśl o Miłości, która czeka cię w niebie” (zob. Droga, OC, I/1, n. 139, s. 337-338).