List św Josemaríi o misji chrześcijanina w życiu społecznym

Publikujemy oryginał listu nr 3 (z tomu Listy I), w którym św. Josemaría pisze o misji chrześcijanina w życiu społecznym. Podajemy również wstępne polskie tłumaczenie.

Libro electrónico “Carta sobre la misión del cristiano en la vida social”

We wrześniu 2020 roku wydawnictwo Ediciones Rialp opublikowało Cartas I, tom zawierający cztery pierwsze listy św. Josemaríi, w których omawia on powszechne powołanie do świętości i apostolstwo w życiu codziennym. Kilka miesięcy później do sprzedaży trafiło wydanie papierowe - kieszonkowe - również w formacie cyfrowym. Dzięki wydawnictwu Ediciones Rialp publikujemy teraz w formie cyfrowej jeden z tych czterech listów, numer 3, który dotyczy misji chrześcijanina w życiu społecznym. 

Historyk Luis Cano, który przygotował pierwszy tom i pracuje w Istituto Storico San Josemaría Escrivá, podkreśla, że ten trzeci list "jest hymnem na cześć wolności i odpowiedzialności chrześcijan (...) Jednocześnie jest to również list, który jest hymnem na cześć pracy".
List św. Josemaríi o misji chrześcijanina w życiu społecznym nosi datę 9 stycznia 1932 r. i został napisany w celu pomocy ludziom Opus Dei w pogłębieniu ich nadprzyrodzonej i apostolskiej misji pośród świata. Został on rozesłany do członków Dzieła w styczniu 1966 roku.


Oryginał  po hiszpańsku: 

ePub ► “Carta sobre la misión del cristiano en la vida social”

Mobi ► “Carta sobre la misión del cristiano en la vida social”

PDF ► “Carta sobre la misión del cristiano en la vida social”


Dokument ten należy do szczególnego gatunku literackiego św. Josemaríi. Nie jest to traktat: jego styl przypomina raczej rodzinną rozmowę, jaką założyciel prowadził z członkami Opus Dei. Ton jest podobny do tego, jakiego używał podczas spotkań z członkami Dzieła, podczas których przekazywał im ustnie ducha, historię i tradycje Dzieła.

Główne myśli listu
W pierwszych paragrafach (nr 1-7) opisuje cel Opus Dei: służyć Kościołowi i Papieżowi, szanując i broniąc wolności katolików w sprawach opinii, bez popadania w "doczesne dogmaty doktrynalne". Druga część (nr 8-22), oprócz różnych innych tematów (jedność życia, właściwa intencja, Boże synostwo, wiara, itd.) opisuje powołanie do Opus Dei, używając metafor, które pozwalają nam uchwycić specyfikę tego świeckiego powołania.
Trzecia grupa paragrafów (nr 23-40) obraca się wokół ducha służby Kościołowi, który porusza Opus Dei. Przedstawia tu konkretne przejawy apostolstwa członków w ich zadaniu niesienia Ewangelii do wszystkich części świata, w duchu pełnego laikatu.
W centralnej części listu (nr 41-61) św. Josemaría porusza tematy interesujące nie tylko dla tych, którzy są w Opus Dei, ale dla wszystkich chrześcijan: służba dobru wspólnemu w działalności publicznej i społecznej, w tym w polityce. Udziela odpowiedzi tym, którzy zastanawiają się, jakie powinno być publiczne działanie katolików w środowisku, które utraciło wiele z dawnych wartości chrześcijańskich. Orientacje założyciela opierają się na szacunku dla pluralizmu i wolności.
W kolejnej części zajmuje się apostolstwem osobistym (nr 62-77), gdzie podkreślone są takie idee, jak naturalność, zrozumienie dla innych, poszukiwanie jedności ze wszystkimi, umiejętność dostosowania się do każdej osoby, bez dyskryminacji, uprzedzeń i sztywności, stawanie się "wszystkim dla wszystkich, aby ich zbawić" (1 Kor 9,22), jak uczy św. Paweł.
Po przedstawieniu krótkiego zarysu niektórych apostolatów korporacyjnych Opus Dei (nr 78-80), powraca do kwestii ducha służby (nr 81-90). Znajdujemy tu wskazówki ważne dla wszystkich chrześcijan, którzy pracują w polityce, w zadaniach o znaczeniu społecznym lub którzy mają obowiązki rządowe. Pokazuje, jak należy uświęcać te zadania, zachowując pokorę i chęć służenia wspólnocie.
List kończy się epilogiem (nr 91-93), w którym św. Josemaría powraca do misji apostolskiej realizowanej przez Opus Dei, przypominając o powszechnym powołaniu do świętości.


List nr. 3

O misji chrześcijanina w życiu społecznym

1. Wszystko to, co jest albo wydaje się nowe, zarówno jeśli odnosi się do doktryny, jak również do sposobu jej przekazywania ludziom i sposobu wprowadzania jej w życie, powinno otwierać nową drogę — przynajmniej pozornie — choćby nowa nauka albo nowe działanie całkowicie odpowiadały rzetelnej chrześcijańskiej wiedzy i tradycji.

Z tego względu wypada, żebym powiedział Wam raz jeszcze, że Dzieło nie zaistniało po to, żeby wynaleźć coś nowego, a tym bardziej, żeby dokonywać w Kościele jakiejś reformy. Dzieło wiernie przyjmuje wszystko to, co Kościół określa jako pewne, jeśli chodzi o wiarę i moralność Jezusa Chrystusa. Nie chcemy wyzwalać się ze świętych więzów powszechnej dyscypliny chrześcijan. Przeciwnie — z łaską Pana, który niech mi wybaczy ten pozorny brak pokory — chcemy pozostać najlepszymi synami Kościoła i Papieża.

Aby ten wysiłek został uwieńczony sukcesem, trzeba miłować wolność. Unikajcie tego nadużycia, które wydaje się wyjątkowo silne w naszych czasach (można je dostrzec i faktycznie wciąż pojawia się w krajach całego świata). Nadużycie to objawia pragnienie, sprzeczne z godziwą niezależnością ludzi, aby przymuszać wszystkich do tworzenia jednej grupy w kwestiach podlegających różnym opiniom, do stwarzania jakby tymczasowych doktrynalnych dogmatów i obrony tego fałszywego osądu przy pomocy wysiłków i propagandy o budzącej zgorszenie naturze i istocie, przeciwko tym, którzy są na tyle szlachetni, żeby się temu nie poddawać.

Konieczność pokory

2. Instaurare omnia in Christo [Odnowić wszystko w Chrystusie tłu, W.][1], mówi Św. Paweł do Efezjan, odnawiajcie świat w duchu Jezusa Chrystusa, umieszczajcie Chrystusa na szczycie, a także wewnątrz wszystkich spraw. Przybywamy uświęcać każdy uczciwy ludzki trud: codzienną pracę, właśnie w świecie, wykonywaną w świecki i doczesny sposób w służbie Kościoła Świętego, Ojca Świętego i wszystkich dusz.

Aby to osiągnąć, powinniśmy bronić wolności. Wolności członków tworzących jedno mistyczne ciało z Chrystusem, który jest głową, i z Jego Namiestnikiem na ziemi. Wydaje się, że sprawy niebieskie zostały oderwane od spraw tego świata, które w ten sposób zostały pozbawione głowy. Bóg umieścił jednakże jako głowę wszystkich spraw wcielonego Chrystusa. Dlatego jedność, harmonijny związek zostaną osiągnięte, kiedy wszystkie sprawy będą poddane jednej głowie, którą jest Chrystus.

Powiemy ze Świętym Ireneuszem: Jeden jest Bóg Ojciec (…) i jeden Chrystus Jezus, nasz Pan, który przyszedł dla powszechnego zbawienia, aby na nowo zgromadzić wszystko w sobie. Jest też pod każdym względem człowiekiem, istotą ukształtowaną przez Boga i tak, przybierając dla siebie naturę człowieka, sprawił, że niewidzialny stał się widzialnym, niepojęty stał się zrozumiałym, a niecierpiętliwy gotowym do cierpienia. Słowo więc stało się człowiekiem, gromadząc na nowo wszystko w sobie po to, by jako Słowo Boże mógł on przewodzić istotom ponadniebiańskim, duchowym i niewidzialnym, ale też by miał władzę nad tymi, które są widzialne i cielesne, biorąc na siebie ów prymat i siebie samego ustanawiając głową Kościoła, przyciągnął wszystko do siebie w odpowiednim czasie[2].

Teraz zrozumiemy wzruszenie owego biednego kapłana, który jakiś czas temu odczuł w głębi duszy te Boże słowa: et ego, si exaltatus fuero a terra, omnia traham ad meipsum[3]; a Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystko do siebie. Równocześnie kapłan ten jasno ujrzał znaczenie, jakie Pan w owej chwili chciał nadać następującym słowom Pisma: trzeba umieścić Chrystusa na szczycie wszelkiej ludzkiej działalności. Kapłan ten wyraźnie zrozumiał, że codzienną pracą we wszystkich zawodach świata trzeba pogodzić ziemię z Bogiem w taki sposób, że to, co świeckie — nawet jeżeli pozostaje świeckie — zamienia się w to, co święte, w to, co poświęcone Bogu — ostatecznemu celowi wszystkich rzeczy.

Uświęcenie pracy

3. Istnieje wielowiekowa przerwa, niewytłumaczalna i bardzo długa, w której ta nauka rozbrzmiewała i rozbrzmiewa niczym nowość. Poszukiwanie chrześcijańskiej doskonałości przez uświęcenie codziennej pracy — każdy powinien robić to za pośrednictwem swojego zawodu i w swoim własnym stanie. Na przestrzeni wielu wieków uważano pracę za coś pospolitego. Uważano ją, nawet wśród osób o wielkich zdolnościach teologicznych, za przeszkodę dla świętości ludzi.

Mówię Wam, moje Córki i moi Synowie, że każdemu, kto wyklucza uczciwą ludzką pracę — ważną albo skromną — stwierdzając, że nie może być ona uświęcona i uświęcająca, możecie powiedzieć z pewnością, że Bóg nie powołał go do Jego Dzieła.

Trzeba będzie się modlić, powinniśmy się modlić, będziemy musieli cierpieć, żeby usunąć ten błąd z umysłu dobrych ludzi. Nadejdzie jednak chwila, w której w oparciu o ludzką pracę we wszystkich jej rodzajach zarówno umysłowych, jak i fizycznych, wzniesie się jednym głosem wołanie chrześcijan mówiących: cantate Domino canticum novum: cantate Domino omnis terra[4]; śpiewajcie Panu pieśń nową, śpiewajcie Panu, ziemio cała!

4. Aby dokonać wyłomu w ludzkiej świadomości po tak wielu wiekach błędu lub zapomnienia o obowiązkach chrześcijanina, powinniście być przyjaciółmi pracy. Nie uświęcimy się bez pracy. Nie jest to możliwe, dlatego że praca jest materią, którą powinniśmy uświęcać, a także jest narzędziem uświęcenia.

Powinniście być wierni, powinniście być mocni, powinniście być posłuszni, potrzebujecie ludzkich cnót, wielkiego serca, lojalności. Prosząc o to, nie proszę Was o nadzwyczajne rzeczy. Proszę Was po prostu o to, żebyście dotknęli głową niebios. Macie do tego prawo, dlatego że jesteście dziećmi Bożymi. Jednakże równocześnie proszę Was, żeby Wasze nogi, Wasze stopy pewnie stąpały po ziemi, żeby uwielbiać Pana, Naszego Stwórcę, poprzez świat i ziemię, i ludzką pracę.

Kontempluję już poprzez wieki, aż po ostatnie z moich dzieci, dlatego że powtarzam, jesteśmy dziećmi Bożymi, działające w sposób profesjonalny, z mądrością artysty, ze szczęściem poety, z pewnością nauczyciela i ze skromnością bardziej przekonującą niż wymowność, poszukujące — dążąc do chrześcijańskiej doskonałości w swoim zawodzie i w swoim stanie pośród świata — dobra całej ludzkości.

5. Powinniśmy miłować wszelką ludzką pracę, ponieważ praca jest środkiem do uświęcenia dusz i do chwały Bożej. Jeżeli praca, każda uczciwa ludzka praca jest środkiem, nikt nie będzie w stanie otoczyć brzegami tego niezmierzonego morza apostolstwa, tej ludzkiej i Boskiej panoramy, jaka jawi się przed naszymi oczami.

Kiedy to nasze apostolstwo wykrystalizuje się kanonicznie — zgodnie z prawem Kościoła — powiemy to samo: jest to bezbrzeżne morze, ale wskażemy jakąś konkretną pracę, ponieważ tak się zwykle robi.

Wy i ja wiemy i wierzymy, że jedyną misją tego świata jest oddawanie chwały Bogu. To życie ma sens tylko o tyle, o ile zwraca się ku wiecznemu Królestwu Stwórcy. Dlatego Święty Paweł pisze: A cokolwiek mówicie lub czynicie, wszystko niech będzie w imię Pana Jezusa, dziękując Bogu Ojcu przez Niego[5]. W Pierwszym Liście do Koryntian czytamy zaś: Przeto czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie[6]. Wszyscy jesteśmy zatem zobowiązani do pracy, dlatego że praca jest nakazem Bożym, a Boga trzeba słuchać z radością: servite Domino in laetitia [służcie Panu z weselem!][7].

Osobiste uświęcenie w codziennych zajęciach

6. W ten sposób praca staje się nadprzyrodzona, ponieważ jej celem jest Bóg i pracę wykonuje się z myślą o Nim, jako akt posłuszeństwa. Nie powinniśmy opuszczać miejsca, w którym zaskoczyło nas wezwanie Pana. Musimy zamienić w służbę Bogu całe nasze życie: pracę i odpoczynek, płacz i uśmiech. Na roli, w warsztacie, w nauce, w działalności publicznej powinniśmy być wierni zwykłemu środkowi życia, zamieniać wszystko w narzędzie uświęcenia i w przykład apostolski, nie posługując się nigdy Kościołem ani Dziełem — każdy na swoją osobistą odpowiedzialność.

W pracy codziennej, na łonie rodziny i społeczeństwa mamy osobisty obowiązek poszukiwania świętości, do której jesteśmy powołani w związku z samym faktem bycia chrześcijanami, dlatego że słowa Nauczyciela są jasne: Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski[8].

Popatrzcie na to, co pisał Św. Jan Chryzostom: to prawda, że wszyscy ludzie muszą wzrastać do tego samego wzrostu. I tym, co spowodowało nieład na całej ziemi, jest myślenie, że tylko mnich jest zobowiązany do większej doskonałości, a pozostali mogą żyć po swojemu. Jednakże tak nie jest![9].

7. Powinniśmy się starać, żeby wszyscy ludzie zrozumieli, że nie można dzielić ludzi na dwie kategorie: tych, którzy pracują, i tych, którzy uważają, że praca ich upokarza. Dlatego że jest dzisiaj jasne, że praca to służba, do której świadczenia jesteśmy zobowiązani my, wszyscy chrześcijanie, z miłości do Boga, a przez Niego do całej ludzkości.

Tym, którzy nie chcą zrozumieć, odważam się powiedzieć: qui parce seminat, parce et metet: et qui seminat in benedictionibus, de benedictionibus et metet[10]; kto skąpo sieje, ten i skąpo zbiera, kto zaś hojnie sieje, ten hojnie też zbierać będzie. Właśnie powiedziałem Wam słowami Apostoła — że nie wystarczy pracować dużo, ale że trzeba pracować ze spojrzeniem nadprzyrodzonym, dlatego że jeżeli nie będziemy pracować w ten sposób, nie otrzymamy błogosławieństw z nieba.

Moje Córki i moi Synowie, chcę Wam opowiedzieć o pewnym zmartwieniu, wielkim zmartwieniu:nie rozumieją mnie. Już cztery lata mówię to samo i nie rozumieją. Są jakby nieprzepuszczalni. Wydaje się, że nie mieści im się ani w głowie, ani w sercu tak wielki, acz nieprzyciągający uwagi chrześcijański heroizm. Jednakże nasza hojność, choćby była pełna, da się bardzo dobrze porównać do owej nieskończonej i pełnej miłości hojności Boga-Człowieka, który oddaje się w ofierze za nasze zbawienie, przelewając ostatnią kroplę swojej krwi, aż do ostatniego tchnienia. Dlatego musimy również starać się oddać bez skąpstwa, opierając się na miłości do Boga, choćby nie brakowało trudności.

Powołanie do apostolstwa pośród pracy

8. Święty Mateusz opowiada nam: Tak Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski. Nauczał w tamtejszych synagogach, głosił Ewangelię o królestwie i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości. A widząc tłumy, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza. Wtedy rzekł do swych uczniów: «Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo»[11].

Rozdziera serce ten okrzyk Syna Bożego, który płacze, dlatego że żniwo jest wielkie, ale robotników mało. Proście ze mną Pana żniwa, w tym nadprzyrodzonym sensie, żeby posłał robotników, ludzi wszystkich ras i wszystkich zawodów i klas społecznych do pracy w tym Dziele: rogate ergo Dominum messis, ut mittat operarios in messem suam! [Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo] W ten sposób będzie wiele dusz, które odczują to Boże powołanie rozpalające w nas pragnienie poszukiwania doskonałości pośród świata.

9. Jeżeli zapytacie mnie, jak dostrzec Boże powołanie, jak zdać sobie z niego sprawę, powiem Wam, że jest to nowa wizja życia. To tak, jakby wewnątrz nas zapaliło się światło. To tajemniczy impuls popychający człowieka do poświęcenia najszlachetniejszych energii działalności, która wraz z praktyką przybiera charakter zawodu. Ta życiowa siła, która ma w sobie coś z lawiny, pociągającej za sobą wszystko, jest tym, co inni nazywają powołaniem.

Powołanie prowadzi nas — przy naszej nieświadomości tego faktu — do zajęcia pozycji w życiu, którą będziemy utrzymywać z zapałem i radością, pełni nadziei nawet w chwili śmierci. To zjawisko, które nadaje pracy poczucie misji, które uszlachetnia nasze istnienie i nadaje mu wartość. Jezus wkracza w duszę — w Twoją, w moją — biorąc ją w posiadanie. To właśnie jest powołanie.

Stają się rzeczywistością owe słowa Apokalipsy: Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli ktoś posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną[12]. To wezwanie Boga jest czymś niezwykle cennym. Ciśnie mi się na usta przypowieść, którą w trzynastym rozdziale swojej Ewangelii, opowiada nam Św. Mateusz: Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Uradowany poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę. Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do kupca poszukującego pięknych pereł. Gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją[13]. Jest to nasze powołanie, kiedy umieliśmy przyjąć je z miłością, kiedy umieliśmy zdać sobie sprawę, że to coś bożego, jak szlachetny kamień o bezcennej wartości.

10. To powołanie to ukryty skarb, którego nie wszyscy znajdują. Znajdują go ci, których prawdziwie wybiera Bóg: komu wiele powierzono, tym więcej od niego żądać będą[14]. Kiedy odczujecie znaczenie tej łaski Boga, nie zapomnijcie przypowieści o ukrytym skarbie: quem qui invenit homo, abscondit, et prae gaudio illius vadit, et vendit universa quae habet, et emit agrum illum [znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Uradowany poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę]: jest rzeczą tak ludzką i tak nadprzyrodzoną ukrywać łaski Boga!

Spójrzcie, jak Pan poszukuje tych, od których chce, żeby szli za Nim. Piotra i Andrzeja, jego brata, którzy byli rybakami, kiedy zarzucali sieci w morze. Posłuchajcie, co do nich mówi: venite post me, et faciam vos fieri piscatores hominum[15]; pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi. I Piotr i Andrzej, continuo, porzucając natychmiast wszystko, poszli za Nim.

Jest jeszcze inny człowiek, nie wymieniony z imienia — opowiada nam o tym Św. Mateusz w rozdziale ósmym, wersety 19 i 20: Magister, Nauczycielu, stwierdza, sequar te quocumque ieris, pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz. Pan odpowiedział mu:Lisy mają nory, a ptaki podniebne — gniazda, lecz Syn człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł położyć. Nie trzeba się bać — moje Córki i moi Synowie — niebezpieczeństw, przeciwności, surowości służby Bożej.

Panie — prosi Go jeden z Jego uczniów — pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca. Lecz Jezus mu odpowiedział: «Pójdź za Mną, a zostaw umarłym grzebanie ich umarłych»[16]. Temu zaś, który Mu powiedział: Panie, chcę pójść za Tobą, ale pozwól mi najpierw pożegnać się z moimi w domu, odpowiedział Jezus: Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego[17].

11. Przed wyruszeniem naprzód, tym, którzy mają to światło w duszy, tym, którzy czują się wewnętrznie popychani do poszukiwania chrześcijańskiej doskonałości w świecie, mówię, że ten, kto jest związany jakąś więzią lub zaangażowaniem duchowym — poprzez powołanie — jeżeli nie chce oszukiwać samego siebie, trzeba, żeby zrezygnował z wszelkich doradców, z wszelkich projektów nie należących do tej więzi. Gdyby postępować inaczej, zaczęłoby się tworzenie tylu grupek, ile jest osób i więź nadprzyrodzona i cywilna nie przyniosłaby skutku, a nawet mogłaby stać się szkodliwa, dlatego że zostałoby zniszczone posłuszeństwo.

Moje Dzieci, ileż razy zaczynają osądzać dusze innych, udzielać rad innym ludzie, którzy nigdy nie odczuwali osobistego niepokoju wywołanego owym Bożym okrzykiem: venite post me! [Pójdźcie za Mną][18]. Odczuwajcie głęboką wdzięczność za otrzymanie powołania i myślcie, że prawda — Wasze powołanie — ma tylko jedną drogę i że po tej drodze można kroczyć powoli, iść z pośpiechem, biec albo skakać. W Dziele nie stawiamy sztywnych ram duszom, nie wkładamy stworzeń w stalową formę charakteryzującą się gestami, zachowaniami i słowami spoza rzeczywistości świata, dlatego że żyjemy w świecie dla Boga.

Powołanie do świętości pośród świata

12. Tym, którzy mówią, że to utopia, odpowiadam doświadczeniem dotyczącym wielu dusz i następującymi słowami Chryzostoma: gdzie są teraz ci, którzy mówią, że nie jest możliwe zachowanie cnoty przez tego, kto żyje pośród miasta, tylko że trzeba odejść i żyć w górach? Jak gdyby nie było możliwe cnotliwe życie tego, kto zarządza domem, ma żonę i opiekuje się dziećmi[19].

We wszystkich stanach, we wszystkich uczciwych zajęciach, aby osiągnąć świętość, nie mając powołania zakonnego, nie trzeba uciekać od świata. Jest nam dobrze w miejscu, które zajmujemy na ziemi. Mam pewność, że powołanie — szczególne powołanie, o którym mówię Wam w tym liście — jest dla wielu, dlatego że w Dziele nie dzielimy ludzi, dlatego że interesują nas wszystkie dusze, a w związku z tym potrzeba wszelkiego rodzaju narzędzi. Iterum simile est regnum caelorum sagenae missae in mare, et ex omni genere piscium congreganti[20]; dalej, podobne jest królestwo niebieskie do sieci, zarzuconej w morze i zagarniającej ryby wszelkiego rodzaju.

13. Kiedy ustami Jeremiasza Pan przepowiada przyszłe wyzwolenie narodu hebrajskiego, który przebywa na wygnaniu i ukazuje, że jeżeli przedtem wyprowadził ich z Egiptu, teraz wyprowadzi ich sługi de terra Aquilonis et de cunctis terris [z ziemi północnej i ze wszystkich ziem][21], myślę, że będzie wiele powołań do Dzieła Bożego, bardzo różnorodnych. Pan przyprowadzi ich ze wszystkich klas społecznych, posiadających wszelkie talenty, spośród tych, którzy są na górze i tych, którzy są na dole i — jak ponownie mówi Jeremiasz — spośród tych, którzy są we wnętrzu ziemi.

Posłuchajcie proroka: Oto posyłam po wielu rybaków — wyrocznia Pana — by ich wyłowili, a następnie poślę wielu myśliwych, by polowali na nich na wszystkich górach i na wszystkich pagórkach, i we wszystkich rozpadlinach skalnych. Albowiem oczy moje patrzą na wszystkie ich drogi[22].

Jesteśmy narzędziami w ręku Boga, qui omnes homines vult salvos fieri[23], który pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni. Moje dzieci, przez prawdziwie kontemplacyjną formację naszego ducha, powinny odczuwać wewnątrz swojej duszy potrzebę poszukiwania Boga, odnajdowania Go i obcowania z Nim zawsze, wielbiąc Go z miłością pośród trudów swojej codziennej pracy, która jest ziemską troską, ale oczyszczoną i podniesioną do porządku nadprzyrodzonego. Muszą również odczuwać potrzebę przeobrażania całego swojego życia w apostolstwo, które wypływa z duszy, żeby przekładać się na uczynki zewnętrzne: Caritas mea cum omnibus vobis in Christo Iesu[24], miłość moja z wami wszystkimi w Chrystusie Jezusie.

Jedność życia. Prawość intencji. Synostwo Boże

14. Z tego, co właśnie napisałem, można wnioskować, że jedność życia jest dla dzieci Bożych, których On powołał do swojego Dzieła konieczna. Jedność życia, która ma równocześnie dwie strony: wewnętrzną, która czyni nas kontemplacyjnymi, i apostolską — poprzez naszą pracę zawodową, która jest widzialna i zewnętrzna.

Jeszcze raz Wam to powiem: nasze życie to praca i modlitwa. I odwrotnie — modlitwa i praca. Dlatego że nadchodzi chwila, w której nie umie się rozróżnić tych dwóch pojęć, tych dwóch słów: kontemplacji i działania, które ostatecznie znaczą to samo w umyśle i w sumieniu.

Posłuchajcie tego, co mówi Św. Tomasz: Kiedy mamy dwie rzeczy, z których jedna jest racją istnienia i poznawania drugiej, skupienie uwagi na jednej nie przeszkadza i nie osłabia skupienia uwagi na drugiej (…). A ponieważ święci patrzą na Boga jako na rację wszystkiego, co czynią lub poznają, dlatego gdy zajmują się rzeczami postrzegalnymi, żeby je zmysłami poznawać, albo jakimikolwiek bądź innymi, żeby je kontemplować lub czynić, w żaden sposób nie przeszkadza im to w kontemplacji Boga, i na odwrót[25].

15. Aby nie tracić tej jedności życia, postawmy Pana jako cel wszystkich naszych prac, które musimy wykonywać non quasi hominibus placentes, sed Deo qui probat corda nostra[26]; aby się podobać nie ludziom, ale Bogu, który bada nasze serca. Poza tym musimy poszukiwać Bożej obecności: quaerite Dominum et confirmamini, quaerite faciem eius semper[27]; szukajcie Pana i bądźcie umocnieni, szukajcie oblicza Jego zawsze!

Wznieście serce do Boga, kiedy nadejdzie ciężka chwila dnia, kiedy zechce wedrzeć się do naszej duszy smutek, kiedy odczujemy ciężar tego trudu życia, mówiąc miserere mei, Domine, quoniam ad te clamavi tota die: laetifica animam servi tui, quoniam ad te Domine animam meam levavi[28]; Panie, zmiłuj się nade mną, bo nieustannie wołam do Ciebie. Rozraduj życie swego sługi, bo ku Tobie, Panie, wznoszę moją duszę.

16. Jesteśmy sługami Boga i dziećmi Boga. Jako Jego słudzy możemy cieszyć się, słuchając owych słów z Dziejów Apostolskich: Nawet na niewolników i niewolnice moje wyleję w owych dniach Ducha mego, i będą prorokowali[29]. Jako dzieci Boże możemy rozważać z radością to, co Św. Paweł pisze do Galatów: A to mówię: Jak długo dziedzic jest nieletni, niczym się nie różni od niewolnika, chociaż jest właścicielem wszystkiego. Aż do czasu określonego przez ojca podlega on opiekunom i rządcom.

My również, dopóki byliśmy nieletni, pozostawaliśmy w niewoli „żywiołów tego świata”. Gdy jednak nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, byśmy mogli otrzymać przybrane synostwo. Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg zesłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: «Abba, Ojcze!» A zatem nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem. Jeżeli zaś synem, to i dziedzicem z woli Bożej[30].

17. W Ewangelii są dwie postacie, które w chwili ogólnego tchórzostwa są odważne: Józef z Arymatei, który był uczniem Jezusa, chociaż ukrytym, i bogaty człowiek Nikodem. Pośród tego ogólnego strachu, tego opuszczenia, jakie dotknęło Jezusa Chrystusa, otoczonego tylko niewiastami — Jego Matką, owymi świętymi niewiastami — i młodzieńcem — Janem, ci, którzy ukrywali się, kiedy Nauczyciel żył, pojawiają się ponownie zgodnie z tym, co opowiadają nam Ewangeliści. Józef, który prosi Piłata, żeby pozwolił mu zabrać Ciało. Nikodem, żeby sporządzić mieszaninę mirry i aloesu, około stu funtów. Kosztowało to niemało pieniędzy.

Niemniej jednak, chociaż obcowali z Jezusem i miłowali Go, przypomnijcie sobie ten ustęp ze Św. Jana w rozdziale III, wersety od pierwszego do dziesiątego, kiedy Pan mówi Nikodemowi: nisi quis renatus fuerit denuo, non potest videre regnum Dei; jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwa Bożego. Nikodem odpowiada: quomodo potest homo nasci, cum sit senex?; jakżeż może się człowiek narodzić, będąc starcem? Nie będę powtarzał Wam tutaj całego ustępu. Nikodem nie był osobą niewykształconą. Jezus pyta go: tu es magister in Israël et haec ignoras? Nisi quis renatus fuerit, nauczał Nauczyciel, ex aqua et Spiritu Sancto non potest introire in regnum Dei; Ty jesteś nauczycielem Izraela, a tego nie wiesz? Jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego. A w innym miejscu: sic est omnis qui natus est ex spiritu, tak jest z każdym, który narodził się z Ducha.

Miłość do Boga. Ufność w Bogu

18. Synostwo Boże jest czymś oczywistym. Oni tego nie rozumieli. Dziękujcie, dlatego że wiecie, że jesteście prawdziwymi dziećmi Boga, dlatego że wiecie, jak pisze Św. Jan, że Bóg jest sprawiedliwy i wiecie też, że ten, kto żyje według sprawiedliwości, praktykując cnoty, jest prawomocnym synem Boga[31].

Będę Was dalej napominał ze Św. Janem: Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi, i rzeczywiście nimi jesteśmy[32]. Święty Paweł utwierdza nas w tym wierzeniu, kiedy pisze: Przystało bowiem Temu, dla którego wszystko i przez którego wszystko istnieje, który wielu synów do chwały doprowadza, aby przewodnika ich zbawienia udoskonalił przez cierpienia. Tak bowiem Ten, który uświęca, jak ci, którzy mają być uświęceni, od Jednego wszyscy pochodzą. Z tej to przyczyny nie wstydzi się nazywać ich braćmi swymi, mówiąc: Oznajmię imię Twoje braciom moim, pośrodku zgromadzenia będę Cię wychwalał. I znowu: Oto Ja i dzieci moje, które Mi dał Bóg[33].

19. Jeżeli jednak nie będziemy się starali żyć jak dzieci Boże, utracimy ufność w Boga, co oznacza utratę wielkiej części Miłości i życie okaże się dla nas ciężkie i gorzkie. Nie zapominajcie, że nie tylko jesteśmy dziećmi Boga, ale również braćmi Jezusa Chrystusa: jest On primogenitus in multis fratribus [Pierworodnym między wielu braćmi][34]. Nie zapominajcie też, że ktokolwiek narodził się z Boga, nie grzeszy, gdyż trwa w nim nasienie Boże; taki nie może grzeszyć, bo się narodził z Boga. Dzięki temu można rozpoznać dzieci Boga i dzieci diabła[35].

Napełniajcie się więc ufnością, tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony[36].

Miłość do Papieża

20. Jako że jesteśmy dziećmi Bożymi, nasza największa miłość, nasz największy szacunek, nasza najgłębsza cześć, nasze najbardziej uległe posłuszeństwo, nasze największe uczucie musi odnosić się również do Zastępcy Boga na ziemi, do Papieża. Myślcie zawsze o tym, że po Bogu i naszej Matce, Najświętszej Maryi Dziewicy, w hierarchii miłości i władzy, znajduje się Papież. Dlatego wielokrotnie mówię: dziękuję, mój Boże, za miłość do Papieża, którą umieściłeś w moim sercu.

Miejmy zatem pełne, całkowite zaufanie do Kościoła i do Piotra. Nie przestaję go mieć, chociaż niektóre osoby próbowały, a raczej powiedzmy, diabeł próbował za pośrednictwem pewnych ludzi siać zwątpienie i cienie, żeby próbować umniejszać we mnie — bez skutku — tę ufność i tę miłość.

Moje Dzieci, opowiem Wam pewną krótką historię. Sprawi mi wielką radość, jeżeli ktoś z Was, jeśli może, będzie nią żył. Od wielu lat, idąc ulicą, codziennie odmawiałem i odmawiam część Różańca za Najdostojniejszą Osobę i w intencjach Biskupa Rzymu. W wyobraźni staję przy Ojcu Świętym, kiedy Papież odprawia Mszę. Nie wiedziałem ani nadal nie wiem, jaka jest kaplica Papieża, i kiedy kończę mój Różaniec, odmawiam komunię duchową, pragnąc przyjąć z jego rąk Jezusa Sakramentalnego.

Nie dziwcie się, że wywołują we mnie świętą zazdrość ci, którzy mają szczęście przebywać fizycznie w pobliżu Ojca Świętego, dlatego że mogą okazywać mu szacunek i miłość.

21. Ta jedność z Biskupem Rzymu, którą przeżywamy, sprawia i będzie sprawiać, że będziemy się czuć niezwykle zjednoczeni z ordynariuszem miejsca w każdej diecezji. Zazwyczaj mówię, i jest to prawda, że ciągniemy i zawsze będziemy ciągnąć wóz w tym samym kierunku co biskup. Gdyby kiedyś najprzewielebniejszy ordynariusz nie rozumiał tego w ten sposób i usiłował dostrzec niezgodności, które nie mogą istnieć, byłoby mi bardzo przykro, ale dopóki nie dotykałoby to spraw istotnych, ustępowałbym i wy również powinniście ustąpić bez trudności. Dlatego że do naszego oddania porusza nas tylko pragnienie oddawania Bogu całej chwały, służby Kościołowi i wszystkim duszom, bez poszukiwania chwały dla Dzieła i bez poszukiwania naszej osobistej korzyści.

Wiecie, że, przewidując te ewentualne trudności, chociaż wydają mi się one niewiarygodne, modlimy się codziennie pro unitate apostolatus [o jedność apostolstwa], aby otrzymać od Pana od początku Dzieła tę wewnętrzną i zewnętrzną jedność z Ordynariuszem miejsca i ze wszystkimi duszami, które pracują we wszelkich zadaniach apostolskich. O jedność, którą całemu Kościołowi daje tylko Papież, zaś diecezji Biskup pozostający w łączności ze Stolicą Świętą.

22. Marzę, moje Córki i moi Synowie, o tych kaplicach, o tych tabernakulach, które znajdą się we wszystkich zakątkach świata, żeby nieść tego ducha Bożego — ducha Dzieła Bożego — wszystkim duszom. I proszę Was, żebyście naśladowali, jeśli chodzi o materialną stronę budynków, zwyczaje, sposób czynienia z miejsca, w którym się znajdujecie. Ale jest mi bardzo przykro, kiedy patrzę na kościoły podobne do garaży, na te obrazy, które są karykaturą, które są kpiną. Nigdy nie umieszczajcie ich w naszych kaplicach.

Sztuka sakralna powinna prowadzić do Boga, powinna szanować święte sprawy, jest ukierunkowana na pobożność i kult. Przez wiele wieków najlepszą sztuką była sztuka religijna, dlatego że podporządkowywała się tej regule, dlatego że zachowywała we wszystkim właściwy charakter swojego celu. Te modernistyczne, karykaturalne obrazy są tak samo mało stosowne, jak dzieła przesłodzone: brzydota i brak szacunku są tak samo złe jak przesłodzenie i pretensjonalność.

Żadna z tych dwóch skrajności nie służy naszej pobożności. Architekt, rzeźbiarz, malarz, który chciałby przyczynić się poprzez swoją osobistą sztukę do kultu Bożego, musi trzymać się jasnych reguł. Mówiąc to, nie stwierdzam, że trzeba malować niebo na kolanach jak Fra Angelico, ale owszem trzeba malować je z szacunkiem, z namaszczeniem, z pobożnością.

Laicyzm i klerykalizm

23. W obecnych czasach laicyzmu wyróżniają się dwa rodzaje osób: ci, którzy atakują Kościół z zewnątrz, i ci, którzy atakują od środka, posługując się samym Kościołem. Jedni — ci, którzy atakują z zewnątrz — to zwolennicy laicyzmu, jak go nazywają. Drudzy to ci, którzy atakują od środka, nie wiem, jak ich nazwać, więc nazwiemy ich pietystami. Duch Dzieła polega na tym, żeby nie wykorzystywać Kościoła, tylko służyć Kościołowi.

W tym celu zaś nie należy wikłać Kościoła w sprawy ziemskie. Jako że jesteśmy dziećmi Kościoła i otrzymaliśmy szczególne powołanie Boga, zanosimy Bogu wszystkie sprawy ziemi, ale naszych uczynków nie nazywamy katolickimi. Wszyscy widzą, że takimi są.

Nie nadajemy imion świętych naszym działalnościom apostolskim, dlatego że nie jest to potrzebne ani stosowne. Gdyby tak było, robią to już inni. Niech nam pozwolą służyć Świętemu Kościołowi podejmując nasze własne osobiste ryzyko bez angażowania Kościoła. Zachowanie przeciwne — posługiwanie się Kościołem, żeby chronić się w Nim w życiu zawodowym, społecznym, politycznym — wydaje mi się fałszywą miłością do Oblubienicy Jezusa Chrystusa, po ludzku zaś mało czystym, brzydkim sposobem działania.

24. Niemniej jednak, są tacy, którzy nas nie rozumieją i niektórzy z nich nawet z prawą intencją. Uważają, że Kościół utraci prestiż, jeżeli nasze przyszłe uczynki, nasze prace, nasze zadania nie będą określane jako katolickie. Ta opinia sama z siebie nie wytrzymuje krytyki, nie ma żadnej mocy, dlatego że wszyscy zobaczą, że ci, którzy będą wykonywać tę pracę będą obywatelami katolickimi; i że w związku z tym te zadania będą sprzyjać czci Kościoła. Inni uważają, że w ten sposób będziemy mniej poddani władzy kościelnej. Będziemy poddani tak jak ci najbardziej poddani. Zawsze chcemy żyć i staramy się żyć w ramach rozporządzeń, którymi powinni poddawać się chrześcijanie.

Pragnąłbym, żeby te osoby, które nas nie rozumieją u początku niemal naszej pracy, otworzyły Pismo Święte na Księdze Rodzaju, rozdział XXXII, i zobaczyły postanowienia, które podjął Jakub, kiedy obawiał się, że jego brat Ezaw zniszczy jego rodzinę i bogactwa. Pismo opowiada, że podzielił ludzi wraz z ich stadami na dwie grupy. I myślał rozsądnie: jeżeli przyjdzie Ezaw przeciwko jednej grupie, druga zostanie ocalona.

Choćby nie taka była przyczyna, dla której Pan wzbudził Dzieło — przyczyną jest przypomnienie wszystkim ludziom o ich obowiązku świętości za pośrednictwem zwyczajnej pracy w świecie, we własnym zawodzie, we własnym stanie — nawet jeżeli nie jest to ta przyczyna, nikt nie będzie mógł mi zaprzeczyć, że dzisiejsze okoliczności jak wszystkie okoliczności minionych wieków — a nie możemy spodziewać się niczego innego od czasów przyszłych — sprawiają, że decyzję, którą podjął Jakub będziemy oceniać jako bardzo roztropną.

25. Chciałbym również, żeby te osoby, niezdolne nas zrozumieć, rozejrzały się wokoło — nie w jednym kraju, tylko we wszystkich albo prawie we wszystkich krajach, które są albo były chrześcijańskie — i żeby zwróciły uwagę na tak wiele przedsiębiorstw prywatnych, handlowych, przemysłowych, hotelarskich itd., które noszą imię świętego.

Szanuję przeciwne doświadczenie, ale naprawdę cierpię, widząc, że przy niemałej liczbie okazji imię świętego albo katolika, albo chrześcijanina, może służyć jako przykrywka do ukrycia wadliwego towaru. Chętnie napiszę to, co mówię tak często słowem: że kiedy czytam — dlatego, że jest takich wiele — na sklepie spożywczym, sklepie lub domu albo zakładzie imię Św. … — jakiegoś świętego — myślę natychmiast, nie bojąc się zbytnio, że się mylę, że mają tam kilogram o wadze dziewięciuset gramów.

Służyć. Nadawać pracy charakter nadprzyrodzony. Przekazywać doktrynę

26. Moje Dzieci, to nie była plotka, nie przesadzam. Opowiedziałem część tego, co widziałem, dlatego że wydawało mi się to konieczne, żeby uniknąć zgorszenia tych, którzy nie gorszą się tymi, którzy uważają chrześcijaństwo albo katolicyzm za oficjalne narzędzie dla swoich działań i swoich ambicji.

Jednakże zostawmy ich i będziemy myśleć powoli, co znajduje się w istocie naszej pracy zawodowej. Powiem Wam, że jest to tylko jedna motywacja: służyć. Dlatego że obecnie w świecie znaczenie misji społecznej wszystkich zawodów jest jasne: nawet miłość stała się społeczna, nawet edukacja stała się społeczna.

Do wszystkiego, co jest służbą bliźniemu, istnieje technika, którą państwo próbuje wziąć w swoje ręce. Dlatego każde z dzieci Boga w Jego Dziele powinno nadawać nadprzyrodzony charakter wykonywaniu pracy, zajęcia, rzeczywiście służąc ze zmysłem nadprzyrodzonym bliźniemu, ojczyźnie, Bogu. Jeżeli służy się bezpośrednio Kościołowi — nie duchownym — służcie mu bez zapłaty, dlatego że wielu jest świeckich, którzy nie pracują dla Kościoła, jeżeli im się nie płaci. To jest dewiza, którą Wam daję, którą otrzymaliśmy od Boga: nie otrzymywać zapłaty, służąc Kościołowi, płacić, płacić, płacić, nawet oddając nasze życie.

27. Mówiliśmy o służbie. Najlepszą służbą, jaką możemy świadczyć Kościołowi i ludzkości, jest przekazywanie doktryny. Wielka część nieszczęść, które trapią świat, wynika z braku chrześcijańskiego nauczania, nawet pośród tych, którzy chcą albo pozornie chcą być blisko Jezusa Chrystusa. Dlatego że są tacy, którzy zamiast przekazywać dobrą doktrynę, posługują się niewiedzą innych, żeby siać zamieszanie. W ten sposób dochodzi się nawet do negacji istnienia prawa naturalnego, odciśniętego przez Boga w każdej duszy. I atmosfera świata napełnia się obojętnością religijną, która nie jest niczym innym jak brakiem świadomości albo próżnością. Nie jest to szatańskie non serviam [nie będę służył], tylko absolutny brak światła.

Są osoby, które chcą uchodzić za mędrców i twierdzą, że religia i nauka to sprawy przeciwstawne, że powstała przepaść, która wydaje się nie do zasypania. To panowanie materializmu we wszystkich jego formach. Jednakże zasypać i wypełnić tę przepaść potrafi każda pobożna osoba. My, dzieci Boga w Jego Dziele, musimy starać się z łaską Pana i poprzez naukę, żeby to przeciwstawianie zniknęło, prowadząc apologię Wiary przy pomocy wiedzy świeckiej połączonej z wiedzą teologiczną i z przykładem naszego życia.

28. Tak więc cała nasza praca w rzeczywistości jest katechezą i spełnia funkcję katechezy. Musimy przekazywać doktrynę we wszystkich środowiskach. W tym celu zaś musimy dostosowywać się do mentalności tych, którzy nas słuchają — jest to dar języków. Dar języków, który zmusza nas do mówienia z treścią: Bo przypuśćmy, bracia, pisze Św. Paweł, że przychodząc do was, będę mówił językami: jakiż stąd pożytek dla was, jeżeli nie przemówię do was albo objawiając coś, albo przekazując jakąś wiedzę, albo prorokując, albo pouczając?[37]. Następnie istnieje obowiązek korzystania z formacji. Mamy obowiązek korzystać z dobrej formacji doktrynalnej, obowiązek przygotowywania się do tego, żeby nas rozumiano, a oprócz tego, żeby później ci, którzy nas słuchają, również umieli się wypowiadać.

Święty Paweł mówi dalej: jeśli pod wpływem daru języków nie wypowiadacie zrozumiałych słów, któż pojmie to, co mówicie? Na wiatr będziecie mówili. Dar języków zmusza nas do rozumienia innych. Ten sam Apostoł naucza również: na świecie jest takie mnóstwo słów, ale żadne nie jest bez znaczenia. Jeżeli jednak nie będę rozumiał, co jakieś słowo znaczy, będę barbarzyńcą dla przemawiającego, a przemawiający — barbarzyńcą dla mnie[38].

Nie wystarcza przekazywanie nauki w abstrakcyjny, oderwany od życia sposób. Powiedziałem Wam przedtem, że trzeba prowadzić najżarliwszą apologię Wiary przy pomocy nauki i przykładu naszego życia, przeżywanego w sposób spójny. Musimy naśladować Naszego Pana, który działał i nauczał, coepit facere et docere[39]. Apostolstwo przekazywania doktryny jest kalekie i niepełne, jeżeli nie towarzyszy mu przykład. Istnieje powiedzenie, które przy pomocy mądrości ludowej, bardzo jasno wyraża to, o czym Wam teraz mówię. Powiedzenie to brzmi następująco: najlepszym kaznodzieją jest ojciec Przykład.

29. Nigdy nie wierzyłem w świętość tych osób, które nazywają świeckimi świętymi. O takich ludziach mówi się, że prowadzą prawe życie, a równocześnie deklarują się jako ateiści. Jednakże Duch Święty mówi przez Św. Pawła, że niewidzialne Jego [Boga] przymioty — wiekuista Jego potęga oraz bóstwo — stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła[40]. Dlatego w najlepszym przypadku osoby takie szanują niektóre nakazy prawa naturalnego — nawet nie wszystkie, dlatego że prawo naturalne nakazuje im uznanie istnienia Boga — ale ich życie nie daje światła, ponieważ oddzielili się od światła Chrystusa, lux vera, quae illuminat omnem hominem (J 1, 9); światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka.

Mówiłem Wam, że jest zatem konieczne naśladowanie Jezusa Chrystusa, żeby dawać Go poznać przy pomocy naszego życia. Wiemy, że Chrystus stał się człowiekiem, aby wprowadzić wszystkich ludzi w Boże życie, żebyśmy — jednocząc się z Nim — przeżywali indywidualnie i społecznie życie Boga. Posłuchajcie, jak o tym mówi Św. Jan: non enim misit Deus Filium suum in mundum ut iudicet mundum, sed ut salvetur mundus per ipsum[41]; albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony.

Praca świecka

30. Odpowiadając na powołanie, które otrzymaliśmy od Boga, przykład, który powinniśmy dawać, żeby dokonywać współodkupienia z Chrystusem, wymaga od nas — od Was i ode mnie — pracy prowadzonej w sposób świecki. Do prowadzenia pracy kościelnej — właściwej duchownym — istnieją już kapłani i zakonnicy. Naszego zadania nie musimy wykonywać w kościołach, tylko w ramach życia świeckiego, na ulicy. Stąd nasz obowiązek stawania się obecnymi poprzez przykład, nauczanie i z ramionami otwartymi dla wszystkich, w każdej działalności człowieka.

Widzę z radością świeckich, którzy oddają się służbie Kościołowi, żeby prowadzić u boku kapłanów życie pełne pracy w różnych pobożnych stowarzyszeniach wiernych. Jednakże Pan prosi nas o apostolstwo kapilarne, polegające na apostolskim promieniowaniu we wszystkich środowiskach. Nie możemy prowadzić płaskiego, przeciętnego, kompromisowego życia. Nie chcę przez to powiedzieć, że wierni, którzy pracują u boku kapłanów przy pracach kościelnych, prowadzą płaskie życie, dlatego że w inny sposób również wykonują wielkie zadanie.

31. Nasza praca rozwija się dzień po dniu pośród setek osób z którymi kontaktujemy się od chwili, kiedy budzimy się rano, do końca dnia: krewni, pomoc domowa, koledzy z pracy, klienci, przyjaciele. W każdym z nich powinniśmy rozpoznać Chrystusa, powinniśmy widzieć w każdym z nich Jezusa jako naszego brata. W ten sposób będzie nam łatwiej hojnie oddawać siebie w służbie, w trosce, w serdeczności, w pokoju i w radości.

Ten nasz ideał, utrwalony w uczynkach, przybliży wiele dusz do Kościoła i wielu ludzi młodych, wiele osób dojrzałych, a także wiele osób starszych, z hojnością i odwagą, przyłączy się również ramię w ramię z nami w służbie Bogu w Jego Dziele.

32. Trzeba odrzucić uprzedzenie, że zwykli wierni nie mogą zrobić nic więcej niż ograniczyć się do pomagania duchowieństwu w apostolstwie kościelnym. Apostolstwo świeckich nie musi być zawsze zwyczajnym uczestnictwem w apostolstwie hierarchicznym. Świeckim, szczególnie dzieciom Bożym w Jego Dziele, dlatego że mają powołanie Boże jako członkowie ludu Bożego, przypada obowiązek prowadzenia apostolstwa. I to nie dlatego że otrzymują misję kanoniczną, tylko dlatego że są częścią Kościoła. Tę misję — powtarzam — realizują poprzez swój zawód, swoje zajęcie, swoją rodzinę, swoich kolegów, swoich przyjaciół.

Niemniej jednak, większości ludzi nie udaje się dostrzec skuteczności apostolskiej działań świeckich jako zwykłych wiernych, kiedy poświęcają się po prostu swojej codziennej pracy i w ten sposób dają przykład swoim życiem, korzystając z wszystkich okoliczności, żeby nauczać. Ci, którzy myślą w ten sposób, są krótkowzroczni, i dodam jeszcze, że są bardziej krótkowzroczni w naszym przypadku, dlatego że osiągniemy całą tę skuteczność, którą oni zaledwie niejasno dostrzegają, poprzez nasze całkowite oddanie, przez naszą odpowiedź na Boże wezwanie, które otrzymaliśmy od Pana: ecce ego quia vocasti me [Oto jestem, przecież mnie wołałeś][42].

Apostolstwo przyjaźni

33. Ten, kto nie widzi apostolskiej i nadprzyrodzonej skuteczności przyjaźni, zapomniał o Jezusie Chrystusie: już was nie nazywam sługami, tylko przyjaciółmi[43]. Zapomniał również o przyjaźni z Jego Apostołami, z Jego uczniami, z rodziną z Betanii: z Martą, Marią i Łazarzem. I o tych scenach, o których opowiada nam Św. Jan przed wskrzeszeniem Łazarza, owym et lacrimatus est Iesus «Jezus zapłakał». Zapomina o pełnych ufności słowach dwóch sióstr, kiedy chcą oznajmić Jezusowi Chrystusowi o chorobie Łazarza i przesyłają Mu następującą wiadomość: Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz[44].

Moje umiłowane Córki i moi umiłowani Synowie, jest w Piśmie mnóstwo tekstów, w których mówi się o przyjaźni, ale przytoczę Wam tylko jeden, który pojawia się w Pierwszym Liście Św. Piotra, w rozdziale V, werset 13, kiedy odnosząc się do Marka, Piotr nazywa go: Marcus filius meus [Marek, mój syn].

Dzięki lojalnej i bezinteresownej przyjaźni apostolstwo przykładu staje się skuteczniejsze, ale przykład trzeba dawać zawsze, nie tylko przyjaciołom, ale również tym, którzy nas nie znają, a nawet tym, którzy zachowują się wobec nas wrogo. Poprzez przykład każdy z Was staje się drugim Chrystusem, qui pertransiit benefaciendo et sanando omnes[45], który przeszedł dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich.

34. Przykład daje się nie tylko dobrymi słowami, ale również uczynkami. Ci, którzy starają się robić to w inny sposób, zasługują na to, żeby usłyszeć następujący ustęp Pisma i powinni zająć się jego rozważaniem: Wówczas przemówił Jezus do tłumów i do swych uczniów tymi słowami: «Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą»[46].

Słowa i uczynki, wiara i postępowanie w jedności życia, jak powiedzieliśmy już przy innej okazji. Postępowanie w inny sposób, robienie czegoś z próżności, żeby pokazać się w sposób przyciągający uwagę, zasłużyło na te słowa, które wyszły z ust Chrystusa: omnia vero opera sua faciunt ut videantur ab hominibus[47]; wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać.

Jaki z tego pożytek, pyta Jakub w swoim liście katolickim, jaki z tego pożytek, bracia moi, skoro ktoś będzie utrzymywał, że wierzy, a nie będzie spełniał uczynków? Czy sama wiara zdoła go zbawić? I dodaje: Tak jak ciało bez ducha jest martwe, tak też jest martwa wiara bez uczynków[48].

Lepiej jest być chrześcijaninem, nie mówiąc tego, niż mówić to, nie będąc nim. Najlepszą rzeczą jest nauczać, ale pod warunkiem, że praktykuje się to, czego się naucza. My mamy tylko jednego Nauczyciela, Tego, który mówił i wszystko czynił. Te same uczynki, których dokonał w milczeniu, są godne Ojca. Ten, kto prawdziwie rozumie słowa Jezusa, może zrozumieć Jego milczenie, a wówczas będzie doskonały, dlatego że będzie postępował w zgodzie ze swoim słowem i zaprezentuje się swoim milczeniem[49].

Obowiązek dawania przykładu. Obowiązek nauczania doktryny

35. Moje Dzieci, macie obowiązek dawania przykładu we wszystkich dziedzinach, również jako obywatele. Powinniście dokładać starań, aby spełniać swoje obowiązki i wykonywać swoje prawa. Dlatego rozwijając działalność apostolską, przestrzegamy jako katoliccy obywatele praw świeckich z największym szacunkiem i poszanowaniem i zgodnie z tymi prawami staramy się zawsze pracować.

Przy pomocy Bożego wezwania i szczególnej formacji musimy być solą ziemi i światłem świata[50], dlatego że mamy obowiązek dawać przykład ze świętą bezczelnością: vir quidem non debet velare caput suum quoniam imago et gloria Dei est[51]. Jesteśmy obrazem Boga. W związku z tym niech wasze światło jaśnieje przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie[52]. Jednakże nie powinniśmy się przechwalać, nie powinniśmy być jak ci sprzedawcy błyskotek, którzy wystawiają cały swój towar, żeby przyciągnąć klientów, tylko powinniśmy postępować w sposób naturalny. Jeżeli to widzą, niech to zobaczą.

36. Przypomnijcie sobie owo pytanie Św. Piotra do Pana po tym, jak Jezus wytłumaczył przypowieść o ojcu rodziny, który pilnuje swojego domu. Święty Piotr zapytał: Panie, czy do nas mówisz tę przypowieść, czy też do wszystkich? Pan odpowiedział mu: Któż jest owym rządcą wiernym i roztropnym, którego pan ustanowi nad swoją służbą, żeby rozdawał jej żywność we właściwej porze?[53].

Tak więc wszyscy, którzy tworzymy Dzieło, mamy obowiązek podawać wszystkim, którzy nas otaczają, pokarm słowa Bożego, Bożej nauki. I wówczas również bezpośrednio do nas odniesie się to, co Nauczyciel zapowiedział jako obietnicę nagrody: Szczęśliwy ten sługa, którego pan, powróciwszy, zastanie przy tej czynności Łk 12, 43 (przyp. wyd.). To przekazywanie doktryny przykładem, słowem, na piśmie, poprzez przyjaźń itd., tę naukę musimy prowadzić z dyskrecją, żeby nie oddalili się od Jezusa ci, którzy potrzebują czasu, aby zrozumieć.

Miejcie na uwadze to, co o Nim opowiada Św. Mateusz: et sine parabolis non loquebatur eis [bez przypowieści nic im nie mówił][54], dostosowywał się do mentalności otoczenia. Powiedziałem, że musimy dostosowywać się do otoczenia, ale nie dopasować się do otoczenia, do światowego otoczenia. Istnieje niebezpieczeństwo dopasowania się z tchórzostwa, z wygody albo — jakie to smutne — żeby zaspokajać złe namiętności. I wówczas przyłączamy się do grupy upadających na duchu. Nie! Nie tędy droga, żeby nie powiedziano o nas: oni są ze świata, dlatego mówią od świata[55], tylko, żeby powiedziano to, co Jezus powiedział do swojego Ojca: jak Ty mnie posłałeś na świat, tak i Ja ich na świat posłałem[56].

37. Istnieje inny powód wynikający ze sprawiedliwości, który zmusza nas do dawania przykładu. Chodzi o to, żeby nie zniesławiać naszych braci z Dzieła. Owo bezwzględnie nielogiczne stwierdzenie, ab uno disce omnes «Z jednego zbrodni sądź o wszystkich», Wergiliusz, Eneida, 2, 65-66, tłum. Tadeusz Karyłowski (przyp. wyd.), niestety bardzo często staje się powszechną regułą do osądzania. Dawanie przez nas przykładu powinno być stałe. Wszystko powinno być okazją do apostolstwa, środkiem do przekazywania nauczania, choćbyśmy mieli słabości.

Bez lęku. Aby zaś się nie bać, nie mieć winy. Jeżeli jest jakaś słabość, polecam Wam, żebyście powtarzali słowa Piotra do Jezusa, które ja powtarzam zazwyczaj po każdym z moich błędów: Domine, tu omnia nosti, tu scis quia amo te[57]; Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham.

Znajomość naszych błędów czyni nas pokornymi, sprawia, że bardziej zbliżamy się do Pana. Poza tym musimy mieć na uwadze, że dopóki z łaski Opatrzności Pana będziemy żyć na ziemi, będziemy popełniać pomyłki, błędy. Jakub pisze o Eliaszu, że był człowiekiem grzesznym jak my. Niemniej jednak, znów błagał i niebiosa spuściły deszcz, a ziemia wydała plon[58].

Postępowanie każdego z nas, Dzieci, jest osobiste i odpowiedzialne. Powinniśmy się starać dawać dobry przykład wobec każdej osoby i wobec społeczeństwa, ponieważ chrześcijanin nie może być indywidualistą, nie może izolować się od innych, nie może żyć w sposób egoistyczny, plecami do świata. Jest w swej istocie osobą społeczną, jest odpowiedzialnym członkiem Mistycznego Ciała Chrystusa.

38. Poprzez poświęcenie celowi, który obejmuje wszystkie inne szczegółowe cele — będące jedynie środkami do tego jedynego celu, o którym mówiłem najpierw, a którym jest przekazywanie doktryny — nasza praca apostolska przyczyni się do pokoju, do współpracy ludzi między sobą, do sprawiedliwości, do unikania wojen, do unikania izolacji, do unikania egoizmu narodowego i egoizmu osobistego. Dlatego że wszyscy zdadzą sobie sprawę, że stanowią część wielkiej ludzkiej rodziny, która jest kierowana przez wolę Boga ku doskonałości.

W ten sposób przyczynimy się do unikania tego niepokoju, tego strachu o przyszłość pełną bratobójczych uraz, do utwierdzania w duszach i w społeczeństwie pokoju i zgody: tolerancji, zrozumienia, wzajemnego obcowania, miłości.

Bez faworyzowania wybranych osób. Szanować wolność innych

39. Powiem Wam razem z Apostołem Jakubem: niech wiara wasza w Pana naszego, Jezusa Chrystusa uwielbionego nie ma względu na osoby. Bo gdyby przyszedł na wasze zgromadzenie człowiek przystrojony w złote pierścienie i bogatą szatę i przybył także człowiek ubogi w zabrudzonej szacie, a wy spojrzycie na bogato przyodzianego i powiecie: «Ty usiądź na zaszczytnym miejscu», do ubogiego zaś powiecie: «Stań sobie tam albo usiądź u podnóżka mojego», to czy nie czynicie różnic między sobą i nie stajecie się sędziami przewrotnymi? Posłuchajcie, bracia moi umiłowani! Czy Bóg nie wybrał ubogich tego świata na bogatych w wierze oraz na dziedziców królestwa przyobiecanego tym, którzy Go miłują? Wy zaś odmówiliście ubogiemu poszanowania. Czy to nie bogaci uciskają was bezwzględnie i nie oni ciągną was do sądów?[59].

Nie oznacza to, że nie mamy obowiązku opiekować się możnymi. Musimy starać się pracować również z tymi duszami, które bardziej wpływają na masy, na lud, bez względu na to, czy ci ludzie pochodzą z góry czy z dołu. Nie uznajemy, również w tym, faworyzowania osób.

Apostolstwo przykładu szanuje wolność wszystkich, ale sprawia, że chwała Boża objawia się i przeobraża ludzi, Pan zaś — to Duch, a gdzie jest Duch Pański — tam wolność. My wszyscy z odsłoniętą twarzą wpatrujemy się w jasność Pańską jakby w zwierciadle; za sprawą Ducha Pańskiego, coraz bardziej jaśniejąc, upodabniamy się do Jego obrazu[60].

40. Mówię Wam, moje Córki i moi Synowie, o obowiązku, który nas przynagla — caritas Christi urget nos [miłość Chrystusa przynagla nas][61] — o obowiązku pomagania Chrystusowi, Naszemu Panu w Jego Boskim zadaniu Odkupiciela wszystkich dusz, wypełnionym, kiedy Jezus umarł pośród wstydu i w chwale Krzyża — iudaeis quidem scandalum, gentibus autem stultitiam[62]; który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan — i który z woli Boga będzie trwać, aż do nadejścia godziny Pana.

Ten obowiązek dotyczy wszystkich chrześcijan, natomiast z niezwykle szczególnego tytułu — powołania, które otrzymaliśmy — jest to onus et honor dla dzieci Bożych w Jego Dziele. Pan prosi nas, żebyśmy zanosili Go, naszym wzorowym postępowaniem i nieustannym apostolstwem przekazywania doktryny wszystkim ludziom, których spotkamy na naszej drodze. Jest to apostolstwo, które musicie prowadzić w ramach Waszej własnej pracy zawodowej i poprzez nią, w Waszym własnym stanie.

W działaniu apostolskim nie powinniśmy dawać się pociągnąć faworyzowaniu żadnych osób ani też nie możemy wykluczać żadnego ludzkiego zajęcia, dlatego że wszystkie uczciwe zajęcia, wszystkie uczciwe prace będą dla nas powodem uświęcenia i środkiem niezwykle skutecznego apostolstwa, które da nam okazję do przyciągnięcia innych dusz do szczerego i hojnego poszukiwania świętości pośród świata.

Dlatego twierdziłem i powtarzam Wam, że musicie dawać przykład, będąc w ten sposób świadkami Jezusa Chrystusa we wszystkich dziedzinach ludzkiej działalności, dokąd poniesiecie dobre ziarna, które otrzymaliście, żeby być siewcami Bożymi, sól, która przyprawi dusze, które jeszcze nie smakowały albo które zapomniały smaku ewangelicznego przesłania, światło, które oświeci tych, którzy są pogrążeni w ciemnościach błędu albo niewiedzy.

We wszystkich dziedzinach, w których pracują ludzie — podkreślam — musicie być obecni również Wy, z cudownym duchem służby naśladowców Jezusa Chrystusa, którynie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć[63]. Nie porzucając nieroztropnie — byłby to niezwykle poważny błąd — publicznego życia państw, w którym uczestniczycie jako zwykli obywatele, którymi jesteście, z osobistą wolnością i osobistą odpowiedzialnością.

Obecność w życiu publicznym. Ani laicyzm, ani klerykalizm. Dzieło nie prowadzi działalności politycznej

41. Lojalna i bezinteresowna obecność w dziedzinie życia publicznego oferuje niezmierne możliwości czynienia dobra, służby. Nie mogą katolicy — nie możecie Wy, moje Dzieci — porzucać tej dziedziny, pozostawiając zadania polityczne w rękach tych, którzy nie znają ani nie praktykują prawa Bożego albo tych, którzy jawią się jako nieprzyjaciele Kościoła Świętego.

Ludzkie życie, zarówno prywatne, jak i społeczne, znajduje się w sposób nieunikniony w kontakcie z prawem i z duchem Chrystusa, Naszego Pana. W związku z tym chrześcijanie z łatwością odkrywają wzajemne współprzenikanie między apostolstwem a uporządkowaniem życia ze strony państwa, to znaczy, działaniem politycznym. Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga, powiedział Jezus[64].

Na nieszczęście bardzo często nie ma chęci stosowania tego tak jasnego nakazu i włączają się pewne koncepcje, które prowadzą do dwóch równie nieuporządkowanych skrajności: laicyzmu, który lekceważy należne prawa Kościoła, i klerykalizmie, który podporządkowuje sobie prawa, również należne, państwa. Trzeba, moje Dzieci, zwalczać oba te nadużycia za pośrednictwem świeckich, którzy czują się dziećmi Bożymi i są nimi, a zarazem czują się i są obywatelami tych dwóch społeczności.

42. Polityka, w szlachetnym znaczeniu tego słowa, to służba dla osiągnięcia dobra wspólnego w państwie ziemskim. Jednakże dobro to ma bardzo wielki zasięg i w związku z tym właśnie na niwie politycznej dyskutuje się i ustanawia prawa o najwyższym znaczeniu, jak prawa dotyczące małżeństwa, rodziny, szkoły, koniecznego minimum własności prywatnej, godności — praw i obowiązków — osoby ludzkiej. Wszystkie te kwestie — i wiele innych — są w pierwszym rzędzie ważne dla religii i Apostoł nie może pozostawać wobec nich obojętnym, biernym.

Dzieło nie ma żadnej polityki, nie jest to jego celem. Nasz jedyny cel jest duchowy i apostolski i ma Boże potwierdzenie: umiłowanie wolności, którą zdobył dla nas Jezus Chrystus, umierając na Krzyżu[65]. Dlatego Dzieło Boże nie weszło ani nigdy nie wejdzie do politycznej walki stronnictw. Utrzymanie się ponad przygodnymi sporami, które zatruwają życie polityczne, jest to nie tylko chwalebne, ale jest to ścisły obowiązek wobec naszej nadprzyrodzonej Rodziny, z tego prostego powodu, że Dzieło — stwierdzam po raz kolejny — nie ma celów politycznych, tylko apostolskie.

Jednakże Wy, moje Dzieci — każdy osobiście — nie tylko popełniłybyście błąd, jak Wam przed chwilą powiedziałem, ale dokonałybyście zdrady sprawy Naszego Pana, gdybyście pozostawili kierownictwo sprawami państwa osobom niegodnym, nieudacznikom albo wrogom Jezusa Chrystusa i Jego Kościoła.

43. Nie chcę przy tym stwierdzić, że wszyscy niechrześcijańscy obywatele są niegodni albo niezdatni ani też że Wy wszyscy musicie uczestniczyć dzień po dniu w walkach politycznych. Wielu — większości — wystarczy, że będą mieli pewny sąd we wszystkim, co dotyka Kościoła. Chodzi o to, żeby umieli przekazywać zdrową doktrynę — która nie jest polityczna, tylko religijna — swoim przyjaciołom i kolegom i wreszcie, żeby w prawy sposób spełniali swoje obywatelskie obowiązki, kiedy rząd kraju tego zażąda.

Inni natomiast będą mieli skłonność do poświęcania się kwestiom politycznym. Nie będą politykierami, którzy żyją tylko wybiegami i kompromisami w celu zapewnienia sobie stanowiska, z którego żyją, w życiu publicznym swojej ojczyzny, zdolnymi sprzedać prawa do pierworództwa za miskę soczewicy(Por. Rdz 25, 29-34), tylko ludźmi, którzy ze swoim życiem zawodowym łączą wysiłek służby — nigdy panowania — swoim współobywatelom w życiu politycznym albo w organizacjach związkowych.

Wszystkim Wam mówię: Wy, którzy macie powołanie polityczne, działajcie swobodnie na tej niwie bez rezygnacji z praw, które jako obywatelom Wam przysługują i szukajcie tam Waszego uświęcenia, służąc Kościołowi i ojczyźnie, starając się o dobro wspólne dla wszystkich w sposób, który wyda się Wam najodpowiedniejszy, dlatego że w kwestiach doczesnych nie ma dogmatów.

Pozostali, wypełniajcie zawsze z wiernością Wasze obowiązki i wymagajcie, żeby szanowano Wasze prawa. Wszyscy zaś działajcie w wolny sposób, dlatego że jest czymś właściwym dla naszego szczególnego Bożego powołania uświęcać się, pracując nad zwykłymi zadaniami ludzi według orzeczenia własnego sumienia, czując się osobiście odpowiedzialnymi za naszą swobodnie wybraną działalność, w ramach wiary i moralności Jezusa Chrystusa.

44. W sposób wolny: dlatego że więź, która nas łączy, jest tylko duchowa. Jesteście wzajemnie powiązani, a każdy z Was z całym Dziełem, tylko w dziedzinie poszukiwania Waszego własnego uświęcenia i w dziedzinie — również wyłącznie duchowej — niesienia światła Chrystusa Waszym przyjaciołom, Waszym rodzinom, które Was otaczają.

Jesteście w związku z tym obywatelami, którzy spełniają swoje obowiązki i wykonują swoje prawa i którzy są stowarzyszeni w Dziele tylko po to, żeby wspomagać się duchowo w poszukiwaniu świętości i w prowadzeniu apostolstwa środkami ascetycznymi i szczególnymi apostolskimi sposobami. Duchowy cel Dzieła nie rozróżnia między rasami albo narodami — widzi jedynie dusze — w związku z czym wyklucza się wszelką myśl partyjną albo dążenie do politycznego celu.

I tak we wszystkim: w tym, co nie odnosi się do ducha i do apostolstwa Dzieła nie jesteście zjednoczeni czymś więcej niż wysiłkiem wiary, moralności i nauki społecznej, która jest duchem Kościoła Katolickiego, a w związku z tym duchem wszystkich wiernych.

Obowiązki obywatelskie

45. Ta gorliwość doktryny i życia, jaką daje nam Kościół katolicki, i która Was, moje Dzieci, popycha do służby Bogu, kiedy służycie Waszej ojczyźnie, konkretyzuje się w pewnych trwałych, niewzruszonych punktach prawdy. Są to bezdyskusyjne zasady, które stanowią wspólny mianownik — vinculum fidei [węzeł wiary] — nie Wasz, nie moich dzieci, tylko wszystkich katolików, wszystkich wiernych dzieci Świętej Matki Kościoła.

Powiem Wam w związku z tym, jakie jest moje wielkie pragnienie: chciałbym, żeby w katechizmie chrześcijańskiej doktryny dla dzieci nauczano jasno, jakie są te pewne punkty, w których nie można ustępować, działając w taki czy inny sposób w życiu publicznym i żeby równocześnie wyrażano obowiązek działania, niepowstrzymywania się, świadczenia własnej współpracy, żeby służyć w lojalny sposób i z osobistą wolnością dobru wspólnemu. Jest to moje wielkie pragnienie, ponieważ uważam, że w ten sposób katolicy nauczyliby się tych prawd od dziecka i umieliby je praktykować później, kiedy będą dorośli.

46. W istocie częsty jest, nawet wśród katolików, którzy wydają się odpowiedzialni i pobożni, błąd myślenia, że są jedynie zobowiązani do wypełniania swoich obowiązków rodzinnych i religijnych i ledwie chcą słyszeć o obowiązkach obywatelskich. Nie chodzi o egoizm: to po prostu brak formacji, dlatego że nikt nie powiedział im nigdy jasno, że cnota pobożności — część kardynalnej cnoty sprawiedliwości — i sens chrześcijańskiej solidarności konkretyzują się również w tym byciu obecnym, w tej znajomości problemów ważnych dla całej społeczności i przyczynianiu się do ich rozwiązywania.

Oczywiście, nie byłoby czymś rozsądnym dążenie, żeby każdy z obywateli był specjalistą od polityki. To zresztą jest dzisiaj w rzeczywistości niemożliwe nawet w najmniejszych społeczeństwach z powodu wielkiej specjalizacji i całkowitego poświęcenia, jakiego wymagają wszystkie profesjonalne zadania, a wśród nich właśnie zadania polityczne.

Jednakże owszem, można i powinno się wymagać minimum znajomości konkretnych aspektów, jakich nabiera dobro wspólne w społeczeństwie, w którym każdy żyje, w określonych historycznych okolicznościach, a także można wymagać minimum zrozumienia techniki — rzeczywistych, ograniczonych możliwości — administracji publicznej i rządu cywilnego, dlatego że bez tego zrozumienia nie może być spokojnej i konstruktywnej krytyki ani rozsądnego wyboru.

Warto więc, żeby istniało wiele możliwości nabrania głębokiego poczucia społecznego i poczucia współpracy, żeby osiągnąć dobro wspólne. Mówiłem już Wam o tym konkretnym środku jakim może być katechizm, ale byłoby dobrze również na niwie pedagogiki szkolnej — formacji ludzkiej —, żeby nauczyciele, nie narzucając osobistych sądów w kwestiach podlegających opinii, nauczali obowiązku wolnego i odpowiedzialnego postępowania w dziedzinie zadań obywatelskich.

Należymy do Boga pośród świata. Wolność działania, osobista odpowiedzialność

47. Powróćmy jednakże do Dzieła i do Was, moje Dzieci. Wiecie już, że tak jak Nasz Pan, ja również lubię używać przypowieści, uciekając się przede wszystkim do owych obrazów połowów — łodzi i sieci — które mają tak bardzo ewangeliczny smak. My jesteśmy jak ryby schwytane w sieć. Pan złowił nas siecią swojej miłości pośród fal tego naszego wzburzonego świata. Jednakże nie po to, żeby wyciągnąć nas ze świata — z naszego środowiska, z naszej codziennej pracy — tylko po to, żebyśmy będąc ze świata, równocześnie całkowicie należeli do Niego. Non rogo ut tollas eos de mundo, sed ut serves eos a malo[66]; nie proszę, abyś ich zabrał ze świata, ale byś ich ustrzegł od złego.

Poza tym ta sieć, która jednoczy nas z Chrystusem i utrzymuje nas samych w jedności, jest niezwykle obszerną siecią, która pozostawia nas wolnych, z osobistą odpowiedzialnością. Dlatego że sieć jest naszym wspólnym mianownikiem — niezwykle maleńkim — chrześcijan, którzy chcą służyć Bogu w Jego Dziele. Jest to katolicka formacja, prowadząca nas do podporządkowania się z największą wiernością Magisterium Kościoła.

Dlatego że jesteśmy wolni jak ryby w wodzie i dlatego że zostaliśmy schwytani w sieć Chrystusa, nie mylimy Kościoła z osobistymi błędami żadnego człowieka i nie tolerujemy, żeby ktoś mylił nasze własne osobiste błędy z Kościołem. Nie ma prawa do mieszania Kościoła do polityki, do mniej lub bardziej trafnego działania politycznego i zawsze podlegającego opinii każdego. Jest to bardzo wygodne i bardzo niesprawiedliwe. Nie ma również prawa do mieszania Dzieła do błędów albo trafnych decyzji każdego z Was.

48. Jeżeli będą błędy, częściowo będzie to wynikało z faktu, że jest rzeczą prawie niemożliwą nie popełnianie ich, kiedy chodzi o tak złożone zadanie, w którym nikt nie może mieć w pełni w ręku niezliczonych danych występujących w każdym poważnym problemie. Jednakże nawet kiedy chodzi o błędy, których można by było uniknąć — błędy wynikające z zaniedbań, braku roztropności itd. — również wówczas Kościół albo Dzieło nie powinny ponosić w żadnym stopniu tej odpowiedzialności.

Dlatego że jest prawdą, że jeżeli zdarzają się pomyłki tego rodzaju, zawsze będą miały one miejsce pomimo Kościoła, pomimo Dzieła, gdyż Kościół i Dzieło inspirują wszystkie dzieci do wykonywania wszystkich osobistych zadań z największą możliwą ludzką doskonałością, dlatego że bez tej ludzkiej doskonałości nie można dążyć do doskonałości nadprzyrodzonej.

Krótko mówiąc: powinniście być obecni w życiu publicznym w czynny, dobrowolny i odpowiedzialny sposób. Mówię Wam o obowiązku pracy w tej dziedzinie w sposób, który najlepiej odpowiada mentalności każdego z Was, okolicznościom i potrzebom kraju itd. Jeżeli mówię Wam o tej sprawie, to dlatego że mam obowiązek podać Wam kryteria i robię to jako kapłan Jezusa Chrystusa i jako Wasz Ojciec, wiedząc, że mam być ponad frakcjami i grupowymi interesami.

Nigdy Was nie pytałem ani nie będę nigdy pytał — i tak samo będą postępować na całym świecie dyrektorzy Dzieła — co myśli każdy z Was na te tematy, dlatego że bronię Waszej uprawnionej wolności. Wiem — i nie mam nic do powiedzenia przeciwko temu — że pośród Was, moje Córki i moi Synowie, jest wielka różnorodność opinii. Szanuję je wszystkie. Będę zawsze szanować każdą doczesną opinię każdego z moich dzieci, pod warunkiem, że będzie ona zgodna z Prawem Chrystusa.

49. Moich osobistych opinii na konkretne polityczne tematy nie znacie, dlatego że ich nie wyrażam. A kiedy będą kapłani w Dziele, powinni naśladować tę samą zasadę postępowania, ponieważ ich misja będzie, tak jak moja, wyłącznie duchowa.

Zresztą choćbyście poznali te moje osobiste opinie, nie mielibyście żadnego obowiązku stosowania się do nich. Moja opinia to nie dogmat — dogmaty ustanawia tylko Magisterium Kościoła, jeśli chodzi o depozyt wiary — i Wasze opinie również nie są dogmatami. Bylibyśmy niekonsekwentni, gdybyśmy nie szanowali innych opinii, odmiennych od tej, którą ma każdy z nas. Tak jak byłyby również niekonsekwentne moje Dzieci gdyby nie korzystały z prawa do wyrażania poglądów politycznych, w sprawach podlegających wolnej dyskusji.

Powiedziałem Wam już, dlaczego. Dlatego że jeśli w tych doczesnych sprawach nie uczestniczą odpowiedzialni katolicy — z całkowitą zgodą na ich wspólny mianownik i z różnymi sposobami oceniania w kwestiach podlegających opinii — byłoby trudno, żeby ta dziedzina nie pozostawała w rękach osób, które nie mają na uwadze zasad prawa naturalnego ani prawdziwego dobra wspólnego społeczeństwa ani praw Kościoła, w rękach ludzi, którzy poza tym nie mają zwyczaju szanowania opinii sprzecznych z ich opiniami. To znaczy, że bez tego chrześcijańskiego ducha poszanowania nienaruszalnych zasad i uprawnionej wolności wyboru w sprawach podlegających opinii nie może być w społeczeństwie ani pokoju, ani wolności, ani sprawiedliwości.

50. Nigdy nie mówię o przelotnych sprawach dotyczących polityki i wyjaśniłem Wam, że robię tak, dlatego że moja misja jest wyłącznie duchowa. Jednakże jest inny powód. Chodzi o to, że nigdy dyrektorzy Dzieła nie mogą narzucać swoich politycznych albo zawodowych opinii — jednym słowem opinii doczesnych — swoim braciom.

W Kościele tylko zwyczajna hierarchia kościelna ma prawo i obowiązek dawania katolikom wskazówek politycznych, ukazywania im konieczności — w przypadku jeżeli rzeczywiście uzna, że jest taka konieczność — przyjmowania określonego stanowiska, jeśli chodzi o problemy życia politycznego.

Jeżeli zaś hierarchia zabiera głos w taki sposób, nie jest to żaden klerykalizm. Każdy dobrze uformowany katolik powinien wiedzieć, że do misji pasterskiej biskupów należy wyrażanie opinii w sprawach publicznych, kiedy wymaga tego dobro Kościoła. Dobrze uformowani katolicy wiedzą również, że ta interwencja z prawa Bożego przysługuje wyłącznie biskupom, dlatego że tylko oni, będąc w komunii z Ojcem Świętym mają publiczną funkcję rządzenia w Kościele, ponieważ Spiritus Sanctus posuit episcopos regere Ecclesiam Dei[67]; Duch Święty ustanowił biskupów, aby kierowali Kościołem Boga.

Jedność i wolność katolików

51. Zobaczcie, moje umiłowane Dzieci, wielką istniejącą konieczność formowania katolików w określonym celu — prowadzenia ich do jedności w sprawach dotyczących istoty, przy równoczesnym przyzwoleniu, żeby korzystali z uprawnionej wolności, z miłością i zrozumieniem dla wszystkich w kwestiach doczesnych. Wolność — nigdy więcej dogmatów w sprawach podlegających opiniom.

Nie odpowiada godności i samej psychice ludzi tego typu arbitralne ustanawianie prawd absolutnych, gdzie na siłę każdy musi spoglądać na rzeczy z ich punktu widzenia, według ich prywatnych interesów i zgodnie z ich własnym doświadczeniem osobistym. Zresztą jedna partia — konieczna konsekwencja wprowadzenia jedynej możliwej opcji — nie służy rozwijaniu życia publicznego kraju przez dłuższy czas, dlatego, że ostatecznie podlega zużyciu, traci sympatię i zaufanie ludzi, choćby zarządzanie było w sumie pozytywne i nie było niemoralności. Naprawdę myślę, że sprawy tak się mają, ale mogę się mylić, nie byłby to pierwszy raz.

52. Kolejne ostrzeżenie, Dzieci, chociaż być może jest ono zbędne, dlatego że jeżeli macie mojego ducha, z trudnością zechcecie postępować w ten sposób w życiu publicznym. Ostrzeżenie jest następujące: żebyście nie byli oficjalnymi katolikami, katolikami, którzy robią z religii odskocznię, nie żeby skoczyć ku Bogu, tylko żeby sięgać po stanowiska — korzyści materialne: zaszczyty, bogactwa, władzę — których pożądają. O takich pewna poważna osoba powiedziała z dobrym humorem, być może przesadzając, że oczy wznoszą ku niebu, a ręce gdzie popadnie.

Ci katolicy, którzy z nazywania się katolikami robią zawód — zawód, w którym mają prawo przyjmować jednych a odrzucać drugich — chcą zanegować zasadę osobistej odpowiedzialności, na której opiera się cała chrześcijańska moralność. Dlatego, że ten, kto nie może czynić użytku ze swojej uprawnionej wolności, nie ma prawa do wynagrodzenia za dobre uczynki ani też nie może otrzymać kary za swoje złe uczynki albo zaniedbania.

Negują zasadę osobistej odpowiedzialności, powiedziałem Wam, i dążą do tego, żeby wszyscy katolicy z jednego kraju tworzyli zwarty blok, rezygnowali ze wszystkich swoich wolnych doczesnych opinii, żeby wspierać masowo jedną partię, jedną grupę polityczną, której oni — oficjalni katolicy — są właścicielami i która w związku z tym również jest oficjalnie katolicka.

53. Jednakże w jaki sposób osiągają, żeby pozostali katoliccy obywatele zrzekali się zwykle swoich praw, żeby poddać się monopolowi, który nie ma racji bytu? Osiągają to często przy pomocy tego, co będziemy nazywać oszustwem, chociaż nie chcę osądzać dobrej wiary, z którą działają. Oszustwem jest wprowadzanie w błąd katolików i domaganie się tej bezużytecznej i absurdalnej jedności w kwestiach podlegających opinii w imię koniecznej i logicznej jedności w sprawach dotyczących wiary i moralności Kościoła.

Przy pomocy dobrze zorganizowanych kampanii politycznych udaje im się zbić z tropu opinię publiczną, wywołując przekonanie, że tylko oni mogą być przedmurzem, obroną Kościoła w owych konkretnych okolicznościach swojego kraju. Niekiedy tworzą — i potem utrzymują przez cały czas, przez jaki im się udaje — sztuczną sytuację zagrożenia, żeby katoliccy obywatele łatwiej przekonywali się o konieczności poświęcenia ich doczesnych wolnych opinii i wspierali partię, która oficjalnie przyjęła obronę Kościoła.

Niech Was nie dziwi, że niekiedy oszustwo jest tak zręczne, że nawet władze kościelne nie zdają sobie z niego sprawy i w jakiś sposób popierają taką wyznaniową partię, wzmacniając w ten sposób oficjalnie jej charakter i jej roszczenie do narzucania się sumieniom wiernych.

54. Nie chcę przez to powiedzieć, że wszystkie oficjalnie katolickie partie muszą opierać się na takim oszustwie. Są takie, które naprawdę pełnią funkcję służby w obronie interesów Kościoła, dając jednolitą formę i siłę katolickim obywatelom. Wydaje mi się jednakże niemal niemożliwe — doświadczenia są bardzo jasne — żeby partia oficjalnie katolicka, choćby narodziła się, służąc Kościołowi, nie skończyła, posługując się Kościołem.

Dlatego, że prędzej czy później wyjątkowa sytuacja, która uczyniła konieczną szczególną jedność między katolikami w życiu publicznym, zmierza do normalizacji, a w związku z tym zaczyna zanikać konieczność istnienia jednej obowiązkowej partii katolików.

I wówczas zwykle wydarza się coś bardzo ludzkiego, ale nieprzyjemnego. Katolicy oficjalni, którzy rządzą w tej partii, nie są gotowi stracić swojej uprzywilejowanej sytuacji i próbują utrzymać ją za wszelką cenę. Nietrudno zatem, żeby tacy działacze zaczęli w tym celu stosować moralny szantaż. Albo oni będą dalej przy władzy, ze wsparciem hierarchii, albo wszystko się zawali, dlatego że otwartą drogę będą mieli nieprzyjaciele Kościoła.

Mają rację. Swoją wyłączającą, tyrańską polityką udało im się osłabić i odsunąć od gry wszystkie pozostałe organizacje i grupy złożone z katolików i tylko oni są w stanie działać z pewną siłą. W ten sposób nadchodzi chwila, w której Kościół czuje się zaangażowany i bardzo mocno związany z losem oficjalnej partii katolickiej.

Nie posługiwać się Kościołem

55. Niech Was nie dziwi, że może się przydarzyć coś w tym rodzaju. Pomyślcie, moje Dzieci, że władza doczesna zwykle z czasem deformuje tego, kto ją posiada i sprawuje. Dlatego nie ma nic szczególnego w tym, że jakiś katolik o słabej formacji doktrynalnej i ubogim życiu wewnętrznym odczuwa pokusę wykorzystywania każdego środka, żeby zachować stanowisko, do jakiego doszedł w życiu publicznym i że ostatecznie czyni wszystko co się da, żeby utrzymać się przy władzy, nawet zniżając się do kompromisów z własnym sumieniem i zniekształcając je.

Jasno rozumiemy, że to, co powiedziałem, może się wydarzyć, ale nie możemy tolerować, żeby się to wydarzało, dlatego że w ten sposób cały Kościół skończy jako jeniec, jeńcem będzie hierarchia przywiązana do wozu oficjalnej partii i jeńcami będą wierni, którym uniemożliwi się korzystanie z uprawnionej wolności.

Musimy z tego wywnioskować, moje Dzieci, że mamy obowiązek miłować wolność wszystkich i służyć Kościołowi, unikając wszystkiego, co mogłoby oznaczać posługiwanie się Kościołem w partykularnych celach politycznych. Kościołem możemy posługiwać się tylko po to, żeby odnajdować źródła łaski i zbawienia. Oznacza to rezygnację z własnych interesów, poświęcanie się z upodobaniem, żeby Chrystus panował na ziemi, posiadanie czystości intencji. Z tą mentalnością powinni iść do polityki ci moi synowie, którzy będą mieli tę szlachetną skłonność, aby służyć swojej ojczyźnie, bronić ludzkiej wolności i rozszerzać panowanie Jezusa Chrystusa.

Dlatego moi synowie będą unikać bycia oficjalnymi katolikami i będą się starali walczyć lojalnie tą samą bronią co pozostali, ukazywać się takimi, jakimi są. Są zwykłymi obywatelami, takimi samymi jak inni, odpowiedzialnymi katolikami, którzy zachowują z pozostałymi katolikami jedność w istotnych sprawach, ale nie chcą tworzyć dogmatów w sprawach nieistotnych, w podlegających opinii kwestiach doczesnych.

56. To jest czysty i przejrzysty powód, dla którego pośród moich dzieci będą istniały zawsze — to logiczne i dobre, żeby istniały — różne sposoby rozumienia, jakie są najwłaściwsze środki, żeby starać się o dobro wspólne społeczeństwa w którym żyją we wszystkich okolicznościach.

Wszyscy będą ciągnąć wóz w tym samym kierunku — Bóg, dobro wspólne wszystkich ludzi — ale w różnym stanie ducha, z bardzo różnymi — a nawet przeciwnymi — opiniami w podlegających różnym opiniom kwestiach doczesnych. Wówczas nie mogą angażować Kościoła, wówczas nie mogą angażować Dzieła.

Mimo wszystko wydaje się, że niektórzy — sporo osób, z którymi rozmawiałem — nie chcą zrozumieć tych myśli, które są tak jasne. Miejmy cierpliwość, pozwólmy, żeby płynął czas i prośmy Boga, żeby dawał im światła i w końcu zrozumieją.

Niebezpieczeństwa polityki. Pokora

57. Mówiłem Wam tak długo o tej kwestii z dziedziny polityki, dlatego że to Wam, moje Dzieci, przypada głoszenie panowania Jezusa Chrystusa we wszystkich dziedzinach ludzkiej działalności, we wszystkich doczesnych zadaniach. Poza tym dlatego że Wy, którzy chcecie dobrowolnie pracować w dziedzinach działalności publicznej, powinniście mieć bardzo na uwadze niebezpieczeństwa polityki.

Nawiązywałem już do tych zagrożeń. Mówiłem Wam o niebezpieczeństwie, że sprawowanie władzy deformuje sumienie, o niebezpieczeństwie braku szacunku dla słusznej wolności innych i o niebezpieczeństwie angażowania Kościoła albo Dzieła. Jednakże istnieją niebezpieczeństwa o charakterze jeszcze ogólniejszym: nadmierna ambicja, namiętności — nacjonalizm, partyjniactwo itd. — utrata nadprzyrodzonego spojrzenia i zapomnienie o działaniu Boga w świecie i w sercach.

Tutaj pasują jak ulał słowa Pisma Świętego: uczynił wszystko pięknie w swoim czasie, dał im nawet wyobrażenie o dziejach świata, tak jednak, że nie pojmie człowiek dzieł, jakich Bóg dokonuje od początku do końca[68], to znaczy, że człowiek nie może zrozumieć tej zachwycającej mądrości, która błyszczy i będzie błyszczeć w dziełach Stwórcy od początku do końca świata. Przy politycznych dyskusjach i rywalizacji zapomina się łatwo, że to Pan działa, wzbudza wszelkie dobro i że to On uczynił nas wolnymi.

58. W celu uniknięcia tej trucizny, tych niebezpieczeństw — które nie powinny oddzielać od tego zadania Was, którzy macie to szczególne powołanie, jakim zawsze jest praca zawodowa — lekarstwo leży w środkach ascetycznych, którymi dysponują wszystkie dzieci Boga w Jego Dziele, żeby uświęcać się pośród świata, na ulicy: w duchu ubóstwa — rzeczywistym oderwaniu od dóbr doczesnych — oraz w duchu pokory — oderwaniu od ludzkiej chwały, od władzy, gdyż są to smakowite owoce duszy kontemplacyjnej w działaniu zawodowym.

Podkreślam szczególnie tego ducha pokory, dlatego że wiecie — powtarzam Wam to ciągle — że miłość własna i duma są dla duszy o wiele bardziej podstępne i o wiele bardziej szkodliwe niż pożądliwość ciała, pożądliwość oczu[69], które są niebezpieczeństwami o wiele łatwiejszymi do odkrycia i zwalczania. Dlatego proszę moje Dzieci, żeby były czujne i nie dały się zwieść tej próżnej chwale, tym oparom pychy, którymi jest przesycona atmosfera życia publicznego. Posłuchajcie tego, co mówi Wam Św. Paweł: nemo se seducat. Si quis videtur inter vos sapiens esse in hoc saeculo, stultus fiat ut sit sapiens [Niechaj się nikt nie łudzi. Jeśli ktoś spośród was mniema, że jest mądry na tym świecie, niech się stanie głupim, by posiadł mądrość][70]. Niech nikt nie oszukuje samego siebie. Jeżeli ktoś z Was uważa się za mądrego według świata, niech się stanie głupcem w oczach ludzi światowych, aby stać się mądrym w oczach ludzi Bożych.

59. Zrozumcie mnie: Wasza pokora nie ma być tą samą pokorą co pokora zakonników, którzy są powołani przez Boga do ucieczki od świata, do życia contemptus saeculi, pogardą rzeczywistości doczesnej, chociaż ta rzeczywistość ziemska rozważana sama w sobie nie oznacza obrazy Boga. Wasza pokora, moje umiłowane Córki i moi umiłowani Synowie, musi być pokorą chrześcijan, którzy powinni kochać świat, szanować wszystkie doczesne rzeczy, które Bóg dał człowiekowi, żeby Mu służył. Wasza pokora musi być pokorą dusz wezwanych do bycia ze świata, ale bez bycia światowymi, bez tolerowania, żeby sprawy doczesne — narzędzia pracy w służbie Bożej — przywiązywały się do serca i uniemożliwiały postęp duchowy, który dąży do doskonałości miłości.

Władza, rozkazywanie, autorytet — razem z zaszczytami, które powinny koniecznie towarzyszyć tym funkcjom społecznym i podtrzymywać je — nie są to rzeczy złe same w sobie, a tym bardziej dla świeckich, którzy powinni się uświęcać pośród nich. Są to rzeczy dobre, pozytywne, skierowane z samej swej natury na dobro człowieka i chwałę Boga. Nie są złem koniecznym ani mniejszym złem. Nie można też na tej samej zasadzie powiedzieć, że jest czymś doskonalszym powstrzymywać się od nich niż z nich korzystać.

60. Nauka Św. Pawła jest niezwykle jasna: Każdy niech będzie poddany władzom, sprawującym rządy nad innymi. Nie ma bowiem władzy, która by nie pochodziła od Boga, a te, które są, zostały ustanowione przez Boga. Kto więc przeciwstawia się władzy — przeciwstawia się porządkowi Bożemu (…). Jest ona bowiem dla ciebie narzędziem Boga, prowadzącym ku dobremu (…). Z tego samego też powodu płacicie podatki. Bo ci, którzy się tym zajmują, z woli Boga pełnią swój urząd. Oddajcie każdemu to, co się mu należy: komu podatek — podatek, komu cło — cło, komu uległość — uległość, komu cześć — cześć[71]. Wcześniej zaś sam Jezus Chrystus nauczał tego, mówiąc Piłatowi: Nie miałbyś żadnej władzy nade Mną, gdyby ci jej nie dano z góry[72].

Jednakże władza, co do zasady konieczna i dobra, nie przestaje być dla upadłego człowieka — pronus ad peccatum, skłonnego do grzechu — jeszcze jedną okazją do przywiązania, do próżności, do pychy, do zapomnienia o Bogu jak wiele innych dobrych rzeczy, które mogą stać się złe z powodu przewrotności ludzi.

Dlatego zwykli chrześcijanie, którzy powinni uświęcać się w tych sprawach publicznych — również Wy, moje Córki i moi Synowie, jeżeli wybraliście dobrowolnie tę działalność zawodową, która jest częścią Waszego Bożego powołania — muszą być czujni, oczyszczając nieustannie intencję.

Prawość intencji. Wyrzeczenie. Szacunek dla opinii innych

61. Tutaj bardzo dobrze pasuje, żebym przypomniał Wam ten tak heroiczny wyraz prawości intencji, prawdziwej pokory w służbie Bogu, jaką należy zawsze żyć w Dziele. Mam na myśli gotowość wszystkich moich dzieci do porzucenia choćby najbardziej kwitnącej pracy zawodowej — może to być również działalność polityczna — żeby poświęcić się innym zawodowym zadaniom, na zewnątrz mniej okazałym, jeżeli wymaga tego apostolstwo i zadecydują tak ci, którzy mają w Dziele władzę.

To stałe nastawienie jest oczywistym dowodem oderwania, ponieważ jest nam wszystko jedno, czy pracujemy tutaj czy tam, pod warunkiem, że wiemy, że nasza praca jest służbą Bogu i wszystkim duszom. W tym duchu moje dzieci uczą się dziękować Bogu we wszystkim, co robią, i unikać nieuporządkowanej żądzy władzy i osobistych ambicji.

Dlatego że umieją ustępować, szanować uprawnioną opinię innej osoby, postępować w stylu dzieci Boga w Dziele we wszystkim, a konkretnie w życiu publicznym, nie zapomną, że ich misją jest służyć, nie oczekując wdzięczności ani zaszczytów od ludzi i mając jedynie pragnienie dziękowania Jezusowi, cui servire regnare est [któremu służba jest panowaniem]. W ten sposób niewątpliwie będą bardziej skuteczni, a przede wszystkim będą się uświęcać w każdej swojej osobistej działalności, którą — z łaską Bożą — będą umieli przekształcić w narzędzie uświęcenia i apostolstwa, o niezwykle szerokim zasięgu działania.

62. Kiedy mówię Wam o apostolstwie przykładu, o osobistym dobrowolnym i odpowiedzialnym działaniu, o tym, żeby nigdy nie być katolikami oficjalnymi, być może ktoś mógłby pomyśleć, żeby w celu uczynienia tego przenikania apostolskiego skuteczniejszym we wszystkich środowiskach i łatwiejszego dawania tego chrześcijańskiego przykładu, byłoby stosowne zachowywanie w tajemnicy faktu przynależności do Dzieła.

Posłuchajcie: to nie tak. Nie znoszę tajemnic, które często służą do czynienia zła albo do rozmywania odpowiedzialności. Uznaję jedynie tajemnicę spowiedzi i tak zawsze mówię wszystkim tym, którzy czasami przychodzą do mnie, zamierzając opowiedzieć mi o czymś w tajemnicy.

Z pewnością teraz, dlatego że są to początki tej Bożej pracy, naszego Dzieła Bożego, jest absolutnie konieczne, aby nie rozpowszechniać nieroztropnie naszej drogi, dlatego że niewielu jest w stanie zrozumieć tę nowość. Jednakże ta nasza tymczasowa postawa jest jak najbardziej naturalna: jest to tajemnica stanu błogosławionego.

Wszystkie żywe istoty potrzebują pewnego czasu ochronnego — krótszego lub dłuższego — zanim wyjdą na światło dzienne. Mają potrzebę szczególnych warunków, które umożliwią ich pierwszy rozwój, ich dojrzewanie. Natura postępuje tak z roślinami i zwierzętami, i z ludźmi. Jest to zatem całkowicie naturalne, że my tak samo troszczymy się o Dzieło, które jest żywym organizmem, który właśnie rozpoczyna swoją działalność. Z drugiej strony w ten sposób rozpoczynały się zwykle wszystkie instytucje apostolskie: w zwyczajny, cichy sposób. Na nieszczęście czy na szczęście już można przewidzieć, że robieniem hałasu wokół Dzieła Bożego zajmą się inni.

63. Musimy mieć świętą niecierpliwość, żeby podkładać Boży ogień, który Pan rozpalił w naszych sercach, pod wszystkie dusze wokół nas, nawet te najdalsze, ale dopóki nie nadejdzie zatwierdzenie Kościoła Świętego, wypada działać z roztropnością — za zgodą najprzewielebniejszego ordynariusza miejsca, jak czyniliśmy zawsze — ukazując ludziom rzeczywistość Dzieła w pozytywny sposób. Niech będzie dla Was jednak bardzo jasne, że ten sposób postępowania to absolutnie nie jest zachowywanie tajemnic. Działamy na oczach całego świata i w rzeczywistości tylko ślepi i głusi mogą nie znać naszego Dzieła.

Z tego, co widzę, niektórzy, powodowani niezrozumieniem — widzicie już, że nie oceniam surowo — chcieliby, żeby moje dzieci, przez wzgląd na to, że są w cudowny sposób oddane służbie Bożej, nosiły na plecach wielki plakat, mówiący mniej więcej: niniejszym zaświadcza się, że jestem grzecznym chłopcem. I nie zdają sobie sprawy, że my — którzy nie jesteśmy ani nigdy nie będziemy zakonnikami — prawnie, kanonicznie pracujemy z poczuciem nadprzyrodzonym, tak samo jak członkowie stowarzyszenia wiernych.

I nikomu nie przyjdzie do głowy, na przykład, nakazać, żeby lekarz, jeżeli jest tercjarzem, umieszczał na swoich wizytówkach: „Pan X., tercjarz franciszkański, lekarz medycyny”. Tak więc nasz sposób postępowania nie może zostać uznany za tajemnicę, dlatego że nie jest to chęć ukrywania, kim jesteśmy. Przeciwnie — to po prostu naturalność: nie jest to chęć udawania tego, czym nie jesteśmy, dlatego że jesteśmy zwykłymi chrześcijanami, równymi pozostałym obywatelom.

Pracować w sposób naturalny. Osobista pokora. Heroizm w pokorze zbiorowej

64. Aby być w związku z tym skutecznymi, powinniście pracować w sposób naturalny, nie widowiskowy, nie starając się zwracać uwagi, przechodząc niepostrzeżenie, jak niepostrzeżenie przechodzi dobry ojciec, który po chrześcijańsku wychowuje swoje dzieci, dobry przyjaciel, który daje pełną chrześcijańskiej mądrości radę innemu swojemu przyjacielowi, przemysłowiec albo handlowiec, który troszczy się, żeby jego pracownicy mieli dobrą opiekę duchową i materialną.

W związku z tym powinniście pracować po cichu, ale bez tajemnic i sekretów, których nigdy nie stosowaliśmy i nigdy nie będziemy stosować, dlatego że nie są potrzebne, żeby służyć Bogu, a poza tym sekrety odpychają osoby, które mają jasność w sumieniu i w postępowaniu. Po cichu: z tak głęboką pokorą osobistą, żeby zaprowadziła Was do życia pokorą zbiorową, do tego, żeby nie chcieć przyjmować szacunku i poważania, na jakie zasługuje Dzieło Boże i święte życie waszych braci.

Ta zbiorowa pokora — która jest heroiczna i której wielu nie zrozumie — sprawia, że ci, którzy są częścią Dzieła, przechodzą w ukryciu pośród równych im osób, nie otrzymując oklasków za dobre ziarna, które sieją, dlatego że inni ledwie zdają sobie z tego sprawę ani nie zrozumieją całkowicie tego bonus odor Christi[73], który nieuchronnie musi roztaczać się wokół moich dzieci.

65. Miejmy ciągle na uwadze w naszym życiu dusz oddanych w służbie Panu owe Jego słowa: Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej bowiem nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie[74].

Teologalna cnota nadziei daje nam tak wielkie docenienie nagrody, jaką obiecał nam nasz Ojciec Bóg, że nie jesteśmy gotowi ryzykować jej utraty z powodu braku zbiorowej pokory. Nie chcemy, żeby zastosowano do nas z powodu poszukiwania ludzkiego uznania, owych słów Jezusa: amen, dico vobis, quia receperunt mercedem suam[75]; zaprawdę, powiadam wam, już odebrali swoją nagrodę. Kiepski interes!

Dlatego nie chcemy, żeby ktoś nas chwalił, ani żeby nas wysławiano. Chcemy pracować w milczeniu, z pokorą, z wewnętrzną radością — servite Domino in laetitia[76] — z apostolskim entuzjazmem, który nie słabnie właśnie dlatego, że nie przechodzi w ostentację, w dumne popisywanie się. Chcemy, żeby we wszystkich zawodach, we wszystkich ludzkich zajęciach były obecne wybrane grupy mężczyzn i kobiet, którzy bez powiewających flag czy zwracających uwagę etykiet, żyliby święcie i wpływali na swoich kolegów z pracy i w społeczeństwie dla dobra dusz: to jest wyłączne pragnienie Dzieła.

Zrozumienie wszystkich dusz. Nie robić rozróżnień. Zbawiać wszystkie dusze

66. Zawsze mówię Wam, że są tacy, którzy pracują za trzech, ale robią hałas za trzy tysiące ludzi. My chcemy pracować za trzy tysiące ludzi, robiąc przy tym hałas za trzech. Nie mówię o nikim niczego negatywnego, szanuję opinie przeciwne tej naszej prostocie w sposobie prowadzenia apostolstwa. Jestem jednakże przekonany, że duchowa jedność chrześcijan nie potrzebuje zawsze zewnętrznych masowych przejawów i hałaśliwych działań zbiorowych. Jedności nie osiąga się zgromadzeniami i pokrzykiwaniem, tylko miłością i prawdą.

Rozumiecie w związku z tym, że dyskretna rezerwa — nigdy sekretna — którą Wam wpajam, jest antidotum na przechwałki. To obrona pokory, która z woli Boga również ma być zbiorowa — całego Dzieła — nie tylko indywidualna. Jest to też równocześnie narzędzie największej skuteczności w apostolstwie dobrego przykładu, które każdy rozwija w swoim własnym środowisku rodzinnym, zawodowym, społecznym.

Dlatego że nie możemy zapominać, moje umiłowane Córki i moi umiłowani Synowie, że całe nasze życie — z Bożego powołania — jest apostolstwem. Stąd rodzi się — doświadczacie tego Wy i będą tego doświadczać wszyscy Wasi bracia, którzy przyjdą później — nieustanne pragnienie obcowania ze wszystkimi ludźmi, przekraczania każdej bariery w miłości Chrystusa.

Stąd rodzi się w nas chrześcijańska troska, aby sprawiać, żeby zniknęła wszelka forma nietolerancji, przymusu i przemocy w obcowaniu jednych ludzi z drugimi. Również w działaniu apostolskim — a właściwiej mówiąc: przede wszystkim w działaniu apostolskim — chcemy, żeby nie było najmniejszej oznaki przymusu. Bóg chce, żeby służono Mu w wolności, a w związku z tym apostolstwo, które nie szanowałoby wolności sumień, nie byłoby prawe.

67. Zrozumienie zatem, choćby niekiedy byli tacy, którzy nie chcą pojąć, tego, że miłość do wszystkich dusz musi Was prowadzić do miłowania wszystkich ludzi, do przebaczania, wybaczania. Powinna to być miłość pokrywająca wszystkie braki ludzkich nędz, powinna to być wspaniała miłość: veritatem facientes in caritate [czyniąc prawdę w miłości][77], podążając za prawdą Ewangelii z miłością.

Miejcie na uwadze, że miłość, bardziej niż na dawaniu, polega na zrozumieniu. Nie ukrywam przed Wami, że uczę się na własnej skórze, jak wiele kosztuje kogoś fakt, że go nie rozumieją. Zawsze starałem się, żeby mnie rozumiano, ale niektórzy upierają się, żeby mnie nie rozumieć. Również dlatego chcę rozumieć wszystkich i Wy również powinniście się starać rozumieć innych.

Niemniej jednak, impuls, prowadzący nas do tego, aby posiadać wielkie, powszechne, katolickie serce nie jest przypadkowy. Ten sposób zachowania pochodzi z samej istoty Dzieła, dlatego że Pan chce nas na wszystkich drogach ziemi, rozsiewających ziarna zrozumienia, odpuszczenia win, przebaczenia, miłości, pokoju. Nigdy nie będziemy czuli się nieprzyjaciółmi kogokolwiek. Dzieło nigdy nie będzie mogło dokonywać rozróżnień, nigdy nie będzie chciało nikogo wykluczać ze swojego apostolstwa. W przeciwnym wypadku dokonywałoby zdrady swojego własnego celu, racji, dla której Bóg zechciał go na ziemi.

68. Nie udaje mi się pojąć, jak można żyć według Serca Jezusa Chrystusa i nie czuć się posłanym jak On peccatores salvos facere[78], zbawić grzeszników. Postawa chrześcijanina w związku z tym nie może być odmienna od postawy wskazanej przez Św. Pawła: Polecam więc przede wszystkim, by prośby, modlitwy, wspólne błagania, dziękczynienia odprawiane były za wszystkich ludzi (…) Jest to bowiem dobre i miłe w oczach Zbawiciela naszego, Boga, który pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy[79].

Sam Św. Paweł oferuje nam osobisty przykład, aby praktykować tę doktrynę: Stałem się dla słabych słabym, abym słabych pozyskał. Dla wszystkich stałem się wszystkim, abym wszystkich zbawił[80]. To jest, moje Córki i moi Synowie, duch, którego uczyłem Was praktykować. Duch, który jest bardzo rzeczywistym wyrazem praktycznej różnorodności, otwartego ducha, nieograniczonej dyspozycyjności.

Tę naukę przekazał mi Bóg, żebym z kolei ja przekazywał ją wam. Macie nią żyć zawsze poprzez Waszą pracę w tak wielu ludzkich zadaniach, które z czasem będą się rozwijać we wszystkich zakątkach ziemi, żeby przyczyniać się do wspierania prawdziwej jedności, szczerego obcowania wszystkich ludzi.

69. Niekiedy panorama może wydawać się Wam przygnębiająca, dlatego że dostrzeżecie ludzką małość Waszego wysiłku wobec całego świata, który nie zna zrozumienia. Macie rację. Powiedziano, że świat zawsze ostatecznie dzieli się na dwie połowy i jedna zajmuje się mówieniem źle o tej drugiej. Jednakże właśnie dlatego, że jest zbyt wiele braku jedności i braku zrozumienia Bóg chce nas na wszystkich ludzkich drogach, żebyśmy żyli osobiście zrozumieniem Chrystusa i żeby uczyć nim żyć.

Nie dążymy do zmiany wszystkiego w kilka dni. Powiem Wam coś więcej, coś, co jest zasmucające. Być może nigdy my, chrześcijanie, nie zdołamy w pełni ustanowić na ziemi tego klimatu jedności. Jednakże nie zmienia to faktu, że mamy ten cel przed oczami. Dotrzemy, jeżeli będziemy wierni, posłuszni łasce Bożej, tam, dokąd zechce Bóg. Oczywiście o wiele dalej niż moglibyśmy kiedykolwiek marzyć.

Jeżeli zapytacie mnie o środki służące do osiągnięcia tego wynikającego z miłości celu, odpowiem Wam, że macie je w naszych szczególnych apostolskich sposobach, które są naturalnymi przejawami nadprzyrodzonego ducha Dzieła. Po pierwsze, jak wiecie, praca polegająca na przyjaźni i zaufaniu wśród młodzieży ze wszystkich klas społecznych, która jest nadzieją, krzepnącą obecnie, jutrzejszej rzeczywistości.

Następnie stała praktyka cnót cechujących życie społeczne, ofiarując Bogu z radością, niezauważalnie, nieuniknione tarcia cech charakteru, mentalności, różnych upodobań: cum omni humilitate et mansuetudine, cum patientia supportantes invicem in caritate[81]; z całą pokorą i cichością, z cierpliwością, znosząc siebie nawzajem w miłości.

Nie upokarzać nikogo. Święta ustępliwość

70. Nie przesadzajcie z trudnościami. Dusza kontemplacyjna umie zobaczyć Jezusa Chrystusa w tych, którzy ją otaczają i nie jest jej trudno znosić wszystko, co przykre w obcowaniu z braćmi, ludźmi. Co więcej, wydaje jej się, że znoszenie to mało. Chce budować, naśladować Jezusa Chrystusa z Jego bezgraniczną miłością, z Jego zdolnością ustępowania i przyzwalania we wszystkich sprawach osobistych, we wszystkim, co nie oznacza obrazy Boga.

A my, którzy jesteśmy mocni w wierze — powiem Wam ze Św. Pawłem — powinniśmy znosić słabości tych, którzy są słabi, a nie szukać tylko tego, co dla nas dogodne. Niech każdy z nas stara się o to, co dla bliźniego dogodne — dla jego dobra, dla zbudowania[82].

Uczyłem Was również, moje Córki i moi Synowie, praktycznej reguły, istotnej w obcowaniu, żeby działać budująco na innych miłością: nie kłócić się, nie zamierzać przekonać pozostałych dialektyką, ponieważ wielu z nich nie jest w stanie ustąpić bez poczucia upokorzenia, uznając rację tego, który mówi jako przeciwnik.

A tego, który jest słaby w wierze, przygarniajcie życzliwie, bez spierania się o poglądy[83]. Prawdę wypowiada się spokojnie, w pozytywny sposób, bez polemiki, bez upokarzania, pozostawiając zawsze drugiej osobie honorowe wyjście, żeby uznała bez trudności, że błądzi, że brakowało jej formacji albo informacji. Niekiedy najdelikatniejsza miłość będzie polegała na tym, aby sprawić, żeby druga osoba pozostała z przekonaniem, że doszła na własną rękę do odkrycia nowej prawdy. Nie kłóćcie się, natomiast sprawcie, żeby spokojnie studiowano problemy, dostarczając nauki na piśmie.

71. Z tą pełną oddania gotowością nie wątpcie, że Pan udzieli nam, chrześcijanom, tego, o co prosił Św. Paweł: A Bóg, który daje cierpliwość i pociechę, niech sprawi, abyście wzorem Chrystusa te same uczucia żywili do siebie i zgodnie jednymi ustami wielbili Boga i Ojca Pana naszego, Jezusa Chrystusa[84].

To oddanie, to zrozumienie, ta miłość, zapominanie o naszych prawach, sprawia, że ustępujemy — darujemy — we wszystkim tym, co jest nasze, we wszystkich naszych osobistych sprawach, do tego stopnia, do jakiego doszedł Jezus Chrystus. Pan powiedział nam, żebyśmy się uczyli od Niego: discite a me quia mitis sum et humilis corde [uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca][85]; żeby żyć tą łagodnością, tą pokorą, tą świętą ustępliwością we wszystkim, co osobiste, wystarczy nam kontemplować Jezusa, który semetipsum exinanivit formam servi accipiens, in similitudinem hominum factus et habitu inventus ut homo[86]; ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stając się podobnym do ludzi i w zewnętrznej postaci uznany za człowieka.

Uniżenie Naszego Pana nie miało granic. Jego święta ustępliwość doszła aż do najhaniebniejszej śmierci: humiliavit semetipsum factus obediens usque ad mortem, mortem autem crucis[87]; uniżył samego siebie, stając się posłusznym aż do śmierci i to śmierci krzyżowej. I zrobił to z miłości do ludzi, których nazywa swoimi przyjaciółmi, choćby nie chcieli nimi być. Vos autem dixi amicos [nazwałem was przyjaciółmi][88], mówi uczniom, którzy zostawią Go samego w chwili próby. Amice, ad quid venisti?[89], Przyjacielu, po coś przyszedł, mówi do samego Judasza, który przychodzi Go zdradzić.

A z miłości do wszystkich — do swoich przyjaciół, którzy chcą być wierni, chociaż są pełni różnych nędz, i do tych, którzy nie chcą być Jego przyjaciółmi — Jezus pozwala się źle traktować, obrażać, krzyżować. Maiorem hac dilectionem nemo habet, ut animam suam ponat quis pro amicis suis[90]; nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich.

Święta nieustępliwość. Z miłości do Boga, nie dla osobistych korzyści

72. Jednakże Jezus Chrystus nie dał nam tylko przykładu świętej ustępliwości. Dał nam również niezwykle wyraźny przykład świętej nieustępliwości w sprawach Bożych. Dlatego że Jezus nie ustępuje wobec błędu — te straszliwe nagany udzielane faryzeuszom! — ani nie toleruje tego, żeby wobec Niego bezkarnie obrażano Stwórcę. Popatrzcie na święte oburzenie Chrystusa, wobec nadużyć dokonywanych przez kupców w Świątyni: Potem wszedł do świątyni i zaczął wyrzucać sprzedających w niej. Mówił do nich: «Napisane jest: Mój dom będzie domem modlitwy, a wy uczyniliście go jaskinią zbójców»[91].

Nie możemy również tolerować, żeby obrażano Boga tam, gdzie jesteśmy my, jeżeli możemy temu zapobiec. Jeżeli trzeba, będziemy również używać świętego przymusu, któremu będzie towarzyszyć jak największa łagodność formy, zawsze przy poszanowaniu uprawnionej wolności sumień. To znaczy, będziemy działać w taki sposób, żeby było jasne, że nie działamy, żeby bronić osobistych korzyści, tylko z miłości do Boga — zelus domus tuae comedit me [Gorliwość o dom Twój pochłonie Mnie][92], — i z miłości do ludzi, których chcemy wydobyć z błędu, zapobiegając temu, żeby w głupi sposób potępili swoją duszę.

73. Dlatego niekiedy, moje Córki i moi Synowie, nie będziemy mieli innego sposobu niż przeżyć przykry moment i sprawić, żeby przeżyli go inni, aby pomóc im być lepszymi. Nie bylibyśmy apostołami, gdybyśmy nie byli gotowi do tego, żeby błędnie interpretowano nasze działanie i reagowano w nieprzyjemny sposób.

Musimy się przekonać, że Święci — my nie uważamy siebie za Świętych, ale chcemy nimi być — są koniecznie niewygodnymi osobami — mężczyznami i kobietami — o moja Św. Katarzyno ze Sieny! — którzy swoim przykładem i swoim słowem są nieustanną przyczyną niepokoju dla sumień zaangażowanych w grzech.

Dla tych, którzy nie chcą mieć czystego życia, nasza delikatność w strzeżeniu serca musi być koniecznie jak wyrzut, jak bodziec, który nie pozwala duszom pogrążyć się w letargu. Dobrze, że tak jest. Mój syn, który nie chce wywoływać takich reakcji w otaczających go duszach, który pragnie zawsze być sympatyczny, nie będzie mógł sam uniknąć obrazy Boga, dlatego że stanie się wspólnikiem nieuporządkowania innych osób. Żyjcie w taki sposób, żebyście mogli powiedzieć: inflammatum est cor meum, et renes mei commutati sunt: zelus domus tuae comedit me[93]; gdy się trapiło moje serce, a w nerkach odczuwałem ból dotkliwy: bo gorliwość o dom Twój mnie pożera.

Uprzejme obcowanie. Przyjaźń w stosunku do wszystkich

74. Mówiłem Wam, że Święty jest niewygodny. Nie oznacza to jednak, że musi być nieznośny. Jego gorliwość nie powinna być nigdy gorzką gorliwością. Jego poprawność nie powinna być nigdy raniąca, jego przykład nie powinien być nigdy moralnym policzkiem, wymierzanym w twarze przyjaciół. Miłość Chrystusa — ta święta ustępliwość wobec osób, o której Wam mówiłem — powinna łagodzić wszystko, w taki sposób, żeby nigdy nie stosowano do żadnego z moich synów tego, co można powiedzieć — niekiedy na nieszczęście słusznie — o pewnych dobrych osobach: że aby znieść jednego świętego, potrzeba dwóch świętych.

Nasza postawa powinna być zupełnym przeciwieństwem powyższego. Nie chcemy, żeby ktokolwiek się od nas oddzielił, dlatego że nie umieliśmy go zrozumieć albo potraktować z miłością. Nigdy nie możemy być osobami szukającymi zwady. Naśladujmy przykład Św. Pawła: Jeżeli to jest możliwe, o ile to od was zależy, żyjcie w zgodzie ze wszystkimi ludźmi[94].

Staramy się żyć w pokoju, nawet jeżeli inni tego nie chcą: Błogosławcie tych, którzy was prześladują. Błogosławcie, a nie złorzeczcie… Nikomu złem za zło nie odpłacajcie. Starajcie się dobrze czynić wszystkim ludziom[95]. Nigdy nie traktujemy nikogo jak nieprzyjaciela, dlatego że nie możemy być niczyimi nieprzyjaciółmi.

75. Co więcej, w pozytywny sposób staniemy się przyjaciółmi, będziemy zdobywać przyjaciół, żeby czynić ich przyjaciółmi Jezusa Chrystusa. Pan chce posługiwać się nami — naszym obcowaniem z ludźmi, tą naszą zdolnością, którą On nam dał, aby kochać i aby sprawić, żeby nas kochano — żeby On nadal czynił sobie przyjaciół na ziemi, jak posłużył się Janem Chrzcicielem, żeby znaleźć drugiego Jana, tego, który miał być Jego umiłowanym przyjacielem, tego, którego widzimy spoczywającego na piersi Jezusa owej serdecznej nocy Ostatniej Wieczerzy: erat ergo recumbens unus ex discipulis eius in sinu Iesu, quem diligebat Iesus[96].

Staniemy się przyjaciółmi wszystkich naszych kolegów z pracy, wszystkich, którzy żyją w naszym otoczeniu, choćby byli daleko od Boga. Mogę Wam nawet powiedzieć, że do tych powinniśmy zbliżać się bardziej, dlatego że bardziej nas potrzebują. Potrzebują nas przede wszystkim słabi chrześcijanie, ci, którzy nie żyją zgodnie z wyznawaną wiarą. Przybliżymy się do nich z całą naszą miłością i całym naszym zrozumieniem, ofiarując im szczerą, autentyczną, ludzką i nadprzyrodzoną przyjaźń.

Niech Was od tego nie odwiedzie niebezpieczeństwo zarażenia. Przy naszym życiu kontemplacyjnym, wierności naszemu duchowi, naszym Normom i naszym zwyczajom jesteśmy uodpornieni na ich błędy i na ich przykład, jeżeli nie są chrześcijańskie. Ponieważ miłujemy ich sercem Chrystusa, Jezus jest pomiędzy nami a nimi i ostatecznie zatopimy zło obfitością dobra.

76. Potrzebujecie jednak wielkiej cierpliwości. Powinniście uczynić mocne postanowienie, aby się nie zniechęcać, dlatego że praca ta nie jest łatwa. W istocie jest większym cudem nawrócenie złego chrześcijanina — katolika albo nie — niż poganina, ponieważ ci pierwsi mają skłonność do rozumienia źle, w zniekształcony sposób wszystkiego tego, co im powiemy o Jezusie i o Jego nauce, dlatego że przed oczami nie widzą Jezusa Chrystusa, tylko karykaturę Jezusa Chrystusa.

Wobec tej trudności musimy położyć naszą wytrwałość w modlitwie: proście również nieustannie za innych ludzi, dlatego że jest w nich nadzieja nawrócenia, żeby osiągnęli Boga. Sprawiajcie, żeby przynajmniej przez wasze uczynki otrzymywali od was naukę… Przeciwstawiajcie ich bluźnierstwom wasze modlitwy, ich zbłądzeniu na manowce waszą pewność w wierze, ich dzikości waszą łagodność… Okażmy się ich braćmi przez naszą uprzejmość: tylko musimy się starać, żeby naśladować Pana[97].

Spójrzcie, moje umiłowane Córki i moi umiłowani Synowie, jaka jest ostateczna przyczyna naszego otwartego ducha, naszej woli zrozumienia wszystkich: to apostolska gorliwość. Gdybyśmy uciekli od tych, którzy nie znają albo nie praktykują wiary w Chrystusa, nie dalibyśmy im możliwości oglądania naszego przykładu, nie moglibyśmy im ukazać prawdziwego wizerunku Jezusa Chrystusa odbitego w naszym życiu, nawet pośród naszej tak wielkiej osobistej nędzy.

77. Musimy iść ze wszystkimi, jeżeli potrzeba, nawet do samych bram piekła. Dalej już nie, dlatego że tam nie można miłować Jezusa Chrystusa. Przyciągniemy ich naszą lojalną przyjaźnią, będziemy ich przyjmować, nawet tych najdalszych, w naszych własnych domach. Dlatego będzie to częścią naszego niezwykle umiłowanego apostolstwa ad fidem — które w swoim czasie otrzyma, nie wątpię w to, oficjalne uznanie — pozwolić naszym przyjaciołom niekatolikom uczestniczyć w aktach kultu w naszych kaplicach. Nie dając im nadmiernie wielu ułatwień, sprawiając, żeby tego pragnęli, w taki sposób, żeby podkreślano wolność osobistą, która jest główną cechą naszego apostolstwa.

Aby ułatwić tę pracę, bardziej zgodne z naszym duchem jest to, żebyśmy nie nadawali naszym ośrodkom albo naszym domom nazw, które mogłyby mieć znaczenie agresywne albo militarne, dotyczące zwycięstwa lub chwały: Deo omnis gloria! Cała chwała Bogu! Chociaż nie widzę przeszkód, żeby szanować fakt, że inni myślą i działają inaczej, miejcie zawsze na uwadze, że my, dzieci Boga w Jego Dziele, nie potrzebujemy przemocy. Czujemy się chronieni Bożą Opatrznością i możemy zawsze mówić po tym, jak doświadczyliśmy jej tylekroć: in umbra manus suae protexit me[98]; w cieniu swej ręki mnie ukrył.

Praca apostolska razem z innymi obywatelami

78. Do tego momentu, moje najumiłowańsze Córki i moi najumiłowańsi Synowie, zachęcałem Was do rozważenia niektórych aspektów apostolstwa osobistego, które każdy z Was powinien prowadzić we własnym środowisku, zajmując się swoją zwykłą pracą, swoim zawodem albo swoim zajęciem. Niemniej jednak, istnieją inne rodzaje apostolstwa, które z czasem moje dzieci będą prowadzić na całym świecie, zrzeszając się jako zwykli obywatele z innymi obywatelami, zawsze zgodnie z przepisami prawnymi kraju, w którym będą pracować.

Będą stowarzyszać się z innymi obywatelami — nie zawsze muszą to być katolicy — żeby wspólnie prowadzić pracę zawodową o wybitnie apostolskim celu, to znaczy, żeby służyła ona bezpośrednio przekazywaniu doktryny — takie jest zawsze nasze apostolstwo — choćby nie miała wyłącznie duchowego charakteru.

Zwykle będzie chodziło, na przykład, o prace kulturalne, dobroczynne, związane z prasą lub z kinem itd. Nie powinny to być zadania oficjalnie katolickie, chociaż może się zdarzyć jakiś wyjątek, jeżeli będzie to uważane za korzystne. Jednakże na ogół muszą mieć tę samą cechę co osobiste apostolstwo moich dzieci, o którym właśnie Wam powiedziałem, dlatego że będzie chodziło o pracę zawodową doczesną i świecką, prowadzoną przez obywateli pośród równych sobie. Nie chodzi o nazywanie siebie katolikami, tylko o bycie nimi, zarówno w działaniu indywidualnym, jak i w pracach grupowych.

79. Powinien wreszcie istnieć również inny rodzaj apostolstwa, za które Dzieło przyjmie oficjalnie odpowiedzialność. Będzie to zawsze działalność profesjonalna o charakterze w pełni i wyłącznie apostolskim, prowadzona przez moje dzieci. A jako że będą ją prowadzić korporacyjnie ci, którzy należą do Opus Dei, będziemy ją nazywać dziełami korporacyjnymi.

Będą to mogły być działania bardzo różnego rodzaju w zależności od okoliczności i potrzeb dusz w każdym miejscu i w każdej epoce: ośrodki formacyjne dla wszystkich kategorii społecznych, domy rekolekcyjne i przeznaczone na kursy kształcenia religijnego, akademiki, ośrodki zawodowe i ośrodki pomocy dla robotników, rolników itd.

Moje córki i moi synowie, którzy będą się zajmować tymi pracami apostolskimi, powinni się im poświęcać zawodowo, dlatego że dla wszystkich tych, którzy należą do Dzieła, bez wyjątku, praca zawodowa jest jedynym środkiem własnego i cudzego uświęcenia. Ich praca w dziełach korporacyjnych będzie ich zwykłą pracą o charakterze profesjonalnym, choćby miała bezpośredni i całkowicie apostolski cel. W każdym zaś razie będzie chodziło o pracę równą pracy osób, jaką wykonuje wielu innych obywateli: nauczyciele, lekarze, zarządcy, dyrektorzy akademików itd.

Jeżeli kiedyś moje dzieci będą musiały porzucić swoje zwyczajne zajęcie zawodowe, żeby poświęcać się zadaniom kierowania, formacji albo pomocy w jakimś dziele korporacyjnym, również wówczas nie przestaną żyć codziennym życiem zwykłych ludzi i ich nowa praca będzie zawszepracą zawodową, zważywszy że wszędzie jest powszechne, że wiele osób częściej lub rzadziej zmienia rodzaj zajęcia z powodów rodzinnych, finansowych, społecznych itd. Istnieją też zawody — na przykład, polityka — którym zwykle poświęcają się normalnie ci, którzy już zajmowali się i nadal zajmują się innymi zadaniami.

80. Domy i ośrodki, które są materialnym miejscem — siedzibą — tych prac korporacyjnych nie będą zwykle naszą własnością. Nie wypada, aby tak było z wielu powodów. A poza tym nie mogłoby tak być, dlatego że jesteśmy ubodzy. Dzieło jest ubogie obecnie, w początku swojego istnienia, i będzie takie zawsze, dlatego że Pan nie przestanie nigdy prosić nas o większą liczbę prac apostolskich, o więcej inicjatyw, o więcej wydatków pieniężnych i osób w Jego służbie. Będziemy pracować w wynajmowanych domach albo w budynkach państwowych, albo w miejscach, których własnością będzie jakieś stowarzyszenie stworzone przez niektóre moje dzieci i przez innych obywateli, którzy będą chcieli nam pomagać.

Dlatego że jesteśmy ubodzy, moje córki i moi synowie będą prowadzić te prace z bardzo wielkim poczuciem odpowiedzialności wobec Boga. We wszelkich okolicznościach, jakie się pojawią i nie będą wprost przewidziane w konkretnych wytycznych, które Wam daję, poprowadzi ich zasada, bezpieczne kryterium, które słyszeliście ode mnie tak wiele razy. Będą robić to, co zrobiliby w tych samych okolicznościach ojciec lub matka licznej i ubogiej rodziny.

Mówiłem Wam, że te dzieła korporacyjne wykluczają wszelki inny cel niż czysto duchowy i apostolski. Dlatego jest możliwe i konieczne, żeby Dzieło — którego cel jest wyłącznie nadprzyrodzony — czyniło się odpowiedzialnym za pewność ich katolickiego nauczania. Nie będą rozpowszechniać nauki albo opinii korporacyjnych w sprawach doczesnych, dlatego że taka doktryna korporacyjna — mówiłem Wam o tym tysiąc razy — nie istnieje, nie może istnieć. Korporacyjnie nie mamy własnych opinii — owszem może je mieć każda poszczególna osoba — mamy tylko wiarę: naukę Kościoła, którą przyjmujemy bez zastrzeżeń i jest to jedyna sprawa, która nas łączy.

Cała chwała dla Boga. Naszym pragnieniem jest służyć

81. Istotnie łączy nas tylko nauka Świętego Kościoła Bożego, Boże wezwanie i pragnienie służby Kościołowi w charakterze jego wiernych i wdzięcznych dzieci. To jest nasze nadprzyrodzone pragnienie, które jest właśnie tym, co najbardziej sprzeciwia się jakiejkolwiek ludzkiej ambicji, jakiemukolwiek staraniu o ludzką korzyść. Nie pracujemy, żeby wznieść się na szczyt, tylko żeby zniknąć i przy pomocy naszego poświęcenia umieścić Chrystusa na szczycie wszelkiej ludzkiej działalności.

Naszym hasłem są słowa Jana Chrzciciela: illum oportet crescere, me autem minui[99]; trzeba, by On wzrastał, a ja żebym się umniejszał. Dlatego naszą największą ambicją — prawdziwą chwałą Dzieła — jest żyć bez ludzkiej chwały, żeby chwała była oddawana tylko Bogu, soli Deo honor et gloria [Bogu samemu — cześć i chwała][100].

Rozważaliśmy już przykład Jezusa Chrystusa. Zobaczymy go raz jeszcze, powracając do cudownego tekstu Św. Pawła, który cytowałem Wam przy innej okazji: …powinniśmy znosić słabości tych, którzy są słabi, a nie szukać tylko tego, co dla nas dogodne… Przecież i Chrystus nie szukał tego, co było dogodne dla Niego, ale jak napisano: Urągania tych, którzy Tobie urągają, spadły na Mnie[101].

82. Nie przystępujemy do apostolstwa, żeby otrzymywać oklaski, tylko żeby ponosić odpowiedzialność za Kościół, kiedy być katolikami jest trudno, i żeby przechodzić niepostrzeżenie, kiedy nazywać się katolikami jest modnie. Istotnie w wielu środowiskach bycie katolikami na serio, nawet bez nazywania siebie w ten sposób, to dostateczny powód, żeby przyjmować wszystkie rodzaje obelg i ataków. Dlatego chociaż mówiłem Wam niekiedy, że budzi w nas sprzeciw życie z tego, że jesteśmy katolikami, będziemy żyć, jeżeli będzie to konieczne, pomimo tego, że jesteśmy katolikami. Zawsze dodaję: nie zapominając, że jeszcze większy sprzeciw budziłoby w nas życie z tego, że nazywamy siebie katolikami.

Pragnienie służby: to pragnienie ma bardzo jasne konkretne przejawy, które moglibyśmy również nazywać naszymi dominującymi pasjami, naszymi szaleństwami. Pierwszy z tych przejawów polega na tym, żeby chcieć być ostatnim we wszystkim, natomiast pierwszym w miłości. Panu mówimy w naszym osobistym rozważaniu: Jezu, żebym kochał ciebie bardziej niż wszyscy! Wiem, że jestem ostatnim z Twoich sług. Wiem, że jestem pełen nędz. Musiałeś przebaczyć mi tak wiele zniewag, tak wiele zaniedbań! Jednakże Ty powiedziałeś, że ten, komu mało się odpuszcza, mało miłuje[102].

Gorliwość o dusze: mamy gorące pragnienie bycia współodkupicielami z Chrystusem, zbawiania z Nim wszystkich dusz, dlatego że jesteśmy, chcemy być ipse Christus, On zaś dedit redemptionem semetipsum pro omnibus[103], wydał siebie samego na okup za wszystkich. Zjednoczeni z Chrystusem i z Jego Błogosławioną Matką, która jest również Naszą Matką, Refugium peccatorum; wiernie trwający przy Namiestniku Chrystusa na ziemi — słodkim Chrystusie na ziemi — Papieżu, mamy ambicję niesienia wszystkim ludziom środków zbawienia, które ma Kościół, czyniąc rzeczywistością ów akt strzelisty, który powtarzam od dnia Świętych Aniołów Stróżów w 1928 roku: omnes cum Petro ad Iesum per Mariam!

83. Nie możemy jednak aspirować do bycia współodkupicielami z Chrystusem, jeżeli nie jesteśmy gotowi zadośćuczynić za grzechy, tak jak czynił On. Spójrzcie, jak Św. Paweł stosuje do Jezusa Chrystusa słowa psalmu XXXIX: Nie chciałeś ofiary krwawej ani obiaty, lecz otwarłeś mi uszy; całopalenia i żertwy za grzech nie żądałeś. Wtedy powiedziałem: «Oto przychodzę; w zwoju księgi o mnie napisano: Jest moją radością, mój Boże, czynić Twoją wolę»[104].

Chcemy ofiarować nasze życie, nasze poświęcenie bez zastrzeżeń i bez targowania się jako pokutę za nasze grzechy, za grzechy wszystkich ludzi, naszych braci, za grzechy popełniane we wszystkich czasach i za te, które będą popełniane do końca wieków, przede wszystkim przez katolików, dlatego że są oni ludźmi wybranymi przez Boga, którzy nie umieją odpowiedzieć, którzy popełniają zdradę w stosunku do miłości upodobania ze strony Boga.

Miłować jak ten, kto miłuje najbardziej: zdobywać dla Chrystusa wszystkie dusze, obficie zadośćuczynić za zniewagi wyrządzane Najświętszemu Sercu Jezusa. Oto nasze ambicje. Przy tak Bożym szaleństwie, przy tej gorliwości, która pożera nasze wnętrze — zelus domus tuae comedit me [Gorliwość o dom Twój pochłonie Mnie][105], jakaż ludzka ambicja mogłaby przykleić się do nas na drodze naszego życia? Żaden z nas, jeżeli utrzyma tego ducha Dzieła, nie może mieć starania o to, żeby błyszczeć, żeby wspinać się po drabinie społecznej, żeby osiągać stanowiska, zaszczyty, uznanie, jeżeli nie robi tego wbrew sobie i żeby służyć Bogu.

Dlatego, że gdybyśmy poruszali się motywowani tą ludzką ambicją, żeby zaspokajać naszą miłość własną (nie zabraknie takich, którzy fałszywie będą mówić, że to robiliśmy), wówczas musielibyśmy zrezygnować ze służby Bogu: nemo potest duobus dominis servire[106]; nikt nie może dwom panom służyć — Jezusowi Chrystusowi i naszej próżności.

Pamiętam, że tuż po święceniach udzielono mi dobrej rady: jeżeli chce ksiądz zrobić karierę, niech ksiądz z ostrożnością unika wszystkiego, co wiąże się z pracą na poważnie, a przede wszystkim niech ksiądz unika pisania jasno. Wówczas być może nie zrozumiałem tego bardzo dobrze. Teraz widzę, że z ludzkiego punktu widzenia mieli rację. Jednakże dziękuję Bogu, mojemu Panu, dlatego że sprawił, że zrozumiałem — już wówczas — że nie powinienem zwracać na nich uwagi. Nigdy nie interesowało mnie robienie kariery mimo moich błędów i mojej osobistej nędzy.

Początek Dzieła: tylko z posłuszeństwa wyraźnej woli Bożej

84. Tak wielki jest mój strach przed wszystkim, co oznacza ludzką ambicję, chociaż nie zasługującą na naganę, że jeżeli Bóg w swoim miłosierdziu zechciał posłużyć się mną, który jestem grzesznikiem, do założenia Dzieła, stało się to wbrew mnie. Wiecie, jaką niechęć odczuwałem zawsze do tego starania niektórych osób — kiedy nie jest ono oparte na bardzo nadprzyrodzonych przyczynach osądzanych przez Kościół — o dokonywanie nowych fundacji. Wydawało mi się — i nadal tak mi się wydaje — że jest za wiele fundacji i założycieli. Widziałem niebezpieczeństwo pewnego rodzaju psychozy fundacyjnej, która prowadziła do tworzenia rzeczy niepotrzebnych z powodów, które uważałem za śmieszne. Myślałem, być może z brakiem miłości, że niekiedy przyczyna była najmniej istotna. Istotne było stworzenie czegoś nowego i nazwanie siebie założycielem.

W ten sposób mnożyły się dzieła o nazwach i celach, które, jak się wydaje, rodziły się — rozdrabniając zadania apostolskie i często zmieniając cele — z tej woli realizacji śmiesznych ambicji i nieźle się bawiłem — muszę to wyznać i proszę Boga o przebaczenie, jeżeli Go w ten sposób obraziłem — mówiąc sobie w głębi duszy, rozważając konkretne, maleńkie cele, które dawały początek zwracającym na siebie uwagę strojom i rodzinom zakonnym takim samym jak wiele już istniejących, zważywszy, że odróżniały się od tamtych tylko kolorem habitu albo sznurem, albo rzemieniem zawiązanym w pasie. Fundacja Ojca Iksińskiego, córek Świętej Emerencjany od Takiego i Takiego, na rzecz wnuczek zezowatej wdowy, które były blondynkami. Niech Was nie zdziwi, jeżeli opowiem Wam, że znam instytucje utworzone w celu naprawy zepsutych młodych niewiast — to jeden przykład z wielu — które po niewielu latach porzucają pracę założycielską nie dlatego żeby nie było więcej zepsutych niewiast niż przedtem, ale z powodu wygody, żeby poświęcić się prowadzeniu płatnych szkół albo pracom w tym rodzaju.

Później wielokrotnie — chociaż nie jestem miłośnikiem komedii — miałem pokusę, pragnienie, aby uklęknąć, aby prosić Was o przebaczenie, moje Dzieci, dlatego że przy mojej niechęci do zakładania czegokolwiek mimo posiadania dostatecznych motywów pewności, żeby założyć Dzieło, opierałem się, ile się dało. Niech mi posłuży za wytłumaczenie przed Bogiem Naszym Panem rzeczywisty fakt, że od 2 października 1928 roku pośród mojej wewnętrznej walki pracowałem, żeby wypełnić Świętą Wolę Boga, rozpoczynając pracę apostolską Dzieła. Minęły trzy lata i widzę teraz, że być może Pan zechciał, żebym cierpiał wówczas i żebym wciąż doświadczał tej całkowitej niechęci, żebym zawsze miał jeszcze jeden zewnętrzny dowód, że wszystko należy do Niego, zaś nic do mnie.

Apostolstwo jest służbą

85. To jest mój duch i taki ma być Wasz duch, moje Córki i moi Synowie. Do Dzieła nie przychodzicie niczego szukać. Przychodzicie się oddać, z miłości do Boga zrezygnować z wszelkich osobistych ambicji. Wszyscy muszą coś porzucić, jeżeli chcą być skuteczni w naszym Dziele i pracować tak, jak Bóg tego od nas żąda, niczym wierny osiołek, ut iumentum! Jedyną ambicją wiernego osiołka jest służyć, być użytecznym, jedyną nagrodą, jakiej oczekuje, jest ta, którą obiecał Bóg: quia tu reddes unicuique iuxta opera sua [bo Ty każdemu oddasz według jego czynów][107], dlatego że Pan nagradza każdego według jego uczynków.

Moje umiłowane Dzieci. Znajdujecie się tutaj, w Dziele, dlatego że Pan umieścił w Waszym sercu czyste i hojne pragnienie służby, prawdziwą gorliwość sprawiającą, że jesteście gotowi do wszelkiego poświęcenia, pracy w milczeniu dla Kościoła bez poszukiwania jakiegokolwiek ludzkiego wynagrodzenia. Napełniajcie się tymi szlachetnymi ambicjami, wzmacniajcie w Waszym sercu tę świętą gotowość, dlatego że ilość pracy jest niezmierzona.

Powinniśmy prosić Boga, Naszego Pana, żeby powiększał nasze gorące pragnienie służby, dlatego że messis quidem multa, operarii autem pauci[108]; [żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało]; morze pracy apostolskiej nie ma brzegów, a na świecie jest tak niewiele dusz, które chciałyby służyć! Rozważajcie, co by się stało, gdybyśmy my, którzy chcemy służyć, nie oddali się tej służbie całkowicie.

Moje Dzieci, nasze życie jest krótkie, mamy niewiele czasu, żeby żyć na ziemi, kiedy to możemy świadczyć tę służbę Bogu. Poeta mówi: rodzimy się, gdy pojawia się błyskawica, umieramy zaś, gdy jeszcze trwa jej blask, jakże krótkie jest życie![109] Lepiej ujmuje to Psalmista: homo, sicut foenum dies eius, tamquam flos agri, sic efflorebit[110], dni człowieka są jak trawa, kwitnie jak kwiat na polu; który rodzi się z pierwszym pocałunkiem słońca i nocą więdnie. Dlatego Św. Paweł mówi nam: tempus breve est [czas jest krótki][111]; nieomal nie mamy czasu!

86. Służyć zatem, dlatego że apostolstwo jest właśnie tym. Naszymi własnymi siłami nie możemy zdziałać niczego na niwie nadprzyrodzonej, ale będąc narzędziami Boga, możemy wszystko — omnia possum in eo, qui me confortat[112]; wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia, dlatego że to On nakazał w swojej dobroci używanie tych niezdatnych narzędzi. A zatem apostoł nie ma innego celu niż pozwolić działać Panu, stawać się gotowym, żeby Bóg wypełnił — za pośrednictwem swoich stworzeń, za pośrednictwem wybranej duszy — swoje zbawcze dzieło.

Apostołem jest chrześcijanin, który czuje się wszczepiony w Chrystusa, utożsamia się z Chrystusem przez Chrzest, jest uzdolniony do walki za Chrystusa przez Bierzmowanie, powołany do służby Bogu swoim działaniem w świecie przez uczestnictwo w królewskich, prorockich i kapłańskich zadaniach Chrystusa, które czyni go zdatnym do prowadzenia ludzi ku Bogu, do nauczania ich prawdy Ewangelii i współodkupiania ich modlitwą i pokutą.

Chrześcijanin gotów służyć jest przewodnikiem, nauczycielem i kapłanem swoich braci, ludzi, będąc dla nich drugim Chrystusem, alter Christus, albo lepiej, jak Wam zwykle mówię, ipse Christus«sam Chrystus». Podkreślam jednak, że chodzi o wykonywanie pracy osobistej, o to, żeby nie mieć osobistych ambicji. Chodzi o służbę Chrystusowi, żeby On działał, a także o służbę ludziom, dlatego że Chrystus nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć: non venit ministrari, sed ministrare[113].

Pracować bez osobistych ambicji ziemskich. Najgłębsza pokora

87. Służyć wszystkim ludziom. Niwą naszego apostolstwa są wszystkie stworzenia ze wszystkich ras i wszystkich stanów społecznych. Właśnie dlatego, żeby dotrzeć do wszystkich, zwracamy się najpierw w każdym środowisku do intelektualistów, wiedząc, że przez nich w sposób konieczny przechodzi każda próba przeniknięcia do społeczeństwa. Dlatego, że to intelektualiści mają ogląd całości, to oni ożywiają wszelki ruch mający trwałość, to oni nadają kształt i charakter rozwojowi kulturalnemu, technicznemu i artystycznemu ludzkiego społeczeństwa.

Córki i Synowie moi. Podkreślałem Wam konieczność ciągłego pozbywania się wszelkich ziemskich ambicji i napełniania się troską — która oznacza stałe zajmowanie się — służby. Jesteśmy przekonani, że nic nie ma wartości, nic nie ma trwałości, nic nie zasługuje na podjęcie wysiłku wobec tej wzniosłej misji służenia Chrystusowi, Naszemu Panu. Jednakże właśnie dlatego, że nauczyliśmy się lekceważyć ludzki poklask i wszelkie próżne poszukiwanie widowiskowości, nasz wysiłek o zachowanie skarbu pokory powinien być jeszcze uważniejszy i delikatniejszy.

Dlatego, że jesteśmy narażeni na bardzo subtelne niebezpieczeństwo, na niemal niedostrzegalną zasadzkę nieprzyjaciela, który im bardziej skutecznymi nas widzi, tym bardziej podwaja wysiłki, żeby nas oszukać. To subtelne niebezpieczeństwo, obecne zresztą w duszach poświęcających się pracy dla Boga, jest, moje Dzieci, pewnym rodzajem ukrytej pychy, która rodzi się ze świadomości, że jest się narzędziami cudownych, Bożych spraw, milczącym upodobaniem w samym sobie na widok cudów, które dokonują się przez własne apostolstwo. Dlatego, że widzimy ślepe umysły, które odzyskują wzrok, sparaliżowane wole, które ponownie się poruszają, kamienne serca, które stają się sercami z ciała, zdolnymi do nadprzyrodzonej miłości i ludzkiej czułości, sumienia pokryte trądem, plamami grzechu, które się oczyszczają, zupełnie martwe dusze, zepsute — iam foetet, quatriduanus est enim [już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie][114] — które odzyskują życie nadprzyrodzone.

88. I po przezwyciężeniu tak wielu ludzkich przeszkód, po pokonaniu tak wielkiego niezrozumienia, po zdobyciu tak wielu środowisk, praca staje się coraz obszerniejsza i bardziej różnorodna, coraz skuteczniejsza… Wszystko to, moje Dzieci, może być niekiedy okazją do nieuzasadnionego, ale możliwego zadowolenia z samych siebie. Powinniśmy być czujni, żeby to się nam nie przydarzyło. Powinniśmy mieć bardzo czułe sumienie i reagować natychmiast.

Nie możemy dopuścić nawet na chwilę żadnej myśli wynikającej z pychy w związku z jakąkolwiek naszą służbą Bogu, dlatego że w tej samej chwili przestalibyśmy być skuteczni na sposób nadprzyrodzony. Bóg nie chce, żeby jego słudzy byli napuszeni, zadowoleni z samych siebie. Przeciwnie, przekonani o swojej własnej niegodności i pełni świętego wysiłku, żeby nie przeszkadzać w dziele łaski: servite Domino in timore, et exsultate ei cum tremore; aprehendite disciplinam, nequando irascatur Dominus, et pereatis de via iusta[115]; służcie Panu z bojaźnią — bojaźnią, która jest miłością syna, który nie chce sprawiać przykrości swojemu Ojcu — i z drżeniem — ja tłumaczę: z poruszeniem miłości — rozradujcie się w Nim. Niech nie będzie tak, że kiedyś Pan się rozgniewa i zginiecie poza słuszną drogą i zgubicie drogę.

Popatrzcie, jak Św. Augustyn komentuje te słowa Pisma: Nie mówi się: „Nie wejdziecie na drogę sprawiedliwą”, ale: „Byście nie zginęli z drogi sprawiedliwej”. Cóż to oznacza? Tylko to, że ci, którzy postępują drogą sprawiedliwą, mają służyć Bogu w bojaźni, to jest nie wynosić się, lecz z lękiem postępować (por. Rz 11, 12). A to znaczy, że nie powinni okazywać się pysznymi, ale mają być pokorni. Do tego Apostoł dodaje jeszcze: „Nie wynosząc się nad innymi, ale z pokornymi się zgadzając” (Rz 12, 16). Niech wychwalają Boga, lecz w bojaźni; niczym się nie chwaląc, „bo nic nie jest nasze”; „a jeśli ktoś się chlubi, niech się w Panu chlubi” (1 Kor 1, 31). Paweł ostrzega w ten sposób, by nie zginęli z drogi sprawiedliwej, na którą już weszli, gdyby sobie przypisywali, że nią postępują[116].

89. Wspaniałość cudów, jakie Bóg działa naszymi rękami, powinna być dla nas okazją do uniżenia, aby sławić Boga i uznawać, że wszystko pochodzi od Niego i że my tylko przeszkadzaliśmy albo co najwyżej byliśmy ubogimi narzędzami w rękach Pana.

Powinniśmy myśleć, że jest wiele innych dusz, które pracowały lepiej niż każdy z nas, które poświęcały się bardziej i modliły się z większą wytrwałością, ale że Pan zechciał posłużyć się bardziej Wami i mną niż tymi innymi osobami, żeby widziano, że to On działa, żeby zauważono, że narzędzia nie mają znaczenia albo mają małe znaczenie.

Dlatego że Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał, co niemocne, aby mocnych poniżyć; i to, co nieszlachetnie urodzone według świata oraz wzgardzone, i to, co w ogóle nie jest, wyróżnił Bóg, by to, co jest, unicestwić, tak by się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga[117].

90. Tak więc, Córki i Synowie moi, kiedy będzie Wam się wydawało, że pracowaliście dużo w służbie Panu, powtarzajcie słowa, których On sam Was nauczył: servi inutiles sumus; quod debuimus facere, fecimus[118]; słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać.

Podsumowanie, które zawsze sporządzam na koniec dnia, robiąc rachunek sumienia, brzmi pauper servus et humilis! [ubogi i pokorny sługa]. I to wówczas, kiedy nie jestem zmuszony powiedzieć: Panie, Josemaría nie jest zadowolony z Josemaríi. Jednakże, jako że pokora jest prawdą, wielokrotnie — tak samo jak przydarza się Wam — myślę: Panie, przecież nie pamiętałem w ogóle o sobie samym, przecież myślałem tylko o Tobie i ze względu na Ciebie zajmowałem się tylko pracą na rzecz innych! Wówczas nasza kontemplacyjna dusza wykrzykuje z Apostołem: vivo autem iam non ego: vivit vero in me Christus[119]; teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus.

Bez pokory nie możemy nigdy służyć skutecznie, dlatego że nie odczuwamy konieczności ufnego poddania się działaniu łaski, nie będziemy odczuwać ciągłego impulsu uciekania się do Boga jako do naszej jedynej siły. Nie osiągniemy też od Pana łask, które ma dla nas przygotowane, dla naszego uświęcenia i uświęcenia naszych towarzyszy: quoniam excelsus Dominus, et humilia respicit[120]; ponieważ Pan jest wzniosły i patrzy łaskawie na pokornego.

Dzieci mojej duszy, wiem, że będziecie walczyć o to, żeby być pokorni. Wiem, że będziecie w ten sposób cudownie skuteczni, dlatego że będziecie posłusznymi narzędziami w rękach Boga. I poniesiecie na cały świat sól i światło Chrystusa, przede wszystkim przykładem Waszego życia: Prowadźmy zatem nowe życie; uczyńmy z ziemi niebo. Pokażmy poganom, jakich dóbr są pozbawieni. Gdy zobaczą, jak piękne prowadzimy życie, ujrzą sam obraz królestwa niebieskiego[121].

Oświetlać światłem Boga. Powszechne wezwanie do świętości

91. Zbliżam się do końca tej długiej rozmowy z Wami. Rozważania, których dokonaliśmy w obecności Boga, posłużyły nam do zrozumienia trochę bardziej głębi i piękna, oraz starej nowości powołania do Dzieła. Po upływie tak wielu wieków Pan chce posłużyć się nami, żeby wszyscy chrześcijanie wreszcie odkryli uświęcającą wartość życia codziennego — pracy zawodowej — oraz skuteczność apostolstwa doktryny przy pomocy przykładu, przyjaźni i zaufania.

Nasz Pan Jezus Chrystus chce, żebyśmy głosili dzisiaj w tysiącu językach — i z darem języków, aby wszyscy umieli je zastosować do swojego własnego życia — we wszystkich zakątkach świata, to przesłanie stare jak Ewangelia i jak Ewangelia nowe. Raduje nas w duszy — to jak jeszcze jeden dowód, chociaż go nie potrzebujemy, ewangelicznej głębi naszej drogi — odnajdywanie śladów tego samego przesłania w nauczaniu starożytnych Ojców Kościoła.

Cytowałem Wam niejeden raz w tym liście, co mówi Chryzostom. Posłuchajcie teraz innych jego słów: Nie mówię: Nie żeń się. Nie mówię: Opuść miasto i odsuń się od spraw publicznych. Wprost przeciwnie: zajmując się nimi okazuj swą cnotę. Chcę, aby ludzie przebywający w miastach bardziej jaśnieli swą cnotą, niż ci, którzy wybrali sobie na mieszkanie góry. Dlaczego? Dlatego, że wynika stąd wielka korzyść. „Nie zapala się światła i nie stawia pod korcem” (Mt 5, 15).

Dlatego chcę — mówi dalej Św. Jan Chryzostom — by wszystkie świece były na świeczniku, by światłość była wielka. Zapalmy Jego światło (por. Łk 12, 49) i sprawmy, by ci, którzy siedzą w ciemności (por. Mt 4, 16), przestali błądzić. Nie mów mi: «Mam żonę, mam dzieci, zarządzam domem, więc nie mogę tego wypełniać». Choćbyś nie miał nic takiego, a będziesz gnuśny, wszystko utracisz; tak samo, choćbyś to wszystko miał na swej głowie, jeśli będziesz gorliwy, będziesz jaśniał cnotą. Jest jedna rzecz, o którą się pytamy: troska o szlachetność intencji. Ani wiek, ani ubóstwo, ani bogactwo, ani natłok zajęć, ani żadna inna rzecz nie będzie mogła stać się przeszkodą. Przecież zarówno starcy, jak i młodzieńcy, ludzie, którzy mieli żony, wychowywali dzieci, trudnili się rzemiosłem, odbywali służbę wojskową — wypełniali wszystkie przykazania. Daniel był młody (por. Dn 1, 4.6), Józef był niewolnikiem (por. Rdz 39, 1n), Akwila trudnił się rzemiosłem (por. Dz 18, 1-3), sprzedająca szkarłat Lidia zarządzała warsztatem (por. Dz 16, 14), inny był stróżem więziennym (por. Dz 16, 27-33), inny setnikiem jak Korneliusz (por. Dz 10, 1n), inny słaby na zdrowiu jak Tymoteusz (por. 1 Tm 5, 23), inny zbiegiem jak Onezymus (por. Flm 16), a żaden z nich nie znalazł przeszkody w swoim zawodzie, lecz wszyscy wsławili się swą cnotą: mężczyźni i kobiety, młodzi i starzy, niewolnicy i wolni, żołnierze i osoby prywatne[122].

Jakże jasne było powszechne wezwanie do świętości w życiu codziennym, w pracy zawodowej, bez porzucania własnego środowiska dla tych, którzy umieli czytać w Ewangelii! Niemniej jednak, przez wieki, nie rozumiała tego większość chrześcijan. Nie pojawiło się ascetyczne zjawisko polegające na tym, że wielu poszukuje świętości w ten sposób, nie opuszczając swojego miejsca, uświęcając pracę zawodową i uświęcając samych siebie poprzez pracę zawodową. I bardzo szybko, z powodu tego, że nikt nią nie żył, zapomniano o tej nauce. Refleksja teologiczna została pochłonięta przez studiowanie innych zjawisk ascetycznych, odzwierciedlających inne aspekty Ewangelii.

92. Wzbudzając w tych latach swoje Dzieło, Pan zechciał, żeby bardziej niż kiedykolwiek była znana i nie została zapomniana prawda, że wszyscy powinni się uświęcać i że większość chrześcijan powinna uświęcać się pośród świata, pośród codziennej pracy. Dlatego dopóki będą ludzie na ziemi, będzie istniało Dzieło. Zawsze będzie działo się tak, że będą ludzie wszystkich zawodów i zajęć, którzy będą poszukiwać świętości w swoim stanie, w swoim zawodzie albo w swoim zajęciu, będąc duszami kontemplacyjnymi w codzienności.

Z tego, co właśnie Wam powiedziałem, wynika, moje Córki i moi Synowie, że nie będzie nigdy problemu dla Dzieła z przystosowaniem się do świata. Nigdy nie znajdzie się w konieczności stawiania problemu uwspółcześniania. Bóg uwspółcześnił swoje Dzieło raz na zawsze, dając mu te doczesne, świeckie cechy, o których mówiłem Wam w tym liście. Nigdy nie będzie konieczności dostosowania się do świata, dlatego że jesteśmy ze świata. Ani też nie będziemy musieli podążać za ludzkim postępem, dlatego że to my jesteśmy — Wy jesteście, moje Dzieci — razem z innymi ludźmi żyjącymi w świecie, tymi, którzy dokonują tego postępu codzienną pracą.

Bądźcie wierni, pomagajcie mi być wiernym i bym umiał czekać. Bez pośpiechu, dlatego że — w swoim czasie — Pan, który pragnął swojego Dzieła, sprawi, że skrystalizuje się ono w sposób prawny, którego obecnie jeszcze nie widać, żeby Kościół Święty uznał nasz Boski sposób służenia mu pośród świata — na ulicach — z czystą wodą i wolnym powietrzem, bez przywilejów, zachowując istotę naszego powołania. Nie będąc zakonnikami, dlatego że Pan nie chce, żebyśmy byli zakonnikami.

Módlcie się, módlcie się dużo. Nie zapominajcie, że modlitwa jest wszechmocna. Pamiętajcie, że Jezus powiedział: quodcumque petieritis Patrem in nomine meo, hoc faciam[123]; a o cokolwiek prosić będziecie w imię moje, to uczynię. I że qui coepit in vobis opus bonum, perficiet…[124]; Ten, który zapoczątkował w Was dobre dzieło, dokończy go do dnia Chrystusa Jezusa. Wyłożyłem Wam wyraźnie nadprzyrodzone powody, które poruszają mnie do modlitwy z wiarą i czekania, zamiast poszukiwać teraz oficjalnego zatwierdzenia kościelnego, co groziłoby rozpoczęciem wypaczania naszego Boskiego powołania, mylenia go z powołaniem zakonnym. Tego zaś nie chcę, dlatego że mój Pan Jezus Chrystus zażąda ode mnie rozliczenia, natomiast Wy — to również jest pewne —dokonalibyście masowej dezercji i postąpilibyście słusznie, nie tolerując, żeby gwałcono Wasze sumienia dzieci Bożych w Dziele Bożym.

Miejcie zatem całkowitą pewność, że Dzieło zawsze będzie wypełniać swoją misję z Bożą skutecznością. Zawsze będzie odpowiadać celowi, dla którego zechciał go na ziemi Bóg. Będzie z łaską Bożą — przez wszystkie wieki — cudownym narzędziem dla chwały Bożej: sit gloria Domini in saeculum [Niech chwała Pana trwa na wieki][125].

Z całego serca błogosławi Was Wasz Ojciec.

Madryt, 9 stycznia 1932 r.

[1]J 12, 32.

[2] Św. Ireneusz z Lyonu, Adversus haereses, III, 16, 6 (SC 211, str. 313-314), tekst polski za: Św. Ireneusz z Lyonu, Adversus haereses, tłum. ks. Jarosław Brylowski, Wydawnictwo Bernardinum, Pelplin 2018 (str. 260-261).

[3]J 12, 32.

[4]Ps 96[95], 1.

[5] Kol 3, 17.

[6]1 Kor 10, 31.

[7]Ps 100[99], 2.

[8] Mt 5, 48.

[9] Św. Jan Chryzostom, Adversus oppugnatores eorum qui ad monasticam vitam inducunt, 1, III, 14 (PG 47, col. 374).

[10] 2 Kor 9, 6.

[11]Mt 9, 35-38.

[12]Ap 3, 20.

[13]Mt 13, 44-45.

[14]Łk 12, 48.

[15]Mt 4, 19-20.

[16]Mt 8, 21-22.

[17]Łk 9, 61-62.

[18]Mt 4, 19.

[19] Św.Jan Chryzostom, In Genesim Homilia, 43, 1 (PG 54, col. 396).

[20]Mt 13, 47.

[21]Jer 23, 8 «de terra Aquilonis et de cunctis terris»: «z ziemi północnej i ze wszystkich ziem» (tekst wyd.).

[22]Jer 16, 16-17.

[23]1 Tm 2, 4.

[24]1 Kor 16, 24.

[25] S. Th., Suppl., q. 82, a. 3 ad 4.

[26]1 Tes 2, 4.

[27]Ps 105(104), 4.

[28]Ps 86(85), 3-4.

[29] Dz 2, 18.

[30]Ga 4, 1-7.

[31]1 J 2, 29.

[32]1 J 3, 1-2.

[33]Hbr 2, 10-13.

[34]Rz 8, 29.

[35] 1 J 3, 9-10.

[36] J 3, 16-17.

[37]37 1 Kor 14, 6.

[38] 1 Kor 14, 9-11.

[39] Por. Dz 1, 1.

[40] Rz 1, 20.

[41] * 41 J 3, 17.

[42]1 Sm 3, 6.

[43]Por. J 15, 15.

[44]J 11, 3.

[45]Dz 10, 38.

[46]Mt 23, 1-4.

[47]Mt 23, 5.

[48]Jk 2, 14.26.

[49]Św. Ignacy z Antiochii, Epistula ad Ephesios, c. 15, 1-2 (SC 10, str. 71).

[50]Por. Mt 5, 13-14.

[51]1 Kor 11, 7. «vir quidem non debet … imago et gloria Dei est»: «mężczyzna zaś nie powinien nakrywać głowy, bo jest obrazem i chwałą Boga»

[52]Mt 5, 16.

[53]Łk 12, 41-42.

[54] Mt 13, 34.

[55]1 J 4, 5.

[56]J 17, 18.

[57]J 21, 17.

[58]Jk 5, 18.

[59]Jk 2, 1-6.

[60]2 Kor 3, 17-18.

[61] Por. 2 Kor 5, 14.

[62] 1 Kor 1, 23.

[63] Mt 20, 28.

[64]Por. Mt 22, 21.

[65]Por. Ga 4, 31.

[66]J 17, 15.

[67]Dz 20, 28.

[68]Koh 3, 11.

[69]1 J 2, 16.

[70]1 Kor 3, 18.

[71]Rz 13, 1-7.

[72]J 19, 11.

[73]Por. 2 Kor 2, 15; «bonus odor Christi»: «miła Bogu wonność Chrystusa»

[74]Mt 6, 1.6

[75]Mt 6, 16

[76]Ps 100(99), 2; «servite Domino in laetitia»: «służcie Panu z weselem»

[77]Por. Ef 4, 15.

[78]1 Tm 1, 15.

[79]1 Tm 2, 1-4.

[80]1 Kor 9, 22, przekład x. Jakuba Wujka.

[81]Ef 4, 2.

[82]Rz 15, 1-2.

[83]Rz 14 ,1.

[84] Rz 15, 5-6.

[85] Mt 11, 29.

[86] Flp 2, 7.

[87]Flp 2, 8.

[88]J 15, 15.

[89]Mt 26, 50.

[90]J 15, 13.

[91]Łk 19, 45-46.

[92]J 2, 17.

[93]Ps 73(72), 21; 69(68), 10.

[94]Rz 12, 18.

[95]Rz 12, 14.17.

[96]J 13, 23; «erat ergo recumbens… quem diligebat Iesus»: «Jeden z Jego uczniów — ten, którego Jezus miłował — spoczywał na Jego piersi» (tekst wyd.).

[97]Św. Ignacy z Antiochii, Epistula ad Ephesios c. 10, 1-3 (SC 10, str. 67).

[98]Iz 49, 2.

[99]J 3, 30.

[100] 1 Tm 1, 17.

[101]101 Rz 15, 1.3.

[102] Łk 7, 47.

[103] 1 Tm 2, 6.

[104] Hbr 10, 5-7. Por. Ps 40(39), 7-9.

[105] J 2, 17.

[106] Mt 6, 24.

[107]Ps 62(61), 13.

[108] Mt 9, 37.

[109] Gustavo Adolfo Bécquer (1836-1870, hiszpański poeta romantyczny), Al brillar un relámpago nacemos, (przyp. tłum.).

[110] 109 Ps 103(102), 15.

[111] 1 Kor 7, 29.

[112] Flp 4, 13.

[113]Mt 20, 28.

[114] J 11, 39: «iam foetet, quatriduanus est enim»: «Już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie»

[115]Ps 2, 11-12.

[116] Św. Augustyn z Hippony, De correptione et gratia liber unus, c. 9, 24 (CSEL 92, str. 247-248). Tekst polski za: Św. Augustyn, Łaska, wiara, przeznaczenie, tekst polski w: Św. Augustyn, Łaska, wiara, przeznaczenie, tłum. ks. Wacław Eborowicz, Księgarnia Św. Wojciecha, Warszawa 1971.

[117]1 Kor 1, 27-29.

[118] Łk 17, 10.

[119] Ga 2, 20.

[120] Ps 138(137), 6.

[121] Św.Jan Chryzostom, In Matthaeum Homilia, 43, 5 (PG 57, col. 463).

[122] Św. Jan Chryzostom, In Matthaeum Homilia, 43, 5 (PG 57, col. 464).

[123] J 14, 13.

[124]Flp 1, 6.

[125] Ps 104(103), 31.